1984 (George Orwell)
1984 (George Orwell)

1984 (George Orwell)

Przeczytać książkę nie jest łatwo. Zwłaszcza taką, która jest gruba, nie ma obrazków i w ogóle nie ma obowiązku jej czytania. Kolega ze studiów upierał się przy tym, że w swoim życiu przeczytał jedynie „Łyska z pokładu Idy”. Nie dam sobie głowy uciąć, ale wydaje mi się, że mój kot przeczytał więcej. Nie jest to jednak wyczyn godny upamiętnienia. W dziedzinie nieczytania w XXI wieku rekordy są tak samo imponujące jak w Średniowieczu. Bardziej zajmują mnie akcje rodzaju: „wstąp do klubu czytających jedną książkę tygodniowo”. Oczywiście jest to warunek dolnego progu. Wybitni klubowicze chwalą się czytaniem co najmniej dwóch książek na tydzień. Ja do tego klubu nie należę i należeć nie zamierzam. Znam swoje możliwości i dwie książki na miesiąc póki co mnie satysfakcjonują. Takie lata są dla mnie niczym ponowne wejście na Mount Everest Szerpy Apa.
Ten, 2017 rok należał do Ryszarda Kapuścińskiego. Mimo, że kiedyś przeczytałem „Cesarza”, który i owszem przypadł mi do gustu to i tak nie sięgnąłem po inne jego książki. Aż do tego roku. Widocznie dorosłem, a może jego przemyślenia stały się dzisiaj, tu i teraz, tak samo aktualne jak wtedy kiedy je pisał w Afryce, Azji czy Ameryce. W pasłęckiej bibliotece można znaleźć rozrzucone po różnych działach: Kirgis schodzi z konia, Chrystus z karabinem na ramieniu, Wojna futbolowa, Cesarz, Szachinszach, Imperium, Heban. Może coś jeszcze, ale to pewnie z cyklu „ktoś pożyczył i nie oddał”. Wszystkie te książki są warte polecenia, ale jak zawsze pod warunkiem, że będziemy dbali o oczy (inaczej nie polecam).
Co z przeczytanych w tym roku poleciłbym szczególnie? „Światło, którego nie widać” (Anthony Doerr) i „Złodziejka książek” (Markus Zusak) – książki których akcja rozgrywa się głównie w czasie II wojny światowej. Bohaterami są młodzi ludzie (napisałbym dzieci, ale w tamtym okresie dzieci dorastały szybciej). Polecam swoje recenzje (nie dlatego, że są dobre, ale dlatego, że są moje), w których nie streszczam książek, a jedynie staram się odnaleźć cechy powieści decydujące o tym czy trafi ona w czyjeś gusta.
Tradycyjnie to co polecą inni i znajdę w pasłęckiej bibliotece lub na innej półce. Pewnie wybiorę coś ze swojej listy, co z pewnością będzie konieczne choćby do napisania kolejnej recenzji. Są tzw. arcydzieła, a ja nawet nie wiem o ich istnieniu. Zdarzyło się już parę razy, że fajna zachęta ze strony „pożeracza książek” uświadomiła mi, że zażółkłe kartki, które chcę oddać na makulaturę świadczą o mojej ignorancji (dodanie „bez obrazy oczywiście” raczej nie uchroni „pożeracza” przed zemstą). Z racji wieku postanowiłem od czasu do czasu czytać książki przeczytane lata temu. Pamiętanie jedynie o czym była powieść i że jest dobra to zdecydowanie za mało. Ponadto w przyszłym 2018 roku postanowiłem czytać więcej niż jedną książką danego autora mimo, że recenzje polecają jedynie tę jedną jedyną. Steven Pressfield zasłynął powieścią „Ogniste wrota”, ale „Aleksander”, choć nie tak literacko dobry, też jest godzien polecenia. Wiem, że jeden przykład to za mało ale zasada będzie stosowana również w 2018 roku.
Nie wspomniałem o literaturze popularno-naukowej, która wypala mózg, ale też otwiera oczy na rzeczywistość. W przyszłym roku (takie mam ambitne plany) utworzę poświęconą tej tematyce specjalną zakładkę. Nie będzie tego dużo.
Na koniec życzę sobie, aby rok 2018 zaskoczył mnie tak jak 2017 książkami, które warto przeczytać. Co prawda liczba książek nieprzeczytanych będzie coraz większa, ale moje upodobania są tylko moje, a potencjalnych czytelników na świecie ciągle przybywa (już ponad 7 mld). Zaczynam zagłębiać się w problemy świata, więc lepiej będzie jak skończę pisać i wrócę do czytania. Rok 2017 jeszcze trwa, więc może wybiorę coś „cienkiego”, a może komiks. Dlaczego do tej pory w bibliotece dla dorosłych nie szukałem komiksów?
RC
Parafia św. Józefa w Pasłęku – rzymskokatolicka parafia położona w diecezji elbląskiej, w dekanacie Pasłęk I. Kościołem parafialnym (dawniej: farnym) jest gotycki kościół św. Bartłomieja usytuowany pomiędzy pl. św. Wojciecha a ul. Chrobrego.
Historia parafii św. Józefa w Pasłęku

Proboszcz: Ks. mgr lic. Dariusz KUŁAKOWSKI (2018) – dziekan dekanatu Pasłek I
Wikariusze:
ks. mgr Karol JÓZEFOWICZ (2017)
ks. mgr Jakub WYDRA (2017)
Rezydent: Ks. Kan. mgr Jan SINDREWICZ
Koncerty organowe, remont witraży

ks. mgr Jan Bronisław Sindrewicz – proboszcz 2007-2018
Ks. Radosław Hetnerowski – wikariusz od 01.12.2015 –
Ks. Stanisław Turek – wikariusz od 01.09.2015 –
ks. mgr Sebastian Rozumek – Wikariusz
ks. mgr lic. Dariusz Stawiecki – Wikariusz
ks. mgr Eugeniusz Grzesik – pomoc duszpasterska
ks. Damian
ks. Sławomir
ks. Roman
Remont organów Hildebrandta, cykliczne koncerty organowe, remont kościoła św. Piotra i Pawła w Mariance, budowa Oratorium, remont XVII w. ambony

ks. dr Wiesław Rodzewicz – proboszcz w latach 1990-2007
ks. mgr Marek Stepnowski (1999-2001)
ks. Jarosław Grudziąż
ks. Zdzisław
ks. Tadeusz Parda (…-1998)
ks. Mirosław Mazur
W kościele św. Bartłomieja: malowanie wnętrza kościoła, nowa posadzka, remont dachu (wymiana dachówek) oraz budowa kaplicy pogrzebowej. Działało radio „Quo Vadis”.

ks. prałat Adam Tylutki – proboszcz w latach 1983-1990
ks. Janusz Piaskowski (1989-1991)
ks. Cyryl Klimowicz
ks. Andrzej Litz
ks. Kazimierz Oziewicz
ks. Marek

ks. kanonik Marian Maćkowiak – proboszcz w latach 1974-1983
ks. Tadeusz Lewdarowicz
ks. Aleksander Sieńkowski 1981 – 1982
ks. Adam 1981 –
ks. Andrzej Szocik 1978 – 19
ks. Teodor Bałtruszkiewicz 1978 – 1979
ks. Romuald Mężyński 1979 – 1980
ks. Stan. Grabowski 1977
ks. Jan Graszek

ks. Henryk Rawski 1975 – 1981
ks. Jerzy Brzeszczyński – 1975 – 1976
ks. Henryk Kempka 1973 – 197?
Kościół św. Bartłomieja: podniesienie prezbiterium o 15cm, malowanie ołtarza i ambony wraz ze złoceniem, nowe witraże w prezbiterium (cztery), nowa posadzka terakotowa, dębowe ławki, 5 dębowych konfesjonałów, zamurowanie dolnych okien, nowe szkło katedralne w oknach, nowe żyrandole, witraż św. Cecylii, remont organów (nieudany!) wraz z malowaniem … Wybudowano plebanię.

ks. mgr Kazimierz Cyganek – proboszcz w latach 1959-1973
ks. Henryk Kondraciuk 1969 – 1975
ks. Henryk Kacperski 1969 – 1973
ks. Zbigniew Ostrowski 1965 – 1969
ks. Jan Tambor 1963 – 1965
ks. Jan Kurkowski 1961- 1974
ks. Eugeniusz Rumbuć 1959 – 1969
ks. Marian Surma 1959 – 196
Dokończenie malowania polichromii, radiofonizacja, elektryfikacja kościoła

ks. dr Stefan Zajkowski proboszcz w latach 1949-1959
ks. Jan Marciniak 1958 – 1959
ks. Wojciech Kruk 1958
ks. Aleks. Jasikowski 1957 – 1958
ks. Paweł Liedmann 1956 – 1957
ks. Bolesław Pętlicki 1955 – 1956
ks. Wacław Kubecki 1954 – 1956
ks. Julian Kryś 1951 – 1954
ks. Zbigniew Grossman 1950 – 1951
W kościele św. Bartłomieja: usunięto boczne empory (balkony), rozpoczęto malowanie polichromii

ks. Józef Sikora proboszcz w latach 1945-1949
ks. Bolesław Skwarliński 1949
ks. kan. Witold Kurowski 1948 – 1949
ks. Jan Kościewski 1946
ks. Stanisław Majewski

ks. Jan Skerde – proboszcz niemiecki w latach 1942-1945
Nie wszyscy księża zostali wymienieni. Wynika to z braku dostatecznej wiedzy autora zestawienia. Dlatego bardzo proszę o informacje (najlepiej ze zdjęciem) o każdym księdzu, który posługiwał w parafii św. Józefa w Pasłęku.
Narratorem jest Śmierć, miejscem akcji hitlerowskie Niemcy, główną bohaterką kilkunastoletnia dziewczynka Lisa Meminger. Skoro nawet jej losy wzbudziły tyle emocji u Narratora to z pewnością i każdy, czytając tę książkę dozna przeżyć, dla których zazwyczaj sięgamy po książki. Oprócz nich otrzymamy wiele pytań, których większość czytelników (zwłaszcza w Polsce) do tej pory sobie nie zadawała.
Autor, w trudnym temacie jakim są faszystowskie Niemcy, nie szuka historii ludzkich dramatów. Nie chce nas niczym zaskakiwać. Wręcz przeciwnie, wcześniej zapowiada słowami narratora, czyli Śmierci, to co się wydarzy. Dużo wcześniej dowiemy się kto przeżyje a kto zginie. Ważne jest obserwowanie zachowań bohaterów tej książki, decyzje jakie podejmują w obliczu tragedii, którą my już znamy. Czy można w takich chwilach kochać, marzyć i być człowiekiem? Wiemy, że tak, ale czy wiemy, jak było być Niemcem i nie być faszystą?
Książkę, mimo trudnego tematu, czyta się lekko. Może nawet zbyt przyjemnie. Bo czy dobrze świadczy o czytelniku, który czyta o okrucieństwie i zidioceniu narodu i jednocześnie chciałby tam być? Czy Śmierć może nieść inne emocje niż strach? Każdy musi sam znaleźć odpowiedzi, ale wcześniej warto przeczytać tę książkę. Książka na długo zostaje w pamięci. Porusza wiele kwestii, o których można godzinami dyskutować.

W tej książce, jej bohaterowie nie są złymi ludźmi. Są okrutne zachowania , ale trudno jest o inne w czasach, kiedy Śmierć codziennie przechadza się obok nas. Czy od każdego można oczekiwać bohaterstwa? Zwłaszcza kiedy przed nami jest jeszcze szmat życia?!
Książka jest dla każdego.
Zdjęcia Pasłęka przetworzone w programie graficznym. Czy wszyscy widzimy tak samo? Może jest coś obok czego codziennie przechodzimy nie dostrzegając koloru, kształtu, faktury…?
[gmedia id=21]
Urodziłem się (najprawdopodobniej) 28 lutego 1943 r., w getcie, w miejscowości Stare Święciany koło Wilna.
Trwała wojna światowa. Ziemia upijała się ludzką krwią. „Spracowani” übermensche, „porządkując” Europę, dokonywali historycznego aktu czyszczenia”: ENDLÖSUNG DIE JUDENFRAGE.
Niczego nie pamiętam z tamtych rozszalałych nienawiścią dni
Nie pamiętam oczu mojej matki, dłoni mojego ojca, płaczu mojego brata, pocałunku powitania
i pożegnania
Minął rok nie potrafiłem chodzić. Wrodzone lenistwo czy zaczajony w mięśniach strach? A może zdziwienie samej natury, że pozostałem wśród żywych? Naprawdę mam wstać wyruszyć w drogę życia?
Uśmiechały się do mnie dobre oczy mężczyzny i niewiasty: Piotr WASZKINEL i jego żona Emilia. Ich ciepłe miłością dłonie masowały moje grube, leniwe łydki; ich kochające oczy zachęcały:
Chodź, Romciu, chodź do mamusi
Chodź, Romciu, do tatusia
Niczego nie pamiętam
Pierwszy zapamiętany obraz jakby we śnie, ale bardzo wyraźny; jakieś duże pomieszczenie; przy oknie matka, pochylona nad wiadrem, tłucze siekaczem gotowane ziemniaki pokarm dla kur i świń. Stoję trzymając się kurczowo jej spódnicy; nogami dotykam niecki, w której znajdowały się, zanurzone we wrzątku, uprzędzone z wełny nitki.
Musiu, na rączki, na rączki!
Zaraz, Romciu, już mamusia weźmie na rączki, już
Niestety, zanim znalazłem się na jej rękach, potknąłem się i wpadłem pupą do niecki z wrzątkiem. Przeraźliwy krzyk, piekący ból i na tym „film” się urywa Według mojej matki zapamiętane przeze mnie wydarzenie miało miejsce, gdy zaczynałem chodzić; miałem rok i dwa miesiące.
Niczego nie pamiętam z transportu do Polski, w roku 1945. Wysiedleńców, którym Polska „przesunęła się” na zachód, wieziono na tak zwane Ziemie Odzyskane; tym sposobem większość polskich rodzin ze Święcian znalazła się w Lidzbarku Warmińskim. Piotr i Emilia Waszkinelowie opuścili transport w Białymstoku i zamieszkali w niedużej wiosce Łosiniec (koło Korycina, powiat Sokółka). Stąd, przed wieloma laty, osiemnastoletnia Emilia Chorążówna wyjechała do Francji w poszukiwaniu pracy. Teraz wracała do rodzinnego domu z mężem i synkiem. Ten ostatni czarnowłosy, jąkający się, skory do płaczu, najchętniej siedziałby u matki na kolanach, ewentualnie chodził za nią wszędzie jak kurczak za kwoką, trzymając się maminej spódnicy. Bał się być sam, lękał się, że go zostawią Lubił też być z ojcem, ale jego najczęściej nie było w domu.
Zamieszkaliśmy na osiedlu położonym właściwie poza miastem. Nazywało się to Kolonia Robotnicza; jednorodzinne, niemal identyczne domki ustawione wzdłuż dosyć szerokiej, niewybrukowanej drogi. Była to moja pierwsza droga, na którą zacząłem wychodzić sam.
Poznawałem dzieci, które chętnie bawiły się ze mną, chociaż byłem raczej uciążliwym towarzyszem zabaw; jąkałem się, a ponadto bałem się wszystkiego: indyka, psa, koguta, gęsi. Okropnie bałem się myszy, ale bałem się też samolotu; kiedy usłyszałem jego warkot, padałem na ziemię drżąc z przerażenia. Mama wielokrotnie tłumaczyła mi, że samolotów nie trzeba się bać: już nie rzucają bomb, nie strzelają do idących drogą ludzi. Powoli oswajałem się
Ale zaledwie przestałem się bać indyka, gęsi i samolotu, pojawił się nowy niepokój Nie wiedząc o tym, wkraczałem na inną „drogę” do siebie.
Miałem cztery lub pięć lat, był więc rok 1947 albo 48; późne letnie popołudnie; wracałem do domu, gdy dwóch pijanych mężczyzn krzyknęło za mną:
Żyd, Żyd, żydowski bajstruk!
Kiedy obejrzałem się w ich stronę wybuchnęli śmiechem. Nie miałem wątpliwości, że mnie przezywali. Uciekłem przestraszony do matki i usiłowałem jej wytłumaczyć, co się wydarzyło. W ogóle nie rozumiałem, co to znaczy „Żyd”. Dlaczego przezywali mnie żydowski „bajstruk”? Wiedziałem, że bajstruk to ktoś, kto nie ma ojca albo jest dzieckiem podrzuconym. Ale ja przecież miałem tatusia i mamusię, którzy mnie bardzo kochali. Dlaczego więc tamci wołali na mnie bajstruk i do tego jeszcze jakiś żydowski?
Potem wielokrotnie w Pasłęku, zwłaszcza gdy byłem młodszy (mniej więcej w okresie szkoły podstawowej, 1949-1956) znajdowałem się w sytuacji podobnej do opisanej. Spotykałem się z różnymi dwuznacznymi uwagami czy złośliwymi aluzjami na temat „żydków”. Najbardziej wprawiały mnie w zakłopotanie pytania typu: do kogo ty właściwie jesteś podobny, do ojca czy matki? Zupełnie nie umiałem sobie poradzić z tym pytaniem, gdyż nie byłem podobny ani do ojca, ani do matki. Oni byli szatynami o typowo słowiańskich twarzach; ja miałem gęste krucze włosy i rysy zupełnie inne. Przeżywałem to aż do bólu. Ponieważ jednak byłem bardzo kochany przez rodziców, właśnie ich miłość była najlepszym „balsamem” łagodzącym ból.
Jednakże, mimo przejawów tej wielkiej miłości, rosnąc i dojrzewając, coraz głębiej przeżywałem moją odmienność, zwłaszcza w wyglądzie zewnętrznym. Nie byłem podobny do nikogo w bliższej czy dalszej rodzinie moich rodziców. Wertowałem albumy ze zdjęciami, szukając podobieństwa do siebie. Nie znajdowałem.
Ponieważ lepszy kontakt miałem z matką, mogłem postawić jej takie pytania, których nie odważyłbym się postawić ojcu. Właśnie jedno z takich pytań, a raczej okoliczności, jakie temu towarzyszyły, szczególnie odcisnęło się w mojej świadomości. Jak się potem okazało, moje zachowanie zaniepokoiło również moją polską matkę.
Jesienne popołudnie. Ojciec jeszcze nie wrócił z pracy. Stałem przed dużym lustrem w pokoju i rozczesywałem, lekko wówczas kręcącą się, czuprynę; miałem zabrać się do odrabiania lekcji. Mama siedziała przy piecu i coś cerowała. Bardzo chciałem być podobny do ojca i oto wreszcie wydawało mi się, że coś dostrzegłem; wystrzeliłem pytaniem:
Mamusiu, zobacz, jestem podobny do tatusia, prawda?
Matka jednak zawahała się z odpowiedzią, nie potwierdziła od razu mego odkrycia”, więc wdarłem się natychmiast w ten króciutki interwał ciszy z krzykiem:
Bo jak jestem Żydem, to zobaczycie, co ze sobą zrobię!!!
Spojrzawszy głębiej w lustro, dostrzegłem przerażoną twarz matki i łzy w jej oczach.
Nie pamiętam już, co mówiła potem, ani co mówiłem ja. Pamiętam emocje, nie słowa: byłem zawstydzony, wiedziałem, że zrobiłem jej przykrość. Ale też wiem na pewno, że krzyknąłem to, co wówczas czułem: nie chciałem być Żydem, bałem się nim być! Dlaczego? Powody były różnorodne Przede wszystkim jednak chciałem być dzieckiem tych, o których sądziłem, że są moimi rodzicami, a oni byli Polakami; chciałem być taki sam jak dzieci w szkole, a to były polskie dzieci. Dookoła mieszkali Polacy; o niektórych mówiono, że są Litwinami lub Ukraińcami, zdarzały się rodziny niemieckie. Nie było w okolicy żadnej żydowskiej rodziny.
W 1956 r., po ukończeniu szkoły podstawowej, w czasie wakacji pojechałem z ojcem w jego i moje strony rodzinne, to znaczy na Wileńszczyznę. W rodzinnej wiosce ojca Wejszyszkach, koło Łyntup mieszkał brat ojca. Zostaliśmy przyjęci z ogromną radością i miłością.
Pewnego dnia ojciec zaproponował wycieczkę do Podbrodzia miasteczka koło Wilna gdzie służył w wojsku, w kawalerii. Ojciec był radosny; pokazywał, gdzie mieściły się jego koszary; dziwił się, że w pomieszczeniach, w których niegdyś stały konie, teraz mieszkają ludzie. Większość przypadkowo zaczepianych podbrodzian mówiła po polsku, tylko niektórzy po rosyjsku. Właśnie jeden z takich zaczepionych polskich rozmówców ojca, starszy mężczyzna, dowiedziawszy się, że jesteśmy gośćmi z Polski, po paru wymienionych zdaniach nie pamiętam, o czym wskazując na mnie palcem, zagadnął ojca:
A skąd pan wytrzasnął tego żydka?
Drgnąłem jakby przepuszczono przeze mnie prąd. Ojciec przygarnął mnie, a do tamtego niemal krzyknął po rosyjsku:
Ty, swołocz, otkuda u tiebia takije faszystowskije woprosy?! I nie czekając na odpowiedź, skierował parę „soczystych” rosyjskich przekleństw w stronę oddalającego się pospiesznie rozmówcy. Tuląc się do ojca, stałem przestraszony i zarazem zdziwiony.
Mieliśmy jeszcze jechać do Wilna i Święcian. Nie pojechaliśmy. Na dworcu w Podbrodziu ojciec wypalił dużo papierosów; był zdenerwowany. Nie mówił nic. W pociągu wtuliłem się w niego, jak w dobrych dziecięcych czasach, choć miałem już trzynaście lat. Parę razy pogładził moją głowinę. Czułem się bezpieczny. Nie było żadnych pytań z mojej strony żadnych wyjaśnień ze strony ojca. Gdy wróciliśmy do stryja, nikt przy mnie nie wspomniał o zajściu w Podbrodziu. Ja też nie zamierzałem nikomu o tym opowiadać, bałem się samego wspomnienia. Zdecydowanie nie chciałem już jechać ani do Wilna, ani nawet do Święcian.
W liceum, do którego uczęszczałem od 1956 do 1960 r., problem żydowski jak gdyby wyparował. Młodzież licealna jest już trochę mądrzejsza; ponadto bardzo dobrze się uczyłem. Rodzice byli dumni. W klasie maturalnej gdzieś w lutym podczas rozmowy z katechetą wyrwało mi się, że jak zdam maturę, to pójdę do seminarium duchownego. Przestraszyłem się tego, co powiedziałem, ale ponieważ już się stało, wydawało mi się, że muszę dotrzymać słowa. Muszę tam pójść; nie można rzucać słów na wiatr powtarzałem zaniepokojony…
Jeszcze tego samego dnia wieczorem zwierzyłem się ojcu z owego „wyznania” uczynionego księdzu. Reakcja ojca rozdrażniła mnie:
No, no, co ja słyszę. A co każesz zrobić z tymi dziewczynami? dopytywał się żartobliwie, dając mi jednocześnie do zrozumienia, że nie traktuje poważnie tego, co mówię.
Podziałało to na mnie jak płachta na byka.
Mogę, oczywiście, tego nie wytrzymać i wystąpić ripostowałem ojcu może nawet nie mam żadnego powołania, ale skoro powiedziałem księdzu, to powinienem tam pójść.
Ojciec wyraźnie nie był zadowolony, ani z mojego tłumaczenia, ani tym bardziej z samej perspektywy, że mógłbym zostać księdzem. Widział we mnie lekarza, nie księdza; ostatecznie nawet artystę (ponieważ grałem na akordeonie, występowałem w teatrze szkolnym i wygrywałem szkolne konkursy recytatorskie), chociaż przedtem wielokrotnie wyrażał zastrzeżenia pod adresem stylu życia artystów.
Postawa ojca zupełnie mnie zaskoczyła… Rodzice obydwoje byli ludźmi głęboko wierzącymi. Religia nie była dodatkiem do ich życia; ona je formowała. Nigdy nie mówiono mi: idź do kościoła, czy: odmów pacierz. Szedłem tam wraz z nimi i modliłem się wraz z nimi.
Moim osobistym problemem w starszych klasach licealnych było właśnie to, że świat wiary tak drogi rodzicom dla mnie stawał się coraz bardziej odległy. Teoria Oparina wyjaśniająca powstanie świata była dla mnie rewelacją. Wydawało mi się, że wyjaśnia ona „Niebo” i „Ziemię”; jakiś Stwórca bądź Odkupiciel wydawał się zbędny! I właśnie dlatego, gdy wyrwało mi się przed księdzem, że pójdę do seminarium, przestraszyłem się własnych słów.
I oto kiedy poniekąd wbrew sobie wyraziłem gotowość pójścia tam, gdzie, jak można by przypuszczać, mogli chcieć widzieć mnie rodzice, zderzyłem się z postawą, której najmniej się spodziewałem. Ale taka właśnie postawa ojca niejako „rozgrzała” mnie. Uparłem się. Zdecydowałem się postawić na swoim. Matka nie wyrażała ani sprzeciwu, ani akceptacji. Płakała po kątach. Wydawało mi się to wszystko bardzo dziwne, ale trwałem w uporze.
20 października tegoż roku ojciec, wychodząc z domu, upadł na schodach: zawał serca zwalił go z nóg, a bezwładnie padając, uderzył głową o posadzkę nagła śmierć.
Pierwszą moją reakcją była oczywiście chęć ucieczki z seminarium. Przecież ojciec nie chciał, abym tam był; sprzeciwiłem się jego woli, czułem, jakbym to ja go zabił. Absolutna ciemność i ból. Po pogrzebie wyznałem matce, że chyba nie powinienem już wracać do Olsztyna.
Przecież tatuś nie chciał.
O nie! zareagowała natychmiast tatuś bardzo cię kochał. To nie tak. Nie będzie ci się podobało, nie będziesz sobie radził wystąpisz. Twoje życie, twój los. Zaczęła płakać… ja wraz z nią. Chciałem zapytać, dlaczego ojciec tak zdecydowanie nie chciał, abym został księdzem nie starczyło mi sił. Bolało wszystko… Ojciec miał zaledwie 52 lata. Tak bardzo mnie kochał, tak bardzo był potrzebny. Dlaczego Bóg zabiera mi ojca?
Po powrocie do Olsztyna zwróciłem się do Rektora z moimi rozterkami. Powiedział mi, że nie mogę podejmować tak ważnej decyzji natychmiast, ponieważ jestem zszokowany tym, co się stało. Jeżeli po miesiącu podtrzymam chęć wystąpienia, to odda mi papiery i będę mógł wrócić do domu.
Po miesiącu już nie chciałem wystąpić. Śmierć ojca jego wspaniała do mnie miłość stała się poniekąd wyzwaniem, zakładem, kredytem. Powiedziałem sobie: stawka jest bardzo wysoka. Ojciec bał się, że sobie nie poradzę muszę być dobrym księdzem! Oczywiście, byłem na początku drogi. Miałem 17 lat. Przede mną było sześć długich lat teologicznych studiów i zdawałem sobie sprawę, że wszystko może się zdarzyć.
Nie zdarzyło się nic szczególnego. Mama przysyłała mi paczki z owocami, z czystą bielizną. Na wakacje jechałem do Pasłęka, gdzie trochę pomagałem jej w gospodarstwie. Jeśli chodzi o same studia wyniki miałem wyśmienite. Zdaje się, że nie stwarzałem moim przełożonym żadnych poważniejszych problemów wychowawczych. Z kolegami też nie miałem żadnych potyczek”. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że zbliża się powoli koniec studiów zostanę księdzem.
Pod koniec piątego roku byliśmy wzywani na indywidualne rozmowy z Rektorem. Były to rozmowy rutynowe, nie oczekiwałem więc niczego nadzwyczajnego po tym spotkaniu. Myliłem się. Zaraz na początku ksiądz Rektor oznajmił, że są poważne wątpliwości, czy jestem ochrzczony. 
A więc jednak chyba jestem Żydem pomyślałem. Wreszcie dowiem się czegoś konkretnego w tej materii. Niestety, szybko się zorientowałem, że do Rektora musiały dojść jakieś dobrze mi znane plotki na mój temat. Nie wymienił żadnych nazwisk, żadnych konkretów, jedynie przypuszczenia, domysły. A ponieważ jeszcze żyje i oby jak najdłużej żyła moja chrzestna matka, Krystyna Gapikowa, bezpośredni i urzędowy świadek chrztu, cała „afera” okazała się nadmuchaną mydlaną bańką.
Przez sześć lat studiów nikt mnie Żydem” nie przezwał. Problem żydowski znikł, co wydawało mi się czymś nadzwyczajnym. O ile bowiem w latach chłopięcych tak wielu widziało we mnie „Żyda”, to w latach młodzieńczych zwłaszcza podczas studiów Żyd we mnie był wyraźnie „na urlopie”. Zdawałem sobie jednak sprawę, że u źródeł podejrzenia o brak chrztu znajduje się coś”, co idzie ze mną. Byłem jednak wciąż głęboko przekonany, iż u podstaw tego wszystkiego tkwi tylko i wyłącznie plotka! Tłumaczyłem sobie: mam trochę inną urodę i to drażni ludzi oraz pobudza ich fantazję.
Z drugiej zaś strony, właśnie w okresie studiów przestałem się bać „Żyda”. Przez wszystkie lata pobytu w seminarium śpiewaliśmy pieśń o kapłańskim powołaniu, w której była tak strofa: „Jezus zabrał mi serce i kochaniem zmógł.” W samej rzeczy byłem wówczas i dziś jestem zakochany w Żydzie, Jezusie z Nazaretu! Kiedy więc zdałem sobie sprawę, że mam zostać Jego wybranym uczniem kapłanem, wobec faktu powracających wciąż podejrzeń o żydowskie pochodzenie pomyślałem: byłoby cudownie, gdybym naprawdę był Żydem
19 czerwca 1966 r., w bazylice katedralnej we Fromborku, otrzymałem święcenia kapłańskie. Przez rok pracowałem w parafii w Kwidzynie, gdzie parę osób zdążyło dojrzeć we mnie „Żyda”. Byłem tym po części ubawiony, po części uszczęśliwiony. Po roku znalazłem się na studiach w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W roku 1970 ukończyłem Wydział Filozofii i od 1971 rozpocząłem pracę na tymże wydziale.
W 1975 r. matka sprzedała jednorodzinny domek w Pasłęku i za te oraz częściowo za moje pieniądze przecież już pracowałem kupiliśmy mieszkanie w Lublinie. Po 15 latach przerwy znowu mieszkaliśmy razem. Począwszy od roku 1960, gdy rozpocząłem studia, byłem w domu w Pasłęku jedynie gościem. Teraz matka stała się moim „gościem”. A tak naprawdę: ja stałem się znowu „dzieckiem”, a ona wspaniałą, troskliwą kochającą Matką.
Dla mnie był to początek kontynuacji albo, mówiąc inaczej, kontynuacja i zarazem początek czegoś nowego. Była to poniekąd kontynuacja mojego żydowskiego problemu, ponieważ w Lublinie docierało do mnie wiele przeróżnych „wieści”, które budziły mnie niejako ze snu. Coraz intensywniej wdzierało się do świadomości pytanie: a może faktycznie jestem Żydem? Coraz częściej takie pytanie pielęgnowałem w sobie, a możliwość twierdzącej odpowiedzi już mnie nie przerażała.
Właśnie dlatego obecność matki przy mnie w Lublinie nazywam początkiem kontynuacji, ponieważ moja postawa w kwestii żydowskiej była dla niej początkiem czegoś dotychczas nie znanego. Szybko zorientowała się, że już nie tylko nie bałem się Żydów, ale ich kochałem. Kochałem ich z wielu powodów, między innymi dlatego, że przez wieki byli Narodem szczególnie poddanym cierpieniu; od strony religijnej: wszystko to, co było i jest najcenniejsze w chrześcijaństwie, ma żydowskie korzenie. Poniewieranie Żyda jest poniewieraniem Jezusa, Jego Matki, wszystkich Jego najbliższych uczniów Apostołów.
W rozmowach z matką zupełnie świadomie i celowo, kiedy tylko była po temu okazja, podejmowałem temat Holocaustu. Ona i to było dla mnie zastanawiające w ogóle nie chciała o tym mówić. Milczała albo chyba świadomie zmieniała temat. Czasami czytałem jakieś fragmenty opowiadań o cierpieniach Żydów podczas ostatniej wojny. Wówczas często w jej oczach pojawiały się łzy.
Kiedyś, widząc kątem oka, że ociera łzy, przerwałem lekturę i zapytałem wprost:
Mamo, dlaczego płaczesz? Czy ja jestem Żydem?
A czy ja ciebie nie kocham? odpowiedziała natychmiast płacząc niemal głośno.
Było mi przykro słuchać takiej odpowiedzi będącej właściwie skierowanym do mnie pytaniem. Była wspaniałą matką i bardzo mnie kochała. Ale ta jej, wielokrotnie mi udzielona, odpowiedź-pytanie była wskazówką, że trzeba powracać do tych tematów, że coś tu się jednak kryje
W Pasłęku czasami skarżyłem się, że mi dokuczają, wówczas matka zawsze zapewniała:
Jesteś naszym kochanym synkiem. Nie słuchaj żadnych łobuzów.
W Lublinie nigdy nie powiedziała mi, że jestem jej rodzonym dzieckiem, chociaż ją do tego prowokowałem. Chciałem to wyraźnie usłyszeć. Nie usłyszałem.
Często kierowałem rozmowę na Łyntupy (tam mieszkali Emilia i Piotr Waszkinelowie przed wojną i na początku wojny) oraz na Święciany, do których przyjechali w latach wojny i gdzie mieszkali do jej zakończenia.
Właśnie taka rozmowa toczyła się w kuchni, przy kolacji, 23 lutego 1978 r. Rozmawialiśmy o Święcianach okresu wojny; w pewnym momencie wprost zapytałem:
Mamo, a Żydzi? Znałaś w Święcianach Żydów?
Spojrzała na mnie i zamilkła, jakby się wewnętrznie mocowała
Romek zaczęła po chwili przecież wiesz, że w czasie wojny, gdy przyszli Niemcy, w 194… Głos jej zadrżał, w oczach pojawiły się łzy. Wziąłem jej dłonie w swoje ręce i ucałowałem, prosząc, aby mi wreszcie powiedziała całą prawdę. I wtedy po raz pierwszy w życiu usłyszałem:
Miałeś wspaniałych Rodziców, i bardzo cię kochali byli Żydami; zostali zamordowani. Ja tylko ratowałam cię od śmierci.
Spodziewałem się takiej właśnie odpowiedzi, czekałem poniekąd na nią, a kiedy wreszcie usłyszałem, zawirowało mi w głowie
Wracałem do siebie
Nie będę się silił na przedstawienie tego, co przeżywałem. Pamiętam, że pierwszym pytaniem, jakie mi się wówczas wyrwało, było:
Mamo, dlaczego tak długo ukrywałaś prawdę?!
A przypomnij sobie mówiła przez łzy coś ty powiedział w Pasłęku, stojąc przed lustrem, przypomnij! Bardzo mnie to zabolało i pomyślałam wtedy, że nigdy nie powiem ci prawdy. Teraz zmieniłeś się
W najwyższym napięciu czekałem, co jeszcze usłyszę.
Gdyby nie twoja matka… zaczęła. Miałeś wspaniałą, mądrą i dobrą matkę
Ja się bałam, bardzo się bałam. Za ratowanie Żyda, nawet niemowlęcia, jakim wówczas byłeś, groziła śmierć. Nie mieliśmy, jak wiesz, własnego mieszkania, wynajmowaliśmy pokój
Tłumaczyłam to, będąc w getcie, twojej mamie. Ona słuchała, ale jakby nie słyszała. Patrzyła na mnie, a jej smutne oczy ty masz oczy matki mówiły więcej niż jakiekolwiek słowa.
„ON wszystko widzi” powtarzała „życie jest w JEGO ręku, ale trzeba ratować przynajmniej tego, kto sam nie może się ratować. Proszę, niech pani ratuje moje dziecko, niemowlę… Jest pani osobą wierzącą, chrześcijanką; parę razy mówiła mi pani, że wierzy w Jezusa: przecież On był Żydem! Niech pani więc ratuje żydowskie niemowlę w imię Tego Żyda, w którego pani wierzy. Jak to maleństwo wyrośnie, zobaczy pani, on zostanie księdzem, będzie nauczał ludzi
”
Słyszałem, jak waliło mi serce
Przecież, nic o tym nie wiedząc, zrealizowałem to, co w tamtej tragicznej chwili mówiła moja rodzona Matka Matce polskiej. Znaczenie, ciężar matczynych słów! Dlaczego użyła właśnie takich argumentów? Można jedynie snuć domysły
Na pewno chciała przekonać chrześcijankę do ratowania życia żydowskiego niemowlęcia. A więc ratowała mi życie!!!
– Nie mogłam odmówić twojej mamie mówiła, wycierając łzy, moja polska matka to byłoby tak, jakbym się wyparła swojej wiary. Miałeś kochającą, bardzo mądrą i odważną matkę. Miała odwagę urodzić cię w taki straszny czas i jej słowa niejako zmusiły mnie, bym cię ratowała. Reszta była już w ręku Boga
Zapytałem o moje rodowe nazwisko. Usłyszałem smutną odpowiedź:
Nie wiem, nie pytałam. Na pewno twoja mama mówiła, ale ja nie starałam się zapamiętać. Mówię ci, że się bałam. To były okropne chwile. Baliśmy się z tatusiem nie tylko Niemców; baliśmy się wszystkich: Polaków, Litwinów, Ruskich, sąsiadów i w ogóle znajomych. Nie wiem, jak bym się zachowała, gdyby ktoś doniósł. Nie wiem
Ja nie byłam bohaterką. Po prostu nie chciałam znać żadnego nazwiska. Gdyby ktoś doniósł, to mogliby mnie zabić, a ja, nie kłamiąc, powtarzałabym: to jest moje dziecko, ja je kocham.
Moja wspaniała polska Matka. Była bohaterką! Chroniła mnie w czas wojny i pokoju; zawsze bardzo kochała.
O moim domu rodzinnym dowiedziałem się niewiele. Dwa zapamiętane przez Waszkinelową fakty okazały się bardzo cenne. Pierwszy: mój rodzony ojciec był krawcem w Święcianach; miał duży ładny zakład krawiecki na rynku. Kiedy przyszli Niemcy, kazali mu ponieważ był bardzo cenionym krawcem pracować w jego własnym warsztacie. Drugi: miałem brata, i moja matka wołała na niego: Muleczka, Szmulek, Samuel
Gdy weszli Niemcy i stawało się coraz bardziej oczywiste, że Żydów czeka zagłada, mój brat Samuel urodzony w 1938 lub 39 r. został ukryty u jakiejś rodziny litewskiej mieszkającej w Święcianach. Nikt nie oczekiwał mojego zaistnienia; kiedy jednak stało się ono faktem, przed moją matką pojawił się szereg przeszkód, a każda groziła śmiercią: najpierw należało ukryć przed Niemcami oraz szaulisami (litewska policja) sam fakt ciąży; potem urodzić i, wreszcie, ukrywać niemowlę tak długo, jak długo się da. Chociaż więc moje życie od samego początku naznaczone było piętnem śmierci, rodzice żywili nadzieję, że los ich pierworodnego syna jest bezpieczny.
I oto, już po moim przyjściu na świat, ludzie ukrywający Samuela przyprowadzili go z powrotem do getta. W takiej sytuacji moja matka zdecydowała się na szukanie opieki dla mnie. Wiadomo, że Żydzi płacili tym, co mieli za udzielaną im pomoc. Tymczasem moi rodzice nie mieli już niczego cennego do oddania, albowiem ludzie, którzy ukrywali Samuela, otrzymali za to wiele kosztowności, a odprowadziwszy mojego brata, niczego nie oddali.
Ostatecznie „w posagu” otrzymałem pieluszki i kołderkę, w którą byłem owinięty, oraz i są to obecnie moje największe „skarby” samowar i ręczną wagę (nazywano to berzmien).
Od lutego 1978 r. wiedziałem więc o sobie niemal wszystko i zarazem nie znałem tego, co najważniejsze: mojego rodowego nazwiska ani imion moich rodziców. Myślałem dniami i nocami: a może gdzieś jeszcze żyją? A może żyje chociaż mój brat?
W następnym roku znalazłem się po raz pierwszy w Laskach pod Warszawą, gdzie poznałem siostrę Klarę Jaroszyńską. Ponieważ po rozmowie z nią szybko zorientowałem się, że w czasie wojny była aktywnie zaangażowana w ratowanie Żydów odznaczona medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata” wyznałem jej prawdę o sobie. Chciałem wypowiedzieć to przed kimś zaufanym, ale nade wszystko wyraziłem pragnienie szukania jakichś śladów” mojej rodziny. Prosiłem siostrę o zapamiętanie dwóch informacji, które wydawały mi się istotne: okoliczności dotyczące mojego ojca oraz imię mojego brata.
Rozpoczął się okres oczekiwania. Minęło 10 lat. Powoli traciłem nadzieję na odnalezienie jakichkolwiek śladów moich najbliższych. Korespondencyjne poszukiwania siostry Klary nie dawały żadnych rezultatów. Wreszcie, po 1989 r., siostra wyjechała do Izraela i tam trafiła na ślad żydowskiej gminy ze Święcian. Zorganizowano jej natychmiast spotkanie z resztą ocalałych z wojny mieszkańców Święcian zamieszkujących Tel-Awiw i okolice. Dwie informacje, które posiadała siostra, okazały się wystarczające, aby trafić na ślad.
Ów krawiec, któremu Niemcy kazali pracować w jego własnym warsztacie, nazywał się Jakub WEKSLER; jego żoną była Batia, z domu WAISKOŃSKA (niektórzy wymawiają WAISZKUŃSKA); Wekslerowie mieli synka imieniem Samuel. Co więcej, w księdze przedstawiającej dzieje gminy żydowskiej w Święcianach pokazano siostrze Klarze zdjęcie mojej rodzonej matki. Jest to zdjęcie przedstawiające członków organizacji syjonistycznej z lat trzydziestych; moja mama siedzi w środku była wówczas przewodniczącą tej organizacji.
W roku 1989, 15 kwietnia, zmarła na moich rękach moja polska matka. Wiosną 1992 r. przyjechała do Lublina siostra Klara Jaroszyńska, przywożąc zagubiony, wydawało się bezpowrotnie, ślad moich najbliższych oraz zdjęcie mojej rodzonej matki. W tym samym czasie okazało się, że żyją jeszcze w Natanii rodzony brat i siostra mojego ojca. Jeszcze tego samego roku pojechałem do Izraela, aby ich zobaczyć.
Przyjęty zostałem ze łzami i niewyobrażalną wprost miłością. Ciocia Rachela (Rosa) SARGOWICZ z domu Weksler (zmarła w listopadzie 1992 r.) oraz stryj Cwi WEKSLER staruszkowie mocno sponiewierani wojną. Oboje wiedzieli o istnieniu Samuela; moje istnienie było dla nich absolutną niespodzianką. Jeszcze w 1941 r. uciekli w głąb Rosji. Stryj przeszedł przez czyściec sowieckich łagrów.
Dwie żyjące koleżanki mojej rodzonej matki wiedziały, że Batia Wekslerowa pod koniec 1942 r. chodziła używając ich wyrażenia „z brzuchem”. Na początku 1943 r. obie uciekły do partyzantki, a wiosną 1943 pozostałych jeszcze przy życiu Żydów ze Święcian wywieziono do Kowna i Wilna.
Moich najbliższych zamordowano prawdopodobnie w getcie wileńskim lub w Ponarach.
Mnie pozostał przepalony samowar i ręczna waga milczący świadkowie tamtych okropnych nocy i dni.
Nie tylko.
Dziś wiem, że pozostały ze mną oczy mojej matki, usta mojego ojca, lęk i łzy mojego brata… Noszę w sobie miłość moich rodziców żydowskich i polskich!
I pozostała również nadzieja, że kiedyś spotkam ich wszystkich przed obliczem Tego, który jest Miłością. On otrze z naszych oczu wszelką łzę.
I tam jest moja Ojczyzna.
Przedruk:
„ZNAK. Miesięcznik” 480 (5) 1995, s.86-96
(w opracowaniu)
Bocian, dzwoniec, Gawron Gołąb grzywacz, gołąb sierpówka, jaskółka dymówka, jeżyk, krzyżówka, kawka, kopciuszek kos kowalik łabędź, myszołów, pleszka, piegża, pliszka, rudzik, sójka, sroka, sikorka, szczygieł, szpak, wróbel, zięba
Bocian biały
Systematyka
Rząd: brodzące (Ciconiiformes)
Rodzina: bocianowate (Ciconiidae)
Gatunek: bocian biały (Ciconia ciconia)
Jaki jest każdy widzi. W Pasłęku jest kilka gniazd bocianich, a najsłynniejsze jest oczywiście to w drodze nad Jeziorko. Pod adresem strony https://paslek.webcamera.pl/ można cały czas podglądać mieszkańców tego gniazda.
Bocian biały nie jest gatunkiem globalnie zagrożonym wyginięciem. W Polsce, z uwagi na spadającą liczebność, gatunek w 1995 roku został objęty programem ochronnym. Bocian biały jest gatunkiem chronionym.
Pierwsze, nieliczne jeszcze bociany przylatują zazwyczaj na przełomie drugiej i trzeciej dekady marca (choć niekiedy pojawiają się już na początku tego miesiąca), a ostatnie gniazda bywają zasiedlane w połowie maja. Różnica przylotów między południową a północną Polską wynosi zaledwie 3 dni.
Te same gniazda są użytkowane przez wiele lat i wiele bocianich pokoleń. Znane są w Polsce gniazda o udokumentowanej ponad 100-letniej historii. W gniazdach bocianich bardzo często, jako sublokatorzy, gnieżdżą się inne gatunki ptaków. Najczęściej są to wróble domowe i mazurki, ale spotykano tam także szpaki, kawki, pliszki, strzyżyka, a niekiedy nawet pójdźki, pustułki i kraski
Charakterystyka
Bocian biały to duży ptak brodzący. Najbardziej charakterystyczne są: czarno-białe upierzenie (czarne są lotki), długi czerwony dziób i długie czerwone nogi. Skóra wokół oczu czarna, tęczówka ciemnobrązowa lub szara. Samce są przeważnie nieco większe od samic. Ptaki młodociane mają czarny dziób (przechodzący z czasem w jasno czerwony) i brązowoszare nogi. Tęczówka oka młodych jest brązowa.
Bocian potrafi latać aktywnie, miarowo uderzając skrzydłami 120-130 razy na minutę lub 1,75 razy na sekundę. Lot taki pozwala na pokonywanie kilkukilometrowych dystansów, zwłaszcza nisko nad ziemią. Jednak na dłuższych odcinkach wykorzystywany jest głównie lot szybowcowy. W ciągu kilku minut kołując w tzw. kominach termicznych potrafi osiągnąć granicę widzialności. Lecące grupy ptaków przemieszczają się na wysokości wielu setek metrów nad ziemią a normalny pułap wynosi 1000-2500 m. Lądując ptak początkowo wygina łukowato skrzydła, wysuwa nogi i unosi nieco głowę i w takiej pozycji, wykonując wspaniałe ewolucje, w ciągu kilkunastu sekund potrafi z ogromnej wysokości znaleźć się tuż nad gniazdem, czy żerowiskiem. Przed samym lądowaniem kilka energicznych uderzeń skrzydłami powoduje ostateczne wytracenie prędkości i ptak spokojnie siada w upatrzonym miejscu. Najstarszy zaobrączkowany bocian biały miał w chwili śmierci obrączkę założoną 39 lat wcześniej. Inny dożył 33 lat i rok wcześniej pomyślnie wyprowadził lęg. W niewoli jeden osobnik dożył 35 lat.
Systematyka
Rząd: wróblowe (Passeriformes)
Rodzina: krukowate (Corvidae)
Gatunek: gawron (Corvus frugilegus)
Ten ptak, często mylnie nazywany wroną lub krukiem, jest jednym z najpowszechniej występującym w Pasłęku gatunkiem. Ciekawostką jest to, że gawrony żyjące u nas latem odlatują na zimę a w ich miejsce przylatują gawrony z zimniejszych rejonów planety.
Na terenie Polski gatunek ten jest objęty ochroną gatunkową częściową. W ciągu dziesięciu lat obserwacji (2001–2010) zaobserwowano spadek liczebności tych ptaków. Na tej podstawie prognozowany jest jej obniżenie w ciągu kolejnych 10 lat o ponad 30%, co jest uznawane za zagrożenie wyginięciem w skali kraju.
Charakterystyka
Większy niż gołąb, wielkością dorównuje wronie siwej, choć jest od niej smuklejszy. Upierzenie na całym ciele czarne z purpurowo-fioletowym, metalicznym połyskiem. Bardzo często mylony z krukiem, ale znacznie od niego mniejszy. Istnieje duże podobieństwo między młodocianym gawronem i pospolitym na Zachodzie Europy – czarnowronem. Gawron ma czarne nogi. Obie płci są tej samej wielkości. Gawrony to ptaki towarzyskie. Zimą prawie zawsze tworzą grupy lub stada. Często mieszają się ze stadem kawek. Gawrony to jedne z najinteligentniejszych ptaków. Potrafią używać narzędzi, a także wytwarzać je i dostosowywać do swoich potrzeb.
Jak inne krukowate znane są z waleczności. Nawet dwa trzy osobniki bez namysłu rzucają się na o wiele większego bielika, którego zmuszają do ucieczki z ich żerowiska lub kontrolowanego terenu.
Nie licząc gołębi hodowlany, w Pasłęku występują trzy gatunki gołębi. Sierpówki to gołębie z charakterystyczną ciemną obwódką wokół szyi. Jeśli usłyszycie pohukiwania to najczęściej jest to głos sierpówki, a nie sowy. Grzywacze charakteryzują się białą plamą przy szyi. Są większe od sierpówek. Gołębie domowe to najzwyczajniej w świecie gołębie, któe uciekły swoim właścicielom, zdziczały i teraz żyją w w swoich stadach. Często przesiadują na dachach naszych domów.
Systematyka
Rząd: gołębiowe (Columbiformes)
Rodzina: gołębiowate (Columbidae)
Gatunek : grzywacz (Columba palumbus)
Grzywacze należą do ptaków najlepiej radzących sobie z cywilizacją.
Potencjalne miejsca do gniazdowania stanowią dla niego drzewa w miastach i wsiach. Grzywacze z miejskich populacji mogą gnieździć się nawet na gzymsach budowli, podobnie do gołębi miejskich. Niedbała konstrukcja gniazda, jest specyficzna dla grzywacza. Czasem może rozlecieć się nawet przed końcem gniazdowania. Wyprowadza zwykle 1 -3 lęgów od kwietnia do października. Nieopierzone młode do 5 dnia życia są karmione mleczną wydzieliną powstającą w czasie wysiadywania w wolu rodziców, tak jak wszystkie gołębie. Aby pobrać pokarm pisklęta wciskają duży dziób głęboko do przełyku karmiącego dorosłego ptaka, dla którego jest to sygnałem do zwrócenia tzw. „ptasiego mleczka” o brejowatej konsystencji.
W Europie jest jednym z najliczniejszych dzikich gołębi we wszelkiego rodzaju lasach, parkach , ogrodach i na innych zadrzewionych terenach. Preferuje lasy dębowe.
Charakterystyka
Większy od gołębia miejskiego i siniaka, w locie masywniejszy, z wydatniejszą piersią i dłuższym ogonem. Upierzenie ciemno-popielate o niebieskim odcieniu, z metalicznie zielonymi bokami szyi, której przedzielają dwie białe plamy, które razem z białymi przepaskami na przegubach skrzydeł są cechą charakterystyczną tylko dla tego gatunku. Skrzydła są ciemnostalowe, ale brzegi białe pióra. Gardło i jasnopopielata pierś różowawe pierś z jasno-rdzawym nalotem. Oko jasnożółte, z asymetryczną źrenicą. Dziób czerwony. Ogon od spodu jest jasnoszary szary, a na wierzchu ciemnoszary z czarnym końcem. Samica w upierzeniu ma mniej wyraźne ubarwienie, słabiej połyskującą szyję i pierś. U młodych brak białego kołnierzyka i ciemniejsza tęczówka. Przy starcie i lądowaniu klaszcze skrzydłami. Podczas wędrówek gromadzi się w duże stada.
Systematyka
Rząd: gołębiowe (Columbiformes)
Rodzina: gołębiowate (Columbidae)
Gatunek: sierpówka (Streptopelia decaocto)
Sierpówka należy do tzw. gatunków lęgowych całorocznych. Są to ptaki monogamiczne, które mogą utrzymywać więź z tym samym partnerem przez kolejne lata. Sierpówka buduje płytkie, niedbale wykonane gniazdo na drzewach iglastych w okresie kiedy nie ma jeszcze liści. Zdarzają się także lęgi nietypowe, np. na sygnalizatorze świetlnym, słupie czy półce budynku. Zazwyczaj sierpówki odbywają od 3 do 4 lęgów w roku (w sprzyjających warunkach nawet 6), od marca do października. Co ciekawe, gatunek ten jest w stałej ekspansji, bowiem pomimo zagrożeń, aż 80% młodych opuszcza gniazda, co oznacza, że straty w legach są niewielkie.
Miasta (zabudowania willowe i luźno rozrzucone domy, parki, ogrody, aleje drzew i grupy drzew) oraz wsie z wysokimi drzewami, sadami (zasiedla zadrzewienia śródpolne, aleje, rzadko skraje lasów). Obecnie sierpówka występuje w całym kraju, najrzadsza jest jednak na północnym wschodzie Polski. Nie występuje w zwartych kompleksach leśnych i w regionach górskich. Sierpówki podlegają ochronie ścisłej.
Charakterystyka
To ptak mniejszy od gołębia miejskiego. Ma smukłą sylwetkę z długim ogonem. Upierzenie pastelowe, beżowo-popielate, pierś i brzuch płowo-żółte z różowawym nalotem. Na karku czarna pół-obroża z białym obramowaniem górnej krawędzi, zwana też „sierpem”, od którego wzięła się nazwa gatunkowa tego ptaka. Na spodzie ogona szeroki, biały końcowy prążek. Sterówki (od spodu) do połowy czarne, od połowy – białe. Nogi sierpówki są ciemno różowe, czasami wydają się czerwone. Młode ptaki nie mają pół-obroży, mają też bardziej matowe i brązowe upierzenie. Sierpówki zimą pojawiają się w stadach, są niezbyt płochliwe.
Systematyka
Rząd: Wróblowe
Rodzina: Jaskółkowate
Jaki jest każdy widzi. W Pasłęku jest kilka gniazd bocianich, a najsłynniejsze jest oczywiście to w drodze nad Jeziorko. Pod adresem strony https://paslek.webcamera.pl/ można cały czas podglądać mieszkańców tego gniazda.
Charakterystyka
Smukły, niewielki, niebiesko-czarny ptak o ceglastoczerwonym czole i podgardlu (pod którym metalicznie ciemnoniebieski pasek) oraz kremowobiałym spodzie ciała. Silnie wcięty ogon, widełki są najdłuższe u starych samców – do 7,5 cm głębokości. Skrzydła dość długie i wąskie, ostro zakończone. Słaby dymorfizm płciowy – obie płci ubarwione jednakowo, samice mają jedynie nieco krótsze zewnętrzne sterówki. Wierzch czarny z granatowym połyskiem, na piersi czarna obwódka, tej samej barwy obwódka na szyi. Mały, czarny dziób. Nogi drobne, czarne. Na spodniej stronie ogona białe plamy. Masa ciała ok. 16-21 g
Najstarsze krzyżówki, których wiek został oficjalnie potwierdzony, miały 29 lat. Bardzo podobna do kaczki krzyżówki jest krakwa. Wyróżnia się jednak białym lusterkiem na skrzydle (u krzyżówki jest niebieskie). Właściwie wszystkie kaczki, które znamy myślą tylko połową mózgu. W zależności od tego, jaka jest pora dnia, raz pracuje lewa, a raz prawa strona. Z czego to wynika? Każdy kiedyś chce odpocząć, a kaczki wypracowały sobie taki system, że jednocześnie mogą odpoczywać i czuwać nad swoim oraz stada bezpieczeństwem.
W Polsce kaczka krzyżówka jest ptakiem łownym, oraz podlega ona ochronie od 22 grudnia do 14 sierpnia.
Charakterystyka
Krzyżówki są ptakami o dość charakterystycznym ubarwieniu. Samiec w szacie godowej ma głowę o charakterystycznym zielonkawym ubarwieniu. Dziób pomarańczowy, nogi również.
W przypadku samic, ubarwienie jest całkowicie inne i mniej kontrastowe niż ubarwienie samca, po prostu nieco bardziej bledsze. Waga krzyżówki to nawet 1,5 kg.
Rząd: Wróblowate
Podrząd: Śpiewające
Rodzina: Krukowate
W stadach kawek panuje ścisła hierarchia. Dotyczy ona również łączenia się tych ptaków w pary. Samiec mający np. numer 10 w hierarchii stada kojarzy się z partnerką również zajmującą miejsce dziesiąte. W przypadku zmiany kolejności hierarchicznej kawek w strukturze stada zmianie ulegają również związki kawek. Przykładowo, jeżeli jeden z partnerów awansuje w stadzie, zawiera nowy związek z kawką, która poprzednio w strukturze stada znajdowała się od niego o jedną pozycję wyżej.
Na terenie Polski gatunek ten jest objęty ochroną gatunkową ścisłą, nie wolno także niszczyć gniazd (nawet tych założonych w kominach).
Charakterystyka
Wierzch głowy, grzbiet, skrzydła, ogon czarne. Tył głowy i szyja szare.
Dziób i nogi czarne. Oczy u starszych kawek jasnoniebieskie, u młodych osobników brudnobiałe z brązowymi plamkami.
Brak dymorfizmu płciowego.
Mamy Jeziorko, stawy hodowlane i .. to mamy też łabędzie. Łabędzie nieme mają bardzo dobry słuch i wzrok. Gatunek ten pozostaje większość czasu niemy, jak wskazuje na to nazwa, jednak nie znaczy to, iż nie mogą wydawać z siebie głosów. Dorosłe samce potrafią czasami syczeć, prychać lub szczekać jak szczenięta lub nawet gwizdać, jakkolwiek dźwięki te nie są wysokie, ani głośne z powodu prostej tchawicy. Także podczas lotu ptaki wydają dźwięki, jednak są one wynikiem pracy skrzydeł, a dźwięk ten który jest bardzo dobrze słyszalny jest opisywany jak melodyjne mruczenie lub tętnienia. Osobniki tego gatunku do komunikacji używają także mowy ciała, np.: aby zamanifestować swoją gotowość bojową samce wystawiają łukowato nad grzbietem pióra drugorzędowe skrzydeł.
Łabędź niemy jest bardzo dużym ptakiem wodnym. Mierzącym od 144cm do 158cm. Skrzydła po rozłożeniu osiągają długość rzędu: 2- 2,5 m. Samiec i samica są identyczne, poza tym, iż samiec jest większy. Pióra na całym ciele są śnieżnobiałe, jednak czasami spotyka się patki z brązowymi głowami i szyjami, jednak są to tylko przebarwienia od błota czy wody, które zawierały żelazo. Posiada długą szyję w kształcie litery S. Dziób jest koloru pomarańczowego z czarną nasadą i czubkiem. W odróżnieniu od innych gatunków łabędzi, np.: Łabędzia krzykliwego, kiedy ptak pływa jego szyja jest wygięta, a dziób jest opuszczony, tak jakby patrzył w wodę. Ptak ten zdolny jest do latania, podczas lotu prostuje szyję, a skrzydła pracują w powolny, regularny sposób.
Systematyka
Rząd:
Rodzina:
Gatunek:
Te wędrowne ptaki w naszym kraju są pod ochroną i zupełnie nie boją się ludzi, często budując swoje gniazda bezpośrednio na ziemi. Pliszka siwa buduje gniazdo zazwyczaj w pobliżu wody w płytkich zagłębieniach w ziemi lub przy budynkach, w stertach drewna. Wyprowadza dwa lęgi w roku w okresie kwiecień-maj, czerwiec-lipiec. Samica składa 5-6 jaj. Młode mają brązowoszare upierzenie.
Gatunek ten nie jest zagrożony wymarciem. Ma status LC w Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych. Podlega w naszym kraju ochronie gatunkowej.
Charakterystyka
Pliszka siwa jest często spotykanym ptakiem. Posiada charakterystyczne, czarno-biało-szare upierzenie. Ptak ma smukłą i zgrabną budowę. Zarówno samiec jak i samica maja podobną wielkość – ok 18 cm, dorównując wróblom, choć są od nich znacznie smuklejsze. U pliszek występuje upierzenie godowe oraz spoczynkowe. W upierzeniu godowym, grzbiet i skrzydła mają kolor siwy. Wierzch głowy i kark są z kolei czarne, a od spodu ich ciało jest białe. Samica i samiec mają bardzo podobne upierzenie godowe, zaś po okresie letniego pierzenia, w jego miejsce pojawia się upierzenie spoczynkowe. W nim, również obie płcie wyglądają podobnie – pióra sprawiają wrażenie lekko przybrudzone, a czarna cześć staje się jaśniejsza. Pliszka siwa w charakterystyczny sposób porusza swoim ogonem podczas przemieszczania się. To jeden ze znaków rozpoznawczych, wyróżniających gatunek spośród wielu innych ptaków. Ogon jest smukły i dość długi.
Systematyka
Rząd: wróblowe (Passeriformes)
Rodzina: muchołówki (Muscicapidae)
Gatunek: rudzik zwyczajny (Erithacus rubecula)
Jego śpiewy z reguły nigdy nie brzmią tak samo i choć powtarzane, zawsze mają nową modyfikację. Śpiewa od rana aż prawie do zmroku, gdy większość śpiewaków już milknie . W swój śpiew wplata frazy zasłyszane od innych śpiewaków.
Łączy się w pary na jeden sezon, lecz jeśli oboje partnerzy wrócą w to samo miejsce w kolejnym roku, mogą się ponownie skojarzyć. W okresie ustanawiania terytoriów samce prowadzą walki, kończących się nawet okaleczeniem. Samica przystępuje niekiedy do kolejnego lęgu, zanim jeszcze młode staną się lotne, wówczas opiekę przejmuje samiec. Dorastające młode opuszczają gniazdo przed osiągnięciem zdolności do lotu i ukrywają się w jego pobliżu. Młode uzyskują zdolność do lotu pa upływie 2 tygodni od przyjścia na świat, w pełni samodzielne są po kolejnych 16 – 24 dniach.
W zasadzie jest gatunkiem osiadłym i możemy go spotkać w kraju przez okres całego roku, choć część populacji zimuje w Europie zachodniej i południowo zachodniej Polsce. Wtedy można obserwować jego przeloty na przełomie marca–kwietnia i września–listopada. Zamieszkuje różnego rodzaju lasy i parki, sady, cmentarze oraz tereny miejskie.
Charakterystyka
Podobny do muchołówki małej ale zdecydowanie większy. Dorosłe osobniki maja oliwkowobrązowy wierzch ciała. Popielaty pas oddziela rudą plamę obejmującą twarz, przód szyi i pierś. Jasny spód. Samicę można odróżnić wyłącznie po plamie lęgowej wiosną. Młode nie maja charakterystycznej dla tego gatunku barwnej plamy. Na gardle, szyi i piersi maja plamisty wzór i jasno kreskowany wierzch ciała oraz żółte plamki na końcach skrzydeł. Najczęściej przebywa na ziemi, gdzie szybko skacze po niej z opuszczonymi lekko rozchylonymi skrzydłami. Charakterystycznym jest przysiadywanie i kiwanie ogonem.Broni swojego terytorium nie tylko oznaczając śpiewem, ale też aktywnie przeganiając inne samce .
Systematyka
Rząd: wróblowe (Passeriformes)
Rodzina: krukowate (Corvidae)
Gatunek: sroka {Pica pica}
Już od lutego młode roczne sroki dobierają się w pary by do końca maja wyprowadzić jeden tylko lęg w roku. Stare monogamiczne pary zamieszkują stałe terytorium przez wiele lat i choć są dość towarzyskimi ptakami zbierającymi się w srocze sejmiki, to jednak nie tolerują na swym terytorium innych osobników w okresie rozrodu i wychowywania młodych.
Gniazda budowane są w stabilnych miejscach wysoko nad ziemią w koronach drzew ale też w krzaczastych stabilnych zaroślach np. tarniny. Jako jedyny z krukowatych buduje zadaszenie nad gniazdem choć młode osobniki nabierają tej umiejętności dopiero z wiekiem. Gniazdo przybiera kulisty kształt z wlotem i wylotem. Mimo dużych rozmiarów jest słabo widoczne, i dopiero po opadnięciu liści można je dostrzec. Często gniazda srok są zasiedlane prze inne ptaki nie budujące samodzielnie. Często są to jedne z kilku gniazd które sroki budują jednocześnie. Wykańczają budowę tylko jednego wybranego.
Od końca marca w odstępach 1 do 3 dni samica składa średnio 5 jaj i wysiaduje je przez 21–22 dni. Młode karmione są przez oboje rodziców. Po osiągnięciu dojrzałości najczęściej zostają sąsiadami rodziców zajmując sąsiednie terytoria.
W środowisku miejskim wypierają drozdy i kosy.
Charakterystyka
Jeden z najpopularniejszych osiadłych ptaków lęgowych o wyjątkowo charakterystycznym upierzeniu wielkości niemal gołębia. Samice nieco mniejsze o krótszym ogonie niż u samca. Biały brzuch, boki i barkówki ostro odcinające się od czarnej reszty upierzenia. Duże białe pola na lotkach o czarnych metalicznych krawędziach. W locie kształt skrzydeł półokrągły . Nogi i dziób czarne.
Ptak niezwykle spostrzegawczy i ciekawski. Zajmuje stałe terytorium przez całe swe życie stąd żywo interesuje się wszelkimi „nowościami” w obszarze swego terytorium. Mitem jest twierdzenie o predyspozycji do kradzieży biżuterii. Sroka woli zabrać ze sobą znalezisko z jej terytorium, by się przyjrzeć mu w bezpiecznych warunkach. Wyczulona na zagrożenia wszczyna alarm nawet na widok bardzo odległego drapieżnika niczym sójka w lesie. Po ziemi przemieszcza się podskokami a długi ogon nie przeszkadza jej w sprawnym poruszaniu się w gąszczu krzaków.
Sikorka bogatka jest licznym ptakiem lęgowym. Nie zakłada gniazd, najczęściej zajmuje stare dziuple w drzewach, oraz korzysta z budek lęgowych.
W Polsce jest gatunkiem podlegającym ochronie gatunkowej.
Charakterystyka
Sikorka bogatka zwyczajna posiada bardzo piękne, barwne upierzenie, które u obu płci jest dość podobne. Ciekawy, oliwkowozielony grzbiet, ładnie kontrastuje z intensywnie żółtym brzuszkiem i pokrytą czarnymi, lśniącymi piórkami główką. Cechą charakterystyczną bogatki są duże, białe plamy na policzkach oraz szeroki, czarny pas, przechodzący przez środek żółtej piersi oraz brzucha. U samic jest on nieco węższy oraz krótszy (kończy się na wysokości łapek), natomiast u samców jest szerszy i ciągnie się aż do ogona, który u wszystkich bogatek ma szaroczarną barwę. Skrzydła ptaków są szaroniebieskie, ozdobione białym, poprzecznym prążkiem.
Systematyka
Rząd: wróblowe (Passeriformes)
Rodzina: szpakowate (Sturnidae)
Gatunek: szpak zwyczajny (Sturnus vulgaris)
Po powrocie z zimowisk szpaki zajmują zazwyczaj te same miejsca lub w razie ich braku przepędzają agresywnie inne ptaki z zajętych miejsc. Chętnie zasiedlają budki lęgowe i dziuple o otworach 5 cm.
Wszędobylski ptak którego pierwotnym środowiskiem był las i jego obrzeża. Z powodzeniem zaadoptował się w środowisku zarówno wiejskim jak i miejskim z zadrzewieniami. Wystawiając budkę lęgową np. w ogrodzie działkowym można liczyć na szybkie zamieszkanie szpaka przy tak wyśmienitej stołówce. Z braku miejsca potrafi uwić gniazdo z traw i miękkich gałązek w osłoniętym mało widocznym miejscu pod dachem , za rynną lub innym elementem konstrukcyjnym budynku.
Po okresie lęgowym stada szpaków zbierają się na noclegi w wybranych miejscach w pobliżu wody w której chętnie się często kąpią. Kilkutysięczne stada szykujące się do odlotu na zimowiska nocują w trzcinach a ich kąpiel w płytkiej wodzie jest równie głośna jak ciągły świergot.
Część populacji północnej może zimować w kraju na obszarach bez śniegu a populację krajową zastępuje zalatująca na zimowisko z północno wschodnich rejonów Europy.
Charakterystyka
Pospolity, towarzyski, mało płochliwy ptak wielkości nieomal kosa o nieco bardziej krępej budowie. W skutek ścierania się krawędzi upierzenia zmienia się wygląd osobników. Upierzenie jest w zasadzie czarne połyskujące metalicznie odcieniem zieleni. Końcówki piór okrywowych są bardzo jasne tworząc wzór podobny do litery V, który u samic jest bardzo wyraźny i długo widoczny. Stąd też wzięło się określenie „szpakowaty” na kolor włosów. Dziób jasny żółty, u nasady niebieskawy u samców a u samic bardziej cielisty, ciemny kantarek, nogi w odcieniu czerwieni od zbliżonego do marchewki poprzez czerwony do brunatnego. Taki wygląd barwny po zimie utrzymuje się przez okres godowy. Krawędzie piór są siwe i ścierają się w ciągu lata nadając ptakowi wygląd niemal jednolicie czarny.
Młode osobniki są szarobrązowe, dopiero jesienią pokrywają się stopniowo czarnym upierzeniem.
To dość uparty ptak zwłaszcza będąc w stadzie, powraca na miejsce skąd został wypłoszony nawet wielokrotnie.
Systematyka
Rząd: wróblowe (Passeriformes)
Rodzina: wróble (Passeridae)
Gatunek: wróbel zwyczajny (Passer domesticus)
Gniazda zakładane na drzewach lub w słabiej chronionych miejscach są dużymi, kulistymi budowlami z wejściem z boku, składającymi się ze słomy, pierza, suchych traw, szmat, papieru itp. Taki sposób budowy gniazda (zakrytego od góry dla ochrony przed słońcem) rzadko spotyka się w klimacie umiarkowanym i wskazuje na obce pochodzenie wróbla z klimatu znacznie cieplejszego niż nasz.
W porze gniazdowania wróble są agresywne w stosunku do innych wróbli oraz innych drobnych ptaków. Niekiedy wróble zakładają swoje gniazdo na szczycie zamieszkałego gniazda innego ptaka z żywymi pisklętami lub w szczelinach np. gniazda bociana.
Wróble są monogamiczne i żyją w długotrwałych, wielosezonowych związkach. Samce tokują, zabiegając o samicę specyficzną postawą i wabiącym głosem.
Niedojrzałe jeszcze wróble łączą się w stada, które wspólnie żerują i nocują. Na jesieni, po okresie pierzenia, dołączają do nich osobniki dorosłe. Średnia długość życia wróbla to 10 lat.
Bardzo rzadko spotykany z dala od ludzkich siedzib. Ptak osiadły. Wróbel domowy gnieździ się w załomach murów, szczelinach budynków, dziuplach, wśród gałązek krzewów i żywopłotów, jak również wśród pędów dzikiego wina i bluszczu pokrywającego ściany budynków. Zajmuje również budki lęgowe oraz gniazda jaskółek i bocianów.
Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody uznała go za gatunek wymierający. We wszystkich krajach UE objęty jest całoroczną ochroną.
Dzień 20 marca od kilku lat obchodzony jest jako Międzynarodowy Dzień Wróbla.
Charakterystyka
U samca wierzch ciała brązowy z ciemniejszymi, podłużnymi paskami, kuper i spód ciała – szare. Policzki białawe, szare ciemię z kasztanowymi bokami, kasztanowy kark, brak czarnej plamki na policzku typowej dla mazurka. Wyraźny biały pasek pokrywowy. Czarny śliniak, kantarek i okolice oka. Przy zewnętrznej części oka bardzo mała, biała plamka. Dziób w okresie lęgowym czarny, a poza nim szaro-beżowy a nogi brązowe lub brązowawo-różowe. Samice o szarobrązowym upierzeniu, na grzbiecie paskowanym, bez wyraźnych cech charakterystycznych. Nad okiem nie zawsze wyraźna jaśniejsza brew. Młode podobne do samic, przy czym młody samczyk ma podbródek ciemny, a samiczka – prawie biały. Po ok. 2 miesiącach od wyklucia, młode stają się podobne do ptaków dorosłych. Po okresie lęgowym samce przepierzają się całkowicie. Na wiosnę dopiero ukazuje się kolorowe upierzenie wróbla. Charakterystyczna jest dla tych ptaków przycupnięta postawa, ze zgiętymi nogami, gdy siedzi oraz dość niezdarny, „wiercący” się lot z nieustannymi furkoczącymi uderzeniami skrzydeł. Wróble uwielbiają kąpiele. Kąpią się nie tylko w wodzie, ale także w piachu i w pyle. Wygrzebują dołek, w którym kręcą się, obsypując piaskiem i intensywnie trzepiąc piórkami, żeby pozbyć się pasożytów.
Sto lat samotności (Gabriel Garcia Marquez)
Sto lat samotności (Gabriel Garcia Marquez)