Postanowiłem pomóc szkole, a właściwie nauczycielom. „Nie chcą tego, ale i tak im pomogę.”
System oceniania uczniów jest tak niespójny jak sądowe wyroki w Polsce. Każdy Polak wie, że za kradzież batonika w supermarkecie grozi kara od „nikłej szkodliwości społecznej” do 2 lat więzienia. Wszystko zależy od oceny sytuacji przez sędziego, a nie jak niektórzy naiwni myślą, od dodatkowych okoliczności. Śmiem twierdzić, że za tę samą pracę klasową uczniowi grozi ocena od 1 do 6. Nie oto jednak idzie aby zmienić mentalność tysięcy polskich nauczycieli, bo to jest niemożliwe. Marzy mi się rozwiązanie systemowe, które uwolni ich, dzieci i rodziców od stresu walki o przeciętność.
Kategorycznie należy zabronić nauczycielom stawiania szóstek i jedynek. Skala od 2 do 5 wyraźnie wskazuje poziom wiedzy jaką nabył uczeń. Wraz z nadejściem końca roku eDziennik powinien wyliczyć średnią i … do akcji wkraczałby nauczyciel ! Ma on prawo podnieść ocenę końcową o jeden, ale i może każdą ocenę obniżyć o jeden. Musi to jednak uzasadnić. Nie, to nie będzie nic trudnego. Przykładowe powody:
1. „Podwyższam ocenę o jeden bo uczeń w moim przedmiocie osiągnął sukces wykraczający poza mury tej szkoły i zajął 7 miejsce w konkursie wojewódzkim.”
2. „Obniżam ocenę o jeden bo nigdy nie był na zajęciach.”
Dzisiaj, patrząc uczniowi w oczy można mu obniżyć ocenę o jeden bez wyraźnego powodu. To jest prawo, z którego nauczyciele korzystają nagminnie. Niestety, duszą się udawaniem, że tak naprawdę to uczeń sam sobie jest winien bo niby nie zrozumiał pytania a innym razem na klasówce pisał zbyt niewyraźnie itp. Nie. Nauczyciel powinien mieć prawo do jawnego wyrażania braku sympatii do konkretnego ucznia obniżając mu ocenę.
Nauczyciel nie powinien również robić „krzywdy ponad miarę” uczniowi, którego lubi. Wyraźna piątka świadczy dostatecznie o tej sympatii. Brak szóstki jest dla ucznia i jego rodziców dowodem, że młody człowiek z danego przedmiotu jest przeciętny i nic ponadto. Ilu „pozornie zdolnych” wybrało dalszą edukację bo uwierzyło, że są ponadprzeciętni? Zdziwienie na studiach i utrata roku lub więcej by zrozumieć, że nauczyciel okłamał mnie zawyżając mi oceny.
Proponowany system chroniłby zarówno nauczycieli jak i uczniów. Ci pierwsi nie mogliby stawiać szóstek dziecku prezydenta, które jest przeciętne, bo chroniłby ich system. Zdolny uczeń nie musiałby bać się nauczyciela, który stawia mu tylko jedynki, bo go nie lubi.
Cały ten system byłby tylko małym kroczkiem ku normalności. Czy nie byłoby wspaniale, aby lekarzami czynić tylko tych, którzy w szkole uczyli się na sześć z chemii i biologii. Co z tego, że byli przeciętni z geografii. Dlaczego kandydat na prezydenta nie pokazuje swojego świadectwa ze szkoły średniej? Bo nikt rozsądny nie bierze ocen szkolnych na poważnie. Czy dzisiaj dla kogokolwiek ma znaczenie, jakim ktoś był uczniem? Czy ma znaczenie, kto jakie kończył studia? Tak jest tylko w tej „głupszej” części kultury zachodniej, czyli nie u nas. Dlatego takiego systemu niestety nikt nie wdroży. Dominuje u nas pogląd: „po co zresztą cokolwiek zmieniać, skoro mamy najlepszy system edukacyjny na świecie, czego dowodem jest fakt, że Uniwersytet Jagieloński jest już w trzeciej setce najwyżej ocenianych uczelni świata!”
Co to by zmieniło?
System nie dyskryminowałby uczniów, którzy mają problemy w którymś z przedmiotów. Mogliby więcej czasu poświęcić temu co lubią. Bycie panem i władcą w szkole nie jest dobre. Najgorzej na tym wychodzą „dręczeni” przez nauczycieli uczniowie. Ale nie tylko. Jak pokazały eksperymenty, posiadanie władzy psuje każdego. Ilu nauczycieli zostało znienawidzonych na całe życie? O tym nikt głośno nie mówi. Zmiana systemu oceniania, być może uratowałby wiele nauczycielskich dusz niezależnie od wiary i niewiary.
Od nauczycieli należy oczekiwać tylko tego aby uczyli. Dzisiaj ocena nie ma większej wartości poza jedynką, która uniemożliwia przejście do następnej klasy. Czy to coś zmienia? Jeśli będzie ambitny znajdzie sposób aby zdać w jakiejś szkole maturę, zrobi zaoczne, zdalne studia, zrobi doktorat i zostanie kim tylko będzie chciał. Zostaną jedynie niemiłe wspomnienia.
Strona główna » Klub czytelnika » FelietonyZnak na ulicy Piłsudskiego pokazujący jak dojechać do ul. Westerplatte np. do stacji benzynowej Orlen
Co nas obchodzą przyjezdni?
Trwa budowa ronda na skrzyżowaniu ulic Westerplatte, Piłsudskiego i Strażackiej. Zmieniły się trasy dojazdowe np. z ulicy Piłsudskiego do ulicy Westerplatte.
Oglądając propozycję jaką zaproponowali drogowcy z Pasłęka jestem „pełen podziwu” dla ich poczucia humoru. Jeśli tak jest w każdym mieście to nie podziwiam, ale współczuję sobie i innym kierowcom przejeżdżającym przez te miasta.
Remontowano ulice Zamkową. Rozmawiam ze znajomym.
– Wielu kierowców, przejeżdżających przez Pasłęk pyta o wyjazd w kierunku Elbląga.
– Co nas obchodzą przyjezdni? Ważne, że kierowcy z Pasłęka wiedzą, że trzeba jechać przez Krosno. Dalej w prawo do ronda. A dalej są znaki.
Trasą czerwoną jeżdżą ci, którzy znają Pasłęk, a niebieską wskazują znaki drogowe.
Jeszcze jeden żart rysunkowy, który zrozumieją miejscowi. Ulica Westerplatte, na lewo ulica Dworcowa z przejazdem kolejowym. A wystarczyłoby skręcić w prawo w ulicę Zwycięstwa.
Po co to napisałem? Chciałem tylko pocieszyć tych, którzy patrząc na znaki stracili wiarę w swój rozum. Mimo to ciągle jednak wierzę, że jest coś czego nie wiem.
Wakacje zawsze się kończą i zawsze są za krótkie. Inaczej czują się ci, którzy wracają do kolegów z klasy a inaczej ci co zmieniają szkołę. Zresztą sami wiecie jak to jest.
Nie zapominajmy o nauczycielach. Wypaleni, z duszą na ramieniu muszą grać rolę szczęśliwych z okazji spotkania z tymi, którzy nie chcą się uczyć a muszą. Uczeń nakłada coś w rodzaju mundurka, a nauczyciel? Nie może wyglądać zbyt pięknie ani zbyt brzydko. Nie może położyć głowy na ławce i schować w rękach. Musi patrzeć, słuchać i myśleć. Cały czas. Wystarczy jeden psychopatyczny uczeń aby zmarnować mu cały rok. Nie pomogą mu inni uczniowie, rodzice ani dyrekcja.
Jest taki serial pokazujący najtrudniejsze drogi do szkoły. Może warto pokazywać go uczniom w pierwszym tygodniu nauki. Dzieci idące kilka a nawet kilkadziesiąt kilometrów narażając swoje życie po to by nauczyć się czytać, pisać i wiedzieć tyle by mieć nadzieję na lepszą przyszłość. Kto z nas ukończyłoby nieobowiązkową szkołę podstawową, gdyby codziennie musiałby chodzić pieszo do Krosna.
Dlaczego tak wielu dorosłych tęskni do czasów szkolnych? Czyżby im dalej w życie tym gorzej?
Dorośli myślą, że szkoła to takie spotkanie ze znajomymi w kawiarni. Nie zależałoby im dzisiaj na ocenach. Nie czuliby respektu przed nauczycielem. O wszystkich problemach mogliby porozmawiać, a poza tym szkoła jawi się jako miejsce, w którym spędziliśmy szmat swej młodości. Do młodzieży: „Może warto do tego dorosnąć będąc jeszcze w szkole?”
Problem tkwi w szczegółach. Weźmy na tapetę taką zwykłą klasową nudę. Dobrze jest umieć rysować, a właściwie lubić rysowanie. Na lekcji zawsze wyjmujesz dodatkowy zeszyt – szkicownik. Nudzisz się – ćwiczysz rysowanie. Albo takie słuchanie muzyki jedną małą słuchawką w uchu. Nie takie bezmyślne ale takie uporządkowane. Zaczynamy w latach pięćdziesiątych by na koniec roku kończyć lata sześćdziesiąte. Nie angażujemy przy tym kolegów. Słuchamy sami. Każda sprawa, w którą angażujecie choćby jednego kolegę zamienia się w dziecinną klasową chryję i kończy się tak szybko jak zaczęła.
Klasa ósma i klasa maturalna – ostatni rok razem. Niektórych kolegów i koleżanek nigdy więcej nie spotkacie. Przyjdzie czas, że nie będziecie pamiętali nawet ich imion. Niektórych ledwo poznacie mijając na pasłęckim chodniku. Dla mnie szkoła podstawowa trwała wieczność, liceum pół wieczności, a dzisiaj mam wrażenie, że były to dwa dni. Nie jestem z Marsa i wiem, że bliższy każdemu uczniowi jest przekaz, który pamiętam ze szkolnej ściany. Kiedy usunięto rusztowanie ukazał się i trwał do następnego generalnego remontu wielki napis: „PRECZ Z TĄ BUDĄ NIGDY NIE CHCIAŁEM IŚĆ DO SZKOŁY”. Patrząc na zmieniający się świat, myślę, że autor zaszedł bardzo daleko i jest dzisiaj kimś bardzo ważnym.
Dla rodziców, uczniów, nauczycieli: „Szczęśliwego nowego roku szkolnego!” Aby do wakacji, a właściwie do maja.
Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów, jest zgoła czymś innym niż sztuka dyskusji.
Jak oszust w rozmowie, robi wrażenie, że to on ma rację?! Jeśli przysłuchujemy się rozmowie, a jej temat jest nam obcy to trudno jest stwierdzić kto jest oszustem. Mój sposób jest prosty. Ten kto korzysta ze sztuczek erystyki ten najwidoczniej ma coś do ukrycia. To on jest prawdopodobnie oszustem!
Znajomość jej elementarnych technik umożliwia unikanie wdawania się w bezprzedmiotowe rozmowy. Nie zawsze orientuję się wystarczająco wcześnie, że rozmówcy nie zależy na dochodzeniu prawdy ale na pokazaniu swojej wyższości lub oryginalności swoich poglądów (niektórzy nawet kulistość Ziemi traktują w kategoriach poglądu). To jest właśnie erystyka. Ma się ona do dyskusji tak jak wojna do pokoju. Owszem, spierać się też jest czasem fajnie, ale rozmowa nie może dotyczyć tematów ważnych. Może przebiegać niczym w oparach opium (typowe dla towarzystw wzajemnej adoracji).
Wybrane metody erystyki, czyli metody jakie stosują kłamcy, oszuści, kanalie i ludzie podli:
1. Atak na mówiącego – ktoś atakuje ciebie a nie to o czym mówisz. Przykład: „lepiej byś obciął swoje obrzydliwe pazury niż opowiadał głupoty”, mówi słuchaczom jedynie, że mówca wie, że masz rację, kieruje uwagę słuchaczy na twój wygląd.
2. Stosowanie ogólników poprzez odwołanie się do omylności ludzkiej wiedzy. Na każdą twoją tezę prawie zawsze można użyć zwrotu: „z tym bywa różnie”, „słyszałem inne zdanie na ten temat”, „dałbyś sobie rękę uciąć?” itp. Ziemia nie jest kulą, woda nawet w laboratorium nie jest czystym H2O itd. Każdy kto jest niechętny przyznaniu ci racji użyje zwrotu „z tym bywa różnie”. Potem rozmówca doda coś od siebie i zrobi wrażenie, że wie tyle co ty i jeszcze trochę więcej. Nie ma znaczenia, że chwilę przedtem nie miał żadnej wiedzy w temacie dyskusji. Czy macie znajomych, którzy zawsze wiedzą więcej na każdy temat, niż ty?
3. Prowokowanie złości. Przykład: „jak byś mógł też byś kradł” , „kto nie popiera tej partii jest przeciw Bogu”, „nie złość się, ale nie masz racji”. Osiąga się to najłatwiej wytykając kompleksy i słabości rozmówcy lub poprzez przekręcanie słów rozmówcy np. „sam kiedyś mówiłeś, że ….., a teraz zmieniasz zdanie”. I teraz wyciągnij nagranie wideo sprzed 5 lat, że tego nie mówiłeś!
4. Przeciwieństwo tezy. Czy znacie osoby, które zawsze mają zdanie przeciwne do waszego? Zdarzyło mi się wyrazić opinię rozmówcy, którą wygłosił kiedyś tam wcześniej jako negację mojego zdania (chciałem mu sprawić przyjemność, że podzielam jego pogląd). On jednak natychmiast zaprzeczył i wyraził głoszony, kiedyś tam, mój pogląd, a jego krytyka była tak samo emocjonalna jak poprzednio. Z takimi osobami, jak widać, nie można nawet próbować się zgodzić. Ich celem jest erystyka a nie temat rozmowy.
5. Słowa o zabarwieniu negatywnym lub pozytywnym. Jeśli widzisz, że rozmówca używa słów o zabarwieniu negatywnym odnosząc się do twojego poglądu, a słów o zabarwieniu pozytywnym w swoim wywodzie np. „mam nowoczesne poglądy i nie wierzę jak ty w zabobony” lub „dałeś się omamić nieukom zamiast jak ja słuchać mądrych ludzi”. Brak argumentów a jedynie słychać ocenę tego co mówisz. Rozmówca przyjmuje rolę sędziego i jego zdaniem ona sam ma rację a nie ty.
6. Wyolbrzymienie. Czy zdarzyło się wam usłyszeć, w odniesieniu do tego co powiedzieliście coś w rodzaju:”gdyba tak wszyscy ludzie na świecie to zrobili …”. To jest oczywiste, że gdyby wszyscy ludzie na świecie zaczęli jeść tylko koty to koty by wyginęły. Gdyby wszyscy naraz chcieli wypłacić swoje oszczędności z banków to powstałby kryzys finansowy. Gdyby wszyscy ludzie na świecie zaczęli robić to samo to zawsze nastąpiłaby cywilizacyjna katastrofa, ale to nie nastąpi. Dlaczego? Bo ludzie w niczym ze sobą się nie zgadzają. Nie ma rzeczy na świecie, na temat której wszyscy ludzie byliby jednomyślni.
7. Krzyżowy ogień pytań. Otrzymujemy wiele szybkich i szczegółowych pytań. Nie zdążamy odpowiedzieć na pierwsze a już dostajemy kolejne. Rozmówca dąży do naszego pogubienia się. Kiedy widzi, że dajemy logiczną odpowiedź, zadaje kolejne pytanie. Pytania są szczegółowe i choć odpowiedź na nie jest nieistotna dla tematu rozmowy to fakt udzielenia błędnej odpowiedzi rzutuje (zdaniem rozmówcy) na sens wcześniejszej wypowiedzi. Czy czas odpowiedzi ma znaczenie dla jej logiczności? Czy człowiek, który mówi szybko wie więcej od kogoś kto mówi wolno? Miałem kiedyś kolegę na studiach, który miał zwyczaj układania sobie całej odpowiedzi w głowie. Niestety, ale niecierpliwa nauczycielka stawiała mu ocenę niedostateczną zanim zaczął odpowiadać. Tak zawalił rok w szkole średniej. Po rewelacyjnie zdanej maturze podeszła do niego i przeprosiła go za to, że jego powolne myślenie odczytywała jako brak wiedzy.
8. Rozszerzenie tematu. Przykład: „Ja kradłem? Wszyscy wtedy kradli!”, „Zgrzeszyłem, ale kto nie grzeszy?”
Jeśli nasz rozmówca nadużywa w stosunku do nas powyższych metod to najwyraźniej nie akceptuje naszego zachowania, poglądów, a może nawet nas jako pewnej osobowości. Można to zaakceptować albo stosować, w rozmowie z nim, erystykę bardziej wyrafinowaną.
Dlaczego powietrze w Pasłęku jest bardziej zanieczyszczone niż w Elblągu
Widok na jeden z Pasłęckich kominów (dawna mleczarnia przy ul. Obr. Stalingradu / Bankowej).
Powietrze w Pasłęku jest bardziej zanieczyszczone niż w Elblągu – to jest fakt. Mamy styczeń 2021, a fakt ten jest mi znany od kilku lat. Byłem niedowierzający, gdy znajomy uprawiający amatorsko, ale na poważnie sporty rowerowe, wyposażony w czujnik jakości powietrza stwierdził: „U mnie na wsi powietrze jest gorsze niż w Elblągu”. No tak, w Elblągu to najgorsze dla Ziemi są spaliny aut, a na wsi wszyscy palą węglem niskokalorycznym, importowanym z głębokiej Rosji za 2 razy mniejsze pieniądze niż ten przywożony z polskiego Śląska. Między wsią a Elblągiem jest Pasłęk. Powietrze u nas, wzbogacone dymem z pieców ogrzewających mieszkania i sklepy, nie daje żyć jedynie zimą. Marna pociecha, ale lepsza taka niż żadna.
Dawniej miasto było pełne dymu, ale tego z polskiego węgla. Był on mniej duszący i w kolorze mniej czarnym. Rządowy pomysł, aby dotować zakup pieców uniemożliwiających palenie węglem niskokalorycznym z góry był skazany na porażkę. Naiwnie sądzono, że ludzie będą woleli płacić za polski węgiel 1400 zł za tonę niż za rosyjski 600 zł za tonę. Niektórzy skorzystali z dotacji, ale próbowali palić gorszym węglem. Skutkowało to koniecznością codziennego czyszczenia pieca z osadów. Złe wieści rozchodzą się szybko, więc chętni na „lepsze, dotowane” piece powrócili do starodawnych metod ogrzewania. Teraz jedyną nadzieją jest podłączanie kolejnych domów do instalacji ciepłowniczych.
Czy zastanawialiście się nad powodem przyjazdu straży pożarnej do pozornie palącego się bloku? W Pasłęku dość często zapalają się w kominach nagromadzone tam osady. Zagrożenie niewielkie i na tyle spowszedniało, że nie warto o tym pisać w lokalnej prasie.
Aby potwierdzić tezę o gorszym powietrzu w Pasłęku niż w Elblągu umieściłem na pierwszej stronie wtyczki pokazujące jakość powietrza w Pasłęku przy ul. Jagiełły (to nie jest pasłęcki Górny Śląsk) i w Elblągu przy ul. Hetmańskiej (centrum miasta). Moje długofalowe obserwacje potwierdziły, że elblążanie mają zimą powietrze czystsze niż pasłęczanie. Nie jest to teza naukowa. Zawsze znajdzie się ktoś kto oddycha w Pasłęku powietrzem lepszym niż ktoś mieszkający gdzieś w Elblągu.
Wokół budynku, w którym mieszkam są trzy dymiące kominy. Nie tak dawno temu był jeszcze jeden – najgorszy. Nie wiem czym tam palono, ale to nie mógł być sam węgiel (jak uzyskam film to go opublikuję, to trzeba zobaczyć aby zrozumieć!) . Właściciel dymiącego pieca nie godził się na podłączenie do ciepłowni, ani też na zakup nowego pieca, ani na podwyższenie komina i to sfinansowanych z pieniędzy sąsiadów. Nie pomogły pisemne skargi, film wysłany do Urzędu Miejskiego, kontrole straży miejskiej (wyposażonej jedynie w oczy i węch) i przekleństwa płynące ze wszystkich stron. Państwo Polskie było bezradne. Na wszystkie argumenty była odpowiedź: „Wy też kiedyś truliście!”. Stary właściciel zmarł w zeszłym roku i teraz jest nowy, ale … jakby go nie było.
Na koniec zostawiam sobie i współmieszkańcom nadzieję, że do roku 2050 będziemy oddychali tylko tlenem i azotem w proporcji idealnej, i że tego, rzecz jasna dożyjemy.
Fot. Autor nieznany. Kadra Liceum Ogólnokształcącego w Pasłęku (lata 60 XX w.)
„Najważniejsze jest być szczęśliwym.”
WIEDZA
„Wiem, że nic nie wiem,” Sokrates.
Idąc tym tropem można stwierdzić, że człowiek im mniej rozumie tym bardziej jest pewny swojej wiedzy.
W wieku 20 lat mamy już ukształtowane ciało, przypisany typ psychologiczny oraz iloraz inteligencji. Borykać się z nimi będziemy do końca życia. Wiedza, kultura osobista i doświadczenie będą stale się zmieniać. Gdzie ukryta jest nasza głupota? To część naszego „ja”, która mówi nam, że Ziemia jest płaska, koronawirus to ściema, w szczepionkach są chipy, kosmici są wśród nas, a w Smoleńsku KGB dobijało tych, którzy przeżyli katastrofę. Ani dowody, ani fakty, ani autorytety nie mają wpływu na nasze poglądy. Dlaczego? Dlatego, że wszystko co wiemy jest tylko poglądem! Przynajmniej w tych obszarach, w którym nie mamy wiedzy zastępujemy ją poglądami. Co z tego wynika?
Ludzie mają poglądy na temat klimatu: ociepla się, a inni, że się ochładza. Można sprawdzić dane statystyczne odnośnie średnich temperatur rocznych(wysiłek zbyt duży dla większości z nas), ale spór nie zniknie! Dlaczego? Bo roczniki statystyczne mogą być przecież wydawane przez Lożę Masońską! Droga argumentów, logicznego myślenia, powoływania się na prace naukowe, Einsteina czy papieża trafiają w próżnię. I tu jest pies pogrzebany! Trafiają w próżnię, która tam jest!
Szkoła
Mylnie zakładamy, że kończąc edukację posiadamy jakąś wiedzę! Przez chwilę tak, ale po roku niewiele pamiętamy. Wybieramy środowisko, w którym spędzamy życie, i które obdarowuje nas swoimi poglądami.
Dobry kolega, obdarowany przez los niezwykłym wyczuciem rytmu, dobrym słuchem muzycznym, ale bez innych umiejętności. To nie wystarczyło do ukończenie czegoś więcej niż szkoła podstawowa. Któregoś dnia, kiedy byliśmy jeszcze w wieku średnim, zapytał mnie: „O co chodzi z tymi partiami. Czemu jedni głosują na tych a inni na tamtych?” Mimo braku kompetencji, ale pełen dobrych chęci, opowiedziałem o różnicach w poglądach na gospodarkę, politykę zagraniczną, ideologię społeczną itp. Nie wspomniałem tylko, że robią to dla pieniędzy. Słuchał mnie lekko się uśmiechając. Kiedy skończyłem zapytał: „A ty na kogo będziesz głosował?” Odpowiedziałem do kogo jest mi najbliżej a z kim się nie zgadzam prawie we wszystkim. „To ja będę głosował na …” – uśmiechał się widząc moją reakcję pełną oburzenia.
Szkoła wpływa na rozwój szarych komórek, ale nie wypełnia ich wiedzą. Po zakończeniu edukacji wszyscy jesteśmy równi. Życie wystawia oceny inaczej niż nauczyciele w szkole. Hydraulik zdumiewa się głupotą profesora, który nie potrafi sam wymienić syfonu w umywalce. Mechanik samochodowy drwi z nauczycielki chemii, która nie wie o istnieniu filtra paliwa. Większość z nas wierzy fachowcom, którzy skończyli zawodówkę i pewnością siebie większą niż politycy kandydujący na prezydenta, przekonują nas abyśmy im zaufali (oglądaliście program „Usterka”?). Dlaczego są tak przekonywujący? Bo oni wierzą w to co mówią! Nie ważne jakie plotą głupoty! Robią to z zapałem, więc muszą mieć rację! Skoro lekarz nie zna się na kładzeniu płytek w łazience to jak może być autorytetem dla fachowca od ceramiki? Co innego aktor, który grał chyba już wszystkie role i teraz mówi, że wirus to ściema, to jak mu nie wierzyć?
Fot. Najlepszy pasłęcki szachista p. Daniszkowicz (ponad 80 lat) na jednym z szachowych turniejów
ILORAZ INTELIGENCJI IQ
„Dopóki nie było internetu nie wiedziałem, że tylu idiotów jest na świecie” przypisane dla S. Lem
To niesprawiedliwe. Według medycznej definicji : „idiota – człowiek o IQ mieszczącym się w przedziale 0—35, upośledzony umysłowo w stopniu ciężkim, osiągający poziom umysłowy sześciolatka.” Wynika z tego, że rodzimy się idiotami i stan ten trwa, u wszystkich, do około 6 roku życia. Potem założenie jest takie, że dzięki życiu w społeczeństwie rozwijamy się przynajmniej do poziomu IQ równego 100. Jeszcze przedział od 69 od 99 uznawany jest za normalność tyle, że oznacza to zatrzymanie się w rozwoju na poziomie powyżej 12 latka, ale poniżej oczekiwanego ilorazu równego 100. Weźmy książki do szóstej klasy szkoły podstawowej. Przeczytajmy je i przystąpmy do klasówek. Kto nie zda, ten nie bierze udziału w wyborach (jakichkolwiek). Otaczamy go szczególną troską cechującą wysokie cywilizacje. Pomysł ten jest nie do zrealizowania, gdyż większość absolutna ludzi mieści się w IQ poniżej 100.
Nie ma takich wyrazów jak pandemia, koronawirus, Wuhan… Są wyrazy: zaraza, grypa i sport. Grypa była zawsze i będzie zawsze. Koniec rozumowania. Wszystko ponadto to spisek, który ma zmusić ludzi do zaszczepienia się szczepionkami, w których są chipy kontrolujące ludzkie mózgi poprzez sieć 5G.
Według jednych badań mediana IQ Polaków wynosi 95, ale są i takie, które twierdzą, że jest to 80. Co to znaczy? Znaczy to, że połowa dorosłych ma IQ wyższe lub równe niż 80 a druga połowa niższe lub równe 80.
Uprawnionych do głosowania jest „trochę” ponad 30 milionów. 15 milionów ma iloraz inteligencji na pewno niższy od oczekiwanego. W pozostałych 15 milionach są ludzie lekko niedorozwinięci (ale normalni), przeciętni, dobrzy, wybitni i geniusze. W Internecie są wszyscy.
Skąd w ludziach tyle głupoty? Rodzimy się głupi i niektórzy z nas tacy zostają. Głupota w przyrodzie jest czymś naturalnym. Raczej należy pytać: dlaczego niektórzy ludzie są mądrzy? Oczywiście w sensie filozoficzno-naukowym, a nie religijnym (wyraz „mądrość” definiowane jest w dwojaki sposób).
Wykres nr 1. Tworząc skalę ilorazu przyjęto, że mediana IQ dla społeczeństwa powinien wynosić 100.
Wykres nr 2. Według najbardziej pesymistycznych, ze znanych mi publikacji, wyników badań mediana ilorazu IQ w Polsce wynosi 80 (w powyższej skali).
Co z powyższego wynika?
Nie mając wystarczającej wiedzy posiłkujemy się inteligencją nakazującą nam szukania autorytetu, którego wiedzę uznamy za „własną”. Wiedza bez inteligencji sprawia, że nie potrafimy z niej skorzystać, gdyż łatwo jest zasiać w nas wątpliwości. Nie mając ani wiedzy, ani inteligencji możemy jedynie przyłączyć się do jakiejś grupy, która powie nam jak mamy myśleć.
Bełkot pseudonaukowy (http://nonsensopedia.wikia.com)- metoda opisywania rzeczywistości, stosująca pozornie bezsensowne nagromadzenie trudnych słów, albo bezsensownych w swej istocie. Dobra sztuczka, pozwalająca „zaczarować słuchaczy”.
Taka definicja jest sama w sobie bardzo prostacka, ale przytoczyłem ją w całości. Bełkot pseudonaukowy występuje przynajmniej w dwóch formach. Pierwsza, gdy mówiący świadomie stara się przedstawić w roli autorytetu w jakiejś dziedzinie lub starając się dowieść swoich racji, używa trudnych słów (czytaj: rzadko używanych i powszechnie nie rozumianych), które w swej treści tak na prawdę niczego nie dowodzą. Druga forma służy jedynie wywołaniu zdziwienia, konsternacji lub rozbawieniu słuchaczy. Temu też, mam nadzieję, będą służyły niżej przytoczone przykłady.
Empirycznie, paradoksalnie i parekselans. (Motorniczy Karol Krawczyk)
Jestem nonkonformistą – swój niezłomny ascetyzm zwalczam konsekwentnym hedonizmem.
W aspekcie stosunków bilateralnych ten fakt należy ocenić ambiwalentnie.
Masz urojenia adekwatności. (parafraza tekstu Waltera Kerr)
Używasz statystyk jak pijany facet latarni. Raczej dla wsparcia niż rozjaśnienia.
Ekshibicjonizujesz się swoją moralną degrengoladą.
Indolencja intelektualna, czyli twój wysoce niski iloraz inteligencji i niezdolność do sensownego formułowania zdań zniechęcają mnie to dalszej konwersacji z tobą.
W wyniku dedukcji dochodzę do konkluzji, że twoje indokryzmy wobec mojej aparycji są wręcz efemeryczne.
Czy mógłbyś skwantyfikować swój algorytm, byśmy w dalszej konwersacji mogli uniknąć redundancji niewiadomych.
Patrząc przez globalny pryzmat przemian twój szowinizm komplementarnie wpisuje w nacjonalistyczne hasła populistów.
Abstrahując od altruistycznych antyszowinizmów i metafizycznego biotyzmu konkluduje iż Twój wywód był niezmiernie sugestywny.
Piedestałem powyższego założenia jest, bądź co bądź, archaiczna metodyka współśrodkowości. Zatem idea ta, nawiązuje do inkoherentnej paraleli i wyalienowana jest z wątku lokalnego, o którym wcześniej wspominałem.
Egzemplifikując i respektując regulację artykułu 23 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 Kodeks Cywilny (Dz.U Nr 16,poz 93 z późniejszymi zmianami Kodeksu Cywilnego RP) uprzejmie potwierdzam twoje predystynacje.
Biorąc pod uwagę wizualny aspekt tego zagadnienia, jest ono specyficzne w swojej strukturze obiektywnej.
No bo jeżeli ktoś komuś coś, a nikt nikomu nic, to po cóż i na cóż. A co się tyczy względem tego to i owszem, gdyż z punktu patrzenia na punkt widzenia, kwintesencja omawianego zagadnienia jest nam bardzo dobrze znana. Lecz jeśli o mnie chodzi, to nie wiem o co chodzi.
Nie będę z Tobą konwersować, ponieważ egzystujesz w brodziku intelektualnym, co koliduje z moimi imperatywami, a poza tym nie rozumiesz koncepcji założeń.
Twoje zachowanie jest analogicznie adekwatne do sytuacji, w której jesteś zlokalizowany. Konkludując, twa dobroć jest pokłosiem wziętości, zaś złość, konsekwencją porażki.
Teraz krótki monolog.
Patrząc przez pryzmat suchej oceny, muszę stwierdzić, że indolencja intelektualna jaką przejawiasz swym bytem nie obliguje mnie do analizy merytorycznej twojej pseudoanalizy. Masz rację w strukturze mezomerycznej, a twój wywód był niezmiernie sugestywny. Bądź co bądź, archaiczna metodyka współśrodkowości, nawiązująca do inkoherentnej paraleli, wyalienowana jest z wątku lokalnego. I tu się właśnie mylisz, gdyż wertykalny suplement twojego prakseologicznego pragmatyzmu retrospektywnego jest astralnie nieakceptowalny. Reasumując, w aspekcie stosunków bilateralnych ten fakt oceniam ambiwalentnie.
Mój kot, a dokładniej kotka, ma zapas żwirku na dwa tygodnie. A może to ja mam zapas? Kota przecież nie interesuje gdzie będzie załatwiał swoje potrzeby! Na tyle czasu powinno też jej wystarczyć pełnej gamy smaków Whiskas’a w galaretce. Wiadomo, dobrowolna kwarantanna oznacza mniej wizyt w sklepie. Lubi dobrze zjeść, ale ma tendencje do tycia, więc do miski nakładam tyle jedzenia ile sam uznam za stosowne. Lubi też aby jedzenie nie powtarzało się zbyt często. Daję jej na przemian kurczaka, indyka kaczkę, wołowinę i tuńczyka. To za mało! Ona chce smakować karmy od różnych producentów. Skończyło się to wypadaniem sierści i ostentacyjnym zwracaniem „smakołyków” i to tak aby wszyscy widzieli jak cierpi. Podobno kot, kiedy czuje, że jego czas życia dobiega końca to szuka samotności, albo, jak ktoś woli, miejsca gdzie nikt nie zacznie go zjadać zanim wyzionie ducha. Ze zwracaniem jest jak widać na odwrót. Kota nie obchodzi, że wypada mu sierść, że swoim zwracaniem budzi odrazę. On chce jeść pysznie bez względu na konsekwencje! Ale jestem ja. Dbam o kota zgodnie ze swoją wiedzą i doświadczeniem.
Koronawirus szaleje i zbiera żniwo.
Dzisiaj zadzwonił do mnie ojciec z informacją, że nie jest zarażony, i że śmiało mogę go odwiedzić bo ma dla mnie listę zakupów potrzebnych do pracy w ogrodzie Nie wiem, czy jestem zarażony? Minąłem kolegę, który właśnie przyjechał z dużego miasta i w twarz mi powiedział „cześć”. Mijam mnóstwo znajomych, którzy mówią „dzień dobry”, „cześć”, albo „co słychać”. Robię raz w tygodniu zakupy, odwiedzam teściową potrzebującą codziennie pomocy, dla której realizuję w aptece recepty … Zakładam, że nie spotkałem nikogo zarażonego, ale pewności nie mam. Są ludzie, którzy wysyłając co tydzień totolotka są więcej niż przekonani, że tym razem wygrają! Ja do nich nie należę.
O czym pisać? O odwadze czy głupocie?
Meduzy nie mają mózgu, serca, kości ani oczu. Niektóre meduzy są nieśmiertelne. Turritopsis nutricula zyskała przydomek „nieśmiertelna meduza” za to, że w stresujących momentach ma zdolność podróżowania do fazy wczesnej, czyli polipa.
Zrobiło się ciepło. Mój ojciec od miesięcy czekał na wiosnę, ale z racji swoich 89 lat potrzebuje pomocy. Przyszedłem do ogrodu kilkadziesiąt minut przed czasem. Była tam już moja siostra, mama no i ojciec. Wszyscy poprawiali folię pod którą jak co roku powinny wyrosnąć pomidory i ogórki. Druga siostra poszła kupić dodatkowy kawałek folii, aby załatać zimowe dziury. Byłem w maseczce. Nikt nie skomentował mojej ostrożności. Pracowałem z ojcem tylko kilkanaście minut. Siostra z mamą w innej części ogrodu rozmawiały wygodnie siedząc na ławce. Kiedy wychodziłem siostra rzuciła ni stąd ni zowąd, że wczoraj miała gorączkę i katar ale już przeszło! Może to było nawiązanie do mojej maseczki?
W latach 90 byliśmy na granicy dużych zmian kulturowych.
Pogrzeb. Rozmawiają pracownice pasłęckiego banku. „Zobacz, ona jedyna w naszym pokoju nie paliła, a umarła na raka płuc”.
Pamiętam. Wpłynęły oferty na budowę oczyszczalni ścieków. Zaproponowałem na piśmie, aby w urzędzie wprowadzić zakaz palenia. To „dziwactwo” nie przeszło, ku radości demokratycznej większości. Pierwsi właściciele psów zaczęli sprzątać po swoich pupilach trawnikowe nieczystości. Pamiętam ten społeczny bunt wśród całego intelektualnego przekroju pasłęckiego społeczeństwa. Zachodnia kultura była nam obca i dla wielu niepotrzebna. Dzisiaj ludzie są tacy sami. Unia „każe” nam oddychać czystym powietrzem, a WHO nakładać, w czasie epidemii, maseczki.
Do czasu wybuchu II wojny światowej wśród warstw arystokracji i inteligencji królowała kultura wyższa: teatr, opera, filharmonia. Odwiedzano muzea. Rozmawiano o sztuce i literaturze. Ale to były nudy! Ludzie prości i biedni mieli potańcówki na powietrzu, kina i jarmarki. A dzisiaj? Nadal dzielimy kulturę na wyższą i niższą, ale ludzie nie należą już do żadnej warstwy. Sami decydują jak przeżyć swoje życie.
Gdyby tak zlikwidować zakaz wychodzenia z domów bez sensu i celu ?!
Przeżyją tylko odporni. Zbudują drugą Amerykę albo Koreę Północną. Może pod groźbą kryzysu ekonomicznego rządy krajów zdecydują się na to ryzyko?
Wszystkie turnieje sportowe, w tym Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, Igrzyska Olimpijskie w Japonii, zostały odwołane lub przeniesione na inny, odległy termin. Niektórzy psychologowie rodzinni głoszą teorię, wedle której długotrwałe przebywanie w gronie rodzinnym stanie się przyczyną wielu rozwodów. Ja nie narzekam. Żona uczy mnie szydełkować. Oglądamy razem na okrągło „Świat według Kiepskich”, który już nas nie śmieszy. Jest to raczej zbiór życiowych mądrości, program historyczno-naukowy, wiedza o społeczeństwie. Dzieci stale się kłócą, ale ich rozwody nie dotyczą. Po za tym chyba to lubią. Odczuwam w sobie narastające z każdym dniem napięcie. Obym nie zamienił się w kobietę!
Kot jest cały czas taki sam. Nie wie co to polowanie na myszy. Dziwi się, że ciągle jesteśmy w domu i nie dajemy mu spać. Za tyle głaskania i drapania za uszami, jak zapewne uważa, powinien dostawać, zamiast karmy z puszek, żywe, żółte kurczaki i małe, śliczne kaczuszki. Wiem o tym, ale świat jeszcze na tyle nie cofnął się w rozwoju, abym kota karmił tak jak to jeszcze bywało na polskiej wsi 30 lat temu.
Zdziczały pies łańcuchowy ujadał cały czas jaki byłem na podwórzu u jednego z gospodarzy w Starych Kusach. Gospodarz idąc w moją stronę niósł na rękach chorą, mała owieczkę, którą rzucił psu. Pies nie zagryzł jej od razu. Zrobił to kiedy odjeżdżałem. Mój kot owcy by nie zagryzł. To już domowe, rozpieszczone zwierzę, które jest coraz bardziej podobne do człowieka i to takiego w rodzaju przedwojennego arystokraty. Kot czyta co piszę i zwraca mi, swym wymownym spojrzeniem, uwagę, że nie jest kotem. „Mille pardons!„, to kotka, więc powinienem napisać, że jest podobna do przedwojennej damy. Różnica jest tylko taka, że moja kotka chętnie jednak by coś zagryzła!
Kiedy przychodzi upalne lato zazdroszczę tym, którzy wyjechali do Szwecji. Teraz zimą, jeśli narzekam to raczej już tylko na to, że noc przychodzi za szybko. W każdym miejscu jest inny klimat, ale inne jest też wszystko inne. Mamy pandemię. Każdy kraj wydaje takie same lub podobne zarządzenia, ale efekt ich działania nie jest taki sam. Przyjście lata może zdziała więcej. Póki co nie myślmy o jesieni bo przecież przed nami jeszcze najpiękniejsza pora roku – wiosna.
Faza pierwsza. Wirus tylko w telewizji.
Chińczycy przed i po. Fot. Internet
Dookoła mnie są sami bohaterowie. Kiedy, zgodnie z zaleceniem, nie podaję sąsiadowi ręki ten wybucha radosnym śmiechem. On się nie boi. No tak, bo kto widział wirusa? A poza tym do Pasłęka wirus nie przyjedzie. Nie bo nie. Mediana ilorazu inteligencji Polaków wynosząca 98, zdaniem jednej z pań piszących doktorat, jest zawyżona. Też tak uważam. Ale nie w tym problem, gdyż ludzie od tysięcy lat na całym globie, wbrew temu co mówi angielska arystokracja, medianą inteligencji się nie różnią. Idzie o kulturę i obyczaje.
Z okazji dnia kobiet pan, który teraz ma kwarantannę, w jednej z pasłęckich instytucji z pękiem tulipanów chodzi po pokojach składając najserdeczniejsze życzenia. Niektóre miały to szczęście, że zostały wyściskane i wycałowane po miejscach nie budzących zazdrości u mężów i narzeczonych. Taki obyczaj.
Wczoraj w aptece nałożyłem maseczkę. Kupiłem ją kilka lat temu na fali odkrycia w Pasłęku smogu, którego oficjalnie nie ma bo nie ma czujek do jego mierzenia (teraz jest ale w miejscu „bardzo bezpiecznym”). Zdziwienie? Konsternacja? Przełknąłem ślinę braku zrozumienia. Kiedy przyszła moja kolej zakupów pani farmaceutka spytała o to gdzie kupiłem taką maseczkę? Ona, pozbawiona ochronnej szyby przed klientami o wątpliwej przeszłości (niektórzy właśnie wrócili z zagranicy i czują się nieswojo), też by taką maseczkę chciała chociaż nie wie czy miałaby odwagę w niej obsługiwać kupujących. Nawet jeśli by chciała to pewnie szef na to nie zezwoli, by nie wprowadzać elementu paniki.
W sklepie typu supermarket wrzuciłem do wózka pudło pełne mleka w kartonach. Nie chcę jak zawsze codziennie kupować mleka i kukurydzianych płatków, które dla moich dzieci są ważniejsze od ziemniaków z kotletem, zupy pomidorowej, gulaszu z ryżem … Nie chcę narażać siebie i innych codziennie spacerując alejkami supermarketu. Jedna wizyta na trzy dni wystarczy, a jak będzie obowiązek to jedna na tydzień, a jak będzie konieczność to będziemy jedli to co upolujemy.
Faza druga. Pierwsze kwarantanny.
Zamknięte szkoły, brak środków dezynfekujących w sklepach, namiot medyczny przy szpitalu. W takiej scenerii każdy kaszlący jest podejrzany. Trzeba też zrobić większe zakupy, ale co kupić? Padają pierwsze nazwiska tych, których objęła kwarantanna. Jest dentystka, jest pan składający kobietom życzenia z okazji ich święta, kilka osób, które wróciły z pracy na zachodzie. Ich dane nie są podawane do publicznej wiadomości. Urząd Miejski apeluje o ograniczenia wizyt w urzędzie oraz zamyka Pasłęcki Ośrodek Kultury i Bibliotekę. Trwa oczekiwanie na wynik testu objętych kwarantanną.
Przed chwilą zadzwonił telefon. Miła pani zaoferowała robot albo środki do dezynfekcji, zapraszając jednocześnie na spotkanie w środę do restauracji Boston na prezentację czegoś tam (moje IQ odcina dużą część docierających do mnie informacji). Obiecała, że nie przywiezie koronawirusa. Jak obiecała to zapewne słowa dotrzyma. Nie ma podstaw aby jej nie wierzyć.
Młodzież ma wolne. Oni nie są w grupie zwiększonego ryzyka, a babcie czekają na odwiedziny. Co robić? Młodzież jest odważna i kocha swoje babcie, a miłość jest najważniejsza.
Biskup diecezji elbląskiej, nawiązując do oświadczenia Konferencji Episkopatu Polski, wydał komunikat (http://diecezja.elblag.pl/home/show/wskazania-biskupa-elblaskiego-w-zwiazku-z-zagroeniem-koronawirusem/). Grzechem nie będzie absencja na niedzielnej mszy świętej. Czy w takim razie czy ktoś przyjdzie na mszę, skoro jest napisane: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego” (Ewangelia wg. św. Mateusza). No cóż, mam filozoficzno-religijny dylemat: czy teraz przyjście na mszę nie będzie grzechem? Jeśli przyjdą tylko ci, którzy zgodnie z komunikatem nie boją się zarażenia kornawirusem, to ich prawo, ale jeśli po mszy zarażą tych co się boją?
Faza III. Pierwsi zarażeni (jeszcze przed nami)
Nie wiem co będę czuł i jak zmieni się moje zachowanie. Czy przypominać wszystkim dookoła jak się zachowywali, co mówili? Może ich zachowanie się nie zmieni? Czy zmieni się obyczajowość społeczeństwa? Jak zmieni się kultura każdego z nas indywidualnie?
Plan jest taki, aby coś robić. Fot. Pixabay
Niedługo poznamy odpowiedzi, które jednak raczej niczego nie zmienią. No może tradycją stanie się butelka spirytusu w każdym domu i o kilka procent wzrośnie liczba mężczyzn myjących ręce po wyjściu z toalety. Kiedy pomyślę, że witałem się z każdym kto wyciągał rękę to widzę jaki byłem kulturalny i zarazem odważny (podobno w Polsce po wyjściu z toalety tylko 37% mężczyzn myje ręce ?!) 🙂
Afryka
W Afryce jest gorąco, susza, muchy tse-tse, kłusownictwo, od czasu do czasu ebola, a na co dzień HIV. Taki obraz mam z programów informacyjnych. Częściej oglądam programy przyrodnicze. W nich Afryka jest pełna lwów, krokodyli i nieujarzmionej przyrody. Jeśli prawda leży po środku to ja chcę zamieszkać na Madagaskarze. Temperatury w ciągu roku wahają się od 15 do 25 stopni Celsjusza. Brak drapieżników i urzędowy język francuski sprawiają, że na stare lata chce mi się uczyć tego pięknego języka. Nie chciałbym wyjeżdżać sam. Po koronawirusie przed innym wirusem koniecznie będę musiał znaleźć kilku emerytów i bezrobotnych, którzy razem ze mną opuszczą tutejszy klimat. Razem będziemy tęsknili i wspominali tylko to co było dobre. O moich planach żona dowie się, jeśli przeczyta ten tekst. Jak zareaguje? Myślę, że się ucieszy i tylko spyta: „po co czekać do emerytury?”
A tak będę wspominał Pasłęk. Fot. PixabayTak będę robił na Madagaskarze zakupy. Fot. Pixabay
Kiedyś małe sklepy były duże. Przynajmniej nie były za małe. Brakowało w nich cukru i pomarańczy, ale niewypakowany jeszcze z Żuka towar, był już sprzedany. Długa kolejka pełna młodych i starych, nawet przy ograniczonej możliwości zakupu cytryn, kawy, czekolad, Sportów (były takie papierosy) czy też innych tzw. luksusowych produktów, i tak dawała pewność, że w sklepie towaru dla wszystkich z kolejki nie wystarczy. Dwa największe sklepy w Pasłęku minionej epoki socrealizmu to: „Stodoła”, nazywana tak potocznie ze względu na swój ogrom nieproporcjonalny do wielkości dostaw, przy Bankowej oraz jeszcze większy Wiejski Dom Handlowy „Plon” przy ulicy Ogrodowej (dzisiaj „Biedronka”). Lata 90 to otwarte na Zachód granice, przez które przyszli biznesmeni zaczęli przywozić niewyobrażalne ilości towarów, których nieliczne sklepy ani rynek nie były w stanie pomieścić. Pasłęk nie miał, tak jak nie ma i dzisiaj, miejskiego architekta. Miał za to technika architektury z uprawnieniami do projektowania budowli parterowych. I właśnie dlatego dzisiaj Pasłęk pełen jest parterowych, małych: sklepików spożywczych, kwiaciarni, warzywniaków, cukierni … , czyli takich zwyczajnie brzydkich budek.
XXI wiek przyniósł nam dwie Biedronki, Netto, Lidla, Polo Market i jak na ten moment, kolejny tajemniczy market w budowie. Dlaczego te małe sklepy, z minionej 30 lat temu epoki, przetrwały? Ceny w nich wyższe, wybór mały, a do tego ciasno jak w sklepie z porcelaną.
Moi rodzice kupują ten konkretny chleb i to masło, które nie jest masłem ale poznać je można po opakowaniu, herbatę która nie jest herbatą … Problem jest wtedy, gdy z powodu lat i chorób nie mogą zakupów zrobić sami i mam zrobić je ja. Początki były pełne zdziwienia. Co ja kupiłem? Kupiłem masło. Tak, ale ojciec nie może jeść takiego masła bo jest za tłuste, tylko masło bez tłuszczu (?!). No tak. Przecież jedyna słuszna epoka nie miała stacji benzynowych ale CPN-y, nie buty sportowe ale adidasy, a masłem było każde smarowidło.
Kiedyś, w kolejce studenckiej stołówki, kucharka stojąca za ladą z chochlą w ręku zapytała: „Słucham”.
Kolega zdziwiony pytaniem od kucharki z chochlą stojącą nad garnkami typu kotły, szybko uznał pytanie za przejaw kultury wyższej i odpowiedział: „Zupę poproszę”.
Kucharka podenerwowana wstrzymywaniem kolejki: „Ale jaką?”
Kolega skrajnie zdziwiony: „Jak to jaką? Normalną!”
Kucharka: „Jest pomidorowa i ogórkowa”.
Kolega zaskoczony sytuacją, w której jeszcze nigdy nie był: „To ja mam wybór?”
(Przy okazji: Witas ile to już lat się nie widzieliśmy? Pamiętasz stołówkę w Radomiu?”)
Znów jest dzisiaj, ale w pasłęckim sklepie przy Bankowej (dawniej był to SAM, czyli sklep samoobsługowy) nie jest tak jak w latach siedemdziesiątych ale nie jest też to wiek XXI. Przede mną trzy osoby: starszy pan, starsza pani i pani nie tylko starsza ale widać, że też ciężko chora. Jestem wyrozumiały, cierpliwy i współczujący, i dlatego udaję, że „śpię”. Starszy Pan prosi o pieprz, który leży za nim. Sprzedawczyni wychodzi zza lady by podać mu pieprz, który leży na wyciągnięcie jego ręki. Jeszcze kilka produktów i pięć minut z hakiem minęło. Starsza Pani powiedziała co chce i sprzedawczyni, ku mojemu zaskoczeniu a radości starszej pani przyniosła nie to co ja myślałem, że przyniesie. I tak być powinno! Mówię jedno, myślę drugie a sprzedawca daje mi to co chcę. Kolej na starszą panią z laską, której trudno wymówić pozornie proste wyrazy, co najwyraźniej ją krępuje. Dlaczego zdziwiło mnie to, że chce kupić lody? Choć trochę przyjemności powinien codziennie zaznać każdy. To oczywiste, a ja byłem zaskoczony. Lody są w lodówce na końcu sklepu. Sprzedawczyni ich nie przyniesie bo wybór jest duży, więc starsza pani z laską musi podejść, aby wybrać smak, który jej w duszy gra. Nieładnie jest pisać, że trwało to wieki. Nieładnie jest opisywać trudność sprzedawczyni w zrozumieniu innych zamówień starszej pani z laską, ale trochę pokazując ręką, kilka trafień w ciemno i siatka była pełna. Minęły trzy wieki. Moja kolej. Kupiłem chleb jaki zawsze kupuje mama i jedyny słuszny gatunek jabłek. Brak wyboru czasami jest lepszy.
W Lidlu jest fajna muzyka, duże przestrzenie między regałami, ciekawy, egzotyczny towar opisany w kilku językach, ale też pośpiech przy kasie by nie blokować kolejki. I jak tu żyć, kiedy wszyscy się spieszą, kiedy trudno samemu znaleźć to czego się szuka, a dookoła wszyscy chcą pomóc nie tak jak byśmy tego chcieli, ale po swojemu? Małe sklepy muszą zostać! Nie posłuchamy w nich świąteczno-zakupowych melodii. Nie znajdziemy tam regałów ze zdrową żywnością. Towar jest za to droższy, czasem przeterminowany, ale wtedy w niższej cenie. Są też sprzedawcy rozumiejący klienta czasami starego, czasami chorego. Nie są to sklepy jednak dla wszystkich.
Oceniam ucznia na 6+
Oceniam ucznia na 6+
System oceniania uczniów jest tak niespójny jak sądowe wyroki w Polsce. Każdy Polak wie, że za kradzież batonika w supermarkecie grozi kara od „nikłej szkodliwości społecznej” do 2 lat więzienia. Wszystko zależy od oceny sytuacji przez sędziego, a nie jak niektórzy naiwni myślą, od dodatkowych okoliczności. Śmiem twierdzić, że za tę samą pracę klasową uczniowi grozi ocena od 1 do 6. Nie oto jednak idzie aby zmienić mentalność tysięcy polskich nauczycieli, bo to jest niemożliwe. Marzy mi się rozwiązanie systemowe, które uwolni ich, dzieci i rodziców od stresu walki o przeciętność.
Kategorycznie należy zabronić nauczycielom stawiania szóstek i jedynek. Skala od 2 do 5 wyraźnie wskazuje poziom wiedzy jaką nabył uczeń. Wraz z nadejściem końca roku eDziennik powinien wyliczyć średnią i … do akcji wkraczałby nauczyciel ! Ma on prawo podnieść ocenę końcową o jeden, ale i może każdą ocenę obniżyć o jeden. Musi to jednak uzasadnić. Nie, to nie będzie nic trudnego. Przykładowe powody:
1. „Podwyższam ocenę o jeden bo uczeń w moim przedmiocie osiągnął sukces wykraczający poza mury tej szkoły i zajął 7 miejsce w konkursie wojewódzkim.”
2. „Obniżam ocenę o jeden bo nigdy nie był na zajęciach.”
Dzisiaj, patrząc uczniowi w oczy można mu obniżyć ocenę o jeden bez wyraźnego powodu. To jest prawo, z którego nauczyciele korzystają nagminnie. Niestety, duszą się udawaniem, że tak naprawdę to uczeń sam sobie jest winien bo niby nie zrozumiał pytania a innym razem na klasówce pisał zbyt niewyraźnie itp. Nie. Nauczyciel powinien mieć prawo do jawnego wyrażania braku sympatii do konkretnego ucznia obniżając mu ocenę.
Nauczyciel nie powinien również robić „krzywdy ponad miarę” uczniowi, którego lubi. Wyraźna piątka świadczy dostatecznie o tej sympatii. Brak szóstki jest dla ucznia i jego rodziców dowodem, że młody człowiek z danego przedmiotu jest przeciętny i nic ponadto. Ilu „pozornie zdolnych” wybrało dalszą edukację bo uwierzyło, że są ponadprzeciętni? Zdziwienie na studiach i utrata roku lub więcej by zrozumieć, że nauczyciel okłamał mnie zawyżając mi oceny.
Proponowany system chroniłby zarówno nauczycieli jak i uczniów. Ci pierwsi nie mogliby stawiać szóstek dziecku prezydenta, które jest przeciętne, bo chroniłby ich system. Zdolny uczeń nie musiałby bać się nauczyciela, który stawia mu tylko jedynki, bo go nie lubi.
Cały ten system byłby tylko małym kroczkiem ku normalności. Czy nie byłoby wspaniale, aby lekarzami czynić tylko tych, którzy w szkole uczyli się na sześć z chemii i biologii. Co z tego, że byli przeciętni z geografii. Dlaczego kandydat na prezydenta nie pokazuje swojego świadectwa ze szkoły średniej? Bo nikt rozsądny nie bierze ocen szkolnych na poważnie. Czy dzisiaj dla kogokolwiek ma znaczenie, jakim ktoś był uczniem? Czy ma znaczenie, kto jakie kończył studia? Tak jest tylko w tej „głupszej” części kultury zachodniej, czyli nie u nas. Dlatego takiego systemu niestety nikt nie wdroży. Dominuje u nas pogląd: „po co zresztą cokolwiek zmieniać, skoro mamy najlepszy system edukacyjny na świecie, czego dowodem jest fakt, że Uniwersytet Jagieloński jest już w trzeciej setce najwyżej ocenianych uczelni świata!”
Co to by zmieniło?
System nie dyskryminowałby uczniów, którzy mają problemy w którymś z przedmiotów. Mogliby więcej czasu poświęcić temu co lubią. Bycie panem i władcą w szkole nie jest dobre. Najgorzej na tym wychodzą „dręczeni” przez nauczycieli uczniowie. Ale nie tylko. Jak pokazały eksperymenty, posiadanie władzy psuje każdego. Ilu nauczycieli zostało znienawidzonych na całe życie? O tym nikt głośno nie mówi. Zmiana systemu oceniania, być może uratowałby wiele nauczycielskich dusz niezależnie od wiary i niewiary.
Od nauczycieli należy oczekiwać tylko tego aby uczyli. Dzisiaj ocena nie ma większej wartości poza jedynką, która uniemożliwia przejście do następnej klasy. Czy to coś zmienia? Jeśli będzie ambitny znajdzie sposób aby zdać w jakiejś szkole maturę, zrobi zaoczne, zdalne studia, zrobi doktorat i zostanie kim tylko będzie chciał. Zostaną jedynie niemiłe wspomnienia.