Szkoła Muzyczna
Szkoła Muzyczna w Pasłęku
www.szkolamuzycznawpasleku.pl
tel. 668 013 088
Szkoła Muzyczna w Pasłęku
www.szkolamuzycznawpasleku.pl
tel. 668 013 088
Szkoła nie uczy, bo nie możeSzkoła nie uczy bo nie może. Nauczyciel przedstawia materiał, którego uczniowie mają nauczyć się po zajęciach lekcyjnych, a z którego w przyszłości zostaną odpytani, przetestowani i „przeklasówkowani”. Dlaczego? Bo tylko tyle można zrobić z klasą 30 osobową. Były minister edukacji Roman Giertych wprowadził w życie, zapewne swe marzenie z dzieciństwa, o zdaniu matury z jedną oceną niedostateczną. A może niech każdy zdaje maturę bez względu na oceny? Po co nam selekcja uczniów, którzy w przyszłości zostaną lekarzami, konstruktorami … Skoro praca w rządzie nie wymaga żadnych kwalifikacji to tym bardziej bycie chirurgiem nie powinno zależeć od umiejętności :uups: .
Dlaczego w Anglii uczniowie piszą testy na pierwszych i ostatnich zajęciach szkolnych? Dla selekcji. Trzeba dokonać podziału na geniuszy, bardzo dobrych, dobrych, słabych, bardzo słabych i tych uczniów co nic nie rozumieją. Po co? Czy nie dotarły do nich idee socjalizmu o równości wszystkich ludzi? „Oni” uważają, że łatwiej jest uczyć w klasie, w której uczniowie zbliżeni są poziomem swojej wiedzy i umiejętności. Zawsze może zdarzyć się sytuacja, w której uczeń po kolejnym teście będzie mógł „awansować” do grupy lepszej lub też po teście gorszym zostanie przesunięty do grupy niższej. Ponadto takie testy pokazują postępy ucznia, z których można nauczyciela rozliczyć. Słaby uczeń też musi robić postępy. Mniejsze niż inni ale postęp to zawsze postęp. Po co to wszystko? U nas nauczyciel też człowiek i ma prawo mieć wszystko gdzieś. Rodzice uczniów chcą żyć w przekonaniu, że ich dziecko nie jest nieukiem – przynajmniej w trakcie tzw. edukacji obowiązkowej tj. do czasów szkoły średniej. Potem zapewne myślą, że to wina nauczyciela, szkoły, albo los tak chciał.
Nie wiem jak powinna wyglądać edukacja, i dlatego skopiowałbym system, z któregoś z zachodnich krajów. Niestety, takich co uważają, że Polska jest mesjaszem narodów, ostoją cnót wszelakich, a mądrością przewyższamy inne narodu jest u nas więcej niż tych co wiedzą, że Ziemia obraca się wokół Słońca.
Jest zapewne powód, dla którego dziennikarze pisząc o sukcesach polskiej nauki podają informacje typu: „wysokie miejsce polskich uczelni w światowym rankingu”, zamiast „skok z czwartej do trzeciej setki najlepszych uczelni”. Przypominam sobie historię jaka zdarzyła się w mojej pierwszej pracy. Dostałem zadanie, aby napisać poprawnie politycznie nt. informatyzacji urzędu, w którym pracowałem. Aby nie pisać o przestarzałym sprzęcie i małej liczbie stanowisk komputerowych ująłem całą historię w czasie przeszłym. Wyglądało to mniej więcej tak. „Mieliśmy najlepiej skomputeryzowany urząd w województwie w porównaniu z innymi miejscowościami do 20 tysięcy mieszkańców”. Mój przełożony zmienił treści: „mieliśmy” na „mamy”, „w województwie” na „w Polsce”, a „w porównaniu z miejscowościami do 20 tysięcy” skreślił. Co wyszło? „Mamy najlepiej skomputeryzowany urząd w Polsce”.
„Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…” (Jan Zamoyski). Prawdę rzekł. Taką mamy Rzeczpospolitą jaką mieliśmy edukację. Takich mamy lekarzy, urzędników, murarzy i drogowców…

Szkoła nie uczy, bo nie może, ale na szczęście są nauczyciele, którzy wbrew wszelkim pseudoreformom starają się uczyć. Nie mogą liczyć na „politycznie” wybraną dyrekcję, rodziców i narzucony program nauczania. Jeden psychopatyczny uczeń – kochane dziecko mamy i taty, dla którego system nie przewidział „klatki w zoo” sterroryzuje klasę, dziesięciu nauczycieli, a na koniec zostanie ministrem, policjantem, albo sędzią. I koło się zamknęło. Na szczęście udaje się w tym „edukacyjnym kotle” wykształcić kilku znamienitych lekarzy, solidnych sędziów i tysiące dobrych Polaków, z których niestety część wyjedzie. Nie wiem, czy żałować tych co wyjeżdżają czy tych co zostają?
Zostałem wezwany do tablicy. W telewizyjnym kanale TVP Kultura toczyła się dyskusja na temat finansowaniu sztuki (czytaj: artystów). Jeden z zaproszonych gości (nazwijmy go Ekonomistą) bronił tezy jakoby sztuka podlegała takim samym prawom rynkowym jak każda inna działalność gospodarcza. „Jeśli artysty nie stać na utrzymanie się ze swojej działalności to niech idzie zmywać gary. W czym on jest lepszy ode mnie?” – pytał. Wyłączyłem telewizor. Po co tracić czas na słuchanie kretyna?!
Chłonąc zacząłem analizować problem. Przecież tak myślących osób jest więcej. Są wykształceni, często bogaci, a co gorsza bardzo wpływowi. Skąd u nich taki sposób myślenia? Nauka, kultura i sztuka przenikają się wzajemnie i kumulując się w każdym z nas przejawiają się indywidualnym sposobem rozumowania. Jeśli Kowalski Jan studiował ekonomię, dzięki której w życiu zawodowym i osobistym osiągnął wysoki status materialny, uznanie społeczne i szczęście rodzinne to co ma myśleć o ekonomii? Że się myli, że myślenie kategoriami ekonomii się nie sprawdza? Dla niego świat jest ekonomią: ludzie – siłą roboczą, pieniądz – siłą nabywczą, dobra materialne (w tym sztuka) – towarem. Pojąłem jego prosty sposób rozumowania, a zarazem swój brak kultury nazywając go kretynem. Każdy ma prawo do własnych opinii, chociaż do emocji również, ale i tak przepraszam.
[perfectpullquote align=”full” bordertop=”false” cite=”” link=”” color=”” class=”” size=””]
„Nie zrozumiecie sztuki, póki nie zrozumiecie, że w sztuce 1+1 może dać każdą liczbę z wyjątkiem 2” – Pablo Picasso[/perfectpullquote]
„- Sztuka obroni się sama.” – stwierdził Ekonomista zanim popadł w telewizyjny niebyt. Kolejny banał. Życie dla Ekonomisty musi wydawać się banalnie proste. Człowiek to białko, a obraz to pomalowany materiał lub deska. Jest wart tyle ile ktoś chce za niego zapłacić! Niewolnictwo zapewne było efektem myślenia, któregoś z jego przodków. Zniesienie niewolnictwa zapewne też było wynikiem zmian teorii ekonomicznych.
Leonardo da Vinci miał mecenasa, Alfred Nobel ustanowił nagrodę swego imienia wspierającą naukowców, a rządy wielu państw chuchają na artystów i ludzi nauki bo są zacofane? Dlaczego? Zapewne Ekonomista, stosując prawa ekonomii, potrafi wyjaśnić po co nam wojsko w czasie pokoju? Wie też, że lekarstwa produkuje się nie po to aby ratować ludziom życie, ale dla chęci zysku koncernów farmaceutycznych. „Dobrze, że Van Gogh żył krócej bo namalował mniej obrazów i teraz ich wartość jest wyższa” – myśli ekonomista.
Podobno ludzie kiedyś mieszkali na drzewach. Silniejszy rządził. Później jednak ktoś wymyślił krzesiwo, inny łuk, a następny koło. Żaden z nich nie opatentował swego wynalazku. Ekonomicznie myśląc, popełnili błąd. Ludzie zaczęli tworzyć plemiona, które z czasem stały się narodami. Nad ich rozwojem zaczęli „czuwać” pierwsi ekonomiści. Robili to na tyle sprawnie, że jeden z nich powiedział nawet – „państwo to ja”. W wojnach o władzę i pieniądze ginęły całe narody. By temu się przeciwstawić ludzie zaczęli jednoczyć się pod flagą wspólnej kultury, obyczajów, tradycji, wspólnego języka. Zawsze jednak znalazł się ktoś powołując się na ekonomię by skrzyknąć pod swoim sztandarem „chętnych” do zagarnięcia majątku sąsiada.
Gdyby z naszej rzeczywistości wymazać Chopina, Mickiewicza, Trylogię Sienkiewicza, obrazy Matejki i wielu wielu innych artystów to co zostanie? Ulice, domy, fabryki i 40 milionów ludzi, których nic nie łączy. Jak ci ludzie będą żyli? Jedyną ich rozrywką będzie wzajemna nienawiść do przeciwników politycznych? Co ich zjednoczy, gdy wejdą tu inne narody? Czym jest historia bez sztuki? Historią wojen, intryg politycznych? Czy Ekonomista nie zrozumiał przesłania noweli „Janko muzykant”?
Tak samo jak państwo wydaje pieniądze na wojsko, które strzeże granic, na policję, sądy i administrację, które strzegą ładu społecznego, szpitale i szkoły to powinno być także mecenasem sztuki. Ze względów ekonomicznych opłaca się budować obozy koncentracyjne (darmowa siła robocza, żadnych koszów utrzymania), nie leczyć, nie uczyć, nie opiekować się kalekami i ludźmi starymi (uwaga! to był sarkazm). Również nie opłaca się utrzymywać rządu i parlamentu – można taniej wynająć, albo zostać zaanektowanym i mieć jeden rząd na świecie. Ogólnie ujmując demokracja jest nie opłacalna, a w niej życie znacznej części obywateli. Ekonomiści oczywiście i te zjawiska społeczne ubrali w prawa ekonomii. Bezrobocie należy utrzymywać na niskim, ale zawsze, poziomie – bo to dobrze wpływa na rynek pracy. Niska „dzietność” to dla nich problem. Nie ważne, że Ziemi grozi przeludnienie. Długie życie – problem, bo z czego finansować emerytury. Nie opłaca się dbać o klimat, bo trzeba spalić węgiel, który wydobyli górnicy.
Gdyby nie „szaleni” ekolodzy to gdzie bylibyśmy dzisiaj? Dookoła otaczałyby nas wysypiska śmieci, zamiast rzek mielibyśmy ścieki, a homo sapiens przeistoczyłby się w homo economicus?
W świecie ludzi, tak jak w przyrodzie, musi być zachowana równowaga. Ekonomia jest ważna, ale nie jest ważniejsza od prawa, ekologii, fizyki, kultury … Dowodem niech będzie wojna, kiedy stan ten zostaje zachwiany. Jak wtedy wygląda życie? Nie dajmy się szaleństwu jakimi są: władza, pieniądze, seks, narkotyki i egoizm! Bądźmy ludźmi.

Państwo prawa nie istnieje.
Państwo prawa to państwo, w którym prawo służy obywatelom, a obywatele go przestrzegają. Niestety, ale ani prawo, ani obywatele nie są idealni. Można stworzyć dobre prawo, które nieuszyte na miarę społeczeństwa nie będzie respektowane nawet przez wymiar sprawiedliwości. Były próby dopasowania narodu do idiotycznego prawa, ale okazało się, że ludzi nie można zmienić w robotów.
Dla istnienia państwa muszą być spełnione trzy warunki: naród, terytorium oraz prawo. Antarktyda to kontynent, na którym obowiązuje prawo, ale nie żyje tam żaden rdzenny naród, czyli są terytorium i prawo, ale nie ma narodu. Kurdowie to duży naród, który zamieszkuje duże obszary Azji, ale nie ma prawa do samostanowienia. Podobnie jest u nas ze Ślązakami i Kaszubami. A czego brakuje Cyganom?
Co czyni kraje bardziej rozwiniętymi od innych? Terytorium pełne bogactw? Chiny, Japonia i Szwajcaria nie posiadają wielkich zasobów naturalnych: ropy, żelaza, złota …. Takie złoża posiadają natomiast Rosja, Libia, kraje afrykańskie. Może większy wpływ na rozwój państw posiadają ludzie w nich mieszkający? Jedni są bardziej sumienni – jak Japończycy, a inni bardziej leniwi – jak Polacy. Ale jak wytłumaczyć solidność i rzetelność Polaków pracujących w Niemczech i w innych krajach. Pozostał trzeci możliwy powód – prawo.
Nasze przepisy co kilka lat albo są zmieniane, albo wracamy do poprzednich zapisów. Wiele autorytetów z dziedziny prawa publicznie stwierdziło, że polskie prawo nie nadaje się nawet do poprawy – trzeba je napisać od nowa. A może wystarczyłoby na początek przepisać prawo, z kraju bliskiego nam kulturowo. Niestety, ale dobre prawo może działać i co wtedy? Tego boją się ci, którzy boją się zmian. Przede wszystkim tych na lepsze.
Aby zapoczątkować zmiany wystarczyłoby zmienić jeden przepis. Idąc śladem krajów zachodnich trzeba wprowadzić nowe przepisy dotyczące zatrudniania, opłacania i zwalniania urzędników bez ingerencji polityków! Urzędnik po okresie przepracowania np. 2 lat musiałby przystąpić do egzaminu, którego zdanie, dawałoby mu gwarancję objęcia stanowiska niezależnego od kaprysów władzy. Takiego urzędnika mógłby zwolnić jedynie sąd na mocy wyroku skazującego za złamanie przepisów z zakresu jego obowiązków! Obecnie urzędnika zatrudnia, określa jego pobory i zwalnia władza polityczna, która pod byle pretekstem (np. brak zaufania albo brak chęci na seks) może go zwolnić. Jeśli idziecie do urzędu z przekonaniem, że urzędnik łamiąc przepisy robi wszystko aby was ukarać to prawdopodobnie jesteście w błędzie. Nawet najgłupsza decyzja jest decyzją władzy, ale odpowiedzialność (w praktyce) zawsze spada na urzędnika. Dlaczego tego przepisu nie zmienią? Czy nie jest dla władzy wygodnie mieć na usługach cały „urząd”, całe ministerstwo? Czy pracownik, którego praca i pensja nie zależałaby od woli władzy byłby posłuszny? Dlaczego takie regulacje funkcjonują w krajach wysokorozwiniętych, a w republikach bananowych nie?
Zakrawa na kpinę fakt, że ci sami ludzie, którzy teraz mają możliwość zmiany tego przepisu za kilka lat sami zderzą się ze ścianą absurdu. Wtedy, jak każdy grzesznik, biją się w piersi. Nie wierzcie im! Po ponownym dojściu do władzy znów wrócą do „życia obok prawa, bez moralności i zwykłego życia z sensem”. Władza deprawuje? Tak. Czy to ich usprawiedliwia? Nie.
Szansa na zmiany jest tylko w chwilach dziejowych przemian – wojny, rewolucje … My taką szansę mieliśmy w 1989 roku. Niestety, nie byliśmy przygotowani. Dokonano jedynie kosmetycznych zmian nazywając je przełomowymi. Nadal funkcjonują przepisy sprzed II wojny światowej, z epoki Bieruta i stanu wojennego. Nasza narodowa potrawa to bigos i to w każdej postaci – prawnej przede wszystkim. Są tacy co ją wręcz uwielbiają. Można, w majestacie prawa, wydać w takich samych sprawach dwa wzajemnie sprzeczne wyroki. Sędzia (cwaniak) zaoponuje: „nie ma dwóch takich samych spraw!” Ja na to: „nie ma dwóch takich samych ludzi. To co, dla każdego pisać inne prawo?”
Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Z filmu „Sami swoi”
Jedyna nadzieja w robotach. Robot sędzia na boisku i sali sądowej sprawdzi się lepiej niż robot Artu z „Gwiezdnych wojen”. Niestety, nie jesteśmy doskonali. Niedoskonałe prawo w rękach, uważającego się za doskonałego człowieka to brzytwa w rękach fryzjera mającego dożywotnio immunitet nietykalności.
Nie wiemy, nie chcemy wiedzieć, albo nie chcemy pomóc uchodźcom. Możliwych powodów jest wiele. Gdyby kwestię tę próbować rozstrzygnąć przez referendum, zapewne zwyciężyłyby strach, ksenofobia i nienawiść do obcych.
Co można zrobić? Unię Europejską stać na zbudowanie miast dla uchodźców. Obozy, ani ośrodki, w których mieszkają uchodźcy przez tzw. okres przejściowy nie są miejscem do życia ludzi, którzy chcą żyć a nie wegetować. W Chinach zbudowano miasto na 1,5 miliona mieszkańców, którzy w przyszłości chcieliby opuścić swoje wsie i zacząć żyć w mieście. Teraz mieszka w nim niewiele ponad 20 tysięcy ludzi, ale w ten sposób Chiny unikną budowy slamsów, tak jak to jest obecnie w Brazylii czy Meksyku. Teraz w bogatej Europie kraje, które chcą lub muszą zbudować takie miasta, za pieniądze unijne, powinny określić tylko jak duże mają być to miasta, gdzie mają powstać itd. W miastach tych powinny być szkoły, ośrodki zdrowia, szpitale, służby miejskie …
Grecja, Włochy, Hiszpania i Chorwacja mogłyby miasta dla uchodźców zbudować, ze względów bezpieczeństwa, na wyspach. Inne kraje też powinny określić bezpieczne dla uchodźców i dla rodzimej społeczności (ksenofobicznej) miejsca powstania tychże miast.
Problem jest i będzie. Miasta uchodźców dawałyby czas dla każdej ze stron czas. Uciekinierzy mogliby uczyć się języka kraju, w którym chcą zamieszkać, nauczyć się nowego zawodu lub po prostu przeczekać wojnę. Państwa Europy miałyby możność wyboru tych, których „chętnie” zaproszą do siebie.
Sfinansowanie tego przedsięwzięcia z unijnej kasy mogłoby zamiast protestów dać szansę krajom takim jak Grecja na wyjście z kłopotów finansowych, a takim jak Polska na wzbogacenie kulturowe i zawodowe (pielęgniarki, lekarze) swojej ubożejącej liczebnie społeczności. Pieniądze np. w kwocie 20 miliardów dolarów na budowę 30 tysięcznego miasta na Greckiej wyspie zasiliłoby jej gospodarkę a bezrobotnym Grekom dałoby pracę na wiele lat. To był tylko prosty przykład.
Czy boję się tysięcy obcych religijnie i kulturowo w swoim kraju? Tak, ale to nie usprawiedliwia braku niesienia im pomocy! To papież Franciszek ma rację zapraszając po jednej rodzinie do każdej parafii, a nie politycy kierujący się strachem swoich wyborców. Pojedyncze rodziny łatwiej zintegrują się z lokalną społecznością niż wielotysięczne grupy. Nie mam pretensji do Węgrów stawiających na granicy kolczasty płot. Jest mi tylko źle kiedy widzę, działającego „zgodnie z prawem” policjanta bijącego uchodźcę, który próbuje przez ten płot się przedostać do „lepszego” świata. Wprowadźmy kontrole, ścigajmy przemytników ludzi, pomóżmy krajom, z których ludzie uciekają przed beznadzieją. Przede wszystkim patrzmy jednak na każdego tak jak patrzymy na siebie. Aby być człowiekiem nie wystarczy wyglądać jak człowiek.
Oczywiście nie jestem naiwny aby uważać, że jest sposób aby rozwiązać „problem uchodźców”. Wiem jednak, że każdy „ludzki” pomysł będzie lepszy od nicnierobienia, a zrobienie czegoś dobrego będzie lepsze od najlepszego pomysłu.
Koło Łowieckie „Bóbr”