Imię róży (Umberto Eco)

Znane mi wyjaśnienia pochodzenia nazwy naszej miejscowości ograniczają się jedynie do analizy etymologicznej. Nie spotkałem się nigdy z opracowaniem omawiającym fakt nadania tej nazwy po II wojnie światowej tzn. kto i kiedy podjął decyzję o zmianie nazwy jaka obowiązywała w Rzeczypospolitej tj. Holąd Pruski na Pasłęk. Na polskiej przedwojennej mapce widzimy nazwy miast pruskich obowiązujące w Polsce. Polska administracja powojenna największy dylemat miała właśnie z naszym miastem. W trakcie poszukiwań natrafiłem na ciekawe dzieło: „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”. W tomie III, wydanym w 1882 roku, widnieje hasło opisujące nasze miasto – Holąd Pruski.
„Wikipedia: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego – słownik encyklopedyczny wydany w latach 1880–1902 w Warszawie przez Filipa Sulimierskiego, Bronisława Chlebowskiego i Władysława Walewskiego; rejestrował toponimy z obszaru Rzeczypospolitej Obojga Narodów[1] oraz niektórych terenów ościennych (m.in. części Śląska, czy Prus Książęcych) …Dzieło to, wydane pod tytułem pozwalającym uniknąć ingerencji cenzury carskiej, stanowi opis prawie wszystkich miejscowości z terenów, które obejmowała pierwsza Rzeczpospolita w swych największych historycznych granicach. W ten sposób hasła obejmują zarówno regiony, miasta, wsie i osady, jak i rzeki, jeziora i szczyty górskie…”
Przepisałem hasło z należytą starannością, jednak gramatyka tego tekstu znacznie odbiega od obecnej. Miejscami ten sam wyraz jest pisany dużą a raz małą literą. Często występują połączenia dwóch wyrazów. Treść tego słownika powstała na bazie akcji zorganizowanej przez jego autorów, której kluczowym elementem było przesyłanie haseł geograficznych na adres wydawców – taka ówczesna Wikipedia. Stąd zapewne wiele niedoskonałości zarówno merytorycznych jak i stylistycznych. Były to przecież czasy zaborów, braku powszechnej oświaty (umiejętność pisania była większości społeczeństwa nie znana), no i przede wszystkim braku możliwości sprawdzenia informacji. Nikt dzisiaj nie napisałbym, że z zamku (jaki wysoki by nie był) widać Gdańsk i Malbork. Tekst jednak rodzi wiele ciekawych pytań, na które odpowiedzi, mam nadzieję, znajdą nasi historycy. Na dobry początek: kim był autor treści hasło – kś. F. ?
„Holąd Pruski, zwany także Pasłęk (Kętrz.) zapewne od najdawniejszego posiadacza Pazlok, albo Wąska (Weseke), od położenia swego nad rz. Wąską, po niem. Preuss. Holland, miasto powiatowe w Prusach wschodnich, w obwodzie regenc. Królewieckim, na bitym trakcie holandzko-miłomłyńskim, orneckim i elbląskim, 3 mile od Elbląga, 14 od Królewca, pod 410 geogr. dług. i 540 szerok., 99 stóp nad poziom morza. H. jest najznaczniejszy z 20 miast tak zw. Hokerlandyi czyli Pogezanii dawniejszej. Ma piękne położenie nad rz. Wąską (Weseke Fl.). Ćwierć mili powyżej miasta pod wsią Greisings odłączony jest za pomocą obmyślanych przez Kopernika przyrządów kanał osobny od tej rzeki zwany po niem. Neu Weseke, którym wpda sprowadza się 80 stóp wysoko do miasta, pędzi młyny, napełnia studnie miejskie (dawniej i fosy zamku zasilał) i łączy się poza miastem z Starą Wąską. Miasto jest prawie naokół murem otoczone, dość dobrze zabudowane. Domów liczy około 400, mieszk. 5100, po największej części Niemców i lutrów. Znajdują się ti zwykłe władze powiatowe, kościół stary luterski, kościół nowozałożony misyjny katolicki, synagoga, szkoła realna, kilka szkół elementarnych, stacya pocztowa i telegraficzna itd. Najbliższa stacya kolei żel. w Güldenboden 2 mile odległa. Z pomiędzy zabudowań na szczególną uwagę zasługuje zamek tutejszy, którego ruiny pozostałe teraz jeszcze świadczą o bardzo szerokich rozmiarach i niemałemu znaczeniu. Zbudowany jest na wyniosłem wzgórzu, zkąd daleki widok dosięga aż Gdańska i Malborka. Dokoła wysokiemi murami, fosami głębokiemi otoczony, był przedtem obronny. Poprzez mosty wodzone jedna tylko brama na zamek prowadziła. Fossy były szerokości 60 stóp, głębokie 40 stóp, wodą kiedyś zapełnione. Jakich był rozmiarów ten zamek, powziąć można niejakie wyobrażenie, jeżeli się doda, że obecnie kiedy już tylko tylna część zamku pozostała, mieszczę się w nim nie tylko wszelkie klasy, coś około 7 szkół elementar. ale i kościół reformowany, magazyn wielki dla kilku regimentów wojskowych, więzienie, sikawki miejskie, szpital wojskowy, mieszkania dla kilku urzędników, sala na zgromadzenia towarz. biblijnego, amatorski teatr. itd. W środku podwórza zamkowego znajduje się studnia dość dobrze zachowana, niezmiernie głęboka, do której kamień gdy rzucisz, śmiało i do 30 naliczyć możesz, zanim kamień o grunt uderzy (wyraźnie tal opisują w uczonych zresztą Preuss.Provinc. Blätter r. 1838). Także i chodnik faktycznie znajduje się tu, od zamku dość głęboko, bo pod łożyskiem znacznie niżej płynącej rzeki Wąski, około pół mili aż do wsi Robity poprowadzony. Jest on cały mocno murowany, sklepiony, wysoki na chłopa i dobrze dotąd utrzymany. Fossy i wały są obecnie zrównane i na piękne spacerniki pozamieniane. Kościół tutejszy parafialny jest bardzo stary, istniał już r. 1293, posiada między innemi piękny i wielki organ. Inny kościół św. Jerzego pomniejszy znajduje się poza miastem, na cmentarzu, w którym zazwyczaj mowy pogrzebowe miewają, R. 1826 bardzo już nadrujnowany, miał być obalony, rok potem jednak prawie nanowo i zgruntu wzniesiony. Przed reformacyą był i klasztor w mieście, ale potem zaginął, i dziś nikt o nim nic nie wie. Także i szpital istniał za krzyżaków bardzo bogato uposażony i obszerny. Dla chorych był przy nim osobny kościół zbudowany. Przełożonymi szpitala był jeden z braci krzyżaków, zwany po niem. Splittler, i proboszcz zakładu. Do odprawiania nabożeństwa i duchownej obsługi chorych utrzymywano jeszcze 7 wikarych. Fundowany jest ten szpital roku 1396 przez mistrza w. krzyżackiego Konrada von Jungingen. R. 1426 Mikołaj Wilkop von Terbobitz zapisał wszystkie swoje dobra szpitalowi. Oprócz tego posiadał on jeszcze od innych dawców wolne mlewo w tutejszym młynie, łąki i ogrody przy mieście, wolną rybitwę w Druznie, 10 włók roli we wsi Kajty, czynsze znaczne doroczne, wieś Buchwitzhof w elbląskiem itd. Tutejsza szkoła realna dotąd istniejąca (Lateinschule), fundowana r. 1534, budowana 1618. Pod względem historii miasta tyle wiadomo, że osada istniała na tem miejscu od dawna; także i gród warowny istniał. Jak powyżej wspomniano, nazywał się pierwotnie (czysto po słowiańsku prawdopodobnie?) Pasłęk, Patzlok od posiadacza swego pierwszego i Weseke od rzeki Weseke, która przy nim płynęła, Dopiero kiedy to, czasu zapewne bojów krzyżackich, z Holandyi nowi i bogaci osadnicy przybyli, nazwę teraźniejszą Pruski Holąd otrzymała, A stało się to przybycie z dalekiej aż Holandyi takim sposobem, że tam niejaki Gisbert, pan Amsterdamu, wraz z wielu szlachty uczynili spisek morderczy naprzeciwko ks. Florencyuszowi V, dlatego za karę kraj swój opuścić musieli i tu się osiedlili. Dokładnie rozwodzi się o tem pisarz holenderski Jan von Vondel r. 1637. A i na ratuszu dawniejszym był stary napis, który to opowiadanie potwierdzał:
Urbs haec a Batavis refugis, Hollandia tanquam Tutamen, structa et nomen adepta fuit. Si Cereale Solum, prospectum et reliqua cernas, In Regno paucas dixeris esse pares.
Podług dokumentu fundowane zostało miasto r. 1297. Kiedyby zamek 1-szy raz był zbudowany, nikąd nie wiadomo. Tyle jednak pewna, że krzyżacy go w należytym stanie utrzymywali i komturów swoich osadzili. Znani holądzcy komturowie: Henryk vo Licker 1331-133, Henryk von Boventin 1334, Ludolf vo Bussinburg 1337, Konrad von Kuschewitz 1349-1354, Konrad von Lichtenhain 1467-1473, Filip von Angelach 1473-1484, Konrad von Lichenhain 1485-1487, Emeryk von Drahe 1489-1492, Szymon von Drahe 1492-1499, Wilhelm von Schaunberg 1501, Jerzy von Truchscs 1506, Michał von Drahe 1514, Lernard von Castelalter 1517. R. 1410 po bitwie pod Grunwaldem zamek tutejszy przez Polaków wzięty i od króla Władysława księciu Witoldowi sprzedany, po krótkim czasie znowu został Krzyżakom ustąpiony. R. 1454 zamek i miasto dobrowolnie pod opiekę Polski poddało się. Po niejakim czasie przez Krzyżaków zdobyte, r. 1556 ponownie polakom oddane, w mocy ich przez dłuższy czas spokojnie trzymało się. R. 1463 zdarzyło się, że główna załoga polska ztąd wyszła. Zaraz z tego zdrajcy niektórzy skorzystali i wojsko krzyżackie pod wodzą Henryka von Plauen zawoławszy, miasto im oddali. W zamku jednak mężnie broniła się pozostała garstka polaków. O czem posłyszawszy Piotr Dunin pod Gniewem stojący, natychmiast pod H. z wojskiem swojem pociągnął i krzyżaków z miasta wyparł. R. 1466 po drugi raz Henryk von Plauen na H. następował, ale i teraz na głowę porażony, cofnął się. Pomimo to pokojem toruńskim H. odstąpiony został krzyżakom. R. 1480 odbywały się tu przez kilka tygodni zjazdy i narady licznych wydelegowanych tak z pod krzyżaków jako i z Pruss królewskich pod osobistem kierownictwem mistrza v. Marcina, którzy, jak Niemcy donoszą, straty wynikłe w uprzednich wojnach obliczali. R. 1496 panowała w H. i w całej okolicy straszna nędza, za 4 włóki płacono 120 m. R. 1520 z powodu wojny polacy połączenie z elblążanami i gdańszczanami naszli Holąd i zamek zdobyli d. 30 kwietnia. Dowódzca załogi tutejszej sam mistrz krzyżacki Albrecht został raniony i zaledwie życie ocalił, uchodząc przebrany. Zamek holądzki został podówczas prawie zupełnie zrujnowany. Polacy trzymali teraz Holąd aż do r. 152, kiedy go na mocy pokoju krakowskiego napowrót oddali krzyżakom. Odtąd zlutrzały już krzyżak Albrecht zniósł komturów tutejszych i osadził w ich miejsce świeckich starostów (Hauptleute). Znani są z tego czasu następujący holądzcy starostowie: Ecke von Krockow 1560, Achacy Czema 1563, Fryderyk Hondorf 1571, Krzysztof Czema 1576, Fryderyk von Jantzen 1587, Sebastyan von Gerhardt 1606, Erhard von Kuhnheim 1626, Hans von Rauter 1636, Samuel v. Willmsdorf 1653, Hans Albrecht von Rauler 1592, Jerzy Wilh. von Littwitz 1603, Henryk von Hochwald 1697, Ernst graf von Dönhoff 1698, Krysztof burgraf und von Dohna 1701. Ze zdarzeń hisatorycznych są jeszcze zapiski. R. 153 wskutek wojen i niepowodzeń panowało tu wielkie ubóstwo: za do płacono m. 6, a za plac cały do budowli w mieście 3 m. (t.j. pół talara). R. 1533 otrzymało miasto przywilej odbywać 3 doroczne targi i 2 w tygodniu. Przytem i t.z.jus stapulae oddawna tu używane potwierdzone zostało. R. 1536 całe miasto zgorzało z wyjątkiem ratusza i fary. R. 1543 zaledwie w części odbudowane, ponownie zgorzało i to z okazyi odwiedzin księcia Albrechta, którego służba przez nieostrożność ogień zapruszyła. Za to pozwolił im książę do odbudowania domów użyć drzewa z innego materyału pozostałego po zburzonym r. 1520 przez Polaków zamku. Następca Albrechta margraf brandenburski Jerzy Fryderyk kazał potem zamek zupełnie znowa, jak później był i teraz jeszcze w ruinach się okazuje, odbudować. Świadczy o tem zachowany dotąd jeszcze napis stary, który był w murze zamku umieszczony: V.G.G.V.W.A.I.S.Z.G.H.B.Z.N.V.F.Z.R., Von Gottes Gnaden George Fridrich Margraf zu Brandenburg in Preussen zu Stettin Pomern der Cassuben und Wenden auch in Schlesien zu Grossen Herzog Burgraf zu Nürnberg und Fürst zu Rügen. R. 1598 tenże margraf Jerzy Fryderyk przyjmował tu hołd od miasta w nowo-zbudowanym zamku. R. 1610 był pożar w mieście, także morowe powietrze pierwszy raz się ukazało. Ponownie srożyło się powietrze r. 1620, 1625. R. 1626 d. 27 lipca nadciągnął Gustaw Adolf z wojskiem pod miasto, rozłożył obóz, szańcami dotąd trwającemi się okopał i na dobre myślał miasto szturmować. Odciągnął jednak d. 7 sierpnia, otrzymawszy okupu 14,000 m. R. 1627 d. 29 października znowu tu przybył z całą swoją armią i miasto zajął/ Po trzech dniach wyruszył pod Elbląg, zostawiwszy załogi 1000 szwedów. R. 1628 wojsko polskie z obozu pod Malborkiem miasto zajęło i okolice pustoszyło. R. 1635 d. 24 stycznia angielscy i brandenburscy posłowie podpisali traktat pokojowy pomiędzy Polską a Szwedami we farze tutejszej na trójkątnym kamiennym stole. R. 1656 król szwedzki Karol Gustaw i kurfirst brandenburski Fryderyk Wilh. mieli tu naradę i zjazd przez kilka dni, który ich jako przyjaciół miał połączyć; odjechali dobrze sobie nawzajem życząc. R. 1657 morowe powietrze panowało w mieście. R. 1659 mimo życzeń i zobowiązań dawniejszych szwedzi z całą mocą oblegali miasto, ale zdobyć nie mogli, ponieważ mieszkańcy, wszyscy się uzbroiwszy, cudów waleczności i męztwa dokonywali. Roku 1663 i 1695 miasto wiele ucierpiało przez pożar. R. 1690 nadany został przywilej aptece tutejszej. R. 1758 wojsko rosyjskie pod wodzą generała Panina miasto i zamek wzięło i przez niejaki czas trzymało. R. 1762 po śmierci Elżbiety składało miasto przysięgę wierności nowemu następcy, carowi Piotrowi d. 25 stycznia. R. 1807 dnia 20 stycznia oddziały wojska francuskiego pod wodzą księcia Ponte Corvo (późniejszego króla szwedzkiego), wysadziwszy załogę pruską, miasto i zamek zdobyły w liczbie 24000 ludzi. Zaraz następnego dnia odciągnął ten oddział do Elbląga (ob.), tu zaś przeniósł się główno dowodzący armią francuską książę Barnadotte z całym swoim sztabem i przelicznem wojskiem. Miasto wtedy bardzo podupadło i zubożało dła ciągłych podatków. Dnia 25 stycznia wyszli francuzi, a weszli prusacy. Dnia 8 lutego znowu przybyło wojsko francuskie z księciem Ponte Corvo i zostało aż do końca r. 1808. R. 1812 począwszy od 3 kwietnia aż do końca niemal grudnia przechodzili francuzi ku Rosyi; w mieście i okolicy rozkwaterowywani, uwiedli ze sobą wszystko bydło, konie, wozy do Rosyi. Od początku stycznia 1813 r. wracali francuzi w wielkiej nędzy. Dnia 8 stycznia 1-sze wojsko rosyjskie przybyło. R. 1818 H. miastem powiatowym ogłoszony. R. 1820 wyszła załoga z miasta, zawsze przedtem będąca, i nigdy już więcej załogi nie było. Przez to niemało dochodów ubyło. W ogóle holądczanie nie bardzo są zadowoleni z rozwoju nowszych swych dziejów. Narzekają, ze dawniej większy ruch, handel, dobrobyt panował w mieście. Przedtem trakt główny berlińsko-królewiecki wiódł tu przez miasto, poczty jedne odchodziły, drugie przychodziły, a gości wciąż wiele bywało. Teraz wszystko kolej zabiera, o 9 kil. jeszcze odległa: Güldenboden. Nawet nowy trakt bity znacznie poza miastem prowadzony. Opowiadają też jeszcze, że tu i okręty przybijały kiedyś pod H. O czem są niezbite dowody. Aż do niedawnego czasu widywano w murze przyległym rzece grube koła żelazne, do których statki przymocowywano. A nietak dawno wykopano w rzece Wąskiej znaczne szczątki, niektóre już skamieniałe, po okrętach. Były i rzemiosła, przemysł w wysokiej mierze rozwinięte. Miasto słynęło z wyrobów swoich, piwo holądzkie, sukno daleki miało odbyt. Przedtem niemal każcy dom w mieście był zarazem składem towarów tu wyrabianych. Ztąd dziś jeszcze stare domy okazują przednie pokoje jakby u kupców nadzwyczaj wielkie. Teraz zastój i cisza w mieście. Chyba targi doroczne nieco ruchu dodadzą, których jest ogółem 10, 4 kramne po dwa dni trwające i 6 na bydło i konie. Z r. 1831 jest jeszcze do zapisania, że d. 17 lipca rz. Wąska nagle pod wieczór bardzo wezbrała. Całe dolne miasto przy młynach stało w wodzie, i tylko z wielkim niebezpieczeństwem zdołano ludzi wyratować na koniach. Ob. Dr. Creutzwieser, Beiträge zu einer historisch – statist. Topographie von Pr. Holland, w Preuss. Prov. Blätter, tom XIX str. 381. Powiat holądzki został nowoutworzony razem z ostródzkim z wielkiego morąskiego powiatu r. 1818. Obszaru zajmuje mil kwadr. niespełna 16. Na północ i wschód styka się z pow. braniewskim, na południe z morąskim, na zachód z malborskim i elbląskim. Mias 2 liczy: Holąd i Młynary (Mühlhansen). Kolej jedna berlińsko-królewiecka wierze przez powiat, która tu ma stacye 2, w Schlobitten i Młynarach. Trakty bite w różnych kierunkach prowadzą do wszystkich niemal miast pobliskich, jako do Elbląga, Młynar, Ornety, Zalewa i.t.d., nie licząc Holądu. Także i wodne drogi przechodzą prze powiat, szczególnie kanał elbląsko-mazurski, Łączący jezioro Druzno z jeziorami mazurskiemi. Wielkiego jeziora Druzna należy około połowa do powiatu: innych znaczniejszych jeziór nie ma. Rzeki nagłówniejsze dwie: Weska (zapewne Wąska) z pod wsi Weskenit, sprowadza osobnym kanałem (Nowa Weska) wodę do miasta Holądu, przyjmuje du dopływ Syrwis i Klepę, uchodzi do Druzna. Kiedyś okręty nosiła, obecnie niespławna. Dzierzgoń (Sorge Fl.) płynie granicą pomiędzy holądzkim a malborskim i elbląskim powiatem bliżej ujścia do Druzna jest spławna dla mniejszych statków. Lasy tylko po mniejszych rozdzielonych przestrzeniach znajdują się. Ludność niemiecka i luterska. Jeden kościół katolicki misyjny znajduje się na cały powiat w Holądzie. Pomiędzy protestantami szczególnie u szlachty rozszerzona jest sekta zwana gichtelianów, przez Jana Jerzego Gichtel założona. Urodził się ów Gichtel w Regensburgu r. 1638 i był adwokatem. Później popadł w fałszywe religijne marzenia. Gichtelianie zowią siebie: bracia anielscy (Engelsbrüder), ponieważ myślą być świętymi i chcą żyć jak anieli. Małżeństwo jako złe potępiają. Ztąd jedynie tylko nieżonaci albo od żon uwolnieni, mogą zostać braćmi. Do Prus tę sektę gorliwy ich zwolennik hr. Denhof, który położone tu obszerne dobra swoje Hohendorf (ob.) dla nich zapisał (około 200000 tal. wartości). Oprócz tego posiadają znaczne kapitały, Każdoczesny przełożony sekty jest wobec rządu prawym właścicielem wspólnego majątku. Powiadają, że kto do tej sekty się zapisze, biedy nie ucierpi.
Kś. F.”
O znalezieniu wszelkich błędów w przepisywaniu tekstu hasła proszę informować na adres redakcji. Tekst, mam nadzieję, stanie się w przyszłości częścią cyfrowego archiwum wiedzy o Pasłęku mieszczącego się np. w Bibliotece Publicznej .
Roman Cichocki
Opowiadania kołymskie nie jest książką, którą mogę przeczytać jednym tchem od deski do deski. Co prawda tłumacz zachęca do jej przeczytania wszystkich opowiadań, wiedząc zapewne, że każda z opowiedzianych historii choć tak różna jest łatwa do przewidzenia jak pogoda na Syberii.
Każde opowiadanie jest krótkie na kilka stron. Brak jest między nimi wyraźnego powiązania. Każde zdarzenie opisane jest chłodno, bez emocji. Wgłębiając się w kolejne strony książki sam zamieniałem się w zimną kulę śniegu.
Warłam Abramow zebrał historie, których sam doświadczył jako syberyjski zesłaniec. Realność tych opowiadań uświadamia czytelnikowi okrucieństwa nieludzkich totalitaryzmów, które mogą dotknąć każdego. W czytaniu nie przeszkadza, ale wręcz uwiarygadnia styl jakim posługuje się autor. Ręce, które przez lata w mrozie trzymały tylko kilof lub łopatę nie mogą lekko, kwieciście opisywać tego co przeżyły.
To jest książka, którą warto mieć w swojej biblioteczce by od czasu do czasu przeczytać jedno z dziesiątek opowiadań.
Historia powstania dzieła jest co najmniej dziwna. Życie autora i jego śmierć również. Treść książki idealnie wpisuje się w ten krajobraz. Była pisana na przełomie XVIII i XIX wieku, przez około 10 lat (!). Wydano ją wiele lat po śmierci autora. Jako, że nieznana jest wizja autora, powieść wydawana jest w różnych wersjach mających istotny wpływ na jej odbiór przez czytelnika. Napisał ją Polak, po francusku, a główna akcja rozgrywa się w Hiszpanii. Była to zapewne książka w swej formie i treści wyprzedzająca swą epokę (oświecenie) o kilkadziesiąt lat. Równie dobrze jej autorem mógłby zostać jeden z dzisiejszych pisarzy.
Koniecznie należy wspomnieć o stylu tej powieści. „Autor zbudował swoją powieść posługując się kompozycją szkatułkową (ramową). Powieść podzielona jest na 66 dni. Składa się z wielu wątków tworzących różne opowiadania.” (wikipedia)
Jeśli napiszę, że narrator znajduje rękopis, w którym kolejny narrator opisuje swoje losy, w trakcie których spotyka postaci, którym opowiada swoje dzieciństwo, w którym poznaje historie innych ludzi to wrażenie podobieństwa do rosyjskich matrioszek jest całkiem trafne. Ważne jest by nie zgubić wątku, a to wydaje się wręcz niemożliwe. Po pierwszej, nieudanej próbie,
wróciłem, tym razem lepiej przygotowany, do czytania tej intrygującej powieści. Przygotowanie to polegało na używaniu dwóch zakładek, wykonywaniu notatek (efektem jest poniższy schemat powieści) oraz czytania całych historii opowiadanych przez bohaterów (wymagało to przeskakiwania rozdziałów i powracania do miejsc pominiętych).
Główny bohater Alfons van Worden, kapitan gwardii walońskiej, stara się dotrzeć do Madrytu. Po drodze spotyka różnych ludzi: pobożnych chrześcijan i muzułmanów, wyjętych spod prawa, duchy, kabalistów… Aby nie zagubić się w w „szufladach” labiryntu tej powieści prezentuję poniżej „mapę”, którą wykonałem w trakcie czytania by nie zagubić wątku .
Na podstawie tej powieści w 1965 roku Wojciech Hass nakręcił film, który dzisiaj owiany jest wieloma legendami. Podobnie do książki powstało kilka jego wersji. Wynikło to z faktu bardzo chłodnego przyjęcia flmu zarówno przez krytyków jak i widzów. Wydawał się być zbyt długi i zbyt skomplikowany w swej fabule. Mnie jednak to nie zniechęca. Grały w nim przecież same legendy polskiego kina. Mam nadzieję, że skoro przebrnąłem przez tę ciekawą książkę to film też ogarnę nie zażywającą żadnych środków odurzających.
I pomyśleć tylko, że zakończenie jest takie oczywiste.
Roman Cichocki
Książka nie dla każdego. Zanim przeczytasz posłuchaj piosenki The Beatles pod tym samym tytułem. Nastrój piosenki idealnie współgra z nastrojem powieści . Jeśli nie byłeś w Japonii, albo nie czujesz choć trochę „klimatu” tego kraju to wejdź do Internetu i pooglądaj zdjęcia Tokio, Nary oraz krajobrazów japońskich plaż i gór. Watanabe, główny bohater powieści, dużo czyta i słucha zachodniej muzyki. Czułem prawie obowiązek przeczytania tego co czytał bohater i posłuchania tego co grało w tle tej książki.
To nie jest książka dla tych, którzy czytają szybko, pomijają opisy, nie znoszą dramatów albo opisów seksu. Należy przebrnąć przez pierwsze 40 stron (to częsty motyw), a potem „popłyniesz” do końca i zaczniesz czytać kolejną książkę tego autora. Jest też taka możliwość, że nie lubisz zgłębiać psychiki innych ludzi, zastanawiać się nad motywami ich działań, trzymasz się z dala od potencjalnych samobójców i tych, którzy w życiu sobie nie radzą to tym bardziej powinieneś przeczytać to dzieło. Może dzięki niej dostrzeżesz urok „zwykłego” życia.
Epilog, z którego niewiele wynika, jest na początku książki, dlatego po jej skończeniu warto przeczytać ponownie pierwszy rozdział. Akcja powieści rozgrywa się na przełomie lat 60 i 70 XX wieku (głównie w roku 1969). Młody chłopak wchodzi w dorosłe życie. Miłość, seks, śmierć, szkoła i „normalne”, studenckie życie, w rytmie piosenki „Norwegian wood”, towarzyszą Watanabe przez całą książkę, czyli czas kiedy stawał się dorosłym. W powieści najbardziej urzekający jest klimat jaki autor osiągnął szczegółowo opisując wszystko co było miejscem akcji, rysując precyzyjnie myśli i zachowania bohaterów, a do tego wolne tempo akcji. Dla niektórych z pewnością będzie to powodem, aby książkę uznać za nudną, wulgarną lub nijaką. Osobiście należę do pierwszej grupy czytających i z pewnością mogę ją polecić, ale nie wszystkim.
The Beatles „Norwegian wood”
[themify_col grid=”2-1 first”]
I once had a girl, or should I say, she once had me.
She showed me her room, isn’t it good, norwegian wood?
She asked me to stay and she told me to sit anywhere,
So I looked around and I noticed there wasn’t a chair.
I sat on a rug, biding my time, drinking her wine.
We talked until two and then she said „It’s time for bed”.
She told me she worked in the morning and started to laugh.
I told her I didn’t and crawled off to sleep in the bath.
And when I awoke I was alone, this bird had flown.
So I lit a fire, isn’t it good, norwegian wood?
[/themify_col] [themify_col grid=”2-1″]Miałem raz dziewczynę, czy też raczej – ona miała mnie.
Pokazała mi swój pokój, czyż nie jest ładny, norweskie drewno?
Poprosiła, żebym został i usiadł gdziekolwiek,
Wiec rozejrzałem się wokół, ale nigdzie nie dostrzegłem krzesła.
Usiadłem na dywanie, czekając na właściwy moment, piłem jej wino.
Gadaliśmy do drugiej, po czym oświadczyła „Czas spać”.
Powiedziała, że rano idzie do pracy i wybuchnęła śmiechem.
Odparłem, że ja do pracy nie idę i wpełzłem do wanny, aby się przespać.
A kiedy się obudziłem, jej już nie było, ten ptaszek odleciał.
Więc rozpaliłem ogień, czyż nie jest dobre to norweskie drewno? (tłumaczenie ze strony www.tekstowo.pl)[/themify_col]
Bohaterowie powieści: Watanabe, Naoko, Kizuki, Midori, Reiko, Nagasawa, Hatsumi, Komandos.
Roman Cichocki
Haruki Murakami – japoński pisarz, kandydat do literackiej Nagrody Nobla, Nagroda Franza Kafki 2006. Film „Norwegian Wood” – 2010.
Świat Zofii (Jostein Gaarder)