Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów, jest zgoła czymś innym niż sztuka dyskusji.
Jak oszust w rozmowie, robi wrażenie, że to on ma rację?! Jeśli przysłuchujemy się rozmowie, a jej temat jest nam obcy to trudno jest stwierdzić kto jest oszustem. Mój sposób jest prosty. Ten kto korzysta ze sztuczek erystyki ten najwidoczniej ma coś do ukrycia. To on jest prawdopodobnie oszustem!
Znajomość jej elementarnych technik umożliwia unikanie wdawania się w bezprzedmiotowe rozmowy. Nie zawsze orientuję się wystarczająco wcześnie, że rozmówcy nie zależy na dochodzeniu prawdy ale na pokazaniu swojej wyższości lub oryginalności swoich poglądów (niektórzy nawet kulistość Ziemi traktują w kategoriach poglądu). To jest właśnie erystyka. Ma się ona do dyskusji tak jak wojna do pokoju. Owszem, spierać się też jest czasem fajnie, ale rozmowa nie może dotyczyć tematów ważnych. Może przebiegać niczym w oparach opium (typowe dla towarzystw wzajemnej adoracji).
Wybrane metody erystyki, czyli metody jakie stosują kłamcy, oszuści, kanalie i ludzie podli:
1. Atak na mówiącego – ktoś atakuje ciebie a nie to o czym mówisz. Przykład: „lepiej byś obciął swoje obrzydliwe pazury niż opowiadał głupoty”, mówi słuchaczom jedynie, że mówca wie, że masz rację, kieruje uwagę słuchaczy na twój wygląd.
2. Stosowanie ogólników poprzez odwołanie się do omylności ludzkiej wiedzy. Na każdą twoją tezę prawie zawsze można użyć zwrotu: „z tym bywa różnie”, „słyszałem inne zdanie na ten temat”, „dałbyś sobie rękę uciąć?” itp. Ziemia nie jest kulą, woda nawet w laboratorium nie jest czystym H2O itd. Każdy kto jest niechętny przyznaniu ci racji użyje zwrotu „z tym bywa różnie”. Potem rozmówca doda coś od siebie i zrobi wrażenie, że wie tyle co ty i jeszcze trochę więcej. Nie ma znaczenia, że chwilę przedtem nie miał żadnej wiedzy w temacie dyskusji. Czy macie znajomych, którzy zawsze wiedzą więcej na każdy temat, niż ty?
3. Prowokowanie złości. Przykład: „jak byś mógł też byś kradł” , „kto nie popiera tej partii jest przeciw Bogu”, „nie złość się, ale nie masz racji”. Osiąga się to najłatwiej wytykając kompleksy i słabości rozmówcy lub poprzez przekręcanie słów rozmówcy np. „sam kiedyś mówiłeś, że ….., a teraz zmieniasz zdanie”. I teraz wyciągnij nagranie wideo sprzed 5 lat, że tego nie mówiłeś!
4. Przeciwieństwo tezy. Czy znacie osoby, które zawsze mają zdanie przeciwne do waszego? Zdarzyło mi się wyrazić opinię rozmówcy, którą wygłosił kiedyś tam wcześniej jako negację mojego zdania (chciałem mu sprawić przyjemność, że podzielam jego pogląd). On jednak natychmiast zaprzeczył i wyraził głoszony, kiedyś tam, mój pogląd, a jego krytyka była tak samo emocjonalna jak poprzednio. Z takimi osobami, jak widać, nie można nawet próbować się zgodzić. Ich celem jest erystyka a nie temat rozmowy.
5. Słowa o zabarwieniu negatywnym lub pozytywnym. Jeśli widzisz, że rozmówca używa słów o zabarwieniu negatywnym odnosząc się do twojego poglądu, a słów o zabarwieniu pozytywnym w swoim wywodzie np. „mam nowoczesne poglądy i nie wierzę jak ty w zabobony” lub „dałeś się omamić nieukom zamiast jak ja słuchać mądrych ludzi”. Brak argumentów a jedynie słychać ocenę tego co mówisz. Rozmówca przyjmuje rolę sędziego i jego zdaniem ona sam ma rację a nie ty.
6. Wyolbrzymienie. Czy zdarzyło się wam usłyszeć, w odniesieniu do tego co powiedzieliście coś w rodzaju:”gdyba tak wszyscy ludzie na świecie to zrobili …”. To jest oczywiste, że gdyby wszyscy ludzie na świecie zaczęli jeść tylko koty to koty by wyginęły. Gdyby wszyscy naraz chcieli wypłacić swoje oszczędności z banków to powstałby kryzys finansowy. Gdyby wszyscy ludzie na świecie zaczęli robić to samo to zawsze nastąpiłaby cywilizacyjna katastrofa, ale to nie nastąpi. Dlaczego? Bo ludzie w niczym ze sobą się nie zgadzają. Nie ma rzeczy na świecie, na temat której wszyscy ludzie byliby jednomyślni.
7. Krzyżowy ogień pytań. Otrzymujemy wiele szybkich i szczegółowych pytań. Nie zdążamy odpowiedzieć na pierwsze a już dostajemy kolejne. Rozmówca dąży do naszego pogubienia się. Kiedy widzi, że dajemy logiczną odpowiedź, zadaje kolejne pytanie. Pytania są szczegółowe i choć odpowiedź na nie jest nieistotna dla tematu rozmowy to fakt udzielenia błędnej odpowiedzi rzutuje (zdaniem rozmówcy) na sens wcześniejszej wypowiedzi. Czy czas odpowiedzi ma znaczenie dla jej logiczności? Czy człowiek, który mówi szybko wie więcej od kogoś kto mówi wolno? Miałem kiedyś kolegę na studiach, który miał zwyczaj układania sobie całej odpowiedzi w głowie. Niestety, ale niecierpliwa nauczycielka stawiała mu ocenę niedostateczną zanim zaczął odpowiadać. Tak zawalił rok w szkole średniej. Po rewelacyjnie zdanej maturze podeszła do niego i przeprosiła go za to, że jego powolne myślenie odczytywała jako brak wiedzy.
8. Rozszerzenie tematu. Przykład: „Ja kradłem? Wszyscy wtedy kradli!”, „Zgrzeszyłem, ale kto nie grzeszy?”
Jeśli nasz rozmówca nadużywa w stosunku do nas powyższych metod to najwyraźniej nie akceptuje naszego zachowania, poglądów, a może nawet nas jako pewnej osobowości. Można to zaakceptować albo stosować, w rozmowie z nim, erystykę bardziej wyrafinowaną.
Książka zdumiewająca. Świat drzew, o którym nic nie wiem, nigdy nie pomyślałem, że chciałbym coś wiedzieć. Autor, leśnik z wykształcenia i zawodu niemieckiej gminy Hümmel, organizował dla turystów treningi survivalu i rajdy połączone z noclegiem w leśnych chatach. Obserwował badania naukowe prowadzone przez studentów, którzy jak to młodzi ludzie mają tysiące „dziwnych” pytań. Zaczął szukać odpowiedzi. Dlaczego drzewa są powykręcane, skąd u nich guzowate narośla, które drzewa wygrają rywalizację: dęby czy buki …? Odkrył świat nieznany. Właściwie niewidzialny, gdyż to co najważniejsze dzieje się pod ziemią. Dzięki książce dowiedziałem się, że tylko las pierwotny jest prawdziwym „domem” drzew. 100 letnie drzewa to przedszkolaki. Teraz kiedy widzę obcięte konary drzew rosnące przy ulicy wiem, że drzewa zostały skazane na śmierć. Przyjdzie ona za 20 – 30 lat, ale dla tych gigantów świata roślin to tak jak dla ludzi kilka lat.
To nie jest książka, którą da się opowiedzieć. Trzeba ją mieć w swojej bibliotece by móc do niej wracać. Napisał ją człowiek, który kocha przyrodę i zgłębia ją od kilkudziesięciu lat. Jest leśnikiem, ale nie traktuje drzew jak rzeźnik świnie, jak służby „dbające” o miejską zieleń. Dał mi odpowiedzi na pytania, które od lat mnie nurtowały. Dostałem również odpowiedzi na pytania, których nigdy bym nie wymyślił. Czy wiedzieliście, że rodzina buków „pokona” dęby, ale w walce jeden na jeden to dąb będzie zwycięzcą? A dlaczego niektóre drzewa, tego samego gatunku i zazwyczaj o zielonych liściach, mają czerwone liście.
Kolejna książka, która uświadamia, że nie znamy i nie rozumiemy świata, który nas otacza. Czuję się teraz „zmuszony” do przeczytania innych dzieł tego autora.
Dlaczego powietrze w Pasłęku jest bardziej zanieczyszczone niż w Elblągu
Widok na jeden z Pasłęckich kominów (dawna mleczarnia przy ul. Obr. Stalingradu / Bankowej).
Powietrze w Pasłęku jest bardziej zanieczyszczone niż w Elblągu – to jest fakt. Mamy styczeń 2021, a fakt ten jest mi znany od kilku lat. Byłem niedowierzający, gdy znajomy uprawiający amatorsko, ale na poważnie sporty rowerowe, wyposażony w czujnik jakości powietrza stwierdził: „U mnie na wsi powietrze jest gorsze niż w Elblągu”. No tak, w Elblągu to najgorsze dla Ziemi są spaliny aut, a na wsi wszyscy palą węglem niskokalorycznym, importowanym z głębokiej Rosji za 2 razy mniejsze pieniądze niż ten przywożony z polskiego Śląska. Między wsią a Elblągiem jest Pasłęk. Powietrze u nas, wzbogacone dymem z pieców ogrzewających mieszkania i sklepy, nie daje żyć jedynie zimą. Marna pociecha, ale lepsza taka niż żadna.
Dawniej miasto było pełne dymu, ale tego z polskiego węgla. Był on mniej duszący i w kolorze mniej czarnym. Rządowy pomysł, aby dotować zakup pieców uniemożliwiających palenie węglem niskokalorycznym z góry był skazany na porażkę. Naiwnie sądzono, że ludzie będą woleli płacić za polski węgiel 1400 zł za tonę niż za rosyjski 600 zł za tonę. Niektórzy skorzystali z dotacji, ale próbowali palić gorszym węglem. Skutkowało to koniecznością codziennego czyszczenia pieca z osadów. Złe wieści rozchodzą się szybko, więc chętni na „lepsze, dotowane” piece powrócili do starodawnych metod ogrzewania. Teraz jedyną nadzieją jest podłączanie kolejnych domów do instalacji ciepłowniczych.
Czy zastanawialiście się nad powodem przyjazdu straży pożarnej do pozornie palącego się bloku? W Pasłęku dość często zapalają się w kominach nagromadzone tam osady. Zagrożenie niewielkie i na tyle spowszedniało, że nie warto o tym pisać w lokalnej prasie.
Aby potwierdzić tezę o gorszym powietrzu w Pasłęku niż w Elblągu umieściłem na pierwszej stronie wtyczki pokazujące jakość powietrza w Pasłęku przy ul. Jagiełły (to nie jest pasłęcki Górny Śląsk) i w Elblągu przy ul. Hetmańskiej (centrum miasta). Moje długofalowe obserwacje potwierdziły, że elblążanie mają zimą powietrze czystsze niż pasłęczanie. Nie jest to teza naukowa. Zawsze znajdzie się ktoś kto oddycha w Pasłęku powietrzem lepszym niż ktoś mieszkający gdzieś w Elblągu.
Wokół budynku, w którym mieszkam są trzy dymiące kominy. Nie tak dawno temu był jeszcze jeden – najgorszy. Nie wiem czym tam palono, ale to nie mógł być sam węgiel (jak uzyskam film to go opublikuję, to trzeba zobaczyć aby zrozumieć!) . Właściciel dymiącego pieca nie godził się na podłączenie do ciepłowni, ani też na zakup nowego pieca, ani na podwyższenie komina i to sfinansowanych z pieniędzy sąsiadów. Nie pomogły pisemne skargi, film wysłany do Urzędu Miejskiego, kontrole straży miejskiej (wyposażonej jedynie w oczy i węch) i przekleństwa płynące ze wszystkich stron. Państwo Polskie było bezradne. Na wszystkie argumenty była odpowiedź: „Wy też kiedyś truliście!”. Stary właściciel zmarł w zeszłym roku i teraz jest nowy, ale … jakby go nie było.
Na koniec zostawiam sobie i współmieszkańcom nadzieję, że do roku 2050 będziemy oddychali tylko tlenem i azotem w proporcji idealnej, i że tego, rzecz jasna dożyjemy.
(z opowiadania mojego ojca Remigiusza Cichockiego)
Odlewnia. Fot. Rodzinne archiwum rodziny dyrektora T. Smulskiego.
Pasłęk, lata 50 XX wieku to w mieszkańcach Pasłęka ciągle żywe obrazy okrucieństw II wojny światowej, ale też marzenia o lepszym życiu. Wszystkiego brakowało. Bieda była powszechna więc różnice społeczne nie były dostrzegalne. Zakład odlewni żeliwa i metali nieżelaznych „Bumar” w Pasłęku był w tym czasie największym zakładem pracy. Zapotrzebowanie na wszystko było tak duże, że nie nadążano z realizacją zamówień dla gdańskich stoczni i przemysłu zbrojeniowego. Większość dorosłych mieszkańców naszego miasta, z wykształceniem czy bez, pierwsze swoje kroki w poszukiwaniu pracy kierowało do Powiatowej Rady Narodowej lub I sekretarza partii. Ci najczęściej dzwonili do odlewni z nakazem stworzenia kolejnego stanowiska pracy. Zjawisko bezrobocia nie istniało. Po wojsku i zawirowaniach roku ’56, młody, wykształcony członek partii musiał zająć stanowisko nierobotnicze.
„-Skierowali mnie do Odlewni, gdzie z miejsca objąłem funkcję personalnego (dzisiaj: kierownik kadr). W pierwszych dniach pracy do pokoju weszła portierka.
-Panie personalny Malik do pana.
– Niech wejdzie.
Człowiek około czterdziestoletni z czapką w ręku lekko utykając podszedł do biurka.
– Jestem Malik. Przyniosłem zwolnienie lekarskie.
– Pan często choruje, towarzyszu Malik. Czy to jakiś uraz z czasów wojny?
Widząc młodego, 25 letniego personalnego, Malik niepewnie zaczął rozmowę.
-A takie tam dzieje. Jeśli pan personalny chce to zapraszam do siebie po pracy. Żona przygotuje obiad może coś wypijemy. Pan tu nowy, więc opowiem o mieście i ludziach, bo widzi Pan ja jestem tutejszy.
-Może kiedyś. Ale możecie być spokojni. Zwolnienie jest w porządku, a ja nie mam zwyczaju podejrzewać, że oszukują. Teraz wracajcie do pracy.
-To zaproszenie jest aktualne, a teraz dziękuję i do widzenia towarzyszu.
W głosie Malika była nuta zadowolenia i swobody. Zaraz po jego wyjściu sięgnąłem po jego teczkę. Był tam jedynie kwestionariusz, w którym sam pracownik wpisał to co uznał za właściwe. Nie było tego tam wiele: gdzie mieszkał, gdzie pracował, co robił w czasie wojny. Z pochodzenia Niemiec, po szkole średniej pracował na lotnisku. W trakcie lotu kontrolnego samolot, którym leciał z Olsztyna do Mławy uległ w czasie lądowania awarii. W wyniku wypadku znalazł się w szpitalu gdzie miał operację. W czasie wojny pracował i do dzisiaj pracuje w pasłęckiej odlewni. Znał zakład i swoją pracę, więc mimo niemieckiego pochodzenia zostawiono go jako fachowca.
Po pracy wróciłem do pokoju mieszkania należącego do kolegi Purzyckiego.
-Ty znasz tego Niemca Malika? Przyszedł dzisiaj do mnie ze zwolnieniem i zaprosił do siebie na obiad.
-Pewnie coś chce. Możesz posłuchać, ale niczego nie obiecuj. Wiesz, że Niemiec to zawsze Niemiec -doradził kolega księgowy.
Następnego dnia po pracy z teczką pod pachą ledwo wyszedłem za bramę, a już z daleka zobaczyłem Malika czekającego po drzewem.
-To co, zapraszam do nas. Żona czeka z obiadem.
-Ale ja nie wiem czy to wypada.
-Pan jest młody, na stanowisku to nie tylko, że wypada ale i trzeba z załogą się poznać. Zapraszam, nie ma się czego obawiać. Mieszkamy blisko, na rogu Nowotki i Stalingradu, ma Pan blisko domu, więc nawet po kielichu łatwo trafić. Idziemy.
Dom rodziny Malik, później siedziba PUK
W domu, poniemieckim jakich wiele w mieście, pani Malik na widok gościa od razu pobiegła do kuchni. Wróciła z wazą zupy. Na stole stały już talerze i karafka z kolorową wódką.
-Panowie sobie siadają i jedzą, a ja idę do kuchni pilnować kotletów. Obiad i kieliszek wódki zawsze poprawiają atmosferę.
Przy stole, opowiedziałem o swojej rodzinnej wsi i to jak znalazłem się w Pasłęku. Stały temat powojennych rozmów w papierosowym dymie i oparach wódki. Malik bardziej pytał niż mówił o sobie. Spotkanie przebiegło w miłej atmosferze.
Kolejne dni były typowe – praca i dom. Po miesiącu Malik znów nie był w pracy. Gdy wrócił od razu skierował się do personalnego, czyli do mnie. Przywitaliśmy się jak starzy znajomi. Znów było zaproszenie na obiad, tym razem przyjęte bez żadnego krygowania się. Domowy obiad dla kawalera to wspomnienie rodzinnego domu. Tym razem przy stole było swobodniej. Malik opowiadał o swoim zdrowiu i matce w Niemczech, która ma zakład i pisze, że jest jej ciężko, że bardzo chce jeszcze zobaczyć syna.
– W czym problem? Spytałem.
-Personalny nie wie, że czasy gdy Niemców wysiedlano minęły. Teraz, póki nadaję się do pracy, to muszę pracować. Jak bym dostał zaświadczenie potwierdzone przez 3 lekarzy o utracie 70% zdrowia to mogę starać się o paszport i prawo wyjazdu do Niemiec. Powiem otwarcie, jak mi załatwicie to zaświadczenie to ten dom przepiszę na was.
Oferta była kusząca, ale nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Okazja nadarzyła się dopiero 3 miesiące później. Dyrektor wezwał mnie do siebie.
-Mam informację, że załoga jest niezadowolona, bo jeden z pracowników zawsze przed świętami przynosi zwolnienie lekarskie, a oni muszą za niego pracować. Weźmiecie jego zwolnienia i pójdziecie do przychodni. Niech lekarz potwierdzi, czy je wystawił czy też są podrobione. Aha, jeszcze taka uwaga. Tam pracuje jako pielęgniarka siostra tego od zwolnień, więc zróbcie to dyskretnie.
Przychodnia na ulicy Wojska Polskiego to z odlewni zaledwie 5 minut marszu. Dłużej trzeba było czekać w kolejce. W końcu wszedłem do gabinetu.
-Panie doktorze ja przyszedłem służbowo.
Lekarz zwrócił się do pielęgniarki.
-Dobrze, zostawcie nas samych.
-Mam tutaj zwolnienia lekarskie z pana pieczątką i podpisem wystawione dla jednego z naszych pracowników. Jest podejrzenie, że nie koniecznie wystawiał je pan doktor. Może pan rzucić na nie okiem.
Mieszkanie lekarza
Lekarz z ciekawością zaczął je oglądać.
-Nie muszę zaglądać do karty pacjenta by stwierdzić, że te dwa to nie ja wystawiałem.
-Panie doktorze, czy pan się domyśla kto mógł to zrobić?
-Pan wie i ja wiem.
-To zapewne pan sobie zdaje sprawę, że to jest sprawa dla prokuratora. Nam nie wolno pobłażać takim zachowaniom. Nasz dyrektor …
-Panie personalny, nie wystarczy nagana, albo upomnienie? Zapewniam, że to ostatni raz. To będzie kłopot też dla mnie. Pan przymknie oko a ja za to jakoś się odwdzięczę.
-Hm, no jest taka sprawa, ale nie tutaj. Powiedziałem.
-Zapraszam do siebie do mieszkania.
Tego samego dnia skorzystałem z zaproszenia. Był to dom przy szpitalu miejskim, drugie piętro. Mieszkanie było bardzo czyste i zadbane. Na stole wylądowały dwa kieliszki i karafka wódki. Wyższa kultura. Po dwóch kieliszkach atmosfera była na tyle luźna, że postanowiłem przedstawić sprawę, z którą przyszedłem.
-Widzi pan doktorze, mam znajomego, który prosi mnie o pomoc w załatwieniu zaświadczenia lekarskiego. To Niemiec, który chce wyjechać do swojej rodziny.
-Nie on jeden, ale spróbujemy. Trzeba sobie w tych trudnych czasach pomagać.
Odlewnia. Fot. Rodzinne archiwum rodziny dyrektora T. Smulskiego.
Dwa dni później poszedłem z Malikiem do przychodni. Lekarz kazał mu się rozebrać. Kręcił nogą w lewą i prawą stronę, zginał w kolanie i w stopie. Kiedy pacjent się ubierał oglądał dokumentację medyczną.
-Trzeba będzie zrobić jeszcze kilka rentgenów. Z nimi wyślę pana do ortopedy. Proszę być dobrej myśli.
Malik dalej działał sam. Przychodził do pracy jak gdyby nigdy nic. Do mnie już nie zachodził.
-I jak tam – zagadnąłem go, gdy przypadkowo spotkaliśmy się „na bramie” zakładu.
-Jeszcze jeden podpis, ale to nie wiadomo kiedy. Ale dziękuję za to co pan zrobił. Myślę że dalej dam radę sam.
Czas mijał. Kiedy zorientowałem się, że od dłuższego czasu nie widziałem go w pracy zagadnąłem jego kolegę.
-Co u Malika? Dawno go nie widziałem.
-Wyjeżdża. Nie wiedział pan?
Zaskoczony poszedłem do warsztatu. Malika nie widzieli tam już ze dwa tygodnie. Sprawdziłem teczkę. Nie było żadnego zwolnienia. Po pracy szybko poszedłem do jego domu na Nowotki. Kiedy zapukałem drzwi otworzyła uśmiechnięta pani Malik.
-Jest mąż?
-Jestem -zawołał Malik. Pakujemy się, bo za dwa dni wyjeżdżamy. Miałem jeszcze pana odwiedzić i podziękować, ale przed wyjazdem jest tyle roboty. Niestety -zakłopotany wzrok uciekł gdzieś w bok- ale postawili mi warunek, że muszę się domu zrzec na państwo. Ale może kiedyś się odwdzięczę inaczej.
-Trudno. Zeszło ze mnie napięcie. Zrobiłem się jakiś obojętny. To już kolejne mieszkanie, które przeszło mi obok nosa. Może miałbym z tym domem tylko kłopoty. Kawalerka przy placu Grunwaldzkim, którą miałem niedługo dostać też będzie czymś czego nigdy nie miałem. Za dużo szczęścia naraz to też niedobrze – pomyślałem.
Kilka miesięcy później najlepszy z pracy kolega Malika przyszedł do mnie do pokoju.
-Malik przysłał list. Prosi abym panu podziękował i jeszcze raz przeprosił za ten dom. Tak naprawdę to był on niemieckim pilotem zestrzelonym w okolicach Mławy. Ranny wrócił do rodziny w Pasłęku. Ukrywał swoją historię bo bał się aresztowania. Napisał też, że jeśli znowu będzie wojna i się spotkacie to pana nie zastrzeli.
Nie wiem co chciał mi przez to powiedzieć, ale byłem tak zły, że sobie ze mnie zadrwił, więc postanowiłem nikomu tej historii nie opowiadać.”
Koniec
Mój ojciec odszedł 23 XII 2020, a z nim wiele takich historii.
Archiwalne zdjęcia Bumaru (powszechnie nazywanego „odlewnią”) pochodzą z serwisu Facebook (konto: „Jestem z Pasłęka„) i są pozyskane z rodzinnego archiwum rodziny byłego dyrektora tego zakładu pana T. Smulskiego.
Odlewnia. Fot. Rodzinne archiwum rodziny dyrektora T. Smulskiego.Pochód pierwszomajowy z Odlewni. Fot. Rodzinne archiwum rodziny dyrektora T. Smulskiego.Odlewnia. Fot. Rodzinne archiwum rodziny dyrektora T. Smulskiego.
Autor, Mariusz Szczygieł pokazał mi Czechosłowację jakiej nie znałem, jakiej nie potrafiłbym nawet sobie wyobrazić. Bohaterami narodowymi nie są tutaj Rumcajs ani Krecik. Nie są nimi też Karel Gott i Helena Vondrackova. Dla Czechów bohaterstwem jest przetrwanie w kraju Franza Kafki, autora „Procesu”. Autor książki, reporter, kilka lat zbierał materiały do książki, która od deski do deski jest pasjonująca. Jeśli Ryszard Kapuściński nazywany jest królem reportażu to tą książką Mariusz Szczygieł zgłasza swoje prawa do tronu.
Każdy rozdział to historia znanej w Czechosłowacji postaci na tle otaczającego ją społeczeństwa: Baty – potentata przemysłowego, Lidy Baarovej – pięknej aktorki, Otakara Śveca – rzeźbiarza, autora monumentalnego pomnika Stalina, Marty Kubisovej – piosenkarki, Jaroslavy Moserovej – profesor medycyny. Autor reportażu próbował dotrzeć do osób i dokumentów, i była to praca tytaniczna. Ludzie nie chcieli pamiętać, bali się, chcieli pomóc i chcieli też wstrzymać publikację książki. Siostrzenica Franza Kafki nie chciała rozmawiać, ale po co? Swoim zachowaniem pokazała, że Kafka mógł napisać „Proces” tylko w Czechosłowacji!
„Gottland” został Europejską Książką Roku. Mariusz Szczygieł w przemówieniu powiedział: „Cieszę się, że książka Polaka o Czechach została uznana za książkę Europejczyka o Europie.”
„Fakt wygrał ze zmyśleniem.” (M. Szczygieł)
Uwaga: książka dostępna w Pasłęckiej Bibliotece Publicznej
Fot. Autor nieznany. Kadra Liceum Ogólnokształcącego w Pasłęku (lata 60 XX w.)
„Najważniejsze jest być szczęśliwym.”
WIEDZA
„Wiem, że nic nie wiem,” Sokrates.
Idąc tym tropem można stwierdzić, że człowiek im mniej rozumie tym bardziej jest pewny swojej wiedzy.
W wieku 20 lat mamy już ukształtowane ciało, przypisany typ psychologiczny oraz iloraz inteligencji. Borykać się z nimi będziemy do końca życia. Wiedza, kultura osobista i doświadczenie będą stale się zmieniać. Gdzie ukryta jest nasza głupota? To część naszego „ja”, która mówi nam, że Ziemia jest płaska, koronawirus to ściema, w szczepionkach są chipy, kosmici są wśród nas, a w Smoleńsku KGB dobijało tych, którzy przeżyli katastrofę. Ani dowody, ani fakty, ani autorytety nie mają wpływu na nasze poglądy. Dlaczego? Dlatego, że wszystko co wiemy jest tylko poglądem! Przynajmniej w tych obszarach, w którym nie mamy wiedzy zastępujemy ją poglądami. Co z tego wynika?
Ludzie mają poglądy na temat klimatu: ociepla się, a inni, że się ochładza. Można sprawdzić dane statystyczne odnośnie średnich temperatur rocznych(wysiłek zbyt duży dla większości z nas), ale spór nie zniknie! Dlaczego? Bo roczniki statystyczne mogą być przecież wydawane przez Lożę Masońską! Droga argumentów, logicznego myślenia, powoływania się na prace naukowe, Einsteina czy papieża trafiają w próżnię. I tu jest pies pogrzebany! Trafiają w próżnię, która tam jest!
Szkoła
Mylnie zakładamy, że kończąc edukację posiadamy jakąś wiedzę! Przez chwilę tak, ale po roku niewiele pamiętamy. Wybieramy środowisko, w którym spędzamy życie, i które obdarowuje nas swoimi poglądami.
Dobry kolega, obdarowany przez los niezwykłym wyczuciem rytmu, dobrym słuchem muzycznym, ale bez innych umiejętności. To nie wystarczyło do ukończenie czegoś więcej niż szkoła podstawowa. Któregoś dnia, kiedy byliśmy jeszcze w wieku średnim, zapytał mnie: „O co chodzi z tymi partiami. Czemu jedni głosują na tych a inni na tamtych?” Mimo braku kompetencji, ale pełen dobrych chęci, opowiedziałem o różnicach w poglądach na gospodarkę, politykę zagraniczną, ideologię społeczną itp. Nie wspomniałem tylko, że robią to dla pieniędzy. Słuchał mnie lekko się uśmiechając. Kiedy skończyłem zapytał: „A ty na kogo będziesz głosował?” Odpowiedziałem do kogo jest mi najbliżej a z kim się nie zgadzam prawie we wszystkim. „To ja będę głosował na …” – uśmiechał się widząc moją reakcję pełną oburzenia.
Szkoła wpływa na rozwój szarych komórek, ale nie wypełnia ich wiedzą. Po zakończeniu edukacji wszyscy jesteśmy równi. Życie wystawia oceny inaczej niż nauczyciele w szkole. Hydraulik zdumiewa się głupotą profesora, który nie potrafi sam wymienić syfonu w umywalce. Mechanik samochodowy drwi z nauczycielki chemii, która nie wie o istnieniu filtra paliwa. Większość z nas wierzy fachowcom, którzy skończyli zawodówkę i pewnością siebie większą niż politycy kandydujący na prezydenta, przekonują nas abyśmy im zaufali (oglądaliście program „Usterka”?). Dlaczego są tak przekonywujący? Bo oni wierzą w to co mówią! Nie ważne jakie plotą głupoty! Robią to z zapałem, więc muszą mieć rację! Skoro lekarz nie zna się na kładzeniu płytek w łazience to jak może być autorytetem dla fachowca od ceramiki? Co innego aktor, który grał chyba już wszystkie role i teraz mówi, że wirus to ściema, to jak mu nie wierzyć?
Fot. Najlepszy pasłęcki szachista p. Daniszkowicz (ponad 80 lat) na jednym z szachowych turniejów
ILORAZ INTELIGENCJI IQ
„Dopóki nie było internetu nie wiedziałem, że tylu idiotów jest na świecie” przypisane dla S. Lem
To niesprawiedliwe. Według medycznej definicji : „idiota – człowiek o IQ mieszczącym się w przedziale 0—35, upośledzony umysłowo w stopniu ciężkim, osiągający poziom umysłowy sześciolatka.” Wynika z tego, że rodzimy się idiotami i stan ten trwa, u wszystkich, do około 6 roku życia. Potem założenie jest takie, że dzięki życiu w społeczeństwie rozwijamy się przynajmniej do poziomu IQ równego 100. Jeszcze przedział od 69 od 99 uznawany jest za normalność tyle, że oznacza to zatrzymanie się w rozwoju na poziomie powyżej 12 latka, ale poniżej oczekiwanego ilorazu równego 100. Weźmy książki do szóstej klasy szkoły podstawowej. Przeczytajmy je i przystąpmy do klasówek. Kto nie zda, ten nie bierze udziału w wyborach (jakichkolwiek). Otaczamy go szczególną troską cechującą wysokie cywilizacje. Pomysł ten jest nie do zrealizowania, gdyż większość absolutna ludzi mieści się w IQ poniżej 100.
Nie ma takich wyrazów jak pandemia, koronawirus, Wuhan… Są wyrazy: zaraza, grypa i sport. Grypa była zawsze i będzie zawsze. Koniec rozumowania. Wszystko ponadto to spisek, który ma zmusić ludzi do zaszczepienia się szczepionkami, w których są chipy kontrolujące ludzkie mózgi poprzez sieć 5G.
Według jednych badań mediana IQ Polaków wynosi 95, ale są i takie, które twierdzą, że jest to 80. Co to znaczy? Znaczy to, że połowa dorosłych ma IQ wyższe lub równe niż 80 a druga połowa niższe lub równe 80.
Uprawnionych do głosowania jest „trochę” ponad 30 milionów. 15 milionów ma iloraz inteligencji na pewno niższy od oczekiwanego. W pozostałych 15 milionach są ludzie lekko niedorozwinięci (ale normalni), przeciętni, dobrzy, wybitni i geniusze. W Internecie są wszyscy.
Skąd w ludziach tyle głupoty? Rodzimy się głupi i niektórzy z nas tacy zostają. Głupota w przyrodzie jest czymś naturalnym. Raczej należy pytać: dlaczego niektórzy ludzie są mądrzy? Oczywiście w sensie filozoficzno-naukowym, a nie religijnym (wyraz „mądrość” definiowane jest w dwojaki sposób).
Wykres nr 1. Tworząc skalę ilorazu przyjęto, że mediana IQ dla społeczeństwa powinien wynosić 100.
Wykres nr 2. Według najbardziej pesymistycznych, ze znanych mi publikacji, wyników badań mediana ilorazu IQ w Polsce wynosi 80 (w powyższej skali).
Co z powyższego wynika?
Nie mając wystarczającej wiedzy posiłkujemy się inteligencją nakazującą nam szukania autorytetu, którego wiedzę uznamy za „własną”. Wiedza bez inteligencji sprawia, że nie potrafimy z niej skorzystać, gdyż łatwo jest zasiać w nas wątpliwości. Nie mając ani wiedzy, ani inteligencji możemy jedynie przyłączyć się do jakiejś grupy, która powie nam jak mamy myśleć.
Bełkot pseudonaukowy (http://nonsensopedia.wikia.com)- metoda opisywania rzeczywistości, stosująca pozornie bezsensowne nagromadzenie trudnych słów, albo bezsensownych w swej istocie. Dobra sztuczka, pozwalająca „zaczarować słuchaczy”.
Taka definicja jest sama w sobie bardzo prostacka, ale przytoczyłem ją w całości. Bełkot pseudonaukowy występuje przynajmniej w dwóch formach. Pierwsza, gdy mówiący świadomie stara się przedstawić w roli autorytetu w jakiejś dziedzinie lub starając się dowieść swoich racji, używa trudnych słów (czytaj: rzadko używanych i powszechnie nie rozumianych), które w swej treści tak na prawdę niczego nie dowodzą. Druga forma służy jedynie wywołaniu zdziwienia, konsternacji lub rozbawieniu słuchaczy. Temu też, mam nadzieję, będą służyły niżej przytoczone przykłady.
Empirycznie, paradoksalnie i parekselans. (Motorniczy Karol Krawczyk)
Jestem nonkonformistą – swój niezłomny ascetyzm zwalczam konsekwentnym hedonizmem.
W aspekcie stosunków bilateralnych ten fakt należy ocenić ambiwalentnie.
Masz urojenia adekwatności. (parafraza tekstu Waltera Kerr)
Używasz statystyk jak pijany facet latarni. Raczej dla wsparcia niż rozjaśnienia.
Ekshibicjonizujesz się swoją moralną degrengoladą.
Indolencja intelektualna, czyli twój wysoce niski iloraz inteligencji i niezdolność do sensownego formułowania zdań zniechęcają mnie to dalszej konwersacji z tobą.
W wyniku dedukcji dochodzę do konkluzji, że twoje indokryzmy wobec mojej aparycji są wręcz efemeryczne.
Czy mógłbyś skwantyfikować swój algorytm, byśmy w dalszej konwersacji mogli uniknąć redundancji niewiadomych.
Patrząc przez globalny pryzmat przemian twój szowinizm komplementarnie wpisuje w nacjonalistyczne hasła populistów.
Abstrahując od altruistycznych antyszowinizmów i metafizycznego biotyzmu konkluduje iż Twój wywód był niezmiernie sugestywny.
Piedestałem powyższego założenia jest, bądź co bądź, archaiczna metodyka współśrodkowości. Zatem idea ta, nawiązuje do inkoherentnej paraleli i wyalienowana jest z wątku lokalnego, o którym wcześniej wspominałem.
Egzemplifikując i respektując regulację artykułu 23 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 Kodeks Cywilny (Dz.U Nr 16,poz 93 z późniejszymi zmianami Kodeksu Cywilnego RP) uprzejmie potwierdzam twoje predystynacje.
Biorąc pod uwagę wizualny aspekt tego zagadnienia, jest ono specyficzne w swojej strukturze obiektywnej.
No bo jeżeli ktoś komuś coś, a nikt nikomu nic, to po cóż i na cóż. A co się tyczy względem tego to i owszem, gdyż z punktu patrzenia na punkt widzenia, kwintesencja omawianego zagadnienia jest nam bardzo dobrze znana. Lecz jeśli o mnie chodzi, to nie wiem o co chodzi.
Nie będę z Tobą konwersować, ponieważ egzystujesz w brodziku intelektualnym, co koliduje z moimi imperatywami, a poza tym nie rozumiesz koncepcji założeń.
Twoje zachowanie jest analogicznie adekwatne do sytuacji, w której jesteś zlokalizowany. Konkludując, twa dobroć jest pokłosiem wziętości, zaś złość, konsekwencją porażki.
Teraz krótki monolog.
Patrząc przez pryzmat suchej oceny, muszę stwierdzić, że indolencja intelektualna jaką przejawiasz swym bytem nie obliguje mnie do analizy merytorycznej twojej pseudoanalizy. Masz rację w strukturze mezomerycznej, a twój wywód był niezmiernie sugestywny. Bądź co bądź, archaiczna metodyka współśrodkowości, nawiązująca do inkoherentnej paraleli, wyalienowana jest z wątku lokalnego. I tu się właśnie mylisz, gdyż wertykalny suplement twojego prakseologicznego pragmatyzmu retrospektywnego jest astralnie nieakceptowalny. Reasumując, w aspekcie stosunków bilateralnych ten fakt oceniam ambiwalentnie.
Mimo braku szczytu zachorowań nikt nie obwieszcza sukcesu ?!
Jak do tej pory nie poszliśmy śladami Włoch, Hiszpanii i Niemiec. Nasza krzywa zachorowań jest zbliżona do krzywej Czech.
Mimo dużej ilości zachorowań na zachodzie Europy, rządy tych krajów przystępują do „luzowania” restrykcji. Powodem jest gospodarka, która nie może „stanąć”. Jest jeszcze coś. Otóż, w krajach tych liczba dzienna liczba zachorowań jest porównywalna z liczbą wyzdrowień. To zjawisko w Polsce jeszcze nie występuje. Poziom zachorowań musiałby być „stały” przez około 3 tygodnie.
Powyższy wykres napawa dla Polski optymizmem. Krzywa wzrostu zachorowań dla Polski, wbrew temu co piszą niektórzy matematycy, nie rośnie wykładniczo!
Dzienna liczba zakażeń, mimo wzrostu ilości testów, nadal nie przekracza liczby 500. To czego nie widać na wykresie, a jest istotne, to fakt zmniejszającej się liczby osób przebywających na kwarantannie. Obecnie jest to poniżej 150 tysięcy „podejrzanych”. Są to nadal potencjalni zakażeni!
Trzy tygodnie później. Koronawirus – pytania, których nie zadano
Kiedy szpitale nie będą przyjmowały chorych?
Według informacji Ministra Zdrowia w 20 szpitalach, do przyjmowania jedynie zakażonych wirusem COVID-19, przygotowano 10 tysięcy łóżek. W województwach gdzie zachorowań jest najwięcej przekształca się kolejne szpitale w tzw. szpitale jednoimienne.
Leczenie (według informacji o osobach, które wyzdrowiały) trwa ponad 20 dni (wariant realistyczny):
10 000 : 20 = 500
Liczba 500 jest to liczba dziennych przyjęć do szpitali wydzielonych dla pacjentów z silnymi objawami wirusa koronawirusa. Wykazuje je 50% chorych, czyli jedna druga tzn.
2 x 500 = 1000
Oznacza to: 500 x 20 dni = 10 000 zachorowań i wyzdrowień w ciągu 20 dni przypadków ciężkich, czyli tyle ile jest miejsc w szpitalach. Uwaga! Rząd szykuje więcej miejsc, więc zakłada większą liczbę dziennych zachorowań!
Teoretycznie, obecnie, system medyczny w Polsce wytrzyma 1000 zachorowań dziennie (wariant realistyczny)!
Minister Zdrowia, przypomina, że my rozprzestrzeniania się tej choroby nie zatrzymamy, a jedynie chcemy ją spowolnić!
Kiedy ilość nowych, wykrytych zachorowań będzie zbliżona do ilości wyzdrowień będzie oznaczało panowanie nad pandemią. Aktualnie, w połowie kwietnia 2020, dzienna ilość zachorowań jest poniżej 400 (od ponad 7 dni jest stabilna). Dzienna ilość wyzdrowień wynosi około 50 osób.
Zabieg pijarowski polega na raportowaniu ilości dziennych zachorowań w zestawieniu z ogólną liczbą osób, które wyzdrowiały (nie dzienną liczbą wyzdrowień).
Co to jest szczyt zachorowań?
Teoretycznie jest to maksymalna liczba zachorowań w ciągu dnia. Szczyt szczytowi nie równy. Należy zadać pytania: co to jest szczyt zachorowań w Polsce i kiedy nastąpi?
Dotychczasowe szczyty zachorowań w ciągu doby w krajach najbardziej dotkniętych wynosiły: USA ok. 15 000, Hiszpania ok. 10 000. Jak do tej pory w Polsce maksymalna liczba sprzed około 7 dni to 475 zachorowań w ciągu doby.
Szczyt nie musi być jeden. Kiedy wystąpią kolejne szczyty? Prawdopodobnie 2 tygodnie po wydarzeniu, które zwiększa prawdopodobieństwo zakażeń: święta wielkanocne (liczne spotkania w gronie rodzinnym), zmniejszenie restrykcji (np. zgoda na otwarcie galerii handlowych), wybory prezydenckie, powrót dzieci i młodzieży do szkół …
Jest sobota 28 marca 2020 roku. Ładna pogoda zachęca do spacerów, które w związku z epidemią są zabronione w grupie większej niż 2 osoby (wyjątek stanowią rodziny). Ten obowiązek trudno jest prawnie wyegzekwować. Dzisiaj widziałem patrol policyjny, który telefonicznie sprawdzał kogoś odbywającego kwarantannę. W Pasłęku jest wiele osób odbywających ten obowiązek, ale ich mieszkania, tak jak to było wieki temu, nie są stygmatyzowane ostrzeżeniem przyklejonym do drzwi.
W zakładach pracy tak jak w szkołach panuje chaos. Praca i nauka zdalna powstaje w bólach. Nie zauważyłem, abyś któreś z dzieci otrzymało do wypełnienia formularz sprawdzający gotowość do zdalnej edukacji (czy ma komputer, kamerę internetową, mikrofon, programy itp.). Szkoły nie mają arkuszy edukacyjnych, które uczniowie mogliby wypełniać, a jedynie wykonują skany w formacie obrazu „jpg”. Obraz taki należy wydrukować wypełnić, zeskanować i odesłać do nauczyciela. Nikt nie pytał uczniów, kto ma drukarkę albo skaner. Dlaczego mnie to nie dziwi? Warunkiem otrzymywania wynagrodzenia przez nauczycieli jest prowadzenie zdalnej nauki. Dla przykładu nauczyciel wychowania fizycznego wysłał uczniom listę ćwiczeń, które mają wykonać:-)
W sobotę na godzinę 14:30 dzisiaj zainfekowanych z woj. warmińsko-mazurskiego koronawirusem SARS-CoV-2 jest 46 osób: 14 kobiet, 25 mężczyzn i 3 chłopców i 2 dziewczynki.
Poniżej przedstawiam wykresy pokazujące porównanie rozwoju rozwoju wykrywanych infekcji w Polsce, Niemczech, Włoch, Hiszpanii i dodatkowo w Szwajcarii i Czechach.
Z powyższego wykresu wynika, że od chwili wykrycia pierwszego przypadku zakażenia najszybciej rosła krzywa w Niemczech. W Hiszpanii i Włoszech skok wystąpił po ponad 30 dniach od wykrycia pierwszego przypadku. Co z tego wynika? Przed Polską jeszcze 2 tygodnie tj. do 4 kwietnia, kiedy to dowiemy się czy pójdziemy śladem Włoch i Hiszpanii, czy też wyznaczymy własny kierunek.
Powyższe wykresy przedstawiają rozwój epidemii zakażeń koronawirusem w Polsce na tle Niemiec, Włoch i Hiszpanii.
Szczególnie ważny jest wykres ostatni, pokazujący porównanie rozwoju epidemii gdyby rozpoczęła się jednocześnie w każdym z porównywanych krajów.
Oczywiście liczby pokazują ilość wykrytych zachorowań co ma silny związek z ilością przeprowadzanych testów. Nie można na ten podstawie wnioskować, którą drogą będzie przebiegał rozwój epidemii w naszym kraju.
Wykres przedstawiający przyrost zachorowań od momentu wykrycia ponad 100 przypadków w każdym z porównywanych krajów pokazuje, że w Polsce przyrost ten jest opóźniony.
Erystyka
Erystyka
Jak oszust w rozmowie, robi wrażenie, że to on ma rację?! Jeśli przysłuchujemy się rozmowie, a jej temat jest nam obcy to trudno jest stwierdzić kto jest oszustem. Mój sposób jest prosty. Ten kto korzysta ze sztuczek erystyki ten najwidoczniej ma coś do ukrycia. To on jest prawdopodobnie oszustem!
Znajomość jej elementarnych technik umożliwia unikanie wdawania się w bezprzedmiotowe rozmowy. Nie zawsze orientuję się wystarczająco wcześnie, że rozmówcy nie zależy na dochodzeniu prawdy ale na pokazaniu swojej wyższości lub oryginalności swoich poglądów (niektórzy nawet kulistość Ziemi traktują w kategoriach poglądu). To jest właśnie erystyka. Ma się ona do dyskusji tak jak wojna do pokoju. Owszem, spierać się też jest czasem fajnie, ale rozmowa nie może dotyczyć tematów ważnych. Może przebiegać niczym w oparach opium (typowe dla towarzystw wzajemnej adoracji).
Wybrane metody erystyki, czyli metody jakie stosują kłamcy, oszuści, kanalie i ludzie podli:
1. Atak na mówiącego – ktoś atakuje ciebie a nie to o czym mówisz. Przykład: „lepiej byś obciął swoje obrzydliwe pazury niż opowiadał głupoty”, mówi słuchaczom jedynie, że mówca wie, że masz rację, kieruje uwagę słuchaczy na twój wygląd.
2. Stosowanie ogólników poprzez odwołanie się do omylności ludzkiej wiedzy. Na każdą twoją tezę prawie zawsze można użyć zwrotu: „z tym bywa różnie”, „słyszałem inne zdanie na ten temat”, „dałbyś sobie rękę uciąć?” itp. Ziemia nie jest kulą, woda nawet w laboratorium nie jest czystym H2O itd. Każdy kto jest niechętny przyznaniu ci racji użyje zwrotu „z tym bywa różnie”. Potem rozmówca doda coś od siebie i zrobi wrażenie, że wie tyle co ty i jeszcze trochę więcej. Nie ma znaczenia, że chwilę przedtem nie miał żadnej wiedzy w temacie dyskusji. Czy macie znajomych, którzy zawsze wiedzą więcej na każdy temat, niż ty?
3. Prowokowanie złości. Przykład: „jak byś mógł też byś kradł” , „kto nie popiera tej partii jest przeciw Bogu”, „nie złość się, ale nie masz racji”. Osiąga się to najłatwiej wytykając kompleksy i słabości rozmówcy lub poprzez przekręcanie słów rozmówcy np. „sam kiedyś mówiłeś, że ….., a teraz zmieniasz zdanie”. I teraz wyciągnij nagranie wideo sprzed 5 lat, że tego nie mówiłeś!
4. Przeciwieństwo tezy. Czy znacie osoby, które zawsze mają zdanie przeciwne do waszego? Zdarzyło mi się wyrazić opinię rozmówcy, którą wygłosił kiedyś tam wcześniej jako negację mojego zdania (chciałem mu sprawić przyjemność, że podzielam jego pogląd). On jednak natychmiast zaprzeczył i wyraził głoszony, kiedyś tam, mój pogląd, a jego krytyka była tak samo emocjonalna jak poprzednio. Z takimi osobami, jak widać, nie można nawet próbować się zgodzić. Ich celem jest erystyka a nie temat rozmowy.
5. Słowa o zabarwieniu negatywnym lub pozytywnym. Jeśli widzisz, że rozmówca używa słów o zabarwieniu negatywnym odnosząc się do twojego poglądu, a słów o zabarwieniu pozytywnym w swoim wywodzie np. „mam nowoczesne poglądy i nie wierzę jak ty w zabobony” lub „dałeś się omamić nieukom zamiast jak ja słuchać mądrych ludzi”. Brak argumentów a jedynie słychać ocenę tego co mówisz. Rozmówca przyjmuje rolę sędziego i jego zdaniem ona sam ma rację a nie ty.
6. Wyolbrzymienie. Czy zdarzyło się wam usłyszeć, w odniesieniu do tego co powiedzieliście coś w rodzaju:”gdyba tak wszyscy ludzie na świecie to zrobili …”. To jest oczywiste, że gdyby wszyscy ludzie na świecie zaczęli jeść tylko koty to koty by wyginęły. Gdyby wszyscy naraz chcieli wypłacić swoje oszczędności z banków to powstałby kryzys finansowy. Gdyby wszyscy ludzie na świecie zaczęli robić to samo to zawsze nastąpiłaby cywilizacyjna katastrofa, ale to nie nastąpi. Dlaczego? Bo ludzie w niczym ze sobą się nie zgadzają. Nie ma rzeczy na świecie, na temat której wszyscy ludzie byliby jednomyślni.
7. Krzyżowy ogień pytań. Otrzymujemy wiele szybkich i szczegółowych pytań. Nie zdążamy odpowiedzieć na pierwsze a już dostajemy kolejne. Rozmówca dąży do naszego pogubienia się. Kiedy widzi, że dajemy logiczną odpowiedź, zadaje kolejne pytanie. Pytania są szczegółowe i choć odpowiedź na nie jest nieistotna dla tematu rozmowy to fakt udzielenia błędnej odpowiedzi rzutuje (zdaniem rozmówcy) na sens wcześniejszej wypowiedzi. Czy czas odpowiedzi ma znaczenie dla jej logiczności? Czy człowiek, który mówi szybko wie więcej od kogoś kto mówi wolno? Miałem kiedyś kolegę na studiach, który miał zwyczaj układania sobie całej odpowiedzi w głowie. Niestety, ale niecierpliwa nauczycielka stawiała mu ocenę niedostateczną zanim zaczął odpowiadać. Tak zawalił rok w szkole średniej. Po rewelacyjnie zdanej maturze podeszła do niego i przeprosiła go za to, że jego powolne myślenie odczytywała jako brak wiedzy.
8. Rozszerzenie tematu. Przykład: „Ja kradłem? Wszyscy wtedy kradli!”, „Zgrzeszyłem, ale kto nie grzeszy?”
Jeśli nasz rozmówca nadużywa w stosunku do nas powyższych metod to najwyraźniej nie akceptuje naszego zachowania, poglądów, a może nawet nas jako pewnej osobowości. Można to zaakceptować albo stosować, w rozmowie z nim, erystykę bardziej wyrafinowaną.