Gra anioła (Ruiz Zafon)
Gra anioła (Ruiz Zafon)
Po książkę sięgnąłem z pewną obawą. Ruiz Zafon jest autorem książki, którą uważam za jedną z najciekawszych jakie było mi przeczytać – „Cień wiatru”. Do tego „Gra Anioła” jest jej kontynuacją, chociaż jej akcja rozgrywa się dwa pokolenia wcześniej. Styl pisarski należy do tych, które szczególnie lubię – przesiąknięty porównaniami i barwnymi metaforami.
Muszę jednak napisać o tym co mi najbardziej w tej książce przeszkadza. A mianowicie odnoszę wrażenie, że sukces pierwszej powieści wymusił kontynuację. Akcja w nowej książce jest bardziej mroczna i tajemnicza, i przez to „bardziej” staje się mniej realna. Kolejny mankament to główny bohater. Mam przyjąć, że kilka klas szkoły podstawowej czyni z głównego bohatera erudytą i mistrzem pióra. Przyjmując, że życie dało mu więcej niż szkoła średnia i studia razem wzięte to niech chociaż zachowuje się mądrze, a przynajmniej logicznie. Czytając ostatnie 200 stron chce się wskoczyć do książki i nawrzucać mu od kretynów nie umiejących powiązać fakty, pchające go w życiową przepaść.
Zapewne (jeśli piorun nie uderzy w pasłęcką bibliotekę) wypożyczę również „Labirynt duchów”, będący kontynuacją wspomnianych książek i składających się razem z nimi na barcelońską trylogię. Nie jestem pisarzem, więc tylko mogę sobie wyobrazić jak ciężko napisać trzy rewelacyjne książki, które stanowić mają całość. To może przypominać grę w szachy z samym sobą, w której to grze sympatyzujemy z tylko jedną ze stron szachownicy. Tolkien we „Władcy Pierścieni” miał pomysł na wielką przygodę, którą podzielił na trzy części, z których każda jest tak samo dobra. Autor powieści „Gra anioła” najwyraźniej rozwijał swoje pomysły w trakcie pisania. Takie odniosłem wrażenie.
Mimo zastrzeżeń polecam „Grę anioła” dla każdego kto lubi kwiecisty język, tajemnicze historie i … czytał wcześniej „Cień wiatru”.
Roman Cichocki
Narratorem jest Śmierć, miejscem akcji hitlerowskie Niemcy, główną bohaterką kilkunastoletnia dziewczynka Lisa Meminger. Skoro nawet jej losy wzbudziły tyle emocji u Narratora to z pewnością i każdy, czytając tę książkę dozna przeżyć, dla których zazwyczaj sięgamy po książki. Oprócz nich otrzymamy wiele pytań, których większość czytelników (zwłaszcza w Polsce) do tej pory sobie nie zadawała.

Opowiadania kołymskie nie jest książką, którą mogę przeczytać jednym tchem od deski do deski. Co prawda tłumacz zachęca do jej przeczytania wszystkich opowiadań, wiedząc zapewne, że każda z opowiedzianych historii choć tak różna jest łatwa do przewidzenia jak pogoda na Syberii.
Historia powstania dzieła jest co najmniej dziwna. Życie autora i jego śmierć również. Treść książki idealnie wpisuje się w ten krajobraz. Była pisana na przełomie XVIII i XIX wieku, przez około 10 lat (!). Wydano ją wiele lat po śmierci autora. Jako, że nieznana jest wizja autora, powieść wydawana jest w różnych wersjach mających istotny wpływ na jej odbiór przez czytelnika. Napisał ją Polak, po francusku, a główna akcja rozgrywa się w Hiszpanii. Była to zapewne książka w swej formie i treści wyprzedzająca swą epokę (oświecenie) o kilkadziesiąt lat. Równie dobrze jej autorem mógłby zostać jeden z dzisiejszych pisarzy.
wróciłem, tym razem lepiej przygotowany, do czytania tej intrygującej powieści. Przygotowanie to polegało na używaniu dwóch zakładek, wykonywaniu notatek (efektem jest poniższy schemat powieści) oraz czytania całych historii opowiadanych przez bohaterów (wymagało to przeskakiwania rozdziałów i powracania do miejsc pominiętych).
Książka nie dla każdego. Zanim przeczytasz posłuchaj piosenki The Beatles pod tym samym tytułem. Nastrój piosenki idealnie współgra z nastrojem powieści . Jeśli nie byłeś w Japonii, albo nie czujesz choć trochę „klimatu” tego kraju to wejdź do Internetu i pooglądaj zdjęcia Tokio, Nary oraz krajobrazów japońskich plaż i gór. Watanabe, główny bohater powieści, dużo czyta i słucha zachodniej muzyki. Czułem prawie obowiązek przeczytania tego co czytał bohater i posłuchania tego co grało w tle tej książki.
Kirinyaga to jedna z niewielu książek, którą przeczytałem dwa razy. Każda z osób, której ją pożyczyłem, nie wyłączając tych nie lubiących fantastyki, była nią pozytywnie zaskoczona.
(w trakcie opracowania)
To nie jest książka, którą trzeba przeczytać przed śmiercią. Wręcz przeciwnie. Może ona mocno zachwiać podstawamy chrześcijańskiej wiary, zwłaszcza u „wiedzących trochę mniej”. Wypożyczyłem tę powieść przypadkiem (jak wiele innych książek wcześniej) – śpieszyłem się a ona leżała gdzieś blisko pani bibliotekarki. Jest to zdecydowanie dobry wybór, dla tych którzy chcą lub muszą podnieść u siebie poziom emocji.
najedzony głodnego … itp. itd. Z wiarą i niewiarą jest podobnie.
Życie Pi (Yan Martel)
Życie Pi
Dlaczego warto przeczytać „Życie Pi” Yana Martela? A może wystarczyć obejrzeć film? Książka opowiada o losach nastoletniego chłopca, a właściwie o dniach które przewróciły jego życie do góry nogami. Myślę, że większość z nas może wrócić myślami do chwili, w której podjęcie innej decyzji zmieniłoby wszystko co nas później spotkało. Pi – bohater powieści, nie zdecydował sam. Los zdecydował za niego, albo po prostu – jak kto woli – tak musiało być! Po za tym to nie jest zwykła historia.
Autor powieści udowadnia, tak jak w XIX wieku Juliusz Verne, że świat dalej jest pełen fascynujących tajemnic. Fabuła książki nie należy do tych, które chcielibyśmy przeżyć. Jest naznaczona cierpieniem i tragedią najbliższych. Mimo to (a może właśnie dlatego), że jest taka nierealna (ale prawdopodobna) to chcemy ją poznać.
Film pozornie zbytnio nie różni się od książki. Brakuje w nim wątku spotkania na morzu innego rozbitka. Nie ma też brudu i smrodu rozkładającego się mięsa, który otacza bohatera pozbawionego słodkiej wody. Czytając książkę można poczuć beznadzieję rozbitka, jego bezsilność, cierpienie i chęć przeżycia. W adaptacji filmowej reżyser, a może scenarzysta dodał za to wiele niesamowitych scen piękna oceanu, za które zresztą film dostał w 2013 kilka Oscarów (reżyseria, efekty specjalne, zdjęcia, muzyka). Najważniejsza jednak dla mnie było różnica w odbiorze całej historii. W końcowych scenach rozbitek opowiada wszystko co go spotkało w dwóch różnych wersjach (nie chcę wchodzić w szczegóły, aby nie zdradzić treści książki). Czytając książkę odniosłem wrażenie, że prawdziwą historią jest ta pierwsza, a oglądając film naszły mnie wątpliwości i za bardziej prawdopodobną wybrałem drugą wersję opowieści.
Polecam książkę i film – właśnie w takiej kolejności. Poniżej kilka kadrów z filmowej adaptacji książki, które mam nadzieję zaintrygują choćby do obejrzenia filmu.