Cień wiatru (Carlos Ruiz Zafon)

Opowiadania kołymskie nie jest książką, którą mogę przeczytać jednym tchem od deski do deski. Co prawda tłumacz zachęca do jej przeczytania wszystkich opowiadań, wiedząc zapewne, że każda z opowiedzianych historii choć tak różna jest łatwa do przewidzenia jak pogoda na Syberii.
Każde opowiadanie jest krótkie na kilka stron. Brak jest między nimi wyraźnego powiązania. Każde zdarzenie opisane jest chłodno, bez emocji. Wgłębiając się w kolejne strony książki sam zamieniałem się w zimną kulę śniegu.
Warłam Abramow zebrał historie, których sam doświadczył jako syberyjski zesłaniec. Realność tych opowiadań uświadamia czytelnikowi okrucieństwa nieludzkich totalitaryzmów, które mogą dotknąć każdego. W czytaniu nie przeszkadza, ale wręcz uwiarygadnia styl jakim posługuje się autor. Ręce, które przez lata w mrozie trzymały tylko kilof lub łopatę nie mogą lekko, kwieciście opisywać tego co przeżyły.
To jest książka, którą warto mieć w swojej biblioteczce by od czasu do czasu przeczytać jedno z dziesiątek opowiadań.
Historia powstania dzieła jest co najmniej dziwna. Życie autora i jego śmierć również. Treść książki idealnie wpisuje się w ten krajobraz. Była pisana na przełomie XVIII i XIX wieku, przez około 10 lat (!). Wydano ją wiele lat po śmierci autora. Jako, że nieznana jest wizja autora, powieść wydawana jest w różnych wersjach mających istotny wpływ na jej odbiór przez czytelnika. Napisał ją Polak, po francusku, a główna akcja rozgrywa się w Hiszpanii. Była to zapewne książka w swej formie i treści wyprzedzająca swą epokę (oświecenie) o kilkadziesiąt lat. Równie dobrze jej autorem mógłby zostać jeden z dzisiejszych pisarzy.
Koniecznie należy wspomnieć o stylu tej powieści. „Autor zbudował swoją powieść posługując się kompozycją szkatułkową (ramową). Powieść podzielona jest na 66 dni. Składa się z wielu wątków tworzących różne opowiadania.” (wikipedia)
Jeśli napiszę, że narrator znajduje rękopis, w którym kolejny narrator opisuje swoje losy, w trakcie których spotyka postaci, którym opowiada swoje dzieciństwo, w którym poznaje historie innych ludzi to wrażenie podobieństwa do rosyjskich matrioszek jest całkiem trafne. Ważne jest by nie zgubić wątku, a to wydaje się wręcz niemożliwe. Po pierwszej, nieudanej próbie,
wróciłem, tym razem lepiej przygotowany, do czytania tej intrygującej powieści. Przygotowanie to polegało na używaniu dwóch zakładek, wykonywaniu notatek (efektem jest poniższy schemat powieści) oraz czytania całych historii opowiadanych przez bohaterów (wymagało to przeskakiwania rozdziałów i powracania do miejsc pominiętych).
Główny bohater Alfons van Worden, kapitan gwardii walońskiej, stara się dotrzeć do Madrytu. Po drodze spotyka różnych ludzi: pobożnych chrześcijan i muzułmanów, wyjętych spod prawa, duchy, kabalistów… Aby nie zagubić się w w „szufladach” labiryntu tej powieści prezentuję poniżej „mapę”, którą wykonałem w trakcie czytania by nie zagubić wątku .
Na podstawie tej powieści w 1965 roku Wojciech Hass nakręcił film, który dzisiaj owiany jest wieloma legendami. Podobnie do książki powstało kilka jego wersji. Wynikło to z faktu bardzo chłodnego przyjęcia flmu zarówno przez krytyków jak i widzów. Wydawał się być zbyt długi i zbyt skomplikowany w swej fabule. Mnie jednak to nie zniechęca. Grały w nim przecież same legendy polskiego kina. Mam nadzieję, że skoro przebrnąłem przez tę ciekawą książkę to film też ogarnę nie zażywającą żadnych środków odurzających.
I pomyśleć tylko, że zakończenie jest takie oczywiste.
Roman Cichocki
Książka nie dla każdego. Zanim przeczytasz posłuchaj piosenki The Beatles pod tym samym tytułem. Nastrój piosenki idealnie współgra z nastrojem powieści . Jeśli nie byłeś w Japonii, albo nie czujesz choć trochę „klimatu” tego kraju to wejdź do Internetu i pooglądaj zdjęcia Tokio, Nary oraz krajobrazów japońskich plaż i gór. Watanabe, główny bohater powieści, dużo czyta i słucha zachodniej muzyki. Czułem prawie obowiązek przeczytania tego co czytał bohater i posłuchania tego co grało w tle tej książki.
To nie jest książka dla tych, którzy czytają szybko, pomijają opisy, nie znoszą dramatów albo opisów seksu. Należy przebrnąć przez pierwsze 40 stron (to częsty motyw), a potem „popłyniesz” do końca i zaczniesz czytać kolejną książkę tego autora. Jest też taka możliwość, że nie lubisz zgłębiać psychiki innych ludzi, zastanawiać się nad motywami ich działań, trzymasz się z dala od potencjalnych samobójców i tych, którzy w życiu sobie nie radzą to tym bardziej powinieneś przeczytać to dzieło. Może dzięki niej dostrzeżesz urok „zwykłego” życia.
Epilog, z którego niewiele wynika, jest na początku książki, dlatego po jej skończeniu warto przeczytać ponownie pierwszy rozdział. Akcja powieści rozgrywa się na przełomie lat 60 i 70 XX wieku (głównie w roku 1969). Młody chłopak wchodzi w dorosłe życie. Miłość, seks, śmierć, szkoła i „normalne”, studenckie życie, w rytmie piosenki „Norwegian wood”, towarzyszą Watanabe przez całą książkę, czyli czas kiedy stawał się dorosłym. W powieści najbardziej urzekający jest klimat jaki autor osiągnął szczegółowo opisując wszystko co było miejscem akcji, rysując precyzyjnie myśli i zachowania bohaterów, a do tego wolne tempo akcji. Dla niektórych z pewnością będzie to powodem, aby książkę uznać za nudną, wulgarną lub nijaką. Osobiście należę do pierwszej grupy czytających i z pewnością mogę ją polecić, ale nie wszystkim.
The Beatles „Norwegian wood”
[themify_col grid=”2-1 first”]
I once had a girl, or should I say, she once had me.
She showed me her room, isn’t it good, norwegian wood?
She asked me to stay and she told me to sit anywhere,
So I looked around and I noticed there wasn’t a chair.
I sat on a rug, biding my time, drinking her wine.
We talked until two and then she said „It’s time for bed”.
She told me she worked in the morning and started to laugh.
I told her I didn’t and crawled off to sleep in the bath.
And when I awoke I was alone, this bird had flown.
So I lit a fire, isn’t it good, norwegian wood?
[/themify_col] [themify_col grid=”2-1″]Miałem raz dziewczynę, czy też raczej – ona miała mnie.
Pokazała mi swój pokój, czyż nie jest ładny, norweskie drewno?
Poprosiła, żebym został i usiadł gdziekolwiek,
Wiec rozejrzałem się wokół, ale nigdzie nie dostrzegłem krzesła.
Usiadłem na dywanie, czekając na właściwy moment, piłem jej wino.
Gadaliśmy do drugiej, po czym oświadczyła „Czas spać”.
Powiedziała, że rano idzie do pracy i wybuchnęła śmiechem.
Odparłem, że ja do pracy nie idę i wpełzłem do wanny, aby się przespać.
A kiedy się obudziłem, jej już nie było, ten ptaszek odleciał.
Więc rozpaliłem ogień, czyż nie jest dobre to norweskie drewno? (tłumaczenie ze strony www.tekstowo.pl)[/themify_col]
Bohaterowie powieści: Watanabe, Naoko, Kizuki, Midori, Reiko, Nagasawa, Hatsumi, Komandos.
Roman Cichocki
Haruki Murakami – japoński pisarz, kandydat do literackiej Nagrody Nobla, Nagroda Franza Kafki 2006. Film „Norwegian Wood” – 2010.
Kirinyaga to jedna z niewielu książek, którą przeczytałem dwa razy. Każda z osób, której ją pożyczyłem, nie wyłączając tych nie lubiących fantastyki, była nią pozytywnie zaskoczona.
Właściwie każdy jej rozdział jest oddzielnym opowiadaniem, które połączone są miejscem akcji i celem do jakiego dąży główny bohater. O ich poziomie niech świadczy fakt, że niemal każde nich, w kategorii fantastyki naukowej, zostało docenione w wielu amerykańskich konkursach i plebiscytach. Kiedy w dyskusji o czytaniu pojawia się stare jak świat pytanie: „co polecasz?”, to zawsze na mojej krótkiej liście jest Kirinyaga. Daleko jej rozmachem do „Władcy Pierścieni”, ale zostawia w wyobraźni ślad, którego nie sposób zapomnieć. Czy nie o to chodzi w fantastyce?
Główny bohater to starszy człowiek, Afrykanin, dobrze wykształcony w świecie kultury zachodniej, nie może pogodzić się ze współczesnym mu wizerunkiem świata. Jako, że akcja rozgrywa się w przyszłości udaje mu się uzyskać zgodę na zamieszkanie na jednej z planetoid. Tam, wraz z podobnie myślącymi, postanawia wrócić do starych plemiennych wierzeń i do stylu życia sprzed setek lat. W utworzonej, utopijnej rzeczywistości staje się szamanem czuwającym nad mieszkańcami, aby żyli w zgodzie ze starymi zwyczajami. Każdy z przybyszów pamiętających świat cywilizacji zdaje sobie sprawę z tego z czego zrezygnował a co dostał w zamian. Ale czy młodzi nie znający innego świata, podzielą te poglądy i będą szczęśliwi w krainie gorącego słońca, dzikiej przyrody i prymitywnego życia w zgodzie z naturą?
Jeśli na lekcji historii zastanawiałeś się w jakiej epoce chciałbyś żyć to powinieneś przeczytać tę książkę.
Roman Cichocki
(w trakcie opracowania)
„Otwórzcie oczy i popatrzcie na to, co możecie zobaczyć, nim zamkniecie je na zawsze” (z książki A. Doerr: „Światło, którego nie widać”)
Powieść historyczna opisująca historię dwójki kilkunastoletnich bohaterów: Niemca i niewidomej Francuzki, których trudne losy jeszcze bardziej zagmatwała II wojna światowa. Świetna książka, choć wciągnęła mnie dopiero po około 200 stronach. Mam zwyczaj przerywania czytania wraz z końcem rozdziału. Tutaj rozdziały są bardzo krótkie, więc okazji do przerwania lektury jest „nieskończenie” dużo.
Nie każdy bestseller jest książką, która jest „napisana dla mnie”. W jednych jest styl, w innych przygoda albo fajny pomysł. W tej jest wszystko. To książka kompletna i dlatego trafia na listę książek, które polecam każdemu. Przeczytałem kilka książek o tematyce związanej z wojną. Tutaj pomysł i realizacja nie dość, że są inne niż tamte to dalej zachowują, mimo literackiej fikcji, rzetelne tło historyczne. Autor włożył w tę powieść wiele lat pracy.
Co mnie szczególnie urzekło? Niemcy hitlerowskie widziane oczami młodego chłopca, który marzy o normalnym życiu? Świat „widziany” przez niewidomą dziewczynkę, która chce być szczęśliwa? A może mistyka tajemniczego brylantu, który według legend roztacza wokół siebie aurę zła? To tylko pomysł i na pozór żaden jakiś szczególny. Powieść rozbudziła moją wyobraźnię. Pokazała inny sposób postrzegania zachowań ludzi w warunkach dalekich od tego co nazywamy „szarym” życiem. Postawiła przede mną wiele ciekawych pytań. Idealna książka do dyskusji. Szczególnie chciałbym poznać zdanie tych, którzy są rówieśnikami głównych bohaterów tj. kogoś kto dzisiaj ma ponad 80 lat i pamięta wojnę nie huku armat, ale zwykłego ciężkiego życia. Pamięta swoje marzenia i całe życie spędził na rozmyślaniu: „kim ty mógłbyś być gdyby nie wojna”. Jeśli szukałbym czegoś na „nie” to tylko tyle, że nie jest to książka dla tych, którzy chcą widzieć świat prostym i nieskomplikowanym. To książka, do której chciałbym wrócić.
Nie streszczam książek, które polecam, ale jeśli ktoś woli poznać fabułę to polecam jeden z wielu linku http://www.wywrota.pl/ksiazka/28808-swiatlo-ktorego-nie-widac-anthony-doerr-.html
Postacie:
Marie-Laure LeBlanc
Werner Pfennig
Etienne – stryjeczny dziadek
doktor Geffard
Jutta Phennig
Frederick
Frau Elena
Volkheimer
To nie jest książka, którą trzeba przeczytać przed śmiercią. Wręcz przeciwnie. Może ona mocno zachwiać podstawamy chrześcijańskiej wiary, zwłaszcza u „wiedzących trochę mniej”. Wypożyczyłem tę powieść przypadkiem (jak wiele innych książek wcześniej) – śpieszyłem się a ona leżała gdzieś blisko pani bibliotekarki. Jest to zdecydowanie dobry wybór, dla tych którzy chcą lub muszą podnieść u siebie poziom emocji.
Pamiętam medialny szum jaki rozpętał się wokół tej książki zaraz po jej wydaniu. Wielu czytelników traktowało ją jak pracę naukową, w której zebrano dowody przeczące „oficjalnej historii wiary chrześcijańskiej”.
Kiedy nakręcono film z Tomem Hanksem i Audrey Tautou jego reklama nie wzbudziła już takiego poziomu emocji jak książka. Film obejrzałem po kilku latach od jego premiery, a książkę kilka lat później. Z filmu niewiele zapamiętałem. Może tyle, że było w nim wiele chaosu i nie bardzo wiedziałem za co tak warto ginąć. Czytając powieść, z zakamarków pamięci zaczęły wracać niektóre sceny widziane w filmie .
Trudno bowiem na ekran przenieść wspomnienia bohaterów, analizy zmierzające do rozszyfrowania zagadek czy zwykłe myśli i emocje skrywane w każdym z bohaterów książki.
Autor, Dan Brown oprócz ciekawego pomysłu i dobrego stylu (ale nie rewelacyjnego) zaimponował mi dużą wiedzą historyczną. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie – że jest rzetelna. Wykonał naprawdę kawał solidnej pracy. To nie jest książka napisana z głowy. Oprócz znajomości topografii Paryża, Londynu i paru innych prowincjonalnych już miejsc, zwłaszcza ciekawe było zestawienie powszechnie znanej historii kościoła katolickiego, opartej na czterech ewangeliach (świętych Marka, Mateusza, Łukasza i Jana) z ewangelią św. Marii Magdaleny (już w tym miejscu nie wiem czy taka ewangelia w ogóle istnieje!).
Chcę jeszcze tylko odnieść się do sytuacji kiedy czytelnik traktuje powieść na równie z pracą naukową. Autor w „Kodzie Leonarda da Vinci” zastosował wiele „chwytów”, które są tak realistyczne, że każdy nie rozumiejący pojęcia wiary stanie po stronie tych fikcyjnych, czyli będących tworem wyobraźni autora książki. W rzeczywistości, jestem przekonany, że odnalezienie świętego Graala, takiego jakim go przedstawił autor powieści, nie wywołałoby w kościele katolickim żadnego zamieszania. No cóż, tacy już jesteśmy. Alkoholika zrozumie tylko inny alkoholik, nie zrozumie
najedzony głodnego … itp. itd. Z wiarą i niewiarą jest podobnie.
Dan Brown gdyby napisał książkę o życiu na Marsie, byłaby z pewnością tak realistyczna, że nawet tam mieszkające istoty mogłyby z niej wiele się o sobie dowiedzieć.
Robert Langdon, Sophie Neveu, komisarz Bezu Fache i porucznik Collet, biskup Aringarosa, Leigh Teabing Sylas, Jacques Sauniere. Ważniejsze miejsca akcji: Paryż i jego okolice, Londyn
(w trakcie pisania)
„Traktat o łuskaniu fasoli” , nie jest jest książką dla każdego. Dla każdego z pewnością wartą przeczytania, ale nie taką, która każdemu przypadnie do gustu. Jest to opowieść – monolog człowieka, który jako dziecko przeżył tragedię II wojny światowej i już jako stary człowiek opowiada i jednocześnie zastanawia się nad swoim przed i powojennym życiem. Kilkaset stron monologu skierowanego do kogoś kogo nigdy nie poznamy. Jeśli zdarzyło wam się poznać kogoś z pokolenia bohatera powieści, który starał się zainteresować swoimi przeżyciami łatwo odnajdziecie w tej powieści ten klimat . Wiele ciekawych historii chociaż czasami banalnych. Mimo,że czasowo nieodległych to jakże nieprzystających do czasów nam współczesnych. Właśnie język mówiony, pełen niedopowiedzeń, zamyśleń i pozbawiony upiększeń literackich sprawia, że czytając musimy intonować w myślach głos opowiadającego. Autor, w formie monologu, nie mógł stosować opisów ułatwiających rozumienie zachowań bohatera, jego uniesień, żalu czy obojętności. Te wszystkie emocje musimy stworzyć sami. Czytelnik bez empatii, nie lubiący słuchać wielogodzinnych opowieści, czytając szybko się zmęczy tą książką.
Każdy w niej odnajdzie, jeśli nie siebie to kogoś bliskiego. Jakie wspomnienia zostają na starość? Smak chleba, babki, zapach pieczonych na ognisku kartofli, zabawka z dzieciństwa, pierwsza podróż pociągiem, nauczyciel, bliscy, których już nie ma i marzenia o życiu, które kiedyś było przed nami, a teraz jest za nami … Zaczynamy lubić to czego nie lubiliśmy. Teraz, w tej książce łączy nas ze światem, który przeminął tylko łuskanie fasoli.
Dzisiaj, w pokoleniu czytelników Gwiezdnych wojen czy Harrego Pottera trudno byłoby o zrozumienie problemów i dylematów jakie stały przed ludźmi wojny. Nadal jednak patrzenie w przyszłość jest uniwersalne. Patrząc na życie jako całość łatwo młody czytelnik odnajdzie prawdę uniwersalną mówiącą o roli drobnych przypadków na całe przyszłe życie – wybierzesz saksofon to życie potoczy się inaczej niż gdybyś wybrał skrzypce. Które życie lepsze? Nigdy się nie dowiesz, bo życie można przeżyć tylko raz. Książka jest traktatem filozoficznym o przypadku, losie i przeznaczeniu charakterystycznym dla każdego człowieka stojącego w obliczu zbliżającej się śmierci. Dlatego znajdziemy w niej wiele myśli, pod którymi zapewne podpisze się wcześniej czy później każdy z nas. Znamienne jest to, że wiele wiele z tych myśli „żyje” już we współczesnym medium – Internecie.
Skąd sądzę, że zmarli myślą? Stąd, że nie wiemy, czy nie myślą? Bo co my wiemy?
Zdziwiło mnie, że psa chciał utopić, a mówi o duszy. Tym bardziej, że według mnie dusza dzisiaj towar jak wszystko. Można ją kupić, sprzedać i ceny nie są wysokie.
Z latami stajemy się sami do siebie mało podobni.
Nie rozumiałem, a czytałem. Nawet pijany, a musiałem. Nie musi się zresztą od razu rozumieć. Życia, choćby nie wiem, ile się przeżyło, też się nie rozumie.
Wolność, już w samym słowie, można powiedzieć, kryje się zaprzeczenie… Przecież człowiek sam dla siebie jest najbardziej dokuczliwym przymusem… człowiek wolny jest nieprzewidywalny. .. wolność to tylko słowo, jak wiele innych słów. Nie znaczą co chciałby znaczyć, bo to niemożliwe.
Sam dla siebie człowiek jest zbyt wyrozumiały. .. Sam przed sobą każdy chciałby wyjść jak na ślubnej fotografii …No i jak najmłodziej. I wierzy, że to on. Tylko gdyby tak uczciwie sobie przyjrzał…
Zresztą bunt nie musi mieć powodów. Nawet nie wiem, czy jakikolwiek bunt wybucha akurat z tego powodu, który mu przypisujemy. … bywają i takie bunty, po których żałujemy, żeśmy się buntowali.
W pytaniach jest odpowiedź, jaką chcą usłyszeć. W pytaniach przyznaje się pan do winy, gdy się nawet nie czuje pan winny.
Kiedy się tak patrzy na ludzi po samych włosach, czy dajmy na to, po samych bosych stopach … po samych rękach, oczach ustach, brwiach, o , to zupełnie inaczej się ludzi widzi, niż się widzi w ogólności. Jest czego się domyślać. Jest nad czym się zastanowić.
Każdy żyje za siebie i każde życie jest osobną historią.
W Internecie można znaleźć serwisy z cytatami z tej książki.
Folwark zwierzęcy (George Orwell)