Artykuł na czasie. Gdy toczy się spór pomiędzy rządami Polski i Izraela postanowiłem przypomnieć historię naszego, pasłęckiego Żyda, o którym napisano dziesiątki artykułów i nakręcono tyleż filmów ze spotkań, w trakcie których opowiadał o swoim życiu.
Rodzice księdza Romualda Jakuba uhonorowani zostali medalem „Sprawiefliwy wśród Narodów”. Obok Maxa Liedtke jest to drugi tytuł dla mieszkańca Pasłęka. A może tak ufundować mosiężną tablicę pamiątkową wmurowaną w „pasłęckiego orła” na Placu 1000-lecia?
Nie wie, kiedy się urodził. Żartuje, że pewna będzie tylko data śmierci. Nie pamięta złego czasu wojny w Święcianach. Zapamiętał tylko dzieciństwo otoczone miłością ojca i matki.
Ksiądz Romuald Jakub Weksler-Waszkinel z Lublina. Do lat 90. tylko ks. Romuald Waszkinel. Uratowany „za pięć dwunasta”. Waszkinelowie przyjechali z Wileńszczyzny do Białegostoku. Stare Święciany, gdzie mieszkali podczas wojny, pojechały dalej, do Lidzbarka Warmińskiego. Rodzice zgubili „samych swoich”, którzy mogli wiedzieć za dużo. Później trafili do Pasłęka. Zamieszkali w jednorodzinnym domku na kolonii robotniczej za miastem. Zapamiętał ten pierwszy raz, kiedy przezwano go „Żyd”.
Antysemityzm po raz pierwszy Pasłęk.
W imieniu rodziców – Sprawiedliwi Wśród Narodów
Do 1952 roku Romuś był jedynakiem. Bawił się z innymi dziećmi. Do domu musiał wracać wieczorem razem z krowami idącymi z pastwiska. Waszkinelowie dostali krowę „Ryżutę” z UNRRY. Tuż przed domem usłyszał złośliwy rechot: „żyd, żydziak, żydowski bajstruk”. Bajstruk, to w gwarze jaszuńskiej „podrzutek”. Dziecko, które nie ma rodziców. Dwóch zapijaczonych facetów ryczało ze śmiechu na jego widok.
Nie miał wątpliwości, że to było do niego. – Potwornie jąkałem się w dzieciństwie. Wbiegłem przestraszony do domu, płaczący, ledwie wyjąkałem, co się stało. Mama przytuliła mnie. Zapytałem, co to jest „Żyd”. Nie wiedziałem wtedy, co to znaczy, ale czułem, że to jest coś brzydkiego. Mama była mądrą kobietą. Nie tłumaczyła, kto to jest Żyd, ale zapytała, czy najbliżsi sąsiedzi tak do mnie mówią. Wymieniała kolejne nazwiska. Nikt z nich nigdy tak mnie nie nazwał – wspomina ks. Weksler-Waszkinel. – Dobrzy ludzie nigdy tak o tobie nie powiedzą – głaskała mnie matka. – A głupi pijacy nie kochają ani swoich dzieci, ani siebie. Tylko wódkę.
Szukanie podobieństw
Pasłęk, kilka lat później. Nigdy nie był podobny do rodziców i bardzo to przeżywał. W szkole podstawowej dzieci pytały: do kogo jesteś podobny? A on nie był podobny ani do ojca, ani do matki. Ojciec pocieszał: – Jesteś podobny do siebie samego.
W piątej albo szóstej klasie Romek stoi przed lustrem, czesze bujną czuprynę. Na moment spostrzega coś w swoich rysach z twarzy ojca. Z radością krzyczy: – Mamo! Jestem podobny do tatusia, prawda?! Z całą nachalnością oczekuje potwierdzenia. Matka spuszcza głowę, zaczyna płakać. On wrzeszczy: – Bo, jak jestem Żydem, to zobaczycie, co sobie zrobię!
– Wyrastałem w atmosferze wielkiej miłości moich rodziców i dziwnego zderzania się z moją „innością” – opowiada ks. Weksler-Waszkinel. – Byłem „brzydkim kaczątkiem”. Nawet, jak zacząłem się czegoś domyślać, to bardzo nie chciałem być Żydem. Przykro mi to powiedzieć, ale miałem dobre, chrześcijańskie wychowanie. Niestety – też lekcje religii: Żydzi zamordowali pana Jezusa, są hardzi, prześladowali Kościół. To było straszne.
Powołanie
Jako dziecko bardzo chciał być księdzem. Lubił chodzić do kościoła. Z jednej strony dłoń taty, z drugiej mamy. Tak nauczył się pobożności. W szkole średniej króluje na potańcówkach, gra na instrumentach, tańczy z dziewczynami. W jedenastej klasie ma kryzys wiary. Wstrząsnęła nim teoria Oparina, że świat wystarcza sobie w zupełności. W 1960 roku robił maturę. Wtedy powiedział księdzu: jak zdam, to pójdę do seminarium. I od razu przestraszył się tego, co powiedział. Jak powtórzy to rodzicom? Tata od razu zaczął kpić: – Ty? Do seminarium? Nie nadajesz się na księdza. Za bardzo lubisz ludzi. Idź lepiej na medycynę. Jak ojciec mówi nie, to siedemnastoletni chłopak robi wszystko na „tak”. Wstąpił do Olsztyńskiego Seminarium Duchownego. Po miesiącu ojciec nagle zmarł.
Zabiłem ojca
– Tata zachowywał się bardzo dziwnie. Koniecznie chciał mnie zobaczyć, a jak już przyjechał, to był bardzo poważny. W seminaryjnej kaplicy modlił się przed obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej. Zaczął płakać. Myślałem, Boże, czy ja zrobiłem ojcu jakąś krzywdę? Zapytałem o to, a ojciec: to już nie można sobie popłakać? Twoje życie, twój los. Pamiętaj, co ci mówiłem: będziesz miał ciężko. I pojechał. To była niedziela. W czwartek wieczorem – telefon: ojciec nie żyje. Po pogrzebie powiedział mamie: – Nie wracam do seminarium. Zabiłem ojca. Matka w płacz. Mówię: – Przecież ojciec nie chciał, żebym został księdzem. Mama płacze. – Ty nic nie rozumiesz… Wypytuję: – Czego nie rozumiem? Nie powiedziała… Rektorowi seminarium wyznał: – Chyba nie powinienem tutaj być, bo mam ojca na sumieniu. Usłyszał: – To poważna sprawa, ale poczekaj miesiąc, aż minie szok. Przez ten czas uprzytomnił sobie, że to już jest nie tylko jego sprawa. Pomyślał: tato, bałeś się, że będę złym księdzem, a ja ci pokażę, że będę dobrym. W czasie seminarium nie było nigdy nawet śladu kwestii żydowskiej. – Wtedy Żyd we mnie był na urlopie.
Czy ja ciebie nie kocham?
– Wtedy nie wierzyłem, że jestem żydowskim dzieckiem. Dzięki wielkiej miłości rodziców już nie bałem się Żydów. Wiedziałem, że to nie oni zabili Jezusa. To był czas Soboru Watykańskiego II. Wszystkie ciężkie uderzenia, które szły w Żydów były w nauczaniu przedsoborowym. Sobór to wszystko wyrzucił. Czasami nawet myślałem sobie, jak byłoby cudownie, gdybym naprawdę był Żydem. W 1966 zostaje wyświęcony na księdza. Po roku zostaje skierowany na studia filozoficzne, w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. (Dziś jest starszym wykładowcą na wydziale filozofii). W 1975 roku sprowadził mamę do lubelskiego mieszkania. Wątpliwości powracały: kiedy właściwie się urodził, dlaczego nie jest podobny do nikogo ze swojej rodziny? Przy różnych okazjach czytał mamie książki żydowskie. Przy dziennikach Czerniakowa zaczęła płakać. Przerwał i zapytał: – Mamo, dlaczego płaczesz? Czy dlatego, że ja jestem Żydem? Wtedy rozpłakała się jeszcze bardziej – A czy ja ciebie nie kocham? – odpowiedziała pytaniem. To były wyraźne znaki. W 1978 roku raz jeszcze sprowokował rozmowę. Wtedy usłyszał od matki całą prawdę.
Syn żydowskiego krawca
Mama -מוטער
– Twoi rodzice byli Żydami. Urodziłeś się w getcie. Oni zostali zamordowani. Uratowałam ciebie od śmierci. Gdy zapytał, dlaczego mówi mu o tym dopiero teraz, przypomniała mu scenę przed lustrem. – Bałam się, że możesz sobie coś zrobić… Miałeś wspaniałą, mądrą matkę. Nie zapamiętałam twojego nazwiska (- Bardzo mnie to zabolało). Baliśmy się nie tylko Niemców, ale i sąsiadów, szmalcowników. Urodziłeś się na początku 1943 roku w rodzinie żydowskiego krawca ze Święcian.
Noc ponownych narodzin
– Moja rodzona mama mówiła do polskiej: pani kilkakrotnie podkreślała, że jest chrześcijanką i wierzy w Jezusa. Przecież On był Żydem. Niech pani ratuje to żydowskie niemowlę w imię tego Żyda, w którego pani wierzy. Jak on dorośnie, to będzie księdzem. Będzie nauczał ludzi – zapewniła. Usłyszał tę historię w wieku 35 lat, od 12 lat był księdzem. Przeraził się, rozpłakał. – Tak to wszystko pan Bóg ułożył, że nie miałem wyjścia. Moje żydostwo i kapłaństwo spięło się ze sobą. Powtarzam teraz: jestem Żydem od Jezusa. To On, Syn żydowskiej matki uratował mi życie. To była noc ponownych narodzin. Rok 1978. Wiedział już wszystko i nie wiedział niczego. Nie znał żydowskiego nazwiska. Nie miał rozterek religijnych. Po prostu był Żydem. Gdy przeprowadzał się z Pasłęka do Lublina nie chciał zabrać starego samowara i mosiężnej wagi, którą przywieźli jeszcze ze Święcian. Teraz dowiedział się, że to jedyny kawałek rodzinnego, żydowskiego domu. Dziś stoją w jego mieszkaniu na eksponowanym miejscu, jak relikwie.
W 1979 roku napisał list do papieża.
Z papieżem Benedyktem XVI
– Komuś chciałem o tym powiedzieć. Miałem ojca, matkę. Ale jak znaleźć ich ślad? Jak w 6-milionowej masie zamordowanych znaleźć krawca z małego miasteczka? Nie wierzyłem, że to się uda. – Napisałem do papieża z dwóch powodów: on jest następcą Żyda – Piotra, a ja jestem Żyd. Drugi powód, to ten, że on jest jednym ze wspanialszych Polaków, a mnie uratowała polska rodzina i w jakimś sensie Kościół, który ma różne oblicza. Odpowiedź papieża rozpoczynała się od słów: „Kochany bracie…” – Niczego więcej nie chcę, tylko żeby kiedyś święty Piotr tak mnie przyjął…
Na początku lat 80. przyjechał do Lasek pod Warszawą. Znowu boży przypadek. Spowiadała się u niego jedna z sióstr zakonnych. Powiedział jej: – Z kim jest Bóg, ten nie ma się czego bać. Ja żyję uratowany za pięć dwunasta.
Jankel Weksler, oczywiście
W pokoju na stole znalazł kartkę od zakonnicy: „gdyby mi ksiądz mógł powiedzieć coś więcej, to może ja mogłabym pomóc”. Ta siostra zakonna w czasie wojny ratowała wielu Żydów. Powiedział jej, że nie zna swojego nazwiska. Ojciec był krawcem ze Święcian. Mama na brata mówiła Szmulik, Muleczka. Ona wysyłała listy do Izraela, bez odpowiedzi. Dopiero jak w 1992 roku pojechała tam na spotkanie z Żydami, którzy przeżyli Holocaust i powiedziała, że żyje syn krawca ze Święcian, ktoś od razu odrzekł: – Krawcem był Jankel Weksler, oczywiście. Przywiozła mu zdjęcie rodzonej matki. Patrzył na nie i pierwszy raz w życiu znalazł kogoś podobnego do siebie. W 1992 roku pojechał do Izraela. Jeszcze żył rodzony brat i siostra ojca. Na lotnisku obcy, starszy mężczyzna podszedł do niego bez wahania. Rzucił mu się na szyję i mówi: – Synok, ty idziesz jak twój ojciec. Masz twarz swojej matki. To był stryj. No i od razu zapytał: – A jak ty, Żyd możesz znieść nienawiść do dwóch tysięcy lat? Odpowiedział: – Mam 50 lat.
……….
więcej w serwisie Gazety Pomorskiej
Ksiądz Weksler-Waszkinel wydał książkę „Zgłębiając tajemnicę Kościoła”, w której bada m.in. związki między chrześcijaństwem a judaizmem.
Pasłęk położony jest na 54°03′42,95″ szerokości geograficznej północnej i 19°39′49,66″ długości geograficznej wschodniej.
Co z tego wynika?
Polska znajduje się w strefie czasowej +1 godzina w stosunku do strefy czasowej uniwersalnej (południka 0, czyli Greenwich). Prawidłowym czasem naszej strefy (środkowoeuropejskiej) jest czas zimowy. Czas letni jest czasem przesuniętym o 1 godzinę do przodu w stosunku do czasu zimowego.
Słońce nad Pasłękiem
Godziny ustawione na naszych zegarkach pokazują nam czas strefowy. Polska znajduje się w strefie czasu środkowoeuropejskiego, który jest równy czasowi słonecznemu na południku 150 E (przebiega m.in. przez miasto Stargard, dawniej Stargard Szczeciński). Czas tej strefy przyjęła większość krajów Unii Europejskiej.
Czas słoneczny oznacza, że o godzinie 12:00 tego czasu słońce jest w zenicie (najwyższym punkcie na niebie). Każdy południk kuli ziemskiej ma inny czas słoneczny. Dla każdej różnicy położenia o 1 stopień różnica czasu słonecznego wynosi 4 minuty. W przypadku Pasłęka oznacza to, że słońce znajduje się w zenicie około godziny 11:41 czasu zimowego i 12:41 czasu letniego (wyliczenie na dole stron). To samo dotyczy wszelkich informacji radiowych i telewizyjnych mówiących np. o zaćmieniach, wschodach, zachodach Księżyca i Słońca. Od podanych godzin należy odejmować 19 minut.
Która jest godzina czasu słonecznego, gdy zegarek pokazuje godzinę 12:00?
Czas Unii Europejskiej
Od lat w Unii Europejskiej toczy się dyskusja o likwidacji zmiany czasu z zimowego na letni. Kwestią sporną jest odpowiedź na pytanie: który czas ma obowiązywać – letni czy zimowy. W związku z brakiem zgody ustalono, że każdy kraj podejmie decyzję samodzielnie. Oznacza to koniec jednego czasu w większości krajów Unii. A Polacy wolą widzieć słońce wcześniej (czas zimowy), czy też wybiorą dłuższy, widny wieczór (czas letni)? Wolimy aby południe w Pasłęku, czyli słońce w zenicie było o godzinie 11:41 czy też o godzinie 12:41?
Nasi dalecy „kuzyni”
Herb klubu piłkarskiego Lancaster City F.C.
Co jeszcze wynika z położenia Pasłęka na południku 19040′ i równoleżniku 540 04′?
Miejscem przeciwległym na kuli ziemskiej do Pasłęka jest punkt na Oceanie Spokojnym. Najbliższy od niego ląd to Wyspa Campbella (Nowa Zelandia ) 52°32′S 169°09′E, która znajduje się ponad 3000 km od pasłęckich antypodów (10 to około 111 km; zachęcam do przeprowadzenia dokładnych wyliczeń; nasze antypody leżą na 54°03’S, 160°20’W – Ocean Spokojny).
Na tym samym południku co Pasłęk (19040′) leżą: Frombork (19041′), Kalwaria Zebrzydowska (19040′) i miasto Gemena (19046′)w afrykańskim Kongo.
W podobnej szerokości geograficznej do Pasłęka( 54004′) leżą miasta: Kętrzyn (54°04′), Suwałki ( 54°06′), Rostok w Niemczech (54°05′), Lancaster w Wielkiej Brytani (54°03′), Nowosybirsk (55°02′N) w Rosji, Edmonton ( 53°33′) i St. Albert 53°38′ w Kanadzie.
Pasłęccy miłośnicy piłki nożnej, fani F.C. Barcelony, Realu Madry, Manchester United F.C, powinni przemyśleć, czy nie warto części sympatii nie przenieść do Lancaster City F.C!
Obliczenie „czasu pasłęckiego”:
Różnica pomiędzy południkiem 15° a położeniem Pasłęka wynosi
19°39′49,66″ – 15° = 4°39′49,66″
1° – 4 minuty
1′ – 4 sekundy
1″ – 4/60 sekundy
4° x 4 minuty +39′ x 4 sekundy + 49,66″ x 4/60 sekundy = 16 minut +2 minuty 36 sekund + 3,3 sekundy = 18 minut 39,3 sekundy
W Pasłęku słońce znajduje się w zenicie o godzinie 12:00 minus 18 minut 39,3 sekund, czyli około godziny 11:41.
Pogezania (pruskie: Paugudian – kraj porośnięty zaroślami) to kraj, państwo plemienne występujący w wykazie krzyżackiego kronikarza z XIV wieku Piotra z Dusburga. Leżał nad górną Pasłęką, sąsiadowała z Pomezanią, Warmią, Barcją i Galindią. Dziś jest to małe terytorium rozciągnięte pomiędzy rzekami Elbląg i Pasłęka. Ten teren teraz znajduje się w województwie warmińsko-mazurskim , w północnej Polsce.
Pogezania była ziemią o mniejszym obszarze niźli Pomezania, zawierała w sobie miasta takie jak Elbląg (będący miastem leżącym na styku dwóch ziem), Pasłęk, Morąg i Zalewo. Charakteryzowała się w dużej mierze specyficznym górzystym uwarunkowaniem terenu który w przyszłości miał być podstawą ulokowania jej w regionie pojezierza iławskiego. Pogezan jako plemię wyniszczył zarówno podbój ich rodzinnej ziemi jak i kolejne powstania, w których brali czynny udział. Wyludniona ziemia już pod panowaniem krzyżackim uległa szybkiemu procesowi kolonizacyjnemu, który wchłonął niedobitki Pogezan. Dawna nazwa Pogezania ustąpiła nowej Hockerlandia nadanej na cześć legendarnego wodza Pogezan by z czasem zatracić i ją, i stać się oficjalnie Oberlandem czyli Pogórzem.
legendarny król i wódz Pogezanów, Hoggo, Według legendy, Hoggo był dziesiątym synem króla Widowuto i otrzymał ziemię „między Borken, Bassaro, Drusino.” Według niej, nazwę kraju wybrano dla jego córki Poggezany. Hoggo zbudował sobie twierdzę Tolko (Tolkemit) w regionie administracyjnym Morąg. Są to do dziś istniejące tzw. Wały Tolkmita, nazwane na cześć przywódców Tolko i Mita. Jego druga córka, Cadina, dała nazwę miejscowości Kadyny.
władca Auktume (XIII wiek).
władca Linka (XIII wiek)
Nazwa po raz pierwszy pojawia się w 1287 w dokumentach religijnych jak Pogusania , tak jak już prawdopodobnie słyszeli od swoich polskich sojuszników, rycerze zakonni. Później region jest zwany Pagudinensis terra.
Rys. Plemiona pruskie w XIII w. autor Renata 3, cc wikimedia
Pogezanie stawiali zacięty opór, zostali podbici w trakcie wyprawy z udziałem księcia Ottona z Brunszwiku w 1239 roku. Władztwa zakonu na terenie podbitej Pogezanii strzegł wzniesiony zaraz po jej podboju Dzierzgoń (Sirgune). Pogezanie brali udział w obu wielkich powstaniach pruskich oraz w powstaniu w 1278 roku, po którym przestali istnieć w wyniku represji krzyżackich, kiedy to plemię z wyjątkiem nielicznych, którzy schronili się na Litwie, zostało wybite lub wzięte do niewoli. Po zdławieniu wielkiego powstania Prusów (1260-1276) obszar Pogezanii stał się miejscem ożywionej działalności kolonizacyjnej zakonu. Większość terenów dawnej pruskiej Pogezanii znalazło się na obszarze komturii elbląskiej.
W późniejszych czasach staropruska Pogezania nazywana była Hoggerlandią (łac. Hockerlandia), od imienia legendarnego księcia pruskiego Hoggo. W większości pokrywa się z terenem historycznych Prus Górnych (niem. Oberland). Obecnie region ten znajduje się na terenie województwa warmińsko-mazurskiego.
wg wikipedii, opr. A. Fularz
Simas Sužiedėlis, wyd. (1970/78). „Pagudė”. Encyklopedia LituanicaIV . Boston, Massachusetts: Juozas Kapočius. s. 149-150. LCC 74-114275
H. Frischbier: Preußisches Wörterbuch Ost- und Westpreußische Provinzialismen, Bd.1,2, Berlin 1882-82, S.293
[perfectpullquote align=”right” bordertop=”false” cite=”” link=”” color=”#004c63″ class=”” size=””]Niewidomy mnich Dom Perignon, w dobieraniu szczepów winogron wykorzystał swoje niezwykle wrażliwe podniebienie i wyprodukował pierwszego szampana w 1690 roku[/perfectpullquote]
Szampan to wizytówka, Rolls-Royce wśród win musujących.Tradycyjnie pojawia się w pasłęckich sklepach jedynie w okolicach Nowego Roku. Jest trunkiem stosunkowo drogim i nie należy do ulubionych alkoholi Polaków. Mówimy oczywiście o oryginalnym szampanie pochodzącym z Szampanii we Francji. Najtańszego szampana kupimy w Pasłęku w sklepie Lidl (ok. 70 zł). Szampana podaje się przede wszystkim jako aperitif, a także do deserów. W praktyce pijemy go do wszystkiego, ale ważne by był schłodzony do temperatury 6-8 stopni. Rytuał picia bez trudu do znalezienia w Internecie.
Produkcja
Metoda tradycyjna produkcji szampana (Francja), cavy (Hiszpania) i sekt (Niemcy)
Champagne, Cava, Sekt – kiedy w kadziach powstaje siarczyście kwaśne wino, po rozlaniu go do butelek rusza szampanizacja. Powtórna fermentacja, trwająca 15 miesięcy, zachodzi już w butelkach. Martwe drożdże tworzą w butelkach nieestetyczny osad, dlatego pod koniec leżakowania codziennie obraca się każdą z butelek o 45 stopni. Nieumiejętnie obróca butelka „eksploduje”. Wielokrotnie obracane szyjki butelek zanurza się w roztworze soli o temperaturze -20 stopni. Osad zamieniony w lodowy korek można usunąć, a następnie zastąpić likierem. W zależności od słodyczy likieru, szampan jest wytrawny, półsłodki lub słodki.
Prosecco – w przeciwieństwie do powyższego druga fermentacja następuje w beczkach a nie butelkach.
Wina musujące
Sowietskoje Igristoje – To nie jest wino, a napój winiarski ze skoncentrowanego soku, sztucznie słodzony i gazowany dwutlenkiem węgla. Produkowany jest w Polsce (Toruń)
Ogólnie wina musujące są produkowane metodą wtłaczania dwutlenku węgla do butelek z winem.
Porównanie
Po co ten wykład?
Szampan, cava, prosecco, sekt, espumante to nazwy win musujących, w których „bąbelki” są wynikiem naturalnych procesów fermentacyjnych. Dlatego, teoretycznie, powinny być droższe od win, w których CO2 jest wtłaczane. Ale tak nie jest. Rozumiejąc znaczenie opisów umieszczanych na etykietach oraz mając wyrobiony gust, możemy wybrać butelkę, która z dużym prawdopodobieństwem nie zawiedzie naszego podniebienia. Ważne jest, że nie skusimy się na ładną etykietę wina sztucznie gazowanego, w cenie wyższej niż cava czy prosecco. Niektórzy twierdzą, że są najzwyczajniej oszukiwani przez reklamę, ale czy to raczej nie brak naszej wiedzy jest powodem naszego „frajerstwa”?
Krótki poradnik
Nie szukajmy słodkiego prosecco bo nie jest produkowane.
Każdy kraj stosuje dodatkowe oznaczenia regulowane obowiązującymi w nim przepisami.
W prosecco: spumante oznacza dużą ilość gazu, a frizzante oznacza małą ilość gazu
Pamiętajmy, że w winach musujących markowych „demi-sec” czy „semi-seco” oznacza wino półsłodkie a nie półwytrawne.
Wina musujące (wytrawne) są stosowane również do robienia drinków (nawet z piwem pół na pół)
Prosecco i Cavę kupicie nie tylko w specjalistycznych sklepach z alkoholem, ale również w Lidlu, Biedronce, Netto… w cenie nawet poniżej 20 zł
Victor Valois (1841–1924) był wiceadmirałem Imperialnej Marynarki Wojennej II Rzeszy Niemieckiej. W latach 1892 – 1896 r. był Szefem Marynarki Wojennej na Morzu Północnym w Wilhelmshaven.
Urodził się 14 sierpnia 1841 w Preussisch Holland (dzisiaj: Pasłęk), a zmarł 4 stycznia 1924 w Królewcu, Ukończył Imperialną Akademię Marynarki Niemiec (German Imperial Naval Academy).
Rodzina
Według legendy rodzinnej, pradziadek Valois został wcielony do służby Habsburgom i wziął udział w wojnie siedmioletniej. Podczas pruskiego zwycięstwa pod Legnicą znalazł się wśród 4700 austriackich więźniów i został przekonany do wstąpienia do wojska pruskiego. Po wojnie osiadł w Pruskiej Holandii, mieście zbudowanym przez holenderskich uchodźców w XIV wieku. Syn więźnia został kupcem i poślubił córkę jednego z posłów parlamentu pruskiego. Z kolei ich syn Victor Valois poślubił Minnę von Behrendt.
Kariera
Valois wstąpił do pruskiej akademii marynarki wojennej i został wcielony do służby 18 czerwca 1857 r. Tego roku zdał egzaminy morskie, a w 1861 roku zamustrował na fregatę Thetis na trzyletni rejs do Azji Wschodniej. Według ogólnych relacji innych oficerów marynarki wojennej był miłym mężczyzną, który mówił doskonale po angielsku.
Po wybuchu wojny pruskiej z Danią był oficerem wachtowym na kanonierce Loreley napędzanej parą, pod dowództwem kapitana Hansa Kuhna. W dniu 17 marca 1864 r. uczestniczył w bitwie morskiej.
Od 1865 do 1868 Valois opłynął świat na Corvette Vineta, a następnie na Sail Corvette Nymphe. Wraz z resztą załogi Nimfy przeniósł się do S.M.S. Augusta, jako oficera pełnił funkcję drugiego oficera nawigacyjnego. Po krótkiej wycieczce zaopatrzeniowej do Kilonii, przeprowadził SMS-a Augusta wokół Wysp Brytyjskich i zaatakował kilka okrętów francuskiej marynarki wojennej w Bordeaux zatapiając kilka statków towarowych. Następnie Augusta schroniła się w hiszpańskim porcie w Vigo, gdzie została aresztowana przez trzy francuskie okręty wojenne do 1871 roku, kiedy to statek wrócił do Kilonii.
Valois dowodził korwetą krążownika SMS Victoria (Francja, 1863) w lutym 1881 r. Podczas rejsu do Liberii interweniował przeciwko miejscowemu atakowi na załogę niemieckiego statku handlowego. Zażądał kary pieniężnej od rządu liberyjskiego i ostrzelał wioskę tubylców biorących udział w ataku.
Na początku 1890 r. zamienił stanowisko dyrektora (Oberwerftdirektor) Stoczni Cesarskiej w Kilonii na dowództwo niemieckiej eskadry wschodnioazjatyckiej (1890-1892). W grudniu 1890 przebywał w Australii z flotą: SMS-ami Sophie, SMS-ami Lipsk, SMS-ami Arcona i SMS-ami Alexandrine. Celem eskadry wschodnioazjatyckiej była ochrona i propagowanie imperialistycznych interesów w Azji i Pacyfiku. 21 grudnia 1890 r. przebywał na Samoa ze swoją eskadrą w związku z niemieckimi planami przyłączenia Wysp Marshalla. Zbliżający się huragan zmusił go do wycofania się na swoim okręcie flagowym Lipsk.
Był to okres napięć i rywalizacji na Pacyfiku między wielkimi mocarstwami, w tym Niemcami i Stanami Zjednoczonymi. Napięcie to wzrosło nieznacznie, gdy Valois zbliżył się swoją eskadrą do San Francisco 4 czerwca 1891 roku i zwyczajowo nie wywiesił flagi amerykańskiej. Być może z tego powodu admirał Andrew E. K. Benham, dowódca stacji Mare Island, nie odwiedził Valois na okręcie. Niemniej jednak, działo się to podczas wojny domowej w Chile w 1891 roku i wkrótce otrzymał rozkaz popłynięcia na południe, gdzie wraz z flotami amerykańskimi i brytyjskimi brał udział w poszukiwaniach chilijskiego statku Itata (Itata Incident).
Przejście na emeryturę
Koniec lat 90-tych XIX wieku był także okresem konfliktu w obrębie imperialnej niemieckiej marynarki wojennej. Ustawa marynarki wojennej z 1898 r. zlikwidowała scentralizowaną kontrolę militarną nad flotą, oddając ją w ręce cesarza Wilhelma II Szalony cesarz był zdominowany przez Alfreda von Tirpitza. Jego koncepcja marynarki wojennej opierała się na budowie ciężkich okrętów, w bezpośredniej konkurencji z Wielką Brytanią. W 1899 roku napisał on książkę faworyzującą krążowniki w przypadku wojny z Królestwem Wielkiej Brytanii. Statki o wielkim tonażu, zwane statkami stołecznymi, były drogie i czasochłonne w budowie, a zdaniem Valois nie służyłyby dobrze niemieckiej marynarce. Jego koncepcja nie pasowała do planów Wilhelma (lub Tirpitza) niemieckiej marynarki wojennej, która miałaby konkurować pod względem masy, wielkości i imponującego wyglądu z ogromną flotą brytyjską.
Dodatkowa praca
Książka autorstwa Valois „Seekraft Seegeltung Seeherrschaft” opublikowana w 1899 r. wzbudziła zainteresowanie międzynarodowych kręgów morskich, ponieważ przyznał w niej , że niemieckie morskie siły zbrojne były skierowane na Wielką Brytanię. Zasugerował w niej też, że wspólne interesy Stanów Zjednoczonych i Niemiec powinny doprowadzić do sojuszu przeciwko Wielkiej Brytanii.
Jeśli przyjąć, że Ziemia istnieje 24 godziny to ludzkość żyje na niej od 2 sekund. To tylko ciekawostka, ale książka jest pracą naukową z dużą ilością wiedzy specjalistycznej z zakresu paleontologii i geologii. Jest cennym źródłem wiedzy o dziejach Ziemi jako planety. Czytelnik dowie się wiele o tektonice płyt i ich ruchu. (Gondwana, Baltika, Laurencja, Syberia, Awalona). Poznać można główne zdarzenia każdej ery: zmiany klimatów, katastrofy, rozwój sześciu królestw żyjącego świata (jeszcze za mojej edukacji wyróżniano jedynie dwa królestwa) , orogenezie, atmosferze, klimacie …
Autor opisuje dzieje Ziemi, od jej powstania do czasów współczesnych, oraz rozwijającego się na niej życia. Ujęcie bazuje na uznaniu Ziemi za jednolity system fizyczno-chemiczny i biologiczny. Omawia m.in. procesy kształtujące powierzchnię Ziemi, metody ustalania wieku skał i ewolucja świata organicznego.
Przejrzystość treści, staranny układ, liczne barwne ilustracje oraz nowatorstwo i aktualność książki sprawiają, że jest to nie tylko świetny podręcznik akademicki przydatny do nauczania geologii, ale także cenne źródło wiedzy dla wszystkich którzy chcą poznać historię naszej planety. Wiedza ta działa mocno na wyobraźnię.
Zrozumieć świat alkoholi, zwłaszcza nie mieszkając we Włoszech czy Francji, nie jest rzeczą łatwą. Nie wystarczy wypić morze wódki by stać się sommelierem. W temacie tym napisano wiele książek, ale nie zmienia to faktu, że to jednak praktyka czyni mistrza. W listopadzie 2018 roku w Hoteliku 51 miała miejsce degustacja win (cena za udział 45 zł). Spotkania takie z pewnością są przyjemne, ale mają taką wartość jak udział z Marcinem Gortatem w lekcji koszykówki. Ćwiczyć trzeba na swoim podwórku i to najczęściej jak tylko to możliwe. Ograniczając się do pasłęckiego podwórka możemy jedynie rozpocząć przygodę, która zaprowadzi nas do świata ziemskich rozkoszy lub do klubu Anonimowych Alkoholików.
Inwentaryzacja
W mieście mamy dwa sklepy typu „świat alkoholi” i kilka specjalizujących się w sprzedaży tychże trunków, z ukierunkowaniem na klientelę pijącą dużo i tanio (chyba nikogo nie uraziłem). W pierwszej kolejności proponuję przyjrzeć się ofercie supermarketów. Bo jeśli już jakiś gatunek wina, rumu czy szampana jest w nich sprzedawany to cena jest tam z reguły dużo niższa niż w innych sklepach. To tutaj zaopatrują się puby, kawiarnie itp. lokale. Niepostrzeżenie wykupują cały, butelkowany towar, który dla okazjonalnych pijaków jest niezauważalny z racji swojej ceny (wydaje się dalej wygórowana) i oryginalności smakowej.
Gust
Gust kształtuje się razem z nami. Początkujący i kobiety preferują w alkoholach smaki słodkie. Szanujący wątrobę i serce wybierają smak gorzki. Reguły nie ma, gdyż nie trudno spotkać kobietę miłośniczkę czystej wódki oraz mężczyznę pijącego słodkie nalewki. Ważne jest aby poznać gust swój i w miarę możliwości gusta osób, które zapraszamy na kieliszek wina. To, że głównie kupowane są przed Sylwestrem rosyjsko brzmiący trunek o nazwie „Carskoje Igristoje” i piwo „Specjal” w trakcie trwania wielkich imprez sportowych świadczy jedynie, że gust większości jest ustabilizowany na smakach najtańszych.
Pijąc, a właściwie smakując alkohol w pierwszej kolejności należy nazwać to co odczuwamy jako wyjątkowo dobre i wyjątkowo niedobre. Pierwsze spostrzeżenie, po kilku „libacjach” będzie takie, że mimo różnych nazw trunki smakujące nam, mają cechy wspólne. Identycznie będzie z tymi paskudnymi. Na co zwrócić uwagę? Czytajmy etykiety: kraj pochodzenia, rodzaj alkoholu, z czego jest zrobiony itp. Dla przykładu:
Sprzedawca: W czym mogę pomóc ?
Ty/klient: Poproszę wino półwytrawne, czerwone, hiszpański merlot lub gruzińskie z winogron saperawi .
Co powiedziałeś? Że chcesz niedrogie, ale dobre wino do obiadu (z mięsem w kolorze wina). Teraz otrzymasz kilka propozycji w cenie 20-30 zł za butelkę. Jeśli zmienisz nazwę kraju na Francja a winogrona na Pinot Noir to cena pójdzie znacząco w górę, ale czy będzie ci smakowało? Dlatego należy koniecznie poznać i nazwać swój gust! Przypominam, gust będzie się zmieniał.
Na początku chodzi przede wszystkim o znalezienie nici porozumienia pomiędzy sprzedawcą, a nami, czyli klientem. Spójrzmy jak w sklepie z alkoholami ustawione są butelki. Według jakich kryteriów? Oddzielnie wina (półki z nazwami poszczególnych krajów, z których pochodzą), wódki, piwa, alkohole kolorowe (gin, rum, whiskey…). Należy wyrazić się na tyle precyzyjnie, aby sprzedawca zawęził obszar poszukiwań do kilku butelek.
Rodzaje alkoholi
Niektórzy się zdziwią, ale oprócz wódki i piwa są jeszcze inne trunki. Te inne butelki stojące obok nich to nie „wynalazki” lecz alkohol, który nie tylko nie powoduje kaca (przynajmniej nie musi), nie jest też zniewagą dla słowiańskiej duszy wychowanej na samogonie, ale ma smak i świadczy o wysokiej kulturze pijącego (a co? , nie mogę tak uważać?).
Alkohole można podzielić na wiele sposobów. Nie trzymając się żadnych kryteriów w naszej praktyce przyjmijmy, że są: wina, wódki (w tym kolorowe), piwo, whiskey, gin, rum, szampan, drinki … Każdy rodzaj alkoholu, jego znajomość, jest niczym różne kierunki studiów. Nie pijesz whiskey? Nie lubisz piwa? Możesz bardziej poznać to co lubisz!
Zapraszam do następnych artykułów
Będą to opisy poszczególnych rodzajów alkoholi zawężone do tego co możemy kupić i czego możemy się napić w Pasłęku. Dlatego chętnie dowiem się o istnieniu w naszym mieście lokalu, w którym barman potrafi nazwać serwowane przez siebie drinki. Z czystej zawodowej ciekawości chętnie sprawdzę i polecę innym.
Koncert prowadził, znany z wielu telewizyjnych i radiowych programów, śpiewak operowy (bas, 68 lat) Kazimierz Kowalski. Ponadto przy pełnej sali POK wystąpili: Małgorzata Kustosik (mezzosopranistka, wiek) i Andrzej Jurkiewicz (tenor obchodzący w tym dniu 74 urodziny). Akompaniowała grając na pianinie Ewa Szpakowska. Nie wystąpili, prezentowani na plakacie promującym koncert: Małgorzata Kulińska (sopran) oraz Andrzej Niemierowicz (baryton). Podczas koncertu usłyszeliśmy przeboje z oper, operetek i musicali takich jak: Wesele Figara, Straszny Dwór, Baron Cygański, Wesoła Wdówka, Księżniczka Czardasza, Skrzypek na Dachu, Hrabina Marica oraz kilka kolęd śpiewanych razem z publicznością.
Na widowni tradycyjnie zabrakło młodzieży, a nawet tych co już od kilkunastu lat uważają siebie za dorosłych. Krzesła na balkonie sali Pasłęckiego Ośrodka Kultury są już mocno zakurzone. Może wystarczyłoby promować takie występy choćby tylko zwykłą informacją na lekcjach muzyki w pasłęckich szkołach. Klimatu jaki panuje w trakcie koncertu na żywo nie odda żadne nagranie ani program telewizyjny.
Prowadzący okrasił zapowiedzi kilkoma anegdotami, których bohaterami były znane szerokiej publiczności, a jemu osobiście postaci: Bernard Ładysz, Bogusław Kaczyński, Zbigniew Religa. Dzięki temu świat znany z telewizji staje się bliższy i bardziej swojski. Każde wykonanie poprzedzone było krótką opowieścią o autorze i historią powstania utworu. Aby przybliżyć atmosferę koncertu załączam poniżej kilka wykonań (opisy z serwisu https://pwm.com.pl).
W tym roku obchodzimy 200 lecie urodzin Stanisława Moniuszki i ten 2019 rok został ogłoszony z tej okazji rokiem Moniuszki.
Halka, aria Jontka z II aktu opery (I ty mu wierzysz) Stanisława Moniuszki, śpiew Andrzej Jurkiewicz, piano Ewa Szpakowska
„Jontek, zakochany w Halce bez wzajemności, na próżno usiłuje przekonać zrozpaczoną dziewczynę o daremności jej uczuć do Janusza (”Ty nie wiesz, co to miłość panicza z biedną poddanką, o nie wiesz ty. U niego będzie słodycz oblicza i mowa słodka, jak twarz dziewicza. W sercu głaz na twoje łzy, a ty chcesz wierzyć w miłość panicza”).”
Straszny dwór, dumka Jadwigi z II aktu (Biegnie słuchać w lasy, w knieje) na mezzosopran i orkiestrę. Śpiew Małgorzata Kustosik, piano Ewa Szpakowska
„W pełnej liryzmu dumce (Biegnie słuchać w lasy, w knieje) Jadwiga oddaje się dziewczęcym marzeniom. Obydwie zwrotki dumki kończy 8-taktowy fragment instrumentalny, z charakterystycznymi kontrastami: forte + tryb durowy – piano + tryb molowy.”
Kiepura Brunetki blondynki z filmu „Kocham wszystkie kobiety” , śpiew Andrzej Jurkiewicz, piano Ewa Szpakowska
Jan Kiepura – tenor, który w okresie międzywojennym śpiewał na najważniejszych światowych scenach operowych, był również gwiazdą kina.
Habanero z opery Carmen Georga Bizeta. Śpiew Małgorzata Kustosik, piano Ewa Szpakowska
„Miłość to buntowniczy ptak” czyli Habanera. Jest to bodajże najlepiej znana aria z opery Georga Bizeta z 1875 roku.
Gdybym był bogaty z filmu Skrzypek na dachu, śpiewa Kazimierz Kowalski, piano Ewa Szpakowska.
Nagrodzona trzema Oscarami ekranizacja słynnego musicalu „Skrzypek na dachu”. Ubogi Tewje mleczarz mieszka wraz z żoną i trzema córkami w Anatewce, małej wiosce w carskiej Rosji (Ukraina). Nakręcona na podstawie powieśi autorstwa Szolema Alejchema z 1894 roku, znana także pod alternatywnym tytułem „Dzieje Tewjego Mleczarza”.
Po koncercie można było kupić płytę z autografem Kazimierza Kowalskiego.
Gdzieś w czasach wczesnego Gierka rodzice zostawili mnie na całe wakacje u babci w mazowieckiej wsi. W całej wsi tylko dwa domy były murowane. Pozostawały w kontraście z innymi, drewnianymi, pokrytymi strzechą. Przy jedynej, piaszczystej drodze znajdował się sklep otwierany raz w tygodniu na kilka godzin. Chleb, mleko, jajka i mięso każde gospodarstwo miało własne, a cukier i sól wystarczyło kupić raz na miesiąc. Lato było gorące. Moi rówieśnicy całe dnie pomagali rodzicom pracując w polu, przy zwierzętach lub w domu. Po kilku dniach bez telewizji, która była tylko w tych dwóch, wspomnianych, murowanych domach, byłem tak znudzony, że wziąłem się do pracy. Później. przez wiele lat babcia i ciotki pytały rodziców kiedy znów je odwiedzę: „jest taki pracowity i grzeczny!” A ja najzwyczajniej bałem się znów spędzić dwa miesiące wakacji na wsi, gdzie rozrywką był wypas krów, praca na sieczkarni albo karmienie perliczek. Chaty kryte strzechą, studnie i wychodek za stodołą nie mogły równać się z wielkomiejskimi blokami, w których jeździły windy, a sklepy ze słodyczami były otwarte do wieczora.
Chata ze wspomnień, fot. Pixabay
Po latach gust mi się zmienił. Ale było za późno! Wieś zobaczyłem ponownie czterdzieści lat później. Historię skracam, by nie popaść w niezrozumiały dla innych sentymentalizm. Rzecz w tym, że wsi z moich, a tym bardziej mojego taty wspomnień, już nie ma. Ci co tam zostali, pełni nie skrywanej dumy chwalili się nowymi murowanymi domami, asfaltową drogą, nowym kościołem … Ale mnie fascynowało odgadywanie miejsc gdzie była studnia, a gdzie stodoła. Pomalowana sieczkarka była ozdobą skalnego ogródka takiego jakie można również zobaczyć w Pasłęku i chyba w każdym mieście. Ogarnął mnie żal i tęsknota. Teraz dojrzałem by docenić uroki wsi, takiej starej i zacofanej, bez prądu i pełnej historii opowiadanych w sobotnie wieczory. Wsi takiej jaka była tam od setek lat. Ale ona nagle przestała istnieć! Nie mogła poczekać jeszcze te czterdzieści lat?!
W rejestrze zabytków Pasłęka jest jedynie 15 pozycji (link do wykazu) choć w praktyce mądre interwencje „niewidzialnej ręki” od czasu do czasu ochroniły niejedną zabytkową budowlę, spoza tej listy, przed prymitywną profanacją tych co mają „nowoczesną” wizję swojego podwórka. Niestety, nie zawsze! Mur wokół szpitala znika kawałkami. Zniknęło wiele dorodnych, pięknych drzew. Zawsze powód się znajdzie by zburzyć, wyciąć, zamalować. Idąc jedną z ulic starego miasta usłyszałem jak idący przede mną zastanawiali się dlaczego jeszcze nie wylano tutaj asfaltu. Rozmowa na takim poziomie rozumienia świata jest zapewne ciekawa ale nie dla mnie. Każdy kto wyjechał i po latach odwiedza rodzinne strony zapewne szuka tego co było kiedyś. Tego co wróci mu wspomnienia. Może być odnowione, wypolerowane, ale niech będzie!
„Ten biały dom, ten pokój martwy
Do dziś się dziwi, nie rozumie…
Wstawili ludzie cudze meble
I wychodzili stąd w zadumie…
A przecież wszystko – tam zostało!
Nawet ta cisza trwa wrześniowa…
Więc może byśmy tak, najmilsza,
Wpadli na dzień do Tomaszowa?…”
Fragment wiersza Juliana Tuwima „Przy okrągłym stole”
Tej zimy (2018/2019) odnoszę wrażenie jakoby ptaków w Pasłęku było mniej. Nie przyleciały gawrony z północy, a te nasze letnie odleciały zostawiając miasto na pastwę ciszy. Niedawno ktoś zwrócił moją uwagę tym, że wróble też odpuściły sobie nasze miasto. Baczniej rozglądając się dookoła zobaczyłem jednego wróbla, sikorkę bogatkę i kilka czarnych ptaków z pomarańczowymi dziobami. To kosy. Skakały pod balkonami po śniegu szukając zapewne jedzenia. Z pewnością są ponadto: sroki i kawki. Wyjątkowo dobrze wyglądają na czystym, białym śniegu.
O dokarmianiu zimą ptaków można znaleźć różne opinie, ale generalnie ptaki należy dokarmiać tylko w czasie silnych mrozów. Kilkukrotne dostarczenie pożywienia wystarczy by zaczęły regularnie wracać do źródła jedzenia, a to już zobowiązuje.
Weksler-Waszkinel Romuald Jakub
Ksiądz Romuald Jakub Weksler-Waszkinel
Rodzice księdza Romualda Jakuba uhonorowani zostali medalem „Sprawiefliwy wśród Narodów”. Obok Maxa Liedtke jest to drugi tytuł dla mieszkańca Pasłęka. A może tak ufundować mosiężną tablicę pamiątkową wmurowaną w „pasłęckiego orła” na Placu 1000-lecia?
Poniższy tekst jest przedrukiem fragmentu artykułu z serwisu Gazety Pomorskiej (https://pomorska.pl/zyd-od-jezusa/ar/6662467)
Żyd od Jezusa
Roman Laudański 9 maja 2003 11:52
Nie wie, kiedy się urodził. Żartuje, że pewna będzie tylko data śmierci. Nie pamięta złego czasu wojny w Święcianach. Zapamiętał tylko dzieciństwo otoczone miłością ojca i matki.
Ksiądz Romuald Jakub Weksler-Waszkinel z Lublina. Do lat 90. tylko ks. Romuald Waszkinel. Uratowany „za pięć dwunasta”. Waszkinelowie przyjechali z Wileńszczyzny do Białegostoku. Stare Święciany, gdzie mieszkali podczas wojny, pojechały dalej, do Lidzbarka Warmińskiego. Rodzice zgubili „samych swoich”, którzy mogli wiedzieć za dużo. Później trafili do Pasłęka. Zamieszkali w jednorodzinnym domku na kolonii robotniczej za miastem. Zapamiętał ten pierwszy raz, kiedy przezwano go „Żyd”.
Antysemityzm po raz pierwszy Pasłęk.
Do 1952 roku Romuś był jedynakiem. Bawił się z innymi dziećmi. Do domu musiał wracać wieczorem razem z krowami idącymi z pastwiska. Waszkinelowie dostali krowę „Ryżutę” z UNRRY. Tuż przed domem usłyszał złośliwy rechot: „żyd, żydziak, żydowski bajstruk”. Bajstruk, to w gwarze jaszuńskiej „podrzutek”. Dziecko, które nie ma rodziców. Dwóch zapijaczonych facetów ryczało ze śmiechu na jego widok.
Szukanie podobieństw
Powołanie
Zabiłem ojca
Czy ja ciebie nie kocham?
Syn żydowskiego krawca
– Twoi rodzice byli Żydami. Urodziłeś się w getcie. Oni zostali zamordowani. Uratowałam ciebie od śmierci. Gdy zapytał, dlaczego mówi mu o tym dopiero teraz, przypomniała mu scenę przed lustrem. – Bałam się, że możesz sobie coś zrobić… Miałeś wspaniałą, mądrą matkę. Nie zapamiętałam twojego nazwiska (- Bardzo mnie to zabolało). Baliśmy się nie tylko Niemców, ale i sąsiadów, szmalcowników. Urodziłeś się na początku 1943 roku w rodzinie żydowskiego krawca ze Święcian.
Noc ponownych narodzin
W 1979 roku napisał list do papieża.
– Komuś chciałem o tym powiedzieć. Miałem ojca, matkę. Ale jak znaleźć ich ślad? Jak w 6-milionowej masie zamordowanych znaleźć krawca z małego miasteczka? Nie wierzyłem, że to się uda. – Napisałem do papieża z dwóch powodów: on jest następcą Żyda – Piotra, a ja jestem Żyd. Drugi powód, to ten, że on jest jednym ze wspanialszych Polaków, a mnie uratowała polska rodzina i w jakimś sensie Kościół, który ma różne oblicza. Odpowiedź papieża rozpoczynała się od słów: „Kochany bracie…” – Niczego więcej nie chcę, tylko żeby kiedyś święty Piotr tak mnie przyjął…
Jankel Weksler, oczywiście
……….
Ksiądz Weksler-Waszkinel wydał książkę „Zgłębiając tajemnicę Kościoła”, w której bada m.in. związki między chrześcijaństwem a judaizmem.