Gdzieś w czasach wczesnego Gierka rodzice zostawili mnie na całe wakacje u babci w mazowieckiej wsi. W całej wsi tylko dwa domy były murowane. Pozostawały w kontraście z innymi, drewnianymi, pokrytymi strzechą. Przy jedynej, piaszczystej drodze znajdował się sklep otwierany raz w tygodniu na kilka godzin. Chleb, mleko, jajka i mięso każde gospodarstwo miało własne, a cukier i sól wystarczyło kupić raz na miesiąc. Lato było gorące. Moi rówieśnicy całe dnie pomagali rodzicom pracując w polu, przy zwierzętach lub w domu. Po kilku dniach bez telewizji, która była tylko w tych dwóch, wspomnianych, murowanych domach, byłem tak znudzony, że wziąłem się do pracy. Później. przez wiele lat babcia i ciotki pytały rodziców kiedy znów je odwiedzę: „jest taki pracowity i grzeczny!” A ja najzwyczajniej bałem się znów spędzić dwa miesiące wakacji na wsi, gdzie rozrywką był wypas krów, praca na sieczkarni albo karmienie perliczek. Chaty kryte strzechą, studnie i wychodek za stodołą nie mogły równać się z wielkomiejskimi blokami, w których jeździły windy, a sklepy ze słodyczami były otwarte do wieczora.
Chata ze wspomnień, fot. Pixabay
Po latach gust mi się zmienił. Ale było za późno! Wieś zobaczyłem ponownie czterdzieści lat później. Historię skracam, by nie popaść w niezrozumiały dla innych sentymentalizm. Rzecz w tym, że wsi z moich, a tym bardziej mojego taty wspomnień, już nie ma. Ci co tam zostali, pełni nie skrywanej dumy chwalili się nowymi murowanymi domami, asfaltową drogą, nowym kościołem … Ale mnie fascynowało odgadywanie miejsc gdzie była studnia, a gdzie stodoła. Pomalowana sieczkarka była ozdobą skalnego ogródka takiego jakie można również zobaczyć w Pasłęku i chyba w każdym mieście. Ogarnął mnie żal i tęsknota. Teraz dojrzałem by docenić uroki wsi, takiej starej i zacofanej, bez prądu i pełnej historii opowiadanych w sobotnie wieczory. Wsi takiej jaka była tam od setek lat. Ale ona nagle przestała istnieć! Nie mogła poczekać jeszcze te czterdzieści lat?!
W rejestrze zabytków Pasłęka jest jedynie 15 pozycji (link do wykazu) choć w praktyce mądre interwencje „niewidzialnej ręki” od czasu do czasu ochroniły niejedną zabytkową budowlę, spoza tej listy, przed prymitywną profanacją tych co mają „nowoczesną” wizję swojego podwórka. Niestety, nie zawsze! Mur wokół szpitala znika kawałkami. Zniknęło wiele dorodnych, pięknych drzew. Zawsze powód się znajdzie by zburzyć, wyciąć, zamalować. Idąc jedną z ulic starego miasta usłyszałem jak idący przede mną zastanawiali się dlaczego jeszcze nie wylano tutaj asfaltu. Rozmowa na takim poziomie rozumienia świata jest zapewne ciekawa ale nie dla mnie. Każdy kto wyjechał i po latach odwiedza rodzinne strony zapewne szuka tego co było kiedyś. Tego co wróci mu wspomnienia. Może być odnowione, wypolerowane, ale niech będzie!
„Ten biały dom, ten pokój martwy
Do dziś się dziwi, nie rozumie…
Wstawili ludzie cudze meble
I wychodzili stąd w zadumie…
A przecież wszystko – tam zostało!
Nawet ta cisza trwa wrześniowa…
Więc może byśmy tak, najmilsza,
Wpadli na dzień do Tomaszowa?…”
Fragment wiersza Juliana Tuwima „Przy okrągłym stole”
Aby korzystać z serwisu należy założyć kartę w Bibliotece Publicznej w Pasłęku lub w jednej z filii w Zielonce Pasłęckiej lub Rogajnach, na podstawie której czytelnik otrzyma bezpłatny PIN/(od dostępu). Można też skorzystać z dostępu, bez konieczności posiadania kodu dostępu, bezpośrednio z komputerów znajdujących się w czytelni biblioteki.
Obok kilka zrzutów ekranu z serwisu IBUK pokazujących kategorie na jakie podzielony jest „księgozbiór” i wybrana podkategorie działu „Informatyka”. Również poniżej można obejrzeć przykładowy ekran z wybraną do czytania książką. Uwaga: nie możliwości pobrania książek na dysk lokalny komputera.
Posiadając konto jest dodatkowo możliwość utworzenia „półki z książkami”, do których chcemy wrócić. Na ekranie wygląda to tak jak to przedstawia poniższy zrzut ekranu.
Całkowite zaćmienie Księżyca (w godz. 5:41-6:43), pełnia (godz. 6:16) z jednoczesnym przejściem przez perygeum, czyli najbliższy punkt jego orbity wokół Ziemi (godz. 21:59) to zjawiska, które jednocześnie występują dość rzadko. Księżyc wtedy na naszym niebie jest większy i przyjmuje barwę czerwoną. W języku angielski nosi ładną nazwę: Super Blue Blood Moon (Super Niebieski Krwawy Księżyc). W tym roku tj. 2019 miał uświetnić wypadający w tym dniu Dzień Babci – 21 stycznia.
Wstałem o szóstej rano. Na zewnątrz panował jeszcze mrok, lekko prószył śnieg a termometr wskazywał minus 2 stopnie. Z przewieszonym przez ramię aparatem fotograficznym wyszedłem przed dom licząc, że światło Księżyca znajdzie trochę miejsca, aby pochwalić się swym wyjątkowym wyglądem. Nad Pasłękiem całe niebo pokryte było grubą warstwą śniegowych chmur. Tak chciał los. Nawet nie byłem zawiedziony. Dalej będę wierzył, że takie zjawisko występuje. Ale co jeśli ten sam pech przytrafił się komuś kto musi zobaczyć, dotknąć, albo zrozumieć?
Jeden z moich ekscentrycznych, starych znajomych uważa, że Ziemia jest płaska. Lata szkolnej edukacji były dla niego raczej formą przymusowego obozu pracy, w którym należy zachowywać się tak jak nakazują regulaminy i strażnicy tychże regulaminów. Snując dalej swoje rozważania zabłądziłem w ogólne rozważania nad wartością ludzkiej wiedzy. Sokratejskie „wiem, że nic nie wiem” nabrało dla mnie nowego znaczenia. Powszechna interpretacja tej myśli określa jej sens jako świadomość własnej niewiedzy. Wgłębiając się w wiedzę zadajemy coraz więcej pytań. Brak elementarnej wiedzy to brak pytań. a to oznacza brak wątpliwości. Bliższa prawdy jest dla mnie interpretacja dosłowna: człowiek nie wie nic, a tylko mu się wydaje, że coś wie. Wierzymy, że Ziemia jest kulą (precyzyjniej geoidą), że są prawa fizyki, witaminy służą naszemu zdrowiu. Takie rozważania doprowadziły René Descartes (Kartezjusz) do stwierdzenia „Cogito ergo sum” (łac. „Myślę, więc jestem”) – jedynej pewnej wiedzy.
[perfectpullquote align=”right” bordertop=”false” cite=”” link=”” color=”#004c63″]Rozmowa muzyka z akustykiem:
– Co ty robisz? głuchy jesteś?
– Sam jestes głupi![/perfectpullquote]
Bez zdjęcia Wysokiej Bramy na tle czerwonego super Księżyca przeszedłem dwie ulice po świeże bułki i chleb. Smog jest albo go nie ma nawet jeśli w Pasłęku nikt powietrza nie sprawdza. Winny jest ten kto popełnił przestępstwo, bez względu na to kogo wskaże sąd. Chcemy wierzyć, że wiemy. Każdy sam wybiera to w co wierzy. Nikogo nie można zmusić do wiary – wiedzy, poglądu na cokolwiek. Jeśli chcę wierzyć w oziębienie klimatu to wybiorę argumenty wspierające tę wiarę. Nie ważne są wtedy argumenty nie pasujące do mojego świata, bo mam własne.
Takie miałem rozmyślania zamiast zachwytu nad Kosmosem. Dobre i to. Następnego ranka Księżyc świecił pięknie tyle, że jak zawsze.
„Lapidaria” – „Lapidarium tom I, II, III, IV, V” – 5 książek albo 2 (po 3 tomy w każdej). Każda z nich zawiera zbiór przemyśleń Ryszarda Kapuścińskiego oraz tekstów innych, które były dla niego ważne, a przynajmniej warte zapamiętania. Tytuł książki jest metaforą. Według słownika wyraz „lapidarium” oznacza „zbiór kamieni, fragmentów budowli, rzeźb”. Jest to dziedzina bliższa archeologii niż literaturze, która jednak nie stawia sobie żadnych barier i zapewne uznaje wszystkie znane i te nieznane jeszcze wyrazy za własne. Bliższy prawdy byłby tytuł „silva rerum”, czyli w uproszczeniu, zbiór rozmaitych zapisków, które pragniemy zachować dla siebie i przyszłych pokoleń.
Książki nie można czytać jednym tchem. Teoretycznie brak jest w niej rozdziałów, ale krótkie myśli (maksymalnie jedna na dwie strony, ale częściej kilka na jednej stronie) pogrupowane są tematycznie. Dlatego, bez większego uszczerbku dla pamięci, można przeczytać jeden wątek tematyczny, przemyśleć go, przedyskutować i … spalić albo postarać się zapamiętać z niego jak najwięcej. Jak ja chciałbym mieć dobrą, pojemną pamięć!
Zamiast recenzji (bo jak oceniać czyjeś gusta, nawet jeśli są to gusta intelektualne), najczęściej znaleźć można wybrane z książek teksty. Pozwolę sobie również zacytować myśl z „Lapidarium III”. „Sztuka jest arystokratyczna. Kultura może być masowa – sztuka nigdy. Sztuka – to arystokracja kultury”.
„Nie ma jednej pamięci. Każda pamięć pamięta co innego i pamięta inaczej…”
„Ujemny wpływ telewizji na literaturę polega nawet nie na tym, że ludzie przestali czytać książki (bo przecież czytają!), ale na tym, że czytają źle…”
Mini wykłady … są zbiorem przemyśleń filozofa-mędrca, który pełen wiedzy i życiowego doświadczenia, ciekawym językiem opisuje znaczenie pojęć znanych intuicyjnie przez każdego człowieka. Jego wykłady na każdy z przedstawionych tematów są spójnym, logicznym wywodem mającym za podstawę kulturę starożytnej Grecji, z której wywodzi się między innymi kultura chrześcijańska.
Książka podzielona jest na trzy serie (odpowiednio do audycji telewizyjnych) poprzedzone słowem wstępnym z rozdziałami .
Seria pierwsza: O … władzy, sławie, równości, kłamstwie, tolerancji, podróżach, cnocie, odpowiedzialności zbiorowej, kole fortuny, wielkiej zdradzie, przemocy, wolności, luksusie, nudzi oraz Matematyk i mistyk
Seria druga: O… Bogu, szacunku dla natury, zabobonach, śmiechu, świętych, terroryzmie, sprawie seksu, młodości, nicnierobieniu,sumieniu, tym co dobre i co prawdziwe, karze głównej, stereotypach narodowych oraz Udręczenie
Seria trzecia i ostatnia: O … długach, wybaczeniu, rekordach, posiadaniu samego siebie, przeszłości i o przyszłości, zawiści, sprawiedliwości, pogrzebach, maskach, wrogu i o przyjacielu oraz Demokracja jest przeciwna naturze i jeszcze Moje wróżby w sprawie przyszłości religii i filozofii.
Tę książkę, a właściwie każde zagadnienie w niej zawarte należy kontemplować. Jeśli ktoś ma szczęście by to robić z innymi tym będzie to doznanie bardziej efektywne. Jak trudno jest dzisiaj porozumieć się mówiącym niby tym samym językiem. Każdy przecież ma własne wyobrażenie znaczenia używanych wyrazów, więc tworzone z nich zdania jeszcze bardziej komplikują komunikację. Wystarczy dodać brak dobrej woli, niechęć do spójności głoszonych poglądów i dialog staje się bełkotem. Książka dla każdego kogo nurtują wątpliwości „cywilizacyjne”.
Książka „Między pokusą a kuszeniem” została napisana przez pasłęczanina. Idealna dla każdego kto zamierza zostać krytykiem literackim. Tytuł i okładka sugerują treść, w której główne role odegrają kobiety, pieniądze i rozterki moralne. Wszystkiego z tego jest tam jak na lekarstwo. Wydawnictwo nie zadbało nawet o dobrego korektora. Styl literacki początkującego pisarza, co tutaj jest zaletą nadającą wiarygodności przekazanej treści. W powieści trudno określić wątek główny. Brak zwrotów akcji, tajemnic, wątku miłosnego, trzymania w napięciu. A do tego narrator w osobie trzeciej, który sprawdzi się w każdego typu literaturze za wyjątkiem tej do jakiej zaliczana jest ta książka – fabularyzowana literatura faktu. Nie mam aspiracji zostać krytykiem, więc wybieram rolę adwokata. Wszystko da się wyjaśnić choć nie wiem czy usprawiedliwić. Odniosłem, mianowicie wrażenie, że autor nie zamierzał walczyć o czytelnika. Jego celem nie był sukces wydawniczy. Ze swoją wiedzą i doświadczeniem wystarczyło wymienić kilka, powszechnie znanych nazwisk. Zdradzić pikantne, szokujące informacje. Dlaczego tego nie zrobił? Odpowiedź jest w książce.
W książce
Ludzie mają w sobie potrzebę normalności nawet wtedy gdy otacza ich surrealistyczna rzeczywistość Polski Ludowej. Bohater książki Piotr przyjmuje ofertę pracy w wywiadzie. Są to lata 60 dwudziestego wieku. Opisy sytuacji w jakich się znalazł, jego emocje i przemyślenia są zbiorem luźnych historii, których zapewne doświadczył autor książki. I to jest właśnie najbardziej intrygujące. Autor, obecnie tj. w roku 2019, człowiek w wieku około 80 lat, przy pisaniu tej powieści kierował się zasadami bezpieczeństwa i honoru, które dla niego są nadal obowiązujące. Zmienił się ustrój kraju. Autor, jak każdy aktywny obywatel poprzedniego ustroju zapewne ma poczucie niesprawiedliwości oceny rzeczywistości, w której żył i pracował. Mimo to nie ma w książce krytyki a jedynie zrozumienie dla czasów, które nadeszły. Skupił się na pokazaniu bohatera, który dobrze wykonuje swoją pracę mimo wszechobecnych pokus. Od czasu, w którym toczy się akcja powieści, zmieniło się wszystko, ale i tak w książce nie znajdziemy nazwisk, ani opisów szczegółów akcji, które mogłyby „kogoś zdemaskować”. Traci na tym literatura. Mimo wszelkich mankamentów powieść jest lekcją historii środowiska wywiadu, który odszedł w niepamięć. Czuje się w niej ducha minionej epoki. Nawet tak powściągliwie opisane mechanizmy działania służby wywiadowczej mówią wiele o ludziach, którzy tam pracowali. Ideologia to raczej siła napędowa systemu władzy, a nie ludzi jako jednostek. Każdy realizuje swoją życiową misję często nie dla idei, ale dla siebie, rodziny i temu w co sam wierzy, że jest właściwe. To wszystko znajdziemy w tej książce. Właśnie na ten rys psychologiczny głównego bohatera należy zwrócić szczególną uwagę.
O autorze
Waldemar Lipka-Chudzik w latach 50 XX wieku ukończył pasłęckie liceum, po którym rozpoczął życie zawodowe. W trakcie pracy rozpoczął studia prawnicze. Co dalej? Losy bohatera książki „Między pokusą a kuszeniem” Piotra są inspirowane przeżyciami autora. O autorze można znaleźć w Internecie jedynie adnotację w Wikipedii potwierdzającą fakt, że autor, Waldemar Lipka-Chudzik był w latach 1981-1989 konsulem w Nowym Jorku. Był również, o czym nie ma w książce, konsulem na Litwie. Jeśli będzie mi wolno to chętnie tę ciekawą biografię kiedyś opiszę w dziale LUDZIE PASŁĘKA.
Rok czytania 2018 zacząłem od falstartu. Fajny tytuł książki (niezrozumiały ale fajnie brzmi) – „Silmarillion”( J.R.R. Tolkien) okazał się oprócz grafiki jedyną ciekawą rzeczą w tej książce. Po 100 pierwszych stronach przeskoczyłem do 20 ostatnich by definitywnie stwierdzić, że szkoda mi na nią czasu.
[perfectpullquote align=”right” bordertop=”false” cite=”” link=”” color=”” class=”” size=””] „Zegar ci wskaże, jak twój czas upływa” William Szekspir [/perfectpullquote]
Często nie pamiętam książek, które przeczytałem. Nie kojarzę bohaterów, fabuły, a nawet tytułów. Ku pamięci, jest jednym z powodów, dla których robię poniższy, czytelniczy rachunek sumienia. Kolejny powód: samokontrola tempa i ilości czytanych książek. Najważniejszy powód: zawsze ciekawi mnie co czytają inni i dlaczego, jak wiele pamiętają, ile rozumieją z tego co przeczytali, i czy po każdej z przeczytanych książek są szczęśliwsi, a może mądrzejsi? Dodatkową inspiracją jest dla mnie inicjatywa czytania jednej książki tygodniowo, która zgromadziła setki miłośników książek. Przerasta to moje możliwości fizyczne i czasowe. Chyba, że spotkam wreszcie kogoś kto opowie mi jak tego dokonać w sposób niezauważalny dla otoczenia. Dodatkowo, nie wiem, czy taka ilość czasu spędzona na czytaniu cokolwiek zmienia.
Po falstarcie wybrałem kilka książek, a wsród nich te, które dawniej już zrobiły na mnie wrażenie i postanowiłem do nich wrócić. Perspektywa czasu potrafi zmienić wszystko.
Lista przeczytanych (niechronologicznie) książek w roku 2018:
Steinbeck: „Tortilla Flat„,
Haruki Murakami: „Kafka nad morzem„, „Zawód powieściopisarz”, „Śmierć Komandora” (tom I, „Pojawia się idea”)
Kazuo Ishiguro (Nagroda Nobla 2017): „Niepocieszony”,
Stephen Hawking: „Krótka historia czasu„, „Wielki projekt”,
Sławomir Mrożek: „Trzy dłuższe opowiadania”,
Vladimir Nabokov: „Śmiech w ciemności”
Carlos Ruiz Zafon: „Gra Anioła”, „Książę mgły” oraz „Labirynt Duchów” (nieskończona)
Agatha Christie: „Śmieć lorda Edgware’a” (Poirot), „Hotel Bertram” (panna Marple), „Morderstwo w Mezopotamii” (Poirot), „Próba niewinności”
Paolo Coelho: „Zahir”
Jonathan Caroll: „Kąpiąc lwa”, „Cylinder Heidelberga” (zbiór opowiadań) , „Kości Księżyca”, „Całując ul”, „Zaślubiny patyków”, „Ucząc psa czytać”, „Dziecko na niebie”
Olga Tokarczuk (Nagroda Nike): „E.E.”, „Prawiek i inne czasy”
Doris Lessing (Nagroda Nobka 2007): „Szczelina”
Waldemar Lipka-Chudzik „Między pokusą a kuszeniem”
Zawsze jest powód, dla którego sięgam po tę a nie tamtą książkę. Najczęściej jest to mieszanka moich upodobań i pozytywnych recenzji. Sam mogę polecić, z powyższego wykazu, co najwyżej 6 z nich (oznaczone pogrubioną czcionką). Pozostałe były dobre, ciekawe, intrygujące. Czytając je mile spędziłem czas, ale nie sądzę, aby stały w kolejce do kanonu światowych dzieł literatury. Polecane też nie muszą być arcydziełami (nie mnie o tym decydować), ale w moim mniemaniu zadowolą szersze grono czytelników.
Najwięcej, ilościowo, przeczytałem książek autorstwa Jonathan Caroll, i dlatego pozwoliłem sobie umieścić go w mojej galerii autorów, których literaturę ogólnie polecam.
Teraz czas na planowanie przyszłego roku. Jest już kilku autorów, których polecają nie tylko księgarnie. Ich książki są rozchwytywane przez czytelników pasłęckiej biblioteki, więc ja też zapisałem się do kolejki i czekam sięgając po coś sprawdzonego, z domowej biblioteki.
Powieść Haruki Murakamiego w dwóch tomach. Jest to jeden z niewielu pisarzy, których książki czytam jeszcze za życia ich autora. Nie jest to jakiś rodzaj perwersji lecz efekt ich kultowości. Nie bez powodu będzie zastosowanie analogii do dzieł malarskich. Jak wiadomo ich cena wzrasta z chwilą, w której rynek kolekcjonerski ma absolutną pewność, że malarz nie stworzy już niczego więcej. Najczęstszy powód jest tylko jeden – śmierć. W przypadku powieści ważniejsze wydaje się bycie na czasie. Zmieniają się język, kultura, moda … Dobrze jest więc porozmawiać z autorem powieści i wyjaśnić to co jest nie jasne lub podejrzanie zbyt oczywiste. Osobiście przy wyborze książki kieruję się innymi pobudkami.
Skoro już pozornie zaprzeczyłem sam sobie muszę się wytłumaczyć. Analogia do dzieł malarskich wynika z fabuły „Śmierci Komandora”, w której główne skrzypce grają malarz, obraz i świat idei. Czytam głównie książki, które ktoś mi wystarczająco sugestywnie poleci. W gąszczu nieprzebranej ilości współczesnej literatury potrzeba dużo czasu aby trafić pod strzechy. Premiera tłumaczeń książek uznanego, japońskiego pisarza, w Pasłęku odbywa się w tym samym czasie co w Londynie. Lepszej zachęty nie potrzebuję.
Tradycyjnie nie będę streszczał książki. W najnowszej powieści (rok 2018) „Śmierć Komandora” (tom 1 „Pojawia się idea) Murakami zachował swój styl, który teraz jest bardziej subtelny. Wszystkiego co w jego literaturze było typowe jest mniej, ale wystarczająco. Posiłki są skromniejsze, drink tylko jeden, opisy seksu mniej szokujące niż w podręcznikach 5 klasy szkoły podstawowej, a świat metafizyki nie wpływa na literacką rzeczywistość bohaterów powieści (przynajmniej w I tomie). Zastosowanie jednego narratora w pierwszej osobie umożliwia czytelnikowi łatwe utożsamienie się z bohaterem, który tradycyjnie nie wyróżnia się, jak zdecydowana większość z nas, żadnymi nadludzkimi umiejętnościami. Każdy wątek powieści ma swoje tajemnice, które w pierwszym tomie nie zostają wyjaśnione. Koniecznie trzeba więc przeczytać tom II, do którego powyższa, super krótka analiza z pewnością nie będzie pasowała. Poczytamy zobaczymy.
Fot. z serwisu http://booknieci.pl, Ola Malarz „O zabieraniu mózgu na urlop i radach dla pisarzy, mówi Jonathan Carroll”
Jonathan Carroll, amerykański pisarz mieszkający w Wiedniu i często goszczący w Polsce, nie jest pisarzem uniwersalnym. Grono jego czytelników nie zawęża się też do miłośników tylko jednego gatunku literackiego – fantastyki. Przeczytałem kilka książek tego autora (wszystkie są w pasłęckiej Bibliotece Publicznej: „Białe jabłka”, „Kąpiąc lwa”, „Cylinder Heidelberga”, „Kości Księżyca”, „Całując ul”, „Zaślubiny patyków” …) i żadnej z nich nie przypisałbym do działu fantastyki. Bliższe jest mi zaliczanie ich do „realizmu magicznego”.
Jak na razie polecam jedynie powieść „Białe jabłka”, która najzwyczajniej rzuciła mną o ścianę. Było to kilkanaście lat temu i mimo tego zafascynowania nie zdobyłem się wtedy na odwagę aby sięgnąć po kolejne jego prace. Teraz, kiedy ochłonąłem, spokojnie przyjąłem fakt, że najczęściej zaskoczyć można tylko raz. Ale zrozumiałem też, że nie o to chodzi autorowi. Inne książki też polecam, ale wiem, że nie każdego zachwycą.
Realizm magiczny pojawił się u pisarza nagle, w połowie jednej z kolejnych powieści i być może był przemianą autora jako twórcy . Bohaterowie jego książek jakby przejęli nad nim kontrolę. Otóż na początku poznajemy zwykłe losy bohaterów, które są pełne nudnych, przyziemnych spraw. Ale tylko do momentu, gdy wkracza czwarty wymiar, siły duchowe lub z obszarów nieznanego ludzkości kosmosu. Świat w książce nadal jest nudny i przyziemny. Zmienia się tylko świadomość i życie głównych bohaterów. No i oczywiście nasz odbiór, czyli czytelnika. Jest w tym coś z religii, której nie można udowodnić ani jednoznacznie podważyć. Czytając książki Jonathana Carroll często odnosiłem wrażenie, że pisarz wierzy w to o czym pisze a nie tylko beztrosko fantazjuje.
Połączenie realizmu życia każdego z nas z metafizyką, o której mówią ci którzy jej doświadczyli, niesie w sobie duży ładunek emocji. Zawsze, kiedy już myślę, że opisywana historia jest niczym bajka o żelaznym wilku, autor oddziela to co nieprawdopodobne od tego co być może istnieje. W jego książkach znajdziemy też wiele filozoficznych przemyśleń i psychologicznych opisów, które świadczą o dużej wiedzy wzbogaconej własnymi przemyśleniami twórcy.
Czytając wiele z jego książek czytelnik odnajdzie powtarzające się miejsca, a czasem postaci. Bohater epizodu jednej z powieści zamienia się miejscem z głównym bohaterem i staje się najważniejszą postacią w innej książce. Wzbudzał emocje negatywne, a teraz wszystko się wyjaśnia i zaczynamy się z nim utożsamiać. Nie wiem, czy ktoś już stworzył mapę miejsc i postaci z książek autora. Jeśli nie, to z pewnością kiedyś taka mapa powstanie.
Streścić fabułę książki z „metafizyką w środku” jest zadaniem karkołomnym, spisanym raczej na porażkę. Efekt będzie taki, że słuchacza zanudzimy i zniechęcimy do sięgnięcia po tego autora. Idealnie pasuje tutaj cytat z jednej z jego książek: „To, że milczę nie znaczy, że nie mam nic dopowiedzenia” (z książki Szklana zupa). Właśnie takie zdania, trafne myśli, ładne i celne zwroty nadają jego książkom wyjątkowego, intelektualnego uroku. No niestety nie są to książki docierające do serc wszystkich czytelników.
Kilka cytatów z książek Jonathana Carrol:
„Normalność to pierwszy symptom śmiertelnej choroby.” (Drewniane morze)
„Życie z drugim człowiekiem polega na tym, że zaczyna się lubić jego dziwactwa.”
„Za darmo dostaje się tylko to, czego nikt inny nie chce. I śmierć. Śmierć też jest za darmo.” (Muzeum psów)
„Nigdzie nie jesteśmy bardziej samotni, niż leżąc w łóżku, z naszymi tajemnicami i wewnętrznym głosem, którym żegnamy lub przeklinamy mijający dzień.” (Białe jabłka)
„Poświęcamy zbyt mało uwagi światu. Wiemy o tym, a jednak nie chce nam się. Dopiero gdy coś się skończy albo ktoś umrze, gdy coś zgubimy albo jest już za późno – uświadamiamy sobie nagle, że prześlizgnęliśmy się przez życie i ludzi, tracąc z pola widzenia szczegóły…” (Kąpiąc lwa)
Przykład tego, że „nie po okładce poznaje się książkę.” „W środku” znajdziemy najczęściej coś około 300 stron wyobraźni autora, która może kiedyś okaże się prawdziwa, a teraz jest nieprawdopodobna. Przynajmniej dla tych co nie kochają fantazjować, a przynajmniej filozofować.
Tytuł, a właściwie jego rozwinięcie jest niezgodne z treścią książki oraz z opisem znaczenia wyrazu „erystyka”. W książce nie znajdziemy lekcji erudycji ani sposobu dążenia do prawdy obiektywnej ani też subiektywnej. Erystyka to sposób prowadzenia rozmowy w taki sposób, aby „wyszło na nasze”. Książka jest zbiorem notatek, które znaleziono po śmierci autora. Zawiera 38 sposobów stosowanych w erystyce, które są zaprzeczeniem dążenia do prawdy, ale bardzo skutecznie zmieniają obraz rozmowy. Sposoby te w większości nie posiadają nazw własnych. Opisy i przykłady nie zawsze są przejrzyste nawet kiedy wiemy kto ma rację a kto sprowadza nas na manowce. Świadczy to o przebiegłości i inteligencji rozmówcy stosującego taką metodę. Jednym z prostszych przykładów jest „uogólnienie”, czyli rozszerzenie wypowiedzi przeciwnika, czasami do granic absurdu. Ile to razy słyszałem, gdy ktoś podważał moją wypowiedź mówiąc co by było gdyby wszyscy na świecie zachowali się „tak a tak”. Najgorszym atakiem erystycznym jest atak ad personam, czyli zwrócenie uwagi na wady i ułomności mówiącego a nie odnoszenie się do tego co mówi (przykład: „twoje poglądy są tak obrzydliwe jak twój wygląd” – czy to jest skuteczne? Niestety, tak.).
Książkę polecam nie po to aby stosować podane metody w praktyce, ale aby przed nimi się uchronić. Kiedy w trakcie rozmowy dostrzegam zabieg erystyki, definiuję go a następnie (gdy jest to warte zachodu) proszę rozmówcę aby tego nie robił , gdyż w innym przypadku możemy co najwyżej pomilczeć. Niestety skutek jest taki, że słuchając zawodowych polityków szybko przełączam kanał TV, a w życiu codziennym wygaszam rozmowę.
Świat się zmienia
Świat się zmienia
Gdzieś w czasach wczesnego Gierka rodzice zostawili mnie na całe wakacje u babci w mazowieckiej wsi. W całej wsi tylko dwa domy były murowane. Pozostawały w kontraście z innymi, drewnianymi, pokrytymi strzechą. Przy jedynej, piaszczystej drodze znajdował się sklep otwierany raz w tygodniu na kilka godzin. Chleb, mleko, jajka i mięso każde gospodarstwo miało własne, a cukier i sól wystarczyło kupić raz na miesiąc. Lato było gorące. Moi rówieśnicy całe dnie pomagali rodzicom pracując w polu, przy zwierzętach lub w domu. Po kilku dniach bez telewizji, która była tylko w tych dwóch, wspomnianych, murowanych domach, byłem tak znudzony, że wziąłem się do pracy. Później. przez wiele lat babcia i ciotki pytały rodziców kiedy znów je odwiedzę: „jest taki pracowity i grzeczny!” A ja najzwyczajniej bałem się znów spędzić dwa miesiące wakacji na wsi, gdzie rozrywką był wypas krów, praca na sieczkarni albo karmienie perliczek. Chaty kryte strzechą, studnie i wychodek za stodołą nie mogły równać się z wielkomiejskimi blokami, w których jeździły windy, a sklepy ze słodyczami były otwarte do wieczora.
Po latach gust mi się zmienił. Ale było za późno! Wieś zobaczyłem ponownie czterdzieści lat później. Historię skracam, by nie popaść w niezrozumiały dla innych sentymentalizm. Rzecz w tym, że wsi z moich, a tym bardziej mojego taty wspomnień, już nie ma. Ci co tam zostali, pełni nie skrywanej dumy chwalili się nowymi murowanymi domami, asfaltową drogą, nowym kościołem … Ale mnie fascynowało odgadywanie miejsc gdzie była studnia, a gdzie stodoła. Pomalowana sieczkarka była ozdobą skalnego ogródka takiego jakie można również zobaczyć w Pasłęku i chyba w każdym mieście. Ogarnął mnie żal i tęsknota. Teraz dojrzałem by docenić uroki wsi, takiej starej i zacofanej, bez prądu i pełnej historii opowiadanych w sobotnie wieczory. Wsi takiej jaka była tam od setek lat. Ale ona nagle przestała istnieć! Nie mogła poczekać jeszcze te czterdzieści lat?!
W rejestrze zabytków Pasłęka jest jedynie 15 pozycji (link do wykazu) choć w praktyce mądre interwencje „niewidzialnej ręki” od czasu do czasu ochroniły niejedną zabytkową budowlę, spoza tej listy, przed prymitywną profanacją tych co mają „nowoczesną” wizję swojego podwórka. Niestety, nie zawsze! Mur wokół szpitala znika kawałkami. Zniknęło wiele dorodnych, pięknych drzew. Zawsze powód się znajdzie by zburzyć, wyciąć, zamalować. Idąc jedną z ulic starego miasta usłyszałem jak idący przede mną zastanawiali się dlaczego jeszcze nie wylano tutaj asfaltu. Rozmowa na takim poziomie rozumienia świata jest zapewne ciekawa ale nie dla mnie. Każdy kto wyjechał i po latach odwiedza rodzinne strony zapewne szuka tego co było kiedyś. Tego co wróci mu wspomnienia. Może być odnowione, wypolerowane, ale niech będzie!
„Ten biały dom, ten pokój martwy
Do dziś się dziwi, nie rozumie…
Wstawili ludzie cudze meble
I wychodzili stąd w zadumie…
A przecież wszystko – tam zostało!
Nawet ta cisza trwa wrześniowa…
Więc może byśmy tak, najmilsza,
Wpadli na dzień do Tomaszowa?…”
Fragment wiersza Juliana Tuwima „Przy okrągłym stole”