W Pasłęku do tej pory nie doświadczaliśmy katastrof rodzaju: trzęsienie ziemi, huragan Irma, trąby powietrzne, wybuchy wulkanów … Co prawda w 2004 roku mieliśmy pierwsze trzęsienie ziemi, ale potraktowaliśmy je raczej rozrywkowo. Nic więc dziwnego, że jako naród nieprzewidujący zostaliśmy zaskoczeni w 2017 roku wylaniem rzeki Wąskiej. Nie wiem czy zaskoczeni byli mieszkańcy mający swe domy w pobliżu tej rzeki.
W Warszawie ścieki lewobrzeżnej części miasta, w wyniku awarii kolektorów przesyłających je do oczyszczalni „Czajka”, są spuszczane bezpośrednio do Wisły. Cieszy fakt ogólnego oburzenia, gdyż do roku 2012 tychże kolektorów (rur kanalizacyjnych) nie było, więc od założenia Warszawy cały jej brud spływał królową polskich rzek. Teraz jesteśmy wstrząśnięci co dobrze rokuje na przyszłość.
Jak do tej pory nie zauważyłem aby gdziekolwiek analizowano zastosowane rozwiązanie: kolektor główny i zapasowy przeciągnięte pod dnem Wisły. Co to oznacza? Ścieki lewobrzeżnej Warszawy przesyłane są do oczyszczelnie znajdującej się na prawym brzegu Wisły. Pewnie były ku temu powody, ale jak widać rzeczywistość przerosła wyobraźnię projektantów. Zdecydowanie musimy gromadzić doświadczenia i przekuwać je na procedury, instrukcje i konkretne działania.
A jak było u nas?
Był wrzesień 2017 roku. Rzeka Wąska wylała z poniedziałku na wtorek. W czwartek poinformowano mieszkańców o całkowitym zakazie korzystania z wody w celach spożywczych. Te dwa dni zwłoki związane były z oczekiwaniem na wyniki badania wody. Ograniczone miało być również używanie jej w celach sanitarnych. W gminie zostały rozstawione beczkowozy, a miasto oklejono ostrzeżeniami o skażonej wodzie. Czy takie rozwiąznie może być skuteczne w Warszawie, Płocku czy Gdańsku?
Działania i obserwacje.
W Pasłęku w pierwszych godzinach po komunikacie o skażeniu wody wybucha słuszny popłoch i wszyscy ruszają do sklepów po wodę, która znika w ciągu 2 godzin. Ci którzy w tym czasie byli w pracy, na działkach, zamknięci w swoich mieszkaniach nie dość, że nie zrobili zapasów sklepowej wody to jeszcze nadal korzystali z wody bieżącej. Dodatkowe dostawy wody do sklepów i rozstawione cysterny z wodą uspokoiły sytuację.
Z obserwacji wynikało, że jednak większa część mieszkańców nie korzystała z cystern z wodą. Dowód? W mieście ustawiono 8 cystern. Jeden mieszkaniec, mający kilka „baniaków” na wodę tankuje przez około 5 minut, tzn. że w ciągu 14 godzin cysterny obsłużą 1344 osoby. W rzeczywistości kolejek nie było, więc wodę pobrała dużo mniejsza liczba Pasłęczan. Oznacza to (potwierdzone rozmowami), że poza spożyciem woda z kranu była używana do wszystkiego: mycia naczyń, kąpieli, spłuczki w sanitariatach itd. Może dobrze a może źle? Nawet na to pytanie nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć.
A jak funkcjonowały nasze bary i restauracje? Skąd brano wodę do gotowania ziemniaków? W czym myto naczynia? Jak dawali sobie radę gospodarze hodujący zwierzęta? Jak funkcjonowało schronisko „Psi raj”? Nie wiem. Na wszelki wypadek w barach ograniczyłem się do kupowania pizzy i piwa, gdyż herbata była napojem podejrzanym.
Powyższe nie służy ocenie, a jedynie jest wstępem do zaplanowania tego co należy zrobić na przyszłość. Jak się przygotować?
Poniżej kilka propozycji dla Pasłęka.
Ujęcia wody otoczyć wodoszczelną osłoną
Zbudować pierwszą (w przyszłości więcej) studnię oligoceńską z minimum pięcioma kranami – konieczne poza pieniędzmi są badania wód podziemnych (może dostępna będzie nie oligoceńska ale inna czysta woda)
Opracować procedurę powiadamiania mieszkańców. Już moment wątpliwości co do skażenia wody (przed otrzymaniem wyników z laboratorium) wymaga powiadomienia społeczeństwa. Osoby bardziej zapobiegawcze (kobiety w ciąży, hipochondrycy, ludzie rozumiejący więcej…) z pewnością wolałyby zaczekać na wyniki badań pijąc wodę mineralną.
Opracować instrukcję zawierającą porady dotyczące używania wody. Musiałaby ona zawierać odpowiedzi na pytania:
czy można używać zmywarek do mycia naczyń np. w temperaturze 70C
czy można prać w temperaturze 60C
czy można gotować ziemniaki
jakie objawy są wynikiem zatrucia skażoną wodą
gdzie dzwonić z pytaniami
jakie są typowe objawy zatrucia organizmu
jaki jest numer telefonu do dyżurnego lekarza
Na szczęście nie było słychać o większych dramatach, ale z zaistniałej sytuacji należy wyciągnąć wnioski. Pogoda na świecie nie jest taka jak dawniej. Wycinanie lasów i palenie węglem nie poprawi nam klimatu. Pasłęk był miejscem wolnym od klimatycznych katastrof, ale nie jest. Warto pomyśleć o konkursach dla dzieci i młodzieży typu: „Jak żyć gdy zabraknie wody i prądu?” albo „Czy picie coli zabija bakterie coli?”
Dlaczego przypominam to wydarzenie 2 lata później? Wtedy pisali o tym wszyscy. Większość o już zapomniała, więc przypominam. Czy zmądrzeliśmy? Odpowiedź przyniesie przyszła katastrofa.
Życie jest kądzielą a nicią dobra myśl. Czas i odległość nie dzielą lecz prząść musimy my.
Przyjaźń, to jest skrawek pamięci, w której kąpie się twoja dusza to co było, jest i będzie coś wiecznego co cię młodym czyni i wzrusza.
Przyjaźń, to pożółkłe zdjęcie, które tak dużo znaczy. Przyjaźń, to też odejście, okrutny zwiastun rozpaczy. To zaniechane spotkanie co zaniechanym zostanie. Łzy Płaczę
Spotkałem wielu różnych ludzi. Większości nie pamiętam. Kilka lat studiowania to za mało by zapamiętać wzory i definicje, a nawet nazwy przedmiotów, których zaliczenie było sprawą życia i śmierci. Pamiętam za to wszystkich swoich kolegów. W moich myślach ciągle są młodzi, wysportowani i pełni życia. Niedawno dowiedziałem się, że „Kociewiak” nie żyje. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Razem się uczyliśmy. Kilka lat mieszkaliśmy w tym samym, akademickim pokoju. Był silniejszy, odważniejszy i wiedział jak żyć.
Z wielu wierszy Łucji Paukszteło „musiałem” wybrać ten o przyjaźni. Czytałem go, tak jak się czyta wiersze – wiele razy i zawsze inaczej. Widziałem Adama z Kociewia: jego śmiech, piwo, jak pisze listy … Zostały tylko zdjęcia.
W wierszach znajduję słowa, których sam nie potrafię ułożyć. Kiedy czuję podobnie to uznaję te słowa za swoje. Kiedy wracają emocje, słowa wiersza przychodzą same. Nie moje, ale kto nie nuci piosenki, której melodia nie daje mu spokoju. Każdy kto szuka słów opisujących uczucia znajdzie je w wierszach Łucji Paukszteło. Każdy zawiera tajemnicę, którą odkryje tylko ktoś kto myśli podobnie, ktoś kto podobnie czuje i przeżył to samo. I tak czytając wiersze odkrywamy tajemnice, które sprawiają, że stajemy się bliżsi, bardziej zrozumiali.
[perfectpullquote align=”full” bordertop=”false” cite=”” link=”” color=”” class=”” size=””]Autorka, obecnie mieszkająca w Niemczech, w wielu swoich wierszach nawiązuje do swojego rodzinnego Pasłęka. [/perfectpullquote]
Miasto Pasłęk zostało dobrze przygotowane na szkwał, który w swej nierozumności próbował zaskoczyć mieszkańców 13 czerwca 2019 roku. Niebo pokryte gęstymi burzowym chmurami zrzuciło na ziemię morze deszczu. Wiatr zacinał nim w każdą możliwą stronę tak, że nie było daszku, okapu ni drzewa pod którym można by przetrwać kilka najgorszych chwil tego pogodowego szaleństwa. Zresztą pod drzewami chowali się, tak sądzę, tylko odporni na porażenie prądem o natężeniu ponad 30 tysięcy amperów.
Błyskawica jest wyładowaniem elektrycznym, które gwałtownie uwalnia ogromną ilość energii. Dzieje się to w bardzo krótkim czasie (około 0,2 sekundy). Otaczające błyskawicę powietrze zamienia się w plazmę – bo temperatura, do której się rozgrzewa dochodzi do 27 tys. stopni Celsjusza. Dla porównania, powierzchnia Słońca ma około 5500 stopni Celsjusza.
Jak miasto przygotowało się na Armagedon? Ustawa roku 2017, nomen omen, o ochronie przyrody, umożliwiła miłośnikom świata z betonu wycinkę drzew z najbardziej absurdalnych powodów.W Pasłęku, na przestrzeni jednego roku, wycięto : przepiękną wierzbę płaczącą rosnącą ze sto lat obok budynku liceum, świerk srebrzysty i ogromną, jedyną w mieście topolę włoską przy boisku na ulicy Piłsudskiego (dawniej Nowotki), brzozę koło księgarni, rozłożystą lipę i wierzbę płaczącą przy ulicy Chrobrego, kasztanowce, jesion, brzozę przy ulicy Bankowej (dawnej Obr. Stalingradu), kilka głogów dwu szyjkowych na ulicy Kopernika (obok PKS) i wiele, wiele innych drzew.
Lepiej z drzewami czy bez?
Po takiej dawce moralnej chłosty zniszczenia nawałnicy były skromne. Co poległo? Złamały się w pół lub zostały wyrwane z korzeniami: brzoza przy parkingu na Pl. św. Wojciecha, brzoza na starym cmentarzu, wierzba płacząca na wyspie jeziora o szokującej nazwie Jeziorko, kilka drzew na wzgórzach przy ulicy Zamkowej (serpentynie) i przy wyjeździe z Pasłęka ulicą Wojska Polskiego. Przeczytane w lokalnej prasie przy tej okazji komentarze, że teraz będzie widniej są dowodem dobrego przygotowania emocjonalnego jakiego mieszkańcy doświadczyli w efekcie działania ustawy o ochronie środowiska.
„Masowa produkcja moai i ich transport po wyspie, pochłaniał dużo drewna, które tubylcy pozyskiwali wycinając palmowy las. Prym wśród nich wiódł wymarły gatunek palmy Paschalococos disperta, który do osiągnięcia swoich ostatecznych rozmiarów potrzebował około stu lat. W wyniku tych rabunkowych działań doszło do katastrofy ekologicznej, gdyż ubytek drzew doprowadził do wyjałowienia gleby i zmniejszenia areału gruntów uprawnych.” Historia Wyspy Wielkanocnej wg. Wikipedii
Burza przeszła do historii, ale pobudziła wyobraźnię. Z jeszcze większym zapałem przystąpiliśmy do wycinki podejrzanych drzew. Najbardziej podejrzane są drzewa …proste. Wiadomo, że pochyłe kiedyś się przewróci i wiemy gdzie upadnie. Z prostym drzewem nigdy nic nie wiadomo. Może upadnie na samochód a może na kogoś kto w czasie burzy szukał będzie pod nim schronienia. Lepiej wyciąć! Pasłęczanie są zapobiegliwi. troszczymy się o przyszłe pokolenia. Wycięliśmy kontrolnie kilka ładnych, dorodnych drzew (np. świerk srebrzysty przy ul. Piłsudskiego – obok gabinetu lekarskiego). Spalinowe piły zagłuszają krakanie gawronów i pohukiwania gołębi.
W perspektywie, z pewną obawą, proponuję przygotować się na większe kataklizmy pogodowe. W tym celu, na początek, można by wyciąć resztę drzew i wypędzić ptaki poza granice miasta. Albo nawet wszystkie zwierzęta z kotami i psami na czele. Miasto wymyślili ludzie i jest ono dla ludzi. Koniec przygotowań powinien dać efekt taki, że wrogim wojskom nie będzie chciało się spuszczać na nasze kochane miasto żadnych bomb, a jego okupacja będzie niemożliwa z powodu dużego naturalnego promieniowania i braku tlenu. W naszym mieście będą mogli przeżyć tylko ci, którzy dostosowali się do naszego lokalnego klimatu, czyli rdzenni mieszkańcy.
Gałęzie wierzby sięgały już poza płot, na chodnik.
Akceptuję wyniki przenajróżniejszych badań, z których wynika, że gatunek ludzki w naturalny sposób zmierza ku samozagładzie. Walczyć czy pogodzić się z naturalnym biegiem historii? Zdania zapewne będą podzielone.
Jeśli serwis przetrwa, niczym kapsuła czasu, to konieczne jest wyjaśnienie naszego nierozumnego zachowania. Otóż mamy dopiero początek XXI wieku. Ciągle palimy w piecach, a drewno jest używane do rozpałki i palenia w kominkach, których liczba rośnie. Poza tym wycinka drzew w mieście jest bardziej opłacalna niż wycinka w lesie. Dziwne? Nie dla wszystkich.
Podręcznik filozofii (nie historii filozofii) dla uczniów szkoły średniej. Gdyby inne podręczniki były tak wciągające? Każdy człowiek, czy o tym wie czy nie, jest filozofem. Filozofia jako nauka podzielona jest na działy. Do podstawowych należą: metafizyka, epistemologia i aksjologia. Każdemu z tych trzech działów jest poświęcona część książki (poniżej wykaz tematów). Opis każdego tematu wygląda tak samo: wstęp, próba namysłu, podstawowe pojęcia i poglądy, zanim rozstrzygniesz, bez komentarza. Taki układ ułatwia uporządkowanie wiedzy z filozofii. Tego właśnie oczekujemy od podręczników. Każdy z tematów omówiony jest poprzez poglądy największych filozofów analizujących dany problem.
„Uprawianie” filozofii rozwija w nas tę część umysłu, która wyróżnia nas od świata zwierząt. Rozważanie sensu życia, pytania o początek i koniec świata, albo źródła naszej wiedzy nie są konieczne do przeżycia, ale sprawiają, że czujemy się homo sapiens nie tylko z nazwy. Dobrze jest poznać wpierw odpowiedzi jakich udzielili filozofowie powszechnie uznawani za wybitnych. Z niemałym zdziwieniem przyjmuję fakt, że „moje odkrycie” jest wiedzą znaną od setek lat. „Pochwała ciekawości” może być traktowana jako zbiór tematów spotkań towarzyskich. Bo fajnie jest stanąć po stronie jednego filozofa, gdy ktoś inny np. szwagier, ma poglądy jego adwersarza żyjącego kilkaset lat później.
I.Metafizyka: Nic i byt, Wielość i jedno, Bóg, Uniwersalia i konkrety, Możliwości i faktyczność,
II. Epistemologia, czy co wiadomo: Doświadczenie i wiedza, Wątpienie i pewność, Umysł, Intencjonalność, Prawda
III. Aksjologia, czyli co warto: Godność, Wolność, Dobro i zło, Piękno, Sens życia
Aneks: Z dziedzictwa myśli
Uwaga: książka dostępna w Pasłęckiej Bibliotece Publicznej
Akcja powieści rozgrywa się w latach 90 tureckiego miasta Kars (tureckie słowo „kars” po polsku znaczy „śnieg”) położonego blisko granic z Armenią, Iranem i Gruzją. Czytając książkę miałem wrażenie, że cofnąłem się do lat 60 jakiegoś kilkunastotysięcznego miasteczka w Polsce. Oczywiście różnice kulturowe są znaczące, a podziały ideologiczne wśród mieszkańców porównywalne tylko z czasami europejskich początków reformacji.
Książka zostanie we mnie na zawsze. O Turcji wiem niewiele, a tym bardziej nie rozumiem kultury, obyczajów, co jedzą i jak mieszkają. Po przeczytaniu jednej książki chcę dowiedzieć się więcej o kraju, dla każdego kto nigdy nie był Turkiem, trudnym do zrozumienia.
W mieście zasypanym i odciętym przez 3 dni śniegiem Turcy, Kurdowie, muzułmanie, socjaliści … , przyjmują ze spokojem, jak spodziewany kataklizm pogodowy, przewrót wojskowy, tortury i permanentną inwigilację każdego obywatela przez służby specjalne. O wszystkim jednak nie decydują poglądy ale emocje danej chwili. Jak można stracić miłość, przyjaciół i życie? Wystarczy być sobą!
Mężczyźni przesiadują w cayhane (tradycyjne herbaciarnie), piją raki (tradycyjny turecki napój alkoholowy) i każdy jest poetą, ma wizję świata, za którą gotów jest poświęcić całe swoje życie. Kobiety są piękne i mądre. Walczą o prawo do zasłaniania włosów (czarczaf), inne walczą o prawo do ich odsłaniania. Każda z tych decyzji jest często wyborem między życiem a śmiercią.
„Pojedynczym biedakom może się współczuje , ale jeśli jest ubogi cały naród, to wtedy ludziom przychodzi do głowy myśl, że to naród idiotów, nieudaczników, obiboków i brudasów. Ich kultura, zwyczaje i obrzędy są przedmiotem żartów.”
Orhan Pamuk „Śnieg”, Nagroda Nobla 2006
Orhan Pamuk
Narratorem powieści jest sam autor, Orhan Pamuk, podany w niej z imienia i nazwiska. Przedstawia siebie jako przyjaciela głównego bohatera -Ka. Chce zrozumieć jego wybory i tą książką zostawić go w pamięci takim jakim był naprawdę. Dlaczego relacje między ludźmi są tak skomplikowane? Studium psychologiczne postaci książki jest bardzo prawdziwe. Prosty język jakim napisane jest to dzieło przypomina sprawozdanie z obserwacji jakiegoś wydarzenia. Trzy dni głównej akcji jest, w tym przypadku, najważniejszymi trzema dniami w życiu wielu z bohaterów tej książki.
Po przeczytaniu książki będziemy wiedzieli dlaczego mieszkańcy Karsu mają do pisarza żal (w książce autor przewidział to i odpowiedział na ich zarzuty), a nasza wyobraźnia powiększy się o świat, którego samemu raczej się nie wymyśli. „Śnieg” jest literaturą najwyższych lotów, dla mnie bardzo prawdziwą, taką co zostaje na długo w naszej pamięci i pobudza wyobraźnię do tworzenia różnych scenariuszy tej samej historii.
Bohaterowie powieści:
Ka, Ipek, Kadife, Necip, Fazil, Suna, Serdar, Turgut, Muhtar, Granatowy,
Wydanie: Księgarnia św, Wojciecha Poznań 1987. Typologia osobowości wg. R. Le Senne’a. Są książki, które pożyczone giną. Nie można ich już kupić w księgarni i pozostaje tylko Internet. Należy do nich „Z tajników naszego ja” napisana prze księdza Tarnowskiego. Przeczytałem ją w trakcie studiów, wiedziałem już, że każdy człowiek jest inny i tej inności nie zmieni. Nie wiem czy są inne, lepsze książki opisujące typy ludzkich osobowości, charakterów, cechy indywidualności, ale ja już innej nie potrzebowałem. W niezwykle przejrzysty sposób autor, na podstawie typologii Le Senne’a, opisał 8 typów charakterologicznych: sangwinik, choleryk, nerwowiec, apatyk, flegmatyk, sentymentalny, pasjonat, amorfik. Przypisanie odbywa się jedynie poprzez określenie trzech głównych cech: emocjonalności, aktywności i oddźwiękowości. W celu rozpoznania podtypów pomocne są jeszcze tzw. dyspozycje uzupełniające: biegunowość, zachłanność, upodobania zmysłowe, tkliwość, towarzyskość. Dla celów niemedycznych nie ma jednak konieczności takiego zagłębiania się w czyjąś psychikę.
Już w trakcie czytania przypisywałem te osobowości do konkretnych osób. W książce znajdziemy nie tylko opisy typów, gdyż to niczemu nie mogłoby służyć. Do każdego typu przypisane są zalety i wady, wskazania wychowawcze oraz porady dotyczące np. wyboru zawodu. Kiedy pozwalałem sobie przeczytać zalety cechujące typ, przypisany przeze mnie konkretnej osobie, ta była zaskoczona faktem jak dobrze ją znam. Kiedy jednak czytałem wady, to za wyjątkiem tej konkretnej osoby, której dotyczyły, wszyscy wokół potwierdzali słuszność opisu.
Jednymi z wielu wynikających z książki wniosków są:
nie ma typów osobowości lepszych i gorszych, ale każdy z nich daje inne możliwości w różnych dziedzinach życia np. sangwinikowi łatwo jest być politykiem a nerwowcowi (nie mylić z nerwicami) aktorem
do każdego typu osobowości docierają inne rodzaje argumentów np. sentymentalny kieruje się emocjami a flegmatyk oczekuje konkretnych faktów
ludzie o tych samych typach osobowości mogą ujawniać jego wady lub zalety przez co tylko wydają się mieć różne charaktery
Czytam i jestem przerażony. Wiem, że każda wojna jest czasem śmierci i potworności, o których chcemy zapomnieć, ale tego robić nam nie wolno. Jestem pełen szacunku dla pracy jaką wykonała autorka. Tego czego dokonała bohaterka książki, pani Irena Sendlerowa, nie jestem w stanie ogarnąć. Była zwyczajną kobietą. Miała prawo nie pamiętać każdego dziecka, któremu pomogła przeżyć. Rozumiem jej strach przed prawdą nawet kilkadziesiąt lat po wojnie. Nie rozumiem tylko, jak w tym popiele ludzkich potworności można być człowiekiem. Piekło i niebo.
Ta książka powinna być lekturą. Uczy odwagi i wrażliwości. Tego nie uczą lekcje historii. Już w trakcie czytania pytałem tych co mogli pamiętać tamte czasy: czy to prawda? Zawiłe odpowiedzi mówiły, że tak, to prawda. Czytanie historii opisanych przez Annę Bikont wywołuje szok, gniew, żal, ale po tylu latach przede wszystkim wstyd i poczucie hańby. Rozumiem teraz, dlaczego historia jest zakłamywana. Nie jest to bowiem książka tylko o tragedii Żydów mieszkających w Polsce przed wojną, w czasie wojny, po wojnie. Nie jest to książka tylko o człowieczeństwie tysięcy Polaków. To jest książka o okrucieństwie milionów. Takie postawy znajdziemy i dzisiaj. Są uśpione. Ich przejawy znajdziemy w słowach i gestach. Kiedy znów przyjdzie, a pewnie przyjdzie, czas zezwierzęcenia to historia się powtórzy.
Książka ta, to w dużej części wywiady ze starymi ludźmi, którzy zawdzięczają swoje przetrwanie Irenie Sendlerowej. Poznajemy ich historie z czasów shoah, czyli holocaustu. Tylko oni rozumieją czym był. Autorka subtelnie opisuje wpływ tych okrutnych doświadczeń na ich dalsze życie. Czytając książkę łapałem się na myślach: jakie to niezwykłe, ciekawe, niemożliwe … To nie jest powieść. To kronika opisująca tragedie milionów ludzi, ale przybliżone poprzez pokazanie losów pojedynczych ludzi. Ich zdjęcia są częścią książki. Możemy ich zobaczyć.
Olga Tokarczuk (fot. z serwisu https://patrycjawalter.com)
Czytając tę książkę przenikamy do świata wsi, którego już nie ma. Dla jej bohaterów ten świat wydawał się trwać od wieków i miał trwać kolejne wieki, ale nim odeszli on przeminął. Analiza tej powieści nie jest łatwa, a na pewno wymaga dłuższej recenzji, takiej jak ta poniżej. Od siebie dodam tylko, że doceniam trud i umiejętności pisarskie autorki jakie wymagało napisanie tej powieści. Wiem też, że nie każdy to doceni. Nie jest to bowiem literatura dla tych co czytają powierzchownie, bez refleksji. Dla mnie ujęcie czasu akcji w jednym miejscu, od narodzin do śmierci, wyzwoliło po jej przeczytaniu wiele refleksji. Istotne jest tutaj stwierdzenie „po przeczytaniu”.
Jarosław Klejnocki 20 października 2008 Recenzja książki: Olga Tokarczuk, „Prawiek i inne czasy”
W środku mitu
'Prawiek i inne czasy” jest książką przełomową w literackiej karierze Olgi Tokarczuk. To właśnie dzięki niej odniosła artystyczny i komercyjny sukces.
„Prawiek” jest powieścią niezwykłą i stanowi bardzo ciekawy projekt artystyczny. To z jednej strony saga, nawiązująca do najlepszych tradycji tego gatunku, opowiadająca o dziejach dwóch rodzin – Boskich i Niebieskich – zamieszkujących fikcyjną wieś Prawiek, położoną gdzieś w Kieleckiem. Akcja książki rozpoczyna się u wrót I wojny światowej, a doprowadzona zostaje aż do lat 80. XX w. i opisuje perypetie trzech pokoleń. Ale jest to także powieść-rzeka, gdyż portretuje też świat jako taki, wprowadza liczne wątki poboczne – w tym refleksyjne, magiczne, historyczne, filozoficzne – i zaludnia karty opowieści innymi licznymi bohaterami, których zagmatwane często losy składają się na swoiste puzzle rzeczywistości i zbiorowy portret polskiej prowincji w minionym stuleciu.
Tokarczuk nie snuje swych historii z punktu widzenia wielkich przemian, procesów historycznych, cywilizacyjnych czy politycznych. Przyjmuje perspektywę jednostkową – jej książka jest przede wszystkim opowieścią (wyraźnie zresztą noszącą stygmat feminizmu) o konkretnych osobach i w tym właśnie przejawia się siła i moc przekonywania jej narracji. Dzieje poszczególnych ludzi (a zwłaszcza kobiet!), ich uwikłania i pokrętne drogi życiowe wydają się przy tym zaskakująco prawdziwe i – co najważniejsze – autentyczne, a dzięki temu zyskują akceptację czytelnika.
Innym walorem „Prawieku” jest całościowe założenie opowieści. Tytułowy Prawiek jest co prawda prowincjonalną wsią, ale także metaforą świata. Niczym Reymontowskie Lipce stanowi przestrzeń zamkniętą, w której dzieje się wszystko: historia wkracza brutalnie, polityka weń ingeruje, zachodzą społeczne i kulturowe przemiany, ale główny nurt zdarzeń rozgrywa się w hermetycznym kręgu lokalnej społeczności pełnej tyleż typowych, co oryginalnych indywidualności ludzkich.
Tokarczuk portretuje polską prowincję inaczej niż inni polscy pisarze zajmujący się tą tematyką. Nie uprawia satyry jak Redliński (jako autor „Konopielki”), nie kultywuje nostalgii jak Myśliwski (jako autor „Kamienia na kamieniu”), nie fascynuje ją upadek tradycyjnej chłopskiej kultury i społeczne dramaty człowieka jak Kawalca (jako autora „Tańczącego jastrzębia”). Jej wieś jest tyleż realistyczna, co magiczna. Jej opowieść – tyleż psychologiczna, co symboliczna. W pewnym sensie artystyczna wizja Tokarczuk przypomina w „Prawieku” dzieła romantyków: stanowi pomieszanie realizmu i fantastyki, racjonalnego opisu i magii, jest opowieścią zakorzenioną w historii, a jednocześnie pełną fantazmatów.
Można ją, oczywiście, czytać jako historię polskiej wsi w burzliwym wieku wojen i politycznych przemian. Można ją także czytać jako przypowieść o skomplikowanych ludzkich losach. Jako powieść psychologiczną i metaforyczną jednocześnie.
Kluczem do zrozumienia „Prawieku” jest jednak mit. „Od kiedy pamiętam, chciałam napisać książkę taką jak ta. Stworzyć i opisać świat. Jest to historia świata, który jak wszystko, co żywe, rodzi się, rozwija i umiera” – powiada o „Prawieku” Tokarczuk. Mit bowiem stanowi uniwersalny wzorzec ludzkiego losu. Każda wielka powieść sięga do mitów – twierdzi pisarka – to znaczy do skarbnicy uniwersaliów. I taki jest też właśnie „Prawiek”.
Bardziej wyrafinowany czytelnik odnajdzie więc w tej książce buddyjską refleksję nad ludzkim i zwierzęcym cierpieniem, sentymentalno-romantyczny stosunek do natury, jungowską reinterpretację hiobowego cierpienia jako metaforę ludzkiego istnienia, dialog pomiędzy pascalowską i oświeceniową, racjonalną koncepcją postrzegania Boga, wreszcie pesymistyczną – gnostycką – wizję świata.
Ale nade wszystko jest to zapierająca dech w piersiach opowieść o ludzkim życiu i zmaganiu się z samym sobą, okolicznościami, moralnymi i religijnymi normami, historią. Opowieść pełna czułości dla świata, mimo jego okrucieństwa, i dla żyjących nań ludzi, którzy za wszelką cenę chcą, z rozmaitym skutkiem, nadać sens własnej egzystencji.
Romans. Nie romansidło, chociaż zdania mogą być podzielone. Dużo dialogów. Ponad 300 stron, które czyta się szybko i przyjemnie. Zakochana Juliette wysiada z samolotu, który chwilę po starcie ulega katastrofie. Giną wszyscy pasażerowie. Ona też miała umrzeć. Co teraz?
Lubię literaturę przesiąkniętą metafizyką, w której życie bohatera po śmierci się nie kończy, ale u Musso nie znajdziemy nic oryginalnego. „Nie załatwione sprawy” sprowadzają zmarłych do świata żywych, a zasada determinizmu ograniczająca się tutaj do tego, że „śmierci nie można oszukać” są w literaturze i filmie „wałkowane” do znudzenia od wielu lat. Pisarz tworząc postaci nadał im nie tylko wygląd, ale również rys charakterologiczny będący w zgodzie z podręcznikową wiedzą z dziedziny psychologii. Kiedy dodamy do tego realne miejsce akcji – Nowy Jork, które zwięźle, ale realistycznie przedstawia dzielnice Bronks, Manhattan i Brooklyn, otrzymujemy przyjemną powieść prawie dla każdego. Może być ona łatwo adoptowana jako scenariusz filmu jakich nakręcono wiele. Jest w niej wszystko co pobudzi naszą wyobraźnię. Wzajemnie przeplatają się w niej wątki miłosne, sensacyjne, metafizyczne i filozoficzne. Mimo to styl pisarski Musso sprawia, że trudno jest się pogubić.
Nie jestem miłośnikiem literatury, w której głównym motywem jest miłość. Mimo to kilka książek, wśród nich „Uratuj mnie”, czytało się wyjątkowo dobrze. Recenzje i streszczenia tej książki, przekonały mnie do jej przeczytania jednak zachwyty uważam za przesadzone, chyba że były pisane przez i skierowane do miłośników tego typu literatury – romansu.
Główne postaci: Grace Costello, Juliette Beaumont, Sam Galloway, Mark Rutelli, Jodie Costello, ShakePowell
Jeśli przyjąć, że Ziemia istnieje 24 godziny to ludzkość żyje na niej od 2 sekund. To tylko ciekawostka, ale książka jest pracą naukową z dużą ilością wiedzy specjalistycznej z zakresu paleontologii i geologii. Jest cennym źródłem wiedzy o dziejach Ziemi jako planety. Czytelnik dowie się wiele o tektonice płyt i ich ruchu. (Gondwana, Baltika, Laurencja, Syberia, Awalona). Poznać można główne zdarzenia każdej ery: zmiany klimatów, katastrofy, rozwój sześciu królestw żyjącego świata (jeszcze za mojej edukacji wyróżniano jedynie dwa królestwa) , orogenezie, atmosferze, klimacie …
Autor opisuje dzieje Ziemi, od jej powstania do czasów współczesnych, oraz rozwijającego się na niej życia. Ujęcie bazuje na uznaniu Ziemi za jednolity system fizyczno-chemiczny i biologiczny. Omawia m.in. procesy kształtujące powierzchnię Ziemi, metody ustalania wieku skał i ewolucja świata organicznego.
Przejrzystość treści, staranny układ, liczne barwne ilustracje oraz nowatorstwo i aktualność książki sprawiają, że jest to nie tylko świetny podręcznik akademicki przydatny do nauczania geologii, ale także cenne źródło wiedzy dla wszystkich którzy chcą poznać historię naszej planety. Wiedza ta działa mocno na wyobraźnię.
Brak wody
W Pasłęku do tej pory nie doświadczaliśmy katastrof rodzaju: trzęsienie ziemi, huragan Irma, trąby powietrzne, wybuchy wulkanów … Co prawda w 2004 roku mieliśmy pierwsze trzęsienie ziemi, ale potraktowaliśmy je raczej rozrywkowo. Nic więc dziwnego, że jako naród nieprzewidujący zostaliśmy zaskoczeni w 2017 roku wylaniem rzeki Wąskiej. Nie wiem czy zaskoczeni byli mieszkańcy mający swe domy w pobliżu tej rzeki.
W Warszawie ścieki lewobrzeżnej części miasta, w wyniku awarii kolektorów przesyłających je do oczyszczalni „Czajka”, są spuszczane bezpośrednio do Wisły. Cieszy fakt ogólnego oburzenia, gdyż do roku 2012 tychże kolektorów (rur kanalizacyjnych) nie było, więc od założenia Warszawy cały jej brud spływał królową polskich rzek. Teraz jesteśmy wstrząśnięci co dobrze rokuje na przyszłość.
Jak do tej pory nie zauważyłem aby gdziekolwiek analizowano zastosowane rozwiązanie: kolektor główny i zapasowy przeciągnięte pod dnem Wisły. Co to oznacza? Ścieki lewobrzeżnej Warszawy przesyłane są do oczyszczelnie znajdującej się na prawym brzegu Wisły. Pewnie były ku temu powody, ale jak widać rzeczywistość przerosła wyobraźnię projektantów. Zdecydowanie musimy gromadzić doświadczenia i przekuwać je na procedury, instrukcje i konkretne działania.
A jak było u nas?
Był wrzesień 2017 roku. Rzeka Wąska wylała z poniedziałku na wtorek. W czwartek poinformowano mieszkańców o całkowitym zakazie korzystania z wody w celach spożywczych. Te dwa dni zwłoki związane były z oczekiwaniem na wyniki badania wody. Ograniczone miało być również używanie jej w celach sanitarnych. W gminie zostały rozstawione beczkowozy, a miasto oklejono ostrzeżeniami o skażonej wodzie. Czy takie rozwiąznie może być skuteczne w Warszawie, Płocku czy Gdańsku?
Działania i obserwacje.
W Pasłęku w pierwszych godzinach po komunikacie o skażeniu wody wybucha słuszny popłoch i wszyscy ruszają do sklepów po wodę, która znika w ciągu 2 godzin. Ci którzy w tym czasie byli w pracy, na działkach, zamknięci w swoich mieszkaniach nie dość, że nie zrobili zapasów sklepowej wody to jeszcze nadal korzystali z wody bieżącej. Dodatkowe dostawy wody do sklepów i rozstawione cysterny z wodą uspokoiły sytuację.
Z obserwacji wynikało, że jednak większa część mieszkańców nie korzystała z cystern z wodą. Dowód? W mieście ustawiono 8 cystern. Jeden mieszkaniec, mający kilka „baniaków” na wodę tankuje przez około 5 minut, tzn. że w ciągu 14 godzin cysterny obsłużą 1344 osoby. W rzeczywistości kolejek nie było, więc wodę pobrała dużo mniejsza liczba Pasłęczan. Oznacza to (potwierdzone rozmowami), że poza spożyciem woda z kranu była używana do wszystkiego: mycia naczyń, kąpieli, spłuczki w sanitariatach itd. Może dobrze a może źle? Nawet na to pytanie nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć.
A jak funkcjonowały nasze bary i restauracje? Skąd brano wodę do gotowania ziemniaków? W czym myto naczynia? Jak dawali sobie radę gospodarze hodujący zwierzęta? Jak funkcjonowało schronisko „Psi raj”? Nie wiem. Na wszelki wypadek w barach ograniczyłem się do kupowania pizzy i piwa, gdyż herbata była napojem podejrzanym.
Powyższe nie służy ocenie, a jedynie jest wstępem do zaplanowania tego co należy zrobić na przyszłość. Jak się przygotować?
Poniżej kilka propozycji dla Pasłęka.
Na szczęście nie było słychać o większych dramatach, ale z zaistniałej sytuacji należy wyciągnąć wnioski. Pogoda na świecie nie jest taka jak dawniej. Wycinanie lasów i palenie węglem nie poprawi nam klimatu. Pasłęk był miejscem wolnym od klimatycznych katastrof, ale nie jest. Warto pomyśleć o konkursach dla dzieci i młodzieży typu: „Jak żyć gdy zabraknie wody i prądu?” albo „Czy picie coli zabija bakterie coli?”
Dlaczego przypominam to wydarzenie 2 lata później? Wtedy pisali o tym wszyscy. Większość o już zapomniała, więc przypominam. Czy zmądrzeliśmy? Odpowiedź przyniesie przyszła katastrofa.