Ekonomia kontra sztuka
Ekonomia kontra sztuka
Zostałem wezwany do tablicy. W telewizyjnym kanale TVP Kultura toczyła się dyskusja na temat finansowaniu sztuki (czytaj: artystów). Jeden z zaproszonych gości (nazwijmy go Ekonomistą) bronił tezy jakoby sztuka podlegała takim samym prawom rynkowym jak każda inna działalność gospodarcza. „Jeśli artysty nie stać na utrzymanie się ze swojej działalności to niech idzie zmywać gary. W czym on jest lepszy ode mnie?” – pytał. Wyłączyłem telewizor. Po co tracić czas na słuchanie kretyna?!
Chłonąc zacząłem analizować problem. Przecież tak myślących osób jest więcej. Są wykształceni, często bogaci, a co gorsza bardzo wpływowi. Skąd u nich taki sposób myślenia? Nauka, kultura i sztuka przenikają się wzajemnie i kumulując się w każdym z nas przejawiają się indywidualnym sposobem rozumowania. Jeśli Kowalski Jan studiował ekonomię, dzięki której w życiu zawodowym i osobistym osiągnął wysoki status materialny, uznanie społeczne i szczęście rodzinne to co ma myśleć o ekonomii? Że się myli, że myślenie kategoriami ekonomii się nie sprawdza? Dla niego świat jest ekonomią: ludzie – siłą roboczą, pieniądz – siłą nabywczą, dobra materialne (w tym sztuka) – towarem. Pojąłem jego prosty sposób rozumowania, a zarazem swój brak kultury nazywając go kretynem. Każdy ma prawo do własnych opinii, chociaż do emocji również, ale i tak przepraszam.
[perfectpullquote align=”full” bordertop=”false” cite=”” link=”” color=”” class=”” size=””]
„Nie zrozumiecie sztuki, póki nie zrozumiecie, że w sztuce 1+1 może dać każdą liczbę z wyjątkiem 2” – Pablo Picasso[/perfectpullquote]
„- Sztuka obroni się sama.” – stwierdził Ekonomista zanim popadł w telewizyjny niebyt. Kolejny banał. Życie dla Ekonomisty musi wydawać się banalnie proste. Człowiek to białko, a obraz to pomalowany materiał lub deska. Jest wart tyle ile ktoś chce za niego zapłacić! Niewolnictwo zapewne było efektem myślenia, któregoś z jego przodków. Zniesienie niewolnictwa zapewne też było wynikiem zmian teorii ekonomicznych.
Leonardo da Vinci miał mecenasa, Alfred Nobel ustanowił nagrodę swego imienia wspierającą naukowców, a rządy wielu państw chuchają na artystów i ludzi nauki bo są zacofane? Dlaczego? Zapewne Ekonomista, stosując prawa ekonomii, potrafi wyjaśnić po co nam wojsko w czasie pokoju? Wie też, że lekarstwa produkuje się nie po to aby ratować ludziom życie, ale dla chęci zysku koncernów farmaceutycznych. „Dobrze, że Van Gogh żył krócej bo namalował mniej obrazów i teraz ich wartość jest wyższa” – myśli ekonomista.
Podobno ludzie kiedyś mieszkali na drzewach. Silniejszy rządził. Później jednak ktoś wymyślił krzesiwo, inny łuk, a następny koło. Żaden z nich nie opatentował swego wynalazku. Ekonomicznie myśląc, popełnili błąd. Ludzie zaczęli tworzyć plemiona, które z czasem stały się narodami. Nad ich rozwojem zaczęli „czuwać” pierwsi ekonomiści. Robili to na tyle sprawnie, że jeden z nich powiedział nawet – „państwo to ja”. W wojnach o władzę i pieniądze ginęły całe narody. By temu się przeciwstawić ludzie zaczęli jednoczyć się pod flagą wspólnej kultury, obyczajów, tradycji, wspólnego języka. Zawsze jednak znalazł się ktoś powołując się na ekonomię by skrzyknąć pod swoim sztandarem „chętnych” do zagarnięcia majątku sąsiada.
Gdyby z naszej rzeczywistości wymazać Chopina, Mickiewicza, Trylogię Sienkiewicza, obrazy Matejki i wielu wielu innych artystów to co zostanie? Ulice, domy, fabryki i 40 milionów ludzi, których nic nie łączy. Jak ci ludzie będą żyli? Jedyną ich rozrywką będzie wzajemna nienawiść do przeciwników politycznych? Co ich zjednoczy, gdy wejdą tu inne narody? Czym jest historia bez sztuki? Historią wojen, intryg politycznych? Czy Ekonomista nie zrozumiał przesłania noweli „Janko muzykant”?
Tak samo jak państwo wydaje pieniądze na wojsko, które strzeże granic, na policję, sądy i administrację, które strzegą ładu społecznego, szpitale i szkoły to powinno być także mecenasem sztuki. Ze względów ekonomicznych opłaca się budować obozy koncentracyjne (darmowa siła robocza, żadnych koszów utrzymania), nie leczyć, nie uczyć, nie opiekować się kalekami i ludźmi starymi (uwaga! to był sarkazm). Również nie opłaca się utrzymywać rządu i parlamentu – można taniej wynająć, albo zostać zaanektowanym i mieć jeden rząd na świecie. Ogólnie ujmując demokracja jest nie opłacalna, a w niej życie znacznej części obywateli. Ekonomiści oczywiście i te zjawiska społeczne ubrali w prawa ekonomii. Bezrobocie należy utrzymywać na niskim, ale zawsze, poziomie – bo to dobrze wpływa na rynek pracy. Niska „dzietność” to dla nich problem. Nie ważne, że Ziemi grozi przeludnienie. Długie życie – problem, bo z czego finansować emerytury. Nie opłaca się dbać o klimat, bo trzeba spalić węgiel, który wydobyli górnicy.
Gdyby nie „szaleni” ekolodzy to gdzie bylibyśmy dzisiaj? Dookoła otaczałyby nas wysypiska śmieci, zamiast rzek mielibyśmy ścieki, a homo sapiens przeistoczyłby się w homo economicus?
W świecie ludzi, tak jak w przyrodzie, musi być zachowana równowaga. Ekonomia jest ważna, ale nie jest ważniejsza od prawa, ekologii, fizyki, kultury … Dowodem niech będzie wojna, kiedy stan ten zostaje zachwiany. Jak wtedy wygląda życie? Nie dajmy się szaleństwu jakimi są: władza, pieniądze, seks, narkotyki i egoizm! Bądźmy ludźmi.

Co czyni kraje bardziej rozwiniętymi od innych? Terytorium pełne bogactw? Chiny, Japonia i Szwajcaria nie posiadają wielkich zasobów naturalnych: ropy, żelaza, złota …. Takie złoża posiadają natomiast Rosja, Libia, kraje afrykańskie. Może większy wpływ na rozwój państw posiadają ludzie w nich mieszkający? Jedni są bardziej sumienni – jak Japończycy, a inni bardziej leniwi – jak Polacy. Ale jak wytłumaczyć solidność i rzetelność Polaków pracujących w Niemczech i w innych krajach. Pozostał trzeci możliwy powód – prawo.
Sfinansowanie tego przedsięwzięcia z unijnej kasy mogłoby zamiast protestów dać szansę krajom takim jak Grecja na wyjście z kłopotów finansowych, a takim jak Polska na wzbogacenie kulturowe i zawodowe (pielęgniarki, lekarze) swojej ubożejącej liczebnie społeczności. Pieniądze np. w kwocie 20 miliardów dolarów na budowę 30 tysięcznego miasta na Greckiej wyspie zasiliłoby jej gospodarkę a bezrobotnym Grekom dałoby pracę na wiele lat. To był tylko prosty przykład.

Szkoła nie uczy, bo nie może
Szkoła nie uczy bo nie może. Nauczyciel przedstawia materiał, którego uczniowie mają nauczyć się po zajęciach lekcyjnych, a z którego w przyszłości zostaną odpytani, przetestowani i „przeklasówkowani”. Dlaczego? Bo tylko tyle można zrobić z klasą 30 osobową. Były minister edukacji Roman Giertych wprowadził w życie, zapewne swe marzenie z dzieciństwa, o zdaniu matury z jedną oceną niedostateczną. A może niech każdy zdaje maturę bez względu na oceny? Po co nam selekcja uczniów, którzy w przyszłości zostaną lekarzami, konstruktorami … Skoro praca w rządzie nie wymaga żadnych kwalifikacji to tym bardziej bycie chirurgiem nie powinno zależeć od umiejętności :uups: .
Dlaczego w Anglii uczniowie piszą testy na pierwszych i ostatnich zajęciach szkolnych? Dla selekcji. Trzeba dokonać podziału na geniuszy, bardzo dobrych, dobrych, słabych, bardzo słabych i tych uczniów co nic nie rozumieją. Po co? Czy nie dotarły do nich idee socjalizmu o równości wszystkich ludzi? „Oni” uważają, że łatwiej jest uczyć w klasie, w której uczniowie zbliżeni są poziomem swojej wiedzy i umiejętności. Zawsze może zdarzyć się sytuacja, w której uczeń po kolejnym teście będzie mógł „awansować” do grupy lepszej lub też po teście gorszym zostanie przesunięty do grupy niższej. Ponadto takie testy pokazują postępy ucznia, z których można nauczyciela rozliczyć. Słaby uczeń też musi robić postępy. Mniejsze niż inni ale postęp to zawsze postęp. Po co to wszystko? U nas nauczyciel też człowiek i ma prawo mieć wszystko gdzieś. Rodzice uczniów chcą żyć w przekonaniu, że ich dziecko nie jest nieukiem – przynajmniej w trakcie tzw. edukacji obowiązkowej tj. do czasów szkoły średniej. Potem zapewne myślą, że to wina nauczyciela, szkoły, albo los tak chciał.
Nie wiem jak powinna wyglądać edukacja, i dlatego skopiowałbym system, z któregoś z zachodnich krajów. Niestety, takich co uważają, że Polska jest mesjaszem narodów, ostoją cnót wszelakich, a mądrością przewyższamy inne narodu jest u nas więcej niż tych co wiedzą, że Ziemia obraca się wokół Słońca.
Jest zapewne powód, dla którego dziennikarze pisząc o sukcesach polskiej nauki podają informacje typu: „wysokie miejsce polskich uczelni w światowym rankingu”, zamiast „skok z czwartej do trzeciej setki najlepszych uczelni”. Przypominam sobie historię jaka zdarzyła się w mojej pierwszej pracy. Dostałem zadanie, aby napisać poprawnie politycznie nt. informatyzacji urzędu, w którym pracowałem. Aby nie pisać o przestarzałym sprzęcie i małej liczbie stanowisk komputerowych ująłem całą historię w czasie przeszłym. Wyglądało to mniej więcej tak. „Mieliśmy najlepiej skomputeryzowany urząd w województwie w porównaniu z innymi miejscowościami do 20 tysięcy mieszkańców”. Mój przełożony zmienił treści: „mieliśmy” na „mamy”, „w województwie” na „w Polsce”, a „w porównaniu z miejscowościami do 20 tysięcy” skreślił. Co wyszło? „Mamy najlepiej skomputeryzowany urząd w Polsce”.
„Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…” (Jan Zamoyski). Prawdę rzekł. Taką mamy Rzeczpospolitą jaką mieliśmy edukację. Takich mamy lekarzy, urzędników, murarzy i drogowców…
Szkoła nie uczy, bo nie może, ale na szczęście są nauczyciele, którzy wbrew wszelkim pseudoreformom starają się uczyć. Nie mogą liczyć na „politycznie” wybraną dyrekcję, rodziców i narzucony program nauczania. Jeden psychopatyczny uczeń – kochane dziecko mamy i taty, dla którego system nie przewidział „klatki w zoo” sterroryzuje klasę, dziesięciu nauczycieli, a na koniec zostanie ministrem, policjantem, albo sędzią. I koło się zamknęło. Na szczęście udaje się w tym „edukacyjnym kotle” wykształcić kilku znamienitych lekarzy, solidnych sędziów i tysiące dobrych Polaków, z których niestety część wyjedzie. Nie wiem, czy żałować tych co wyjeżdżają czy tych co zostają?