Postanowiłem pomóc szkole, a właściwie nauczycielom. „Nie chcą tego, ale i tak im pomogę.”
System oceniania uczniów jest tak niespójny jak sądowe wyroki w Polsce. Każdy Polak wie, że za kradzież batonika w supermarkecie grozi kara od „nikłej szkodliwości społecznej” do 2 lat więzienia. Wszystko zależy od oceny sytuacji przez sędziego, a nie jak niektórzy naiwni myślą, od dodatkowych okoliczności. Śmiem twierdzić, że za tę samą pracę klasową uczniowi grozi ocena od 1 do 6. Nie oto jednak idzie aby zmienić mentalność tysięcy polskich nauczycieli, bo to jest niemożliwe. Marzy mi się rozwiązanie systemowe, które uwolni ich, dzieci i rodziców od stresu walki o przeciętność.
Kategorycznie należy zabronić nauczycielom stawiania szóstek i jedynek. Skala od 2 do 5 wyraźnie wskazuje poziom wiedzy jaką nabył uczeń. Wraz z nadejściem końca roku eDziennik powinien wyliczyć średnią i … do akcji wkraczałby nauczyciel ! Ma on prawo podnieść ocenę końcową o jeden, ale i może każdą ocenę obniżyć o jeden. Musi to jednak uzasadnić. Nie, to nie będzie nic trudnego. Przykładowe powody:
1. „Podwyższam ocenę o jeden bo uczeń w moim przedmiocie osiągnął sukces wykraczający poza mury tej szkoły i zajął 7 miejsce w konkursie wojewódzkim.”
2. „Obniżam ocenę o jeden bo nigdy nie był na zajęciach.”
Dzisiaj, patrząc uczniowi w oczy można mu obniżyć ocenę o jeden bez wyraźnego powodu. To jest prawo, z którego nauczyciele korzystają nagminnie. Niestety, duszą się udawaniem, że tak naprawdę to uczeń sam sobie jest winien bo niby nie zrozumiał pytania a innym razem na klasówce pisał zbyt niewyraźnie itp. Nie. Nauczyciel powinien mieć prawo do jawnego wyrażania braku sympatii do konkretnego ucznia obniżając mu ocenę.
Nauczyciel nie powinien również robić „krzywdy ponad miarę” uczniowi, którego lubi. Wyraźna piątka świadczy dostatecznie o tej sympatii. Brak szóstki jest dla ucznia i jego rodziców dowodem, że młody człowiek z danego przedmiotu jest przeciętny i nic ponadto. Ilu „pozornie zdolnych” wybrało dalszą edukację bo uwierzyło, że są ponadprzeciętni? Zdziwienie na studiach i utrata roku lub więcej by zrozumieć, że nauczyciel okłamał mnie zawyżając mi oceny.
Proponowany system chroniłby zarówno nauczycieli jak i uczniów. Ci pierwsi nie mogliby stawiać szóstek dziecku prezydenta, które jest przeciętne, bo chroniłby ich system. Zdolny uczeń nie musiałby bać się nauczyciela, który stawia mu tylko jedynki, bo go nie lubi.
Cały ten system byłby tylko małym kroczkiem ku normalności. Czy nie byłoby wspaniale, aby lekarzami czynić tylko tych, którzy w szkole uczyli się na sześć z chemii i biologii. Co z tego, że byli przeciętni z geografii. Dlaczego kandydat na prezydenta nie pokazuje swojego świadectwa ze szkoły średniej? Bo nikt rozsądny nie bierze ocen szkolnych na poważnie. Czy dzisiaj dla kogokolwiek ma znaczenie, jakim ktoś był uczniem? Czy ma znaczenie, kto jakie kończył studia? Tak jest tylko w tej „głupszej” części kultury zachodniej, czyli nie u nas. Dlatego takiego systemu niestety nikt nie wdroży. Dominuje u nas pogląd: „po co zresztą cokolwiek zmieniać, skoro mamy najlepszy system edukacyjny na świecie, czego dowodem jest fakt, że Uniwersytet Jagieloński jest już w trzeciej setce najwyżej ocenianych uczelni świata!”
Co to by zmieniło?
System nie dyskryminowałby uczniów, którzy mają problemy w którymś z przedmiotów. Mogliby więcej czasu poświęcić temu co lubią. Bycie panem i władcą w szkole nie jest dobre. Najgorzej na tym wychodzą „dręczeni” przez nauczycieli uczniowie. Ale nie tylko. Jak pokazały eksperymenty, posiadanie władzy psuje każdego. Ilu nauczycieli zostało znienawidzonych na całe życie? O tym nikt głośno nie mówi. Zmiana systemu oceniania, być może uratowałby wiele nauczycielskich dusz niezależnie od wiary i niewiary.
Od nauczycieli należy oczekiwać tylko tego aby uczyli. Dzisiaj ocena nie ma większej wartości poza jedynką, która uniemożliwia przejście do następnej klasy. Czy to coś zmienia? Jeśli będzie ambitny znajdzie sposób aby zdać w jakiejś szkole maturę, zrobi zaoczne, zdalne studia, zrobi doktorat i zostanie kim tylko będzie chciał. Zostaną jedynie niemiłe wspomnienia.
Total War. Rome. Zniszczyć Kartaginę (David Gibbins)
Przeczytałem tę książkę w bólach. Piszę o niej, gdyż w serwisie księgarni Empik autor opisu najwyraźniej przeczytał jej streszczenie lub nie wszystko do niego dotarło. Kartagina nie stała na drodze do nieograniczonej ekspansji Rzymu, jak napisano w opisie. Książka nie jest również wzorowana na grze komputerowej (opis w innej recenzji). Rzymianie, w II wieku przed naszą erą, nie byli w ogóle zainteresowani ekspansją, takie jest przynajmniej przesłanie zawarte w powieści. To Kartagina dążyła do zdominowania handlu i zagrażała militarnie Rzymowi, który swoją ekspansję zamierzał zakończyć podbojem Grecji. Autor opisuje znaczenie przypadku i rolę pojedynczych ludzi w kreowaniu rzeczywistości. Gdyby nie było Kartaginy to nie byłoby też wielkiego Rzymu. Tak rozumiem autora, kogoś kto lata spędził na poznaniu świata, który wieki temu przeminął. Wodzowie tak wielcy jak Scypion zostali zapomniani mimo, że to oni utorowali drogę dla Juliusza Cezara i Oktawiana Augusta.
Nie polecam tej książki czytelnikom zwracającym szczególną uwagę na styl pisarski autora. Odnoszę wrażenie, jakby uczestniczył on w wydarzeniach powieści, ale spisał je gdy był już stary i nie wszystko dobrze pamiętał. Dzieje się tak, gdyż David Gibbins z zawodu jest archeologiem. Brał udział w badaniach odkrytych śladów starożytnej Kartaginy. Do tego jest pasjonatem historii tamtego okresu. Kiedy dotarł do skromnych zapisków o rzymskim wodzu Scypionie Emilianie Afrykańskim, który ostatecznie dokonał zniszczenia Kartaginy, uczynił go główną postacią swojej powieści.
„Rome” to powieść należąca do gatunku fikcji historycznych. Czasami świetny pisarz poznaje jakąś historię i pisze książkę stylistycznie świetną, ale mijającą się często z faktami. Innym razem, zawodowy historyk pragnie przebić się ze swoją pasją do szerokiego grona czytelników i zamyka w powieści swoją wiedzę łącząc ją z wymyślonymi historiami. David Gibbins to nie Umberto Eco, autor „Imienia róży”.
Z początku zbyt wiele postaci sprawia, że łatwo jest się zgubić w gąszczu imion, gdzie każdy bohater ma kilka imion, które dziedziczy po dziadku, ojcu, albo swoim patronie, którzy też występują na kartach tej książki. Nie lubię też, gdy akcja książki nie jest płynna. Historia dzieje się w okresie kilku miesięcy by w kolejnym rozdziale przeskoczyć kilka lat do przodu, a w kolejnym kilkanaście, dalej ponownie o kilka lat by nagle się skończyć bez zamknięcia kilku wątków. Prawdę powiedziawszy tych bocznych wątków to praktycznie nie ma. Miłość głównego bohatera do Julii, której owocem był wielki Juliusz Cezar, rozgrywa się na kartach jednego rozdziału. W dalszej części powieści jest jedynie osnową do rywalizacji z innym rzymskim wodzem Metellusem, mężem Julii. Na końcu książki autor, i to jest akurat szczególnie interesujące, opisuje co w książce opierało się na faktach a co było fikcją. Jest to o tyle ważne, by nie wpaść w przeświadczenie, że poznaliśmy wczesną historię Rzymu. Tak mogło być, ale raczej tak nie było! Jak stwierdził autor, za mało pozostało źródeł pisanych z tamtych czasów.
Wartością książki jest wiedza historyczna i ciekawy rys psychologiczny (skromny, ale zawsze) głównej postaci powieści Scypiona Emiliana Afrykańskiego. Najpierw poznajemy nastoletniego chłopca, bohatera bitwy z Macedończykami pod Pydną. Jest on wzorem cnót Rzymianina. Jakich? Nie chcielibyście mieć dzieci z takimi cnotami! Nie pije, nie ugania się za prostytutkami, ale kształci się na dobrego dowódcę ćwicząc na niewolnikach różne techniki wbijania i sprawnego wyciągania gladiusa (miecz rzymski) z ich ciał. Nie ma litości dla zdrajców. Bohaterskich wrogów też zabija, ale już bez okrucieństwa. Od dziecka owładnięty jest spełnieniem swojego, jak uważa, przeznaczenia którym jest podbój Kartaginy. Jego zrozumienie potrzeb swoich dzielnych żołnierzy polega na pozwalaniu dokonywania rzezi na ludności podbitego miasta. Żołnierze za to go kochają, gdyż gwarantuje on im wojenne łupy i zaspokojenie żądzy krwi. Autor książki jest pasjonatem militariów. Nie tylko kolekcjonuje ale również ćwiczy używanie dawnych rodzajów broni. Jego opisy są więc bardzo szczegółowe, kiedy wyjaśnia techniki jakich używano zabijając wrogów w zależności od stosowanej broni. To też jest wartość wiedzy historycznej! Okrucieństwo tamtych czasów przewyższa każde jakie znajdujemy choćby w historii XX wieku. Różnica polega w skali. Mordując całe, duże miasto zabijano kilka tysięcy kobiet, dzieci, starców i mężczyzn, którzy byli tacy sami jak ich oprawcy.
Wszyscy znamy wynik wojen pomiędzy Rzymem i Kartaginą. Nie zdradziłem więc niczego co stanowiłoby źródło zaciekawienia tą książką. Polecam ją tym, którzy chcą poznać nasze korzenie: moralność, z której wywodzi się nasza moralność oraz źródło kultury zachodniej cywilizacji. Docenimy wtedy postęp jakiego dokonała ludzkość na przestrzenie dwóch tysięcy lat. Czy jesteśmy w pół drogi, dalej czy bliżej? Czytając powieści, jednym ze stałych pytań jest to czy chciałbym żyć w tamtych czasach czy nie? W tej książce wolałbym żyć daleko od wielkiej historii Rzymu. Jak będę miał możliwość to wybiorę inną epokę.
Autor książki: David Gibbins
Główni bohaterowie:
Scypion – Publisz Kornelisz Scypion Emilian Afrykański
Emiliusz Paulus – Lucjusz Emiliusz Paulus Macedoński (ojciec Scypiona)
Fabiusz – Fabiusz Petroniusz Sekundus (przyjaciel Scypiona)
Metellus – Kwintusz Cecyliusz Metellus Macedoński (wróg Scypion, mąż Julii)
Petreusz – Gnejusz Petreus Atynus (nauczyciel sztuki wojennej Scypiona)
Polibiusz – grecki nauczyciel Scypiona, dowódca, autor „Dziejów” (przyjaciel i doradca Scypiona)
Internet LTE w Pasłęku – który dostęp jest najlepszy
Schemat dostępu Internetu poprzez LTE
Jeśli nie masz stałego łącza internetowego z powodów czysto technicznych to najlepszym rozwiązaniem w Pasłęku jest skorzystanie z usługi dostępu poprzez sieć LTE, którą w Pasłęku oferują: T-Mobile, Orange, Plus, Play i Aero2. Artykuł traktuje o tym jak dokonać wyboru dostawcy? Nie można odpowiedzieć na pytanie, który dostęp jest najlepszy ani też, który jest najszybszy (są to dwa różne pojęcia). Dlaczego? Z tego samego powodu, dla którego mieszkańcy ze wsi Rogajny nie przyjeżdżają do Pasłęka pociągami ani samolotami. Ferrari też nie będzie wiele szybsze od Golfa II na trasie Rzędy-Pasłęk. To, że w testach Ferrari jest szybsze to na pasłęckich drogach ma niewielkie znaczenie. Zacznę od podsumowania, które jest efektem rozważań i testów przedstawionych w dalszej części artykułu.
Podsumowanie
BTS – komin mleczarni, ul. Dworcowa
1. Wybór „najlepszej oferty” zależy od:
a. pieniędzy, które chcemy co miesiąc płacić za dostęp do Internetu, b. naszego położenia względem nadajnika (węzła) BTS i jego obciążenia, (link do wykazu stacji BTS w Pasłęku) c. posiadanych urządzeń do odbioru Internetu (antena, router).
2. W Pasłęku sygnał LTE nadawany jest na częstotliwościach: 800, 900, 1800, 2100 , 2600 MHz (różny w zależności od nadajnika BTS i firmy : Plus, Orange, T-Mobile, Play, Aero2)
3. Kupując antenę zewnętrzną do odbioru sygnału LTE wybierz taką, na której nadawany jest sygnał twojego dostawcy (patrz tabela poniżej) lub uniwersalną (wtedy nie będziesz musiał zmieniać anteny przy zmianie dostawcy usługi dostępu do internetu). Jeśli nadawany jest sygnał w kilku częstotliwościach to wybierz antenę i modem, które odbierają dwa sygnały (tzw. dual MIMO). Prędkość internetu będzie wtedy wyższa.
4. Jeśli antena będzie mocowana w miejscu, z którego widać nadajnik BTS (patrz mapka poniżej BTS w Pasłęku i okolicach) to wybierz antenę kierunkową. Jeśli nie widzisz nadajnika z punktu mocowania anteny to wybierz antenę dookólną.
5. Zwróć uwagę na rodzaj kabla, długość i końcówki jakie oferowane są wraz z anteną. Końcówki muszą pasować do Twojego routera (u mnie np. są to SMA). Kabel nie powinien być zbyt krótki (to oczywiste), ale też zapas długości nie powinien być zbyt przesadzony (patrz tabela: Tłumienie sygnału w kablu).
6. Jeśli nie masz jeszcze wybranego dostawcy internetu to wybierz tego, którego nadajnik (BTS) ma, w miejscu twojego odbioru, najlepszy sygnał (tzn. nie jest zasłonięty budynkami i drzewami oraz jest blisko) oraz nie jest przeciążony dużą ilością innych odbiorców (tzn. ma wystarczająco dużą przepustowość). W Pasłęku na dzień pisania artykułu, w miejscu mojego zamieszkania (ul. Piłsudskiego) teoretycznie najszybszy internet dostarczają: T-Mobile i Orange (usługę niestety mam wykupioną w Plusie?!, więc radzę sobie, w sytuacjach krytycznych, poprzez zmianę karty w routerze z Plusa na T-Mobile), gdyż nadają sygnał na dwóch częstotliwościach. Nie wiem jednak jakie jest całodobowe obciążenie ich sieci i jakie zawierają ograniczenia w swoich umowach z klientami.
7. Sprawdź zapis w umowie z dostawcą Internetu mówiący o najniższej przepustowości. U mnie jest to 32 kb/s, czyli w praktyce oznacza to niemożność normalnej pracy w Internecie.
U mnie są takie zapisy:
„Po przekroczeniu w jednym Okresie rozliczeniowym podstawowego limitu transmisji danych …., prędkość transmisji danych zostanie obniżona do prędkości maksymalnie 32 kb/s, chyba że Abonent korzysta z Usługi „Internet LTE bez końca.”
W innym punkcie:
„W celu umożliwienia wszystkim Abonentom sprawiedliwe korzystanie z sieci …. stosuje zasady Fair-Usage-Policy („FUP”). …. Realizowane jest to poprzez przydzielenie odpowiednich wartości parametrów dostępu do sieci telekomunikacyjnej zgodnie z rosnącym zużyciem danych, w tym obniżenie prędkości transmisji danych do prędkości maksymalnej 32kb/s.”
Uwaga nr 1! Przyzwoita prędkość dla DOWNLOAD to 10 000 kb/s (10Mb/s)! Jeśli prowadzisz kanał w serwisie Youtube to zwróć uwagę na parametr UPLOAD (nie wiem czy w Pasłęku jest osiągalne 30 MB/s, ale powyżej 10MB/s umożliwi prowadzenie wideo zajęć lekcyjnych w „niższej rozdzielczości”). Ty możesz mieć większe wymagania!
Uwaga nr 2! Nie ważne, która sieć jest najlepsza w Polsce. Ważne jest, które sieć jest najlepsza dla Ciebie, która jest najszybsza przez całą dobę w „Twoim mieszkaniu!”
BTS – dach budynku, ul. Mickiewicza
Jak wybrać dostawcę usługi LTE?
Sprawdź w poniższej tabeli i poniższej mapce, które nadajniki BTS teoretycznie są umieszczone w linii prostej od Twojej anteny lub routera (nie zasłaniają anten BTS żadne budynki ani drzewa). Odczytaj, która sieć telefonii komórkowej korzysta z tego nadajnika.
Jeśli masz router to kup karty dostępu do sieci LTE wszystkich dostawców z terenu Pasłęka (Plus, T-Mobile, Orange, Aewro2, Play). Koszt jednej karty to około 5 zł. Rano, w południe i wieczorem wkładaj po każdej karcie i testuj prędkość łącza np. na stronie: https://www.speedtest.net/pl lub pobierz aplikację SPEEDTEST (zainstaluj ją na swoim komputerze). Możesz też skorzystać z rady sąsiada, który ma antenę-okno z tej samej strony co Ty.
Wieczorem, w Pasłęku sieć Plus jest mocno przeciążona i bez względu na to jaki masz sprzęt to Twoja prędkość będzie spadała poniżej 1MB/s (często jest tak u mnie). Możesz mieć świetny poziom sygnału, ale to i tak nic nie da, jeśli w umowie masz ograniczenie prędkości. Możesz też mieć „dobrą umowę”, ale Twoja antena jest zamocowana w miejscu, które uniemożliwia osiągnięcie dobrego poziomu sygnału i wtedy też nie osiągniesz prędkości określonych w umowie (albo takie prędkości jakie ma sąsiad, który mieszka piętro wyżej).
BTS – wieża kościoła
Jakie są rodzaje dostępu do internetu?
Rodzaje łączy internetowych: stałe (telefoniczne -bardzo wolne, telewizja kablowa – wolne, światłowodowe – bardzo szybkie), radiowe (mobilne -UMTS – wolne, LTE – szybkie(?!- to zależy). Najszybsze jest przyłącze światłowodowe! Nie wiem, czy takie łącze jest w Pasłęku dostępne.
Określenie częstotliwości na jakiej nadaje BTS są wartościami zaokrąglonymi. Fale radiowe, które wykorzystywane są w telekomunikacji mobilnej zajmują pasmo fal od 45Hz.0 MHz do 2600 MHz. Na przykład, Orange Polska ma do dyspozycji 15 MHz w tym paśmie. Oznacza to, że wykorzystać może np. częstotliwości: 2520-2535 MHz oraz 2640-2655 MHz. W praktyce piszemy: 2600 MHz.
Generalnie im niższa częstotliwość tym lepszy zasięg bo lepsza jest propagacja (czyli rozprzestrzenianie) w powietrzu. Z kolei częstotliwości wyższe są bardziej podatne na tłumienie w powietrzu. Sieć Plus nadaje tylko na częstotliwości 2600 MHz, czyli teoretycznie na najbardziej podatnej na zakłócenia. Pozostałe sieci nadają sygnały na kilku częstotliwościach!
Poniżej, mapa z przekaźnikami BTS w Pasłęku i okolicy. Określ miejsce swojego zamieszkania i sprawdź, który nadajnik: położony jest najbliżej i czy po drodze występują jakieś przeszkody (budynki). Kiedy wybierzesz nadajnik to sprawdź, w tabeli powyżej, na jakich częstotliwościach nadawany jest sygnał? Sygnał nadawany w częstotliwości niższej (np. 900) jest bardziej „odporny” na zakłócenia niż sygnał nadawany na częstotliwościach wyższych (np. 2600). Jeśli nadajnik wysyła sygnał na dwóch lub więcej częstotliwościach to mając router (modem) do pracy w trybie LTE A prędkość internetu można podwoić.
Nadajniki BTS
ładowanie mapy - proszę czekać...
BTS wieża kościoła: 54.066365, 19.657438
BTS Mickiewicza 10: 54.065099, 19.656038
BTS Dworcowa 9 komin i dach budynku: 54.047799, 19.656601
BTS Zielonka Pasłęcka 102A: 53.991385, 19.702220
BTS Kielminek 14: 54.010139, 19.706340
Nowa Wieś, maszt sieci PLUS: 54.026667, 19.666389
BTS wieża kościoła Wieża kościoła św. Bartłomieja
T-Mobile LTE1800 LTE2100 UMTS2100 UMTS900 GSM900
Orange LTE1800 LTE2100 UMTS2100 UMTS900 GSM900
Play LTE1800 LTE2100 LTE2600 UMTS2100 UMTS900 GSM900
BTS Mickiewicza 10 BTS na budynku przy ul. Mickiewicza 10
Plus LTE2600 UMTS2100 UMTS900 GSM900
Aero2 LTE1800 LTE900
BTS Dworcowa 9 komin i dach budynku BTS na ulicy Dworcowej - komin mleczarni i dachu budynku nr 9
Play (komin) LTE1800 LTE2100 LTE2600 LTE800 UMTS2100 UMTS900 GSM900
Plus (dach budynku) UMTS900 GSM900
Aero2 (dach budynku) LTE1800
BTS Zielonka Pasłęcka 102A BTS Zielonka Pasłęcka 102A maszt własny PLAY
Orange LTE2100 LTE2600 UMTS2100 UMTS900 GSM900
Play LTE1800 LTE2100 UMTS2100 UMTS900 GSM900
BTS Kielminek 14 BTS Kielminek 14 maszt T-mobile
T-mobile LTE1800
Orange LTE1800
Nowa Wieś, maszt sieci PLUS Plus, Nowa wieś, maszt Plusa, GSM900, UMTS900
Aero2, maszt Plusa, LTE1800 LTE900
Uwaga! To co oferuje dostawca internetu (prędkość) jest ofertą teoretyczna tzn. przy założeniu, że klient ma „idealny sprzęt” i korzysta z internetu będąc w „idealnym miejscu” , dodatkowo są to parametry maksymalne tzn. w praktyce nigdy nie osiągalne!
Jaki router, antena, kabel?
Nie potrzebujesz zewnętrznej anteny LTE jeśli: masz dobry sygnał LTE. W praktyce oznacza to, że nic nie zasłania Twojego miejsca, w którym korzystasz z Internetu i jesteś blisko nadajnika BTS w linii prostej.
Jeśli masz słaby poziom sygnału to kup antenę odpowiednią do częstotliwości, na której nadaje Twój pasłęcki BTS (patrz tabela powyżej). Nawet jeśli producent zachwala swoją antenę, że poprawia sygnał o 25 dBi to jest to tylko wartość laboratoryjna. W rzeczywistości siła jest większa o tyle o ile sygnał wewnątrz Twojego mieszkania jest słabszy niż na zewnątrz (u mnie to wynosi w zależności od pogody od 4dBi do 8dBi). Jeśli masz bardzo dobry poziom sygnału bez anteny to ona niczego nie zmieni.
Pamiętaj! Nawet najlepszy poziom sygnału niczego nie zmieni jeśli węzeł BTS ma małą przepustowość. Tak jest w przypadku węzła sieci Plus umieszczonego na dachu budynku przy ul. Mickiewicza.
Antenę i router łączy kabel. Na długości 10 m kabla tracimy od 2,5dB do 5 dB (patrz zestawienie poniżej dla kabla H155). Są kable lepsze (droższe o kilkadziesiąt złotych za 10m) i gorsze. Lepsze kable często są grubsze więc trudniej jest je ułożyć na dużej długości.
Należy poświęcić po 5zł na starter każdej z czterech sieci i sprawdzić zasięg empirycznie, wsadzając kartę do routera.
Zdarzają się lokalizacje, gdzie np. T-mobile ma uruchomione LTE 800, a Orange 2100. Zdarzają się lokalizacje, np. ściana wschodnia, gdzie w Orange będzie lepiej działać LTE 2100 i 1800, a w Plusie jedynie LTE 2600.
Najlepiej sprawdzić wszystko na karcie danego operatora.
Pytanie sąsiadów bardziej zamiesza w głowie niż pomoże. Na temat pasm, częstotliwości, testowania sieci niewiele osób potrafi coś powiedzieć. Częste są sytuacje w stylu „Orange ma u mnie o wiele lepszy zasięg, pięć kresek, a w Plusie miałem tylko jedną”. Owszem, jednak bez uwzględnienia technologii nie ma to sensu. Lepsza jedna kreska LTE, niż pięć przy dużym obciążeniu węzła BTS. Ocena subiektywna jest najważniejsza.
Pojęcia
LTE – Long Term Evolution (LTE) – standard bezprzewodowego przesyłu danych będący następcą systemów trzeciej generacji, rozwijany przez konsorcjum 3GPP. Głównymi celami nowego standardu jest zwiększenie możliwości telefonii komórkowej poprzez zwiększenie prędkości przesyłania danych, zmniejszenie opóźnień, zwiększenie efektywności spektralnej łączy radiowych, zmniejszenie kosztów transmisji danych, uproszczenie architektury.
Parametry sygnału LTE na częstotliwości 1800MHz dla usług LTE u polskich ISP:
RSRP (dBm) – (Reference Signal Receive Power {Received Power of the Reference Signal}) – miara mocy sygnału
Wskazania urządzeń -> od −140 do −44 dBm
więcej niż -79dBm [więcej niż RSRP62] – bardzo dobrze blisko BTS-a
od -80dBm do -90dBm [RSRP61 – RSRP51] – dobrze
od -91 do -100 [RSRP50 – RSRP41] – trzeba pomyśleć o zmianie położenie modemu/routera lub zakupie anteny
mniej niż -100 [mniej niż RSRP40] – bardzo źle praktycznie nie da się pracować.
RSRQ (dB) – (Reference Signal Received Quality) – miara jakości sygnału
Zakres wskazań – od −19.5dB do −3 dB
więcej niż -9dB – bardzo dobrze, blisko BTS-a
od -10dB do -15dB – dobrze
od -16dB do -20dB – trzeba pomyśleć o zmianie położenie modemu/routera lub zakupie anteny
poniżej -20dB – bardzo źle praktycznie nie da się pracować.
SINR (dB) – (signal-to-interference-plus-noise ratio) – miara jakości sygnału użytkowego w stosunku do zakłóceń szumu
więcej niż 21dB – bardzo dobrze blisko BTS-a
od 13dB do 20dB – dobrze
od 0dB do 12dB – trzeba pomyśleć o zmianie położenie modemu/routera lub zakupie anteny zewnętrznej
mniej niż 0dB – bardzo źle praktycznie nie da się pracować.
RSSI (dBm) – (Received Signal Strength Indicator) – miara pomocnicza; wskaźnik siły odbieranego sygnału włącznie z zakłóceniami przez co słabo przekłada się na moc sygnału użytecznego dostarczanego do użytkownika; większa aktywność transferu danych, większe RSSI
więcej niż -57dBm
od -58dBm do -79dBm
od -80dBm do -96dBm
mniej niż -96dBm
Pomiary sygnału i dane BTS-owe
Zanim zakupimy usługę w Plusie, T-Mobile, Orange czy Play możemy zainstalować w smartfonie (lub komputerze) darmową aplikację, która pokaże nam siłę sygnału LTE w miejscach, w których korzystamy ze smartfona. Uwaga! Zmierzymy tylko sygnał sieci, której mamy kartę w telefonie. Poniżej kilka takich aplikacji:
– NetMonster – uniwersalna aplikacja na androida umożliwiająca odczyt poziomu sygnału i innych danych wysyłanych przez BTS-a w komunikacji z naszym telefonem dla sieci mobilnych – NetMonster
– Network Cell Info – to aplikacja do przeprowadzania bardziej zaawansowanych pomiarów. Jej wskaźniki informują nie tylko o jakości sygnału, ale też o szczegółowych parametrach i zmianach w czasie. Informacje są odświeżane co sekundę, można je przeglądać także na wykresach. Na mapie zaś pokazane zostanie przybliżone położenie nadajnika, z którym aktualnie łączy się smartfon – Link
– LTE Watch – aplikacja na PC umożliwiająca odczyt danych sygnałowych z routerów firmy Huaweii
– HManager – aplikacja na androida umożliwiająca odczytanie w telefonie parametrów sygnałowych z routera Huaweii
U mnie
Zasięg to jedna sprawa, ale należy sprawdzić obciążenie nadajników w godzinach szczytowych 18-22.
W lokalizacji przy ulicy Piłsudskiego mam dobry zasięg, ale niestety prędkości transmisji w godzinach wieczornych są bardzo niskie (Plus). Rano prędkości są przyzwoite.
Uwaga! im wyższy (bliższy wartości zero) jest poziom siły sygnału tym lepiej tzn. -65dBi jest lepsze niż -100dBi (nie rozpatruję tu wpływu na zdrowie).
Poziom sygnału z anteną LTEPoziom sygnału bez anteny LTE
Przykładowe prędkości LTE sieci PLUS na ulicy Piłsudskiego w różnych godzinach
Pomiary prędkości sieci Plus LTE w różnych godzinach (27.04.2020, godziny: rano, wieczorem, po południu). Widać dużą różnicę rano i wieczorem. O niskiej przepustowości BTS w godzinach wieczornych świadczy wyższy UPLOAD niż DOWNLOAD.
Pierwsza kolumna pokazuje PING. Im niższa wartość tym lepiej. W praktyce określa opóźnienie. Kiedy masz wideokonferencję to reakcja na Twoje słowa jest bardzo opóźniona, tzn. że Twoja sieć ma duży PING. Dobre wartości to te poniżej 50ms.
Druga kolumna to DOWNLOAD. Wartości powyżej 10MB/s umożliwiają „normalną” pracę. Jest ona ważna gdy pobierasz z Internetu dużo danych np. filmy. Najczęściej jest to główny problem prędkości w sieci.
Trzecia kolumna to UPLOAD. Parametr ten jest ważny gdy przesyłasz dużo danych do sieci np. masz kanał wideo.
Uwaga! U mnie, przy dobrym poziomie sygnału (powyżej -75 dBi bez anteny LTE) różnice w prędkości z anteną i bez anteny są niewielkie. Przy gorszym sygnale rano mam prędkości wyższe o ok. 4MB/s. Wieczorem o szybkości decyduje „zapchany” węzeł” BTS, co dla mnie oznacza brak wyraźnej różnicy prędkości z anteną i bez.
W razie posiadania innych danych odnośnie funkcjonowania sieci LTE w Pasłęku proszę o informację.
Mój kot, a dokładniej kotka, ma zapas żwirku na dwa tygodnie. A może to ja mam zapas? Kota przecież nie interesuje gdzie będzie załatwiał swoje potrzeby! Na tyle czasu powinno też jej wystarczyć pełnej gamy smaków Whiskas’a w galaretce. Wiadomo, dobrowolna kwarantanna oznacza mniej wizyt w sklepie. Lubi dobrze zjeść, ale ma tendencje do tycia, więc do miski nakładam tyle jedzenia ile sam uznam za stosowne. Lubi też aby jedzenie nie powtarzało się zbyt często. Daję jej na przemian kurczaka, indyka kaczkę, wołowinę i tuńczyka. To za mało! Ona chce smakować karmy od różnych producentów. Skończyło się to wypadaniem sierści i ostentacyjnym zwracaniem „smakołyków” i to tak aby wszyscy widzieli jak cierpi. Podobno kot, kiedy czuje, że jego czas życia dobiega końca to szuka samotności, albo, jak ktoś woli, miejsca gdzie nikt nie zacznie go zjadać zanim wyzionie ducha. Ze zwracaniem jest jak widać na odwrót. Kota nie obchodzi, że wypada mu sierść, że swoim zwracaniem budzi odrazę. On chce jeść pysznie bez względu na konsekwencje! Ale jestem ja. Dbam o kota zgodnie ze swoją wiedzą i doświadczeniem.
Koronawirus szaleje i zbiera żniwo.
Dzisiaj zadzwonił do mnie ojciec z informacją, że nie jest zarażony, i że śmiało mogę go odwiedzić bo ma dla mnie listę zakupów potrzebnych do pracy w ogrodzie Nie wiem, czy jestem zarażony? Minąłem kolegę, który właśnie przyjechał z dużego miasta i w twarz mi powiedział „cześć”. Mijam mnóstwo znajomych, którzy mówią „dzień dobry”, „cześć”, albo „co słychać”. Robię raz w tygodniu zakupy, odwiedzam teściową potrzebującą codziennie pomocy, dla której realizuję w aptece recepty … Zakładam, że nie spotkałem nikogo zarażonego, ale pewności nie mam. Są ludzie, którzy wysyłając co tydzień totolotka są więcej niż przekonani, że tym razem wygrają! Ja do nich nie należę.
O czym pisać? O odwadze czy głupocie?
Meduzy nie mają mózgu, serca, kości ani oczu. Niektóre meduzy są nieśmiertelne. Turritopsis nutricula zyskała przydomek „nieśmiertelna meduza” za to, że w stresujących momentach ma zdolność podróżowania do fazy wczesnej, czyli polipa.
Zrobiło się ciepło. Mój ojciec od miesięcy czekał na wiosnę, ale z racji swoich 89 lat potrzebuje pomocy. Przyszedłem do ogrodu kilkadziesiąt minut przed czasem. Była tam już moja siostra, mama no i ojciec. Wszyscy poprawiali folię pod którą jak co roku powinny wyrosnąć pomidory i ogórki. Druga siostra poszła kupić dodatkowy kawałek folii, aby załatać zimowe dziury. Byłem w maseczce. Nikt nie skomentował mojej ostrożności. Pracowałem z ojcem tylko kilkanaście minut. Siostra z mamą w innej części ogrodu rozmawiały wygodnie siedząc na ławce. Kiedy wychodziłem siostra rzuciła ni stąd ni zowąd, że wczoraj miała gorączkę i katar ale już przeszło! Może to było nawiązanie do mojej maseczki?
W latach 90 byliśmy na granicy dużych zmian kulturowych.
Pogrzeb. Rozmawiają pracownice pasłęckiego banku. „Zobacz, ona jedyna w naszym pokoju nie paliła, a umarła na raka płuc”.
Pamiętam. Wpłynęły oferty na budowę oczyszczalni ścieków. Zaproponowałem na piśmie, aby w urzędzie wprowadzić zakaz palenia. To „dziwactwo” nie przeszło, ku radości demokratycznej większości. Pierwsi właściciele psów zaczęli sprzątać po swoich pupilach trawnikowe nieczystości. Pamiętam ten społeczny bunt wśród całego intelektualnego przekroju pasłęckiego społeczeństwa. Zachodnia kultura była nam obca i dla wielu niepotrzebna. Dzisiaj ludzie są tacy sami. Unia „każe” nam oddychać czystym powietrzem, a WHO nakładać, w czasie epidemii, maseczki.
Do czasu wybuchu II wojny światowej wśród warstw arystokracji i inteligencji królowała kultura wyższa: teatr, opera, filharmonia. Odwiedzano muzea. Rozmawiano o sztuce i literaturze. Ale to były nudy! Ludzie prości i biedni mieli potańcówki na powietrzu, kina i jarmarki. A dzisiaj? Nadal dzielimy kulturę na wyższą i niższą, ale ludzie nie należą już do żadnej warstwy. Sami decydują jak przeżyć swoje życie.
Gdyby tak zlikwidować zakaz wychodzenia z domów bez sensu i celu ?!
Przeżyją tylko odporni. Zbudują drugą Amerykę albo Koreę Północną. Może pod groźbą kryzysu ekonomicznego rządy krajów zdecydują się na to ryzyko?
Wszystkie turnieje sportowe, w tym Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, Igrzyska Olimpijskie w Japonii, zostały odwołane lub przeniesione na inny, odległy termin. Niektórzy psychologowie rodzinni głoszą teorię, wedle której długotrwałe przebywanie w gronie rodzinnym stanie się przyczyną wielu rozwodów. Ja nie narzekam. Żona uczy mnie szydełkować. Oglądamy razem na okrągło „Świat według Kiepskich”, który już nas nie śmieszy. Jest to raczej zbiór życiowych mądrości, program historyczno-naukowy, wiedza o społeczeństwie. Dzieci stale się kłócą, ale ich rozwody nie dotyczą. Po za tym chyba to lubią. Odczuwam w sobie narastające z każdym dniem napięcie. Obym nie zamienił się w kobietę!
Kot jest cały czas taki sam. Nie wie co to polowanie na myszy. Dziwi się, że ciągle jesteśmy w domu i nie dajemy mu spać. Za tyle głaskania i drapania za uszami, jak zapewne uważa, powinien dostawać, zamiast karmy z puszek, żywe, żółte kurczaki i małe, śliczne kaczuszki. Wiem o tym, ale świat jeszcze na tyle nie cofnął się w rozwoju, abym kota karmił tak jak to jeszcze bywało na polskiej wsi 30 lat temu.
Zdziczały pies łańcuchowy ujadał cały czas jaki byłem na podwórzu u jednego z gospodarzy w Starych Kusach. Gospodarz idąc w moją stronę niósł na rękach chorą, mała owieczkę, którą rzucił psu. Pies nie zagryzł jej od razu. Zrobił to kiedy odjeżdżałem. Mój kot owcy by nie zagryzł. To już domowe, rozpieszczone zwierzę, które jest coraz bardziej podobne do człowieka i to takiego w rodzaju przedwojennego arystokraty. Kot czyta co piszę i zwraca mi, swym wymownym spojrzeniem, uwagę, że nie jest kotem. „Mille pardons!„, to kotka, więc powinienem napisać, że jest podobna do przedwojennej damy. Różnica jest tylko taka, że moja kotka chętnie jednak by coś zagryzła!
Liczba wykrytych zarażeń w Polsce wynosi 5955. Wprowadzone wcześniej ograniczenia przedłużono do dnia 19 kwietnia (zamknięte granice kraju i szkoły, zakaz wychodzenia, ograniczona liczba klientów w sklepach, obowiązek zachowania odległości…).
Co dziwne to nie wystąpił do tej pory szczyt zachorowań. Powinien on wystąpić około 10 dni po którymś z istotnych dla rozwoju epidemii wydarzeń np. zamknięcie granic, koniec kwarantanny przybyłych z zagranicy, święta, wybory …
Mimo braku szczytu zachorowań nikt nie obwieszcza sukcesu ?!
Powyższy wykres napawa dla Polski optymizmem. Krzywa wzrostu zachorowań dla Polski, wbrew temu co piszą niektórzy matematycy, nie rośnie wykładniczo!
Liczba zarażonych rośnie. Wprowadzone regulacje (zamknięte granice kraju i szkoły, zakaz wychodzenia, ograniczona liczba klientów w sklepach, obowiązek zachowania odległości…) wyraźnie opóźniają wzrost zachorowań.
Zbliżające się wybory prezydenckie 10 maja sprawiają, że epidemia stała się najważniejszym tematem politycznym. Może dlatego wiele regulacji prawnych jest tak skutecznie egzekwowana. To dobrze.
Ryzyko przeprowadzenia wyborów w każdej sytuacji jest dla rządzącej partii bardzo ryzykowne. Są one obarczone groźbą wzrostu zachorowań, za którą mogą ponieść odpowiedzialność polityczną i prawną. Jeśli wybory nie odbędą się to nieuniknione kłopoty gospodarcze również wpłyną niekorzystnie na notowania rządzących. Partie opozycyjne punktują wszystkie propozycje rządu, które z powodu braku rezerw finansowych są niewystarczające i z pewnością nie zahamują skutków zbliżających się kłopotów gospodarczych.
Poniżej przedstawiam wykres pokazujący porównanie rozwoju rozwoju wykrywanych infekcji w Polsce, Niemczech, Włoch, Hiszpanii i Czechach przyjmując za punkt wyjścia wykrycie pierwszego wykrytego przypadku zakażenia wirusem COVID-19. Wykres ten nie napawa optymizmem, ale wyjaśnia ostrożność z jaką minister Szumowski podchodzi do możliwości zatrzymania w Polsce epidemii. Jak do dzisiaj, krzywa wzrostu zachorowań pokrywa się z krzywą zachorowań we Włoszech. Zyskaliśmy jedynie miesiąc czasu na lepsze przygotowanie szpitali i regulacji prawnych.
Poniższy wykres, w tym ciężkim czasie, napawa dla Polski optymizmem. Krzywa wzrostu zachorowań, od momentu wdrożenia w każdym z prezentowanych krajów regulacji prawnych, dla Polski nie rośnie wykładniczo.
Poniższy wykres przedstawia prognozę wzrostu zachorowań z dnia 28 marca w porównaniu z rzeczywistym wzrostem. Jak widać wzrost rzeczywisty jest dużo niższy.
[dane: 26.03.2020, godz. 09:25] (dane z serwisu tko.pl)
Sumarycznie zainfekowanych z woj. warmińsko-mazurskiego koronawirusem SARS-CoV-2 jest 36 osób: 13 kobiet, 20 mężczyzn i 2 chłopców i 1 dziewczynka. 1 osoba wyzdrowiała
Kwarantannie, po powrocie z zagranicy, w naszym województwie poddanych jest około 3 500 osób., z czego w kwarantannie domowej jest około 1 000 mieszkańców
Wg powiatów:
Powiat braniewski – 3
Powiat elbląski – 2
Miasto Elbląg – 11
Powiat giżycki – 1
Powiat olecki – 2
Powiat olsztyński – 5
Miasto Olsztyn – 6
Powiat szczycieński – 1
Powiat piski – 1
Powiat ostródzki – 1
Powiat Nowomiejski – 3
Poniżej przedstawiam wykresy pokazujące porównanie rozwoju rozwoju wykrywanych infekcji w Polsce, Niemczech, Włoch, Hiszpanii i dodatkowo w Szwajcarii i Czechach.
Z powyższego wykresu wynika, że od chwili wykrycia pierwszego przypadku zakażenia najszybciej rosła krzywa w Niemczech. W Hiszpanii i Włoszech skok wystąpił po ponad 30 dniach od wykrycia pierwszego przypadku. Co z tego wynika? Przed Polską jeszcze 2 tygodnie tj. do 4 kwietnia, kiedy to dowiemy się czy pójdziemy śladem Włoch i Hiszpanii, czy też wyznaczymy własny kierunek.
Powyżśzsze wykresy przedstawiają rozwój epidemii zakażeń koronawirusem w Polsce na tle Niemiec, Włoch i Hiszpanii.
Szczególnie ważny jest wykres ostatni, pokazujący porównanie rozwoju epidemii gdyby rozpoczęła się jednocześnie w każdym z porównywanych krajów.
Oczywiście liczby pokazują ilość wykrytych zachorowań co ma silny związek z ilością przeprowadzanych testów. Nie można na ten podstawie wnioskować, którą drogą będzie przebiegał rozwój epidemii w naszym kraju.
Według informacji Ministra Zdrowia przygotowano 10 tysięcy łóżek (uwaga: obecnie w Niemczech hospitalizowanych jest 25 tysięcy chorych na koronawirusa). Leczenie (bez komplikacji) trwa od 14 do 20 dni. Policzmy (wariant optymistyczny):
10 000 : 14 = 714
Liczba 714 jest to liczba dziennych przyjęć do szpitali wydzielonych dla pacjentów z silnymi objawami wirusa koronawirusa. Wykazuje je 20-30% chorych. Przyjmijmy 20% (wariant optymistyczny) tzn.
5 x 714 = 3570
Teoretycznie, system medyczny w Polsce wytrzyma 3570 zachorowań dziennie (wariant optymistyczny)!
Włosi i Hiszpanie osiągnęli ten przyrost zachorowań w 25 dniu od momentu wykrycia pierwszego przypadku!
Jest to jednocześnie wyjaśnienie słów Ministra Zdrowia, że my rozprzestrzeniania się tej choroby nie zatrzymamy, a jedynie chcemy ją spowolnić!
Kiedy pandemia wygaśnie?
Jeden chory zaraził cały świat i stał się przyczyną pandemii. Nadal na świecie są chorzy na ptasią grypę, świńską grypę i SARS. Nie ma jednak pandemii ani nawet epidemii tych chorób.
Warunkiem koniecznym wygaszenia zarazy są:
A. Jej samoistne wygaszenie np. zmiana pory roku, osłabienie zjadliwości wirusa w wyniku mutacji
B. Powstanie bariery / zapory z ludzi odpornych na wirusa. Jest ona skuteczna gdy występuje w danej populacji ponad 60% ludzi odpornych na wirusa: ozdrowieńców lub zaszczepionych. Szczepionka może będzie za rok tj. około czerwca 2021 roku. To, że w ogóle będzie jest już wariantem optymistycznym.
60% Polaków to 0,6 x 36 000 000 = 21 600 000 Tyle Polaków będzie stanowiło zaporę uniemożliwiającą szerzenie się epidemii. Najpierw muszą zachorować, a potem wyzdrowieć.
21 600 000 : 365 dni = 59 178 zachorowań na dzień, a wyżej obliczyłem, że system służby ochrony zdrowia w Polsce obsłuży maksymalnie 3 517 zachorowań na dzień (wariant optymistyczny). Nie osiągniemy więc odporności w sposób kontrolowany. Chciał to osiągnąć Borys Johnson (premier Wielkiej Brytanii), ale oznaczałoby to śmierć dla 10% z 80% obywateli, którzy zachorują tzn. około 5 milionów obywateli. Ugiął się jednak pod groźbą utraty społecznego poparcia. Wariant ten dla Polski oznaczałby 2,5 miliona przypadków śmiertelnych, a dla Pasłęka 900 osób. (przy zgrubnych wyliczeniach konieczne było wybranie wariantu pesymistycznego, czyli panującego obecnie we Włoszech).
Kiedy w Pasłęku będzie bezpiecznie (jako tako)?
Aby stworzyć zaporę epidemiczną musi zachorować, a następnie wyzdrowieć powinno 60% Pasłęczan:
60% z 12 000 mieszkańców oznacza to liczbę 7 200 Pasłęczan, czyli dziennie około 20 zachorowań i wyzdrowień na przestrzeni jednego roku. Z wyliczeń powyżej wynika jednak, że system ochrony zdrowia w Polsce takiemu obciążeniu nie podoła. Gdyby zastosować rozwiązanie z włoskiej miejscowości Medicine, czyli przebadać wszystkich mieszkańców na obecność koronawirusa. Następnie zarażonych umieścić w kwarantannie np. w domkach na polu golfowym, przy jednoczesnej izolacji miasta od reszty świata to osiągnęliśmy względne poczucie bezpieczeństwa do czasu zastosowania szczepień ochronnych. Jest to jednak nie możliwe.
Co z tego wynika?
Epidemia w Polsce, tak jak i na świecie, będzie trwała, jeśli samoistnie nie wygaśnie, do czasu wprowadzenia szczepień przeciwko temu wirusowi, czyli według przewidywań epidemia potrwa do połowy przyszłego roku tj. do czerwca 2021!
Porównanie tempa wykrywalności
Zrobiłem zestawienie, które pokazuje szybkość wykrywania osób zarażonych wirusem w Polsce na tle Włoch, Niemiec i Hiszpanii. Co widzimy? W Polsce pacjent ZERO został „wykryty” 4 marca, a więc kilkanaście dni później niż w innych państwach ujętych na wykresie. Dzięki poniższemu porównaniu nie można wyciągać jednoznacznych wniosków, ani też prognozować dalszej wykrywalności. Wiem, że można czytać wykres z nadzieją, że uda się kontrolować (czytaj: zmniejszyć tempo) zachorowalność dzięki wprowadzonym ograniczeniom. Może utw wytrwamy w ich przestrzeganiu.ierdzić on nas, że są one skuteczne i
Optymistycznie – Pesymistycznie
Jeśli system ochrony zdrowia nie umożliwi leczenia osób najciężej chorych to wskaźnik umieralności, tak jak we Włoszech może osiągnąć około 10% z ogólnej liczby chorych. Dla Pasłęka z optymistycznego szacunku 7200 chorych umrze wtedy 720 osób. Czy ktoś takie liczby bierze pod uwagę szacując pracę naszych instytucji? Jako miasto mieliśmy już takie epidemie (więcej tutaj: „Epidemie w Pasłęku„). Czy czytając te historie możemy dowiedzieć się czegoś więcej? Tak. Niektórzy mieszkańcy, tak jak dzisiaj, nie przestrzegali zasad bezpieczeństwa roznosząc zarazki. Wprowadzono też zasady, które w obliczu groźby epidemii stawiały na równi zwykłych obywateli z warstwami wyższymi.
Ponadto, jeśli przewidywany jest nagły wzrost zachorowalności w połowie kwietnia to czytam: „w tym i kolejnym tygodniu wystąpi nagły wzrost zarażeń, które objawią się gorączką i dusznościami właśnie za 3 tygodnie”. To, że chorych nie widać to nie znaczy, że ich nie ma! Tak samo będzie dla kolejnych przewidywań szczytów epidemicznych.
Przygotowujmy się na dziś i na jutro, ale również na to, że epidemia będzie trwała co najmniej rok!
Jestem optymistą chociaż obserwując chaotycznie wprowadzanie nieskutecznych rozwiązań lub ich niewprowadzanie to powinienem być pesymistą:
– efekt skrócenia czasu pracy supermarketów nie zmniejsza a z zwiększa zagrożenie dla pracujących tam ludzi jak i dla klientów, gdyż w krótszym czasie przyjdzie ta sam liczba klientów,
– brak osłon dla sprzedawców w sklepach i aptekach nie jest odwagą a szczytem głupoty (albo chamstwa) przełożonych, którzy narażają innych na groźbę zarażenia,
– brak wprowadzania rozwiązań pracy zdalnej wynikająca (tak sądzę) z braku kompetencji przełożonych
Kiedy przychodzi upalne lato zazdroszczę tym, którzy wyjechali do Szwecji. Teraz zimą, jeśli narzekam to raczej już tylko na to, że noc przychodzi za szybko. W każdym miejscu jest inny klimat, ale inne jest też wszystko inne. Mamy pandemię. Każdy kraj wydaje takie same lub podobne zarządzenia, ale efekt ich działania nie jest taki sam. Przyjście lata może zdziała więcej. Póki co nie myślmy o jesieni bo przecież przed nami jeszcze najpiękniejsza pora roku – wiosna.
Faza pierwsza. Wirus tylko w telewizji.
Chińczycy przed i po. Fot. Internet
Dookoła mnie są sami bohaterowie. Kiedy, zgodnie z zaleceniem, nie podaję sąsiadowi ręki ten wybucha radosnym śmiechem. On się nie boi. No tak, bo kto widział wirusa? A poza tym do Pasłęka wirus nie przyjedzie. Nie bo nie. Mediana ilorazu inteligencji Polaków wynosząca 98, zdaniem jednej z pań piszących doktorat, jest zawyżona. Też tak uważam. Ale nie w tym problem, gdyż ludzie od tysięcy lat na całym globie, wbrew temu co mówi angielska arystokracja, medianą inteligencji się nie różnią. Idzie o kulturę i obyczaje.
Z okazji dnia kobiet pan, który teraz ma kwarantannę, w jednej z pasłęckich instytucji z pękiem tulipanów chodzi po pokojach składając najserdeczniejsze życzenia. Niektóre miały to szczęście, że zostały wyściskane i wycałowane po miejscach nie budzących zazdrości u mężów i narzeczonych. Taki obyczaj.
Wczoraj w aptece nałożyłem maseczkę. Kupiłem ją kilka lat temu na fali odkrycia w Pasłęku smogu, którego oficjalnie nie ma bo nie ma czujek do jego mierzenia (teraz jest ale w miejscu „bardzo bezpiecznym”). Zdziwienie? Konsternacja? Przełknąłem ślinę braku zrozumienia. Kiedy przyszła moja kolej zakupów pani farmaceutka spytała o to gdzie kupiłem taką maseczkę? Ona, pozbawiona ochronnej szyby przed klientami o wątpliwej przeszłości (niektórzy właśnie wrócili z zagranicy i czują się nieswojo), też by taką maseczkę chciała chociaż nie wie czy miałaby odwagę w niej obsługiwać kupujących. Nawet jeśli by chciała to pewnie szef na to nie zezwoli, by nie wprowadzać elementu paniki.
W sklepie typu supermarket wrzuciłem do wózka pudło pełne mleka w kartonach. Nie chcę jak zawsze codziennie kupować mleka i kukurydzianych płatków, które dla moich dzieci są ważniejsze od ziemniaków z kotletem, zupy pomidorowej, gulaszu z ryżem … Nie chcę narażać siebie i innych codziennie spacerując alejkami supermarketu. Jedna wizyta na trzy dni wystarczy, a jak będzie obowiązek to jedna na tydzień, a jak będzie konieczność to będziemy jedli to co upolujemy.
Faza druga. Pierwsze kwarantanny.
Zamknięte szkoły, brak środków dezynfekujących w sklepach, namiot medyczny przy szpitalu. W takiej scenerii każdy kaszlący jest podejrzany. Trzeba też zrobić większe zakupy, ale co kupić? Padają pierwsze nazwiska tych, których objęła kwarantanna. Jest dentystka, jest pan składający kobietom życzenia z okazji ich święta, kilka osób, które wróciły z pracy na zachodzie. Ich dane nie są podawane do publicznej wiadomości. Urząd Miejski apeluje o ograniczenia wizyt w urzędzie oraz zamyka Pasłęcki Ośrodek Kultury i Bibliotekę. Trwa oczekiwanie na wynik testu objętych kwarantanną.
Przed chwilą zadzwonił telefon. Miła pani zaoferowała robot albo środki do dezynfekcji, zapraszając jednocześnie na spotkanie w środę do restauracji Boston na prezentację czegoś tam (moje IQ odcina dużą część docierających do mnie informacji). Obiecała, że nie przywiezie koronawirusa. Jak obiecała to zapewne słowa dotrzyma. Nie ma podstaw aby jej nie wierzyć.
Młodzież ma wolne. Oni nie są w grupie zwiększonego ryzyka, a babcie czekają na odwiedziny. Co robić? Młodzież jest odważna i kocha swoje babcie, a miłość jest najważniejsza.
Biskup diecezji elbląskiej, nawiązując do oświadczenia Konferencji Episkopatu Polski, wydał komunikat (http://diecezja.elblag.pl/home/show/wskazania-biskupa-elblaskiego-w-zwiazku-z-zagroeniem-koronawirusem/). Grzechem nie będzie absencja na niedzielnej mszy świętej. Czy w takim razie czy ktoś przyjdzie na mszę, skoro jest napisane: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego” (Ewangelia wg. św. Mateusza). No cóż, mam filozoficzno-religijny dylemat: czy teraz przyjście na mszę nie będzie grzechem? Jeśli przyjdą tylko ci, którzy zgodnie z komunikatem nie boją się zarażenia kornawirusem, to ich prawo, ale jeśli po mszy zarażą tych co się boją?
Faza III. Pierwsi zarażeni (jeszcze przed nami)
Nie wiem co będę czuł i jak zmieni się moje zachowanie. Czy przypominać wszystkim dookoła jak się zachowywali, co mówili? Może ich zachowanie się nie zmieni? Czy zmieni się obyczajowość społeczeństwa? Jak zmieni się kultura każdego z nas indywidualnie?
Plan jest taki, aby coś robić. Fot. Pixabay
Niedługo poznamy odpowiedzi, które jednak raczej niczego nie zmienią. No może tradycją stanie się butelka spirytusu w każdym domu i o kilka procent wzrośnie liczba mężczyzn myjących ręce po wyjściu z toalety. Kiedy pomyślę, że witałem się z każdym kto wyciągał rękę to widzę jaki byłem kulturalny i zarazem odważny (podobno w Polsce po wyjściu z toalety tylko 37% mężczyzn myje ręce ?!) 🙂
Afryka
W Afryce jest gorąco, susza, muchy tse-tse, kłusownictwo, od czasu do czasu ebola, a na co dzień HIV. Taki obraz mam z programów informacyjnych. Częściej oglądam programy przyrodnicze. W nich Afryka jest pełna lwów, krokodyli i nieujarzmionej przyrody. Jeśli prawda leży po środku to ja chcę zamieszkać na Madagaskarze. Temperatury w ciągu roku wahają się od 15 do 25 stopni Celsjusza. Brak drapieżników i urzędowy język francuski sprawiają, że na stare lata chce mi się uczyć tego pięknego języka. Nie chciałbym wyjeżdżać sam. Po koronawirusie przed innym wirusem koniecznie będę musiał znaleźć kilku emerytów i bezrobotnych, którzy razem ze mną opuszczą tutejszy klimat. Razem będziemy tęsknili i wspominali tylko to co było dobre. O moich planach żona dowie się, jeśli przeczyta ten tekst. Jak zareaguje? Myślę, że się ucieszy i tylko spyta: „po co czekać do emerytury?”
A tak będę wspominał Pasłęk. Fot. PixabayTak będę robił na Madagaskarze zakupy. Fot. Pixabay
Pasłęk nie jest na końcu świata. Grypa co roku dociera do nas z południowo-wschodniej Azji tak samo jak do Warszawy czy Elbląga. Przed erą samolotów i pociągów mieliśmy „rodzime” choroby jak czarna ospa, dżuma, tyfus, zapalenie płuc… 14 dni na pojawienie się objawów choroby, a później nawet kilka tygodni jej trwania to było za mało aby jej nosiciel mógł dotrzeć z końca świata do Rzeczypospolitej albo Prus.
WHO ogłosiło pandemię koronawirusa, a w Pasłęku nie dzieje się nic. , prawie nic. W aptekach zlikwidowano szyby odgradzające farmaceutki od kupujących leki, nauczyciele zabierają dzieci na wycieczki do dużych miast, a ksiądz organizuje pielgrzymkę do Rzymu. To zdanie jest ku pamięci, gdyż jak znam ludzi to za miesiąc nikt o swojej nierozumności nie będzie pamiętał.
Ksiądz Kazimierz Cyganek
Poniżej przedstawiam rozdział z Kroniki ks. Cyganka „Epidemie”. Czytając go uświadomiłem sobie, że wcześniej temat mnie nie interesował. Ot, taka statystyka o tym ile osób umarło. Teraz czytając te fragmenty kroniki dostrzegam to jak niewiele się zmieniło nasze zachowanie od czasów Średniowiecza. Może i myjemy owoce i swoje ciała, ale dalej nie bierzemy na poważnie przestrzegania zasad dbających o nasze życie i zdrowie.
„EPIDEMIE”
(tekst przepisany z kroniki ks. Cyganka)
Jedną z klęsk, na którą ludzie średniowieczni nie mieli wpływu, to były epidemie – straszliwe zarazy różnego asortymentu włącznie z chorobą tyfusu, cholery i dżumy. Dziś nam wiadomą jest rzeczą, że roznosicielem chorób są bakterie, a którym sprzyja brud. Ówcześni ludzie o bakteriach nic nie wiedzieli, a od brudu też się nie wiele strzegli i stąd wybuchały tak straszliwe epidemie. Nie umieli też ich zwalczać, a inni sądzili, że to jest dopust Boży, więc i sprzeciwianie się jemu, jest nie wskazane lub wysiłki ludzkie nie wiele tu pomogą.
Jeśli były groźne epidemie od XV-XVIII wieku, to my o nich coś wiemy, są z tego czasu pewne piśmienne przekazy, ale z wieków wcześniejszych nie wiele o nich wiemy, możemy tylko przypuszczać, że i tamte wieki nie były wolne od klęsk. W latach 1350-1353 na Prusach panowała tak straszna epidemia, że wyludniła okolice do 80%. Nie było komu zbierać a pola ani paść bydła, które do zimy to sobie jakoś radziło, ale pod zimę zdychało masowo z głodu i zimna.
Ludności wtedy było mniej i wioski były rzadsze, lasów i zieleni znacznie więcej, to wszystko hamowało rozwój bakterii, a jeśli i były to w liczbach pożerały mnie ludzi, bo ich mało było.
Dziwna rzecz, że Pasłęk w tych klęskach żywiołowych miał jakieś szczęście, że nie wszystkie epidemie docierały do niego, jakoś go omijały, a jeśli te, które dotarły, nie były tak groźne, jak gdzie indziej. Na przykład w 1529 r. była groźna epidemia na całych Prusach, a w Pasłęku zmarł na nią, na tak zwany „Schweisskrankheit” – pot. jucha, wylew krwi – biskup pomezański Erhard von Queiss, będący wówczas przejazdem w Pasłęku.
Domy, w których była zaraza oznakowano kredą i omijano je z daleka. W kościołach wywoływano silne przeciągi dla rozpędzenia zarazy – surowo zabraniano sprzedawania ubrań po zmarłych na zarazę, nakazywano je palić. Zakazywano obchodzenia zbiorowych chrzcin, wesel czy nawet ograniczano zbiórki w kościołach i naukę w szkołach oraz zebrań publicznych. Niestety biedota nie przestrzegała tych zarządzeń, przez co może powodowała nowe ogniska zarazy.
W 1348 r. była powszechna zaraza na Prusach, zresztą ta zaraza szalała w całej Europie tzw. „płucna dżuma”, na którą w samym Elblągu zmarło 6 000 osób czyli więcej, niż połowa ludności, a w Gdańsku zmarło w tym roku 13 000 osób, czyli znów więcej, niż połowa ludności. Być może, że i Pasłęk miał straty wielkie, ale o tym nie zostawiono przekazu.
W XVI i XVII wieku na terenie Prus było 14 większych epidemij, zaś mniejszych i w poszczególnych miastach było ich daleko więcej, bo jak mówią zaraza stale była, tylko na pewien czas przycichła lub z większym nasileniem się ujawniła.
Medycyna ówczesna o ile w pewnych wypadkach konkretnych chorobowych pomagała, to na epidemie wpływu nie miała, a przynajmniej mały. Zdawano sobie sprawę, że powodują ją pewne zarazki i że czystość osobista i ogólna ją ogranicza, to też kładziono wielki nacisk, aby ją zachowywano. I tak np. w 1512 r. gdy Albrecht został Wielkim Mistrzem, i często do Pasłęka przyjeżdżał, to aby go uchronić przed zarazą, wydał polecenie naczelnikowi Zamku, aby:
a. żaden podróżny czy nawet knecht nie mieli praw bez specjalnego pozwolenia wychodzić czy przychodzić do Zamku,
b.w nocy trzymało straż dwóch szlachciców względnie uzbrojonych knechtów, aby przestrzegali zarządzenia i byli kontrolowani przez rycerzy,
c. brama zamkowa od godz. 7 wieczorem do godz. 4 rano była zamknięta i w tym czasie straż musiała być na swoich miejscach,
d. nie wolno było w czasie zarazy w mieście wychodzić i wchodzić do zamku, by nie przynieść choroby,
e. nikt nie powinien w czasie zarazy wchodzić do kuchni, ani z niej wynosić. Potrawy były roznoszone na stanowiska służbowe,
f. każdej soboty zapasy żywności były kontrolowane z informacją, gdzie i kiedy i u kogo zostały kupione, aby ich nie brakło i nie były zarażone,
g. każdy z nich otrzymywał pewną porcję piwa. Knechci jedli w stajniach bo tam mieli swe prycze do spania, inni spali w bramach, a szlachta i rycerze spożywali jedzenie w ogólnej jadalni w zamku.
h. stróż bramowy miał rozkaz nikogo nie wpuszczać do zamku bez zezwolenia naczelnika, ani wpuszczać do miasta. Nawet kapelanowi zamkowemu nie wolno było wychodzić i utrzymywać kontaktów z miastem.
i. nawet wtedy, gdyby Bóg Wszechmogący zesłał na miasto zarazę, nie wolno nikomu opuszczać zamku.
k. do łaźni mieszkańcy zamku musieli iść raz w tygodniu we środy od godz. 12 do 2 po południu, a nie w innym czasie i kierownik tej łaźni miał surowy nakaz nie wpuszczać nikogo z miasta do łaźni i dbać o … (?!)
Ten ordnung zamkowy wskazuje, jak bano się zarazy i jak pewną ostrożność i czystość w ubiorze i koło domów wpływały dodatnio na odpędzenie zarazy, która w mieście była, a do zamku jej nie „wpuszczono”. Nie zawsze się to udawało, ale co bądź ograniczało jej zasięgi.
W 1529 r. chorował na czerwonkę również Albrecht, ale się z niej jakoś wylizał. Zarazę tę ktoś przywiózł z Francji i na Prusach z tej choroby zmarło 30 000 ludzi.
W 1549 r. powtórzyła się ona i była w Królewcu tak groźna, że Albrecht uciekł z miasta i przybył do Pasłęka, który był uważany za szczęśliwe miasto, bo niemal w połowie omijały zarazy to miasto.
W 1559 r. czerwonka przedostała się na Warmię i tu zrobiła takie spustoszenie, o jakim dawno nie słyszano. Pasłęk w tym roku był wolny od zarazy.
Nie ominęła natomiast Pasłęka zaraza w 1572 r. i tu zrobiła duże spustoszenie.
Dał się również we znaki rok 1602, w którym na całych Prusach zaraza zbierała obfity plon, ale na szczęście Pasłęk ominęła.
Nie ominęła go natomiast w roku 1620. Nie znamy liczby umarłych z tego roku, bo większość grzebano bez rejestracji we wspólnych mogiłach. W samym tylko Królewcu zmarło wtedy 11 425 os.
W 1625 r. na Warmii i Prusach zmarło 100 000 osób – musiała ona i w Pasłęku zrobić nie małe szkody, skoro magistrat wydał zarządzenie, że w grzebaniu umarłych muszą brać nie tylko członkowie cechów, lecz i robotnicy dzienni oraz służebni. Końmi na saniach przywożono na cmentarz trupów.
Największa epidemia w Pasłęku była w roku 1629, w którym za pół roku roku od lipca do 31 grudnia zmarło 744 osoby.
w lipcu – 25 osób
w sierpniu – 130
we wrześniu 185
w październiku 142
w listopadzie – 78
w grudniu 44
604
Reszta przypada na pierwszą połowę roku.
W 1639 r. w Królewcu za 3 miesiące zmarło 1262 osoby, ale w Pasłęku nie było wtedy epidemii.
W 1655 r. wybuchła epidemia na całym Pogórzu (Oberlandzie) tak, że król szwedzki wysłał natychmiast swą żonę do Szwecji, a sam przeniósł swą kwaterę z Pasłęka do Fromborka, ale nie obeszło się bez ofiar w wojsku szwedzkim. I ta epidemia z małymi przerwami grasowała na Prusach do 1677 r.
Księgi zmarłych kościoła pasłęckiego notują w 1656 r., że zmarło w tym roku 275 osób i w następnym roku 191 osób, co grubo przekraczało stan urodzenia. Normalna śmiertelność w parafii Pasłęk wynosiła 60 – 90 osób.
W 1669 r. wyszło policyjne zarządzenie, żeby trupów w połowie grzebali mistrzowie cechów, a w połowie ich czeladnicy i uczniowie. Trupa należało przy pomocy narzędzi owinąć w prześcieradło wpierw obsypując go prochem wapiennym i potem wywlec z domu, wciągnąć na sanie i zawieźć na cmentarz robiąc wszystko tak, by się trupa rękami nie dotknąć i zakopać go, a sami dobrze wytrzeć ręce wapnem i zmyć strumieniem bieżącej wody.
w 1709 r. i następnym były bardzo groźną zarazą szalejącą w całych Prusach, a w szczególności w Zalewie, gdzie niemal wszyscy żyjący ludzie wymarli, a na całych Prusach zmarło wtedy 202 000 ludzi, czyli 1/3 całego nasilenia.
W 1736 r. – panowała na całych Prusach czerwonka (die rote Ruhr) i na tę chorobę zmarło w Pasłęku 133 osoby.
W 1767 r. zmarło na tzw. „suchoty” (Schwindsucht) 23 osoby, a na epilepsję i ze starości tylko 8 osób.
Do zażegnywania epidemiom w Pasłęku w znacznej mierze przyczyniało się istnienie apteki Christianich, którzy przez 3 pokolenia pełnili tę służbę, chodując w swych ogrodach botanicznych zioła lecznicze i udzielali rad, jak się zachować w czasie epidemii.
Wiek XIX przyniósł pod względem higieny znaczny postęp. Wychodziły królewskie zarządzenia odkażania wszelkich rowów ściekowych, kloak, żeby ścieki były nakrywane deskami i przysypywane ziemią, żeby były usuwane ogniska wylęgu bakteryj w błotnistych sadzawkach, kałużach, śmietnikach itp.
Trzy dalsze pokolenia świetnych lekarzy Creutzwieserów, a zwłaszcza ostatni Karol Creutzwieser zasłużyli się na tym polu dbania o higienę, ogromnie skutki ich pracy były widoczne.
Durer, Czterej jeźdźcy apokalipsy
Wojny były i są nadal przyczynami wybuchów epidemii. Brak lekarstw, niedożywienie, większa niechlujność, utrudnione działania sanitarne i setki innych przyczyn są roznosicielami tyfusów czy innych chorób.
O ile w drugiej połowie XIX wieku i na początku XX wieku już po opanowaniu z grubsza epidemij śmiertelność przekraczała liczbę urodzin, to takie lata uważało się za epidemiczne. Statystyki wykazują, że w latach 1800 – 1832 było kilka takich lat, które zależałoby uznać za epidemiczne, choć nie na wielką skalę. Np. w wymienionych latach liczby w nawiasie będą wskazywały nadwyżkę zmarłych na urodzonymi:
W XIX wieku trafiały się wybuchy cholery i tak w 1831 roku w Królewcu zmarło 1323 osoby na cholerę, w Elblągu 150 osób, a w Pasłęku zmarło w tym roku 33 osoby na 85 chorych.
Jedna rodzina mieszkająca na Zamkowszczyźnie (Amtsfreiheit) składająca się z 9 osób wymarła całkowicie.
Zdarzały się i później wyskoki cholery, jak:
w 1852 zmarło na cholerę w Pasłęku 7 osób, w 1855 – 30 osób, w 860 – 60 osób, poszczególne przypadki cholery notowano jeszcze w 1883, 1885, 1892, 196 r.
Wybuchały też epidemie wśród zwierząt. Wspominałem już o takiej groźnej zaraźliwej chorobie bydła w 1810 czy 1819 r. Zaraził się od takiej chorej krowy jeden z Creutzwieserów w 1810 r. i zmarł, a w 1819 r. padło w Pasłęku 9 wołów, 40 krów i 10 cieląt.
Budowa sieci kanalizacyjnej ogromnie wpłynęła na zapobieżenie rozwijających się chorób epidemicznych no i medycyna z chwilą wykrycia zarazka – bakterii i znalezienia środków na ich zabijanie, polepszyły stan zdrowotny i ustrzegły ludzkość od tych strasznych i ciężkich klęsk, które 10-io krotnie więcej pochłonęły istnień ludzkich niż ówczesne wojny.
Medycyna zrobiła duże postępy i zapobiega powtarzaniom się epidemij, lecz pod warunkiem, że z higieną trzeba być za pan brat.”
ks. Kanonik Kazimierz Cyganek
Kronika parafii Pasłęk, 31.12.1980
Życzę wszystkim zdrowia oraz tego aby nie narażali innych na jego utratę!
Oceniam ucznia na 6+
Oceniam ucznia na 6+
System oceniania uczniów jest tak niespójny jak sądowe wyroki w Polsce. Każdy Polak wie, że za kradzież batonika w supermarkecie grozi kara od „nikłej szkodliwości społecznej” do 2 lat więzienia. Wszystko zależy od oceny sytuacji przez sędziego, a nie jak niektórzy naiwni myślą, od dodatkowych okoliczności. Śmiem twierdzić, że za tę samą pracę klasową uczniowi grozi ocena od 1 do 6. Nie oto jednak idzie aby zmienić mentalność tysięcy polskich nauczycieli, bo to jest niemożliwe. Marzy mi się rozwiązanie systemowe, które uwolni ich, dzieci i rodziców od stresu walki o przeciętność.
Kategorycznie należy zabronić nauczycielom stawiania szóstek i jedynek. Skala od 2 do 5 wyraźnie wskazuje poziom wiedzy jaką nabył uczeń. Wraz z nadejściem końca roku eDziennik powinien wyliczyć średnią i … do akcji wkraczałby nauczyciel ! Ma on prawo podnieść ocenę końcową o jeden, ale i może każdą ocenę obniżyć o jeden. Musi to jednak uzasadnić. Nie, to nie będzie nic trudnego. Przykładowe powody:
1. „Podwyższam ocenę o jeden bo uczeń w moim przedmiocie osiągnął sukces wykraczający poza mury tej szkoły i zajął 7 miejsce w konkursie wojewódzkim.”
2. „Obniżam ocenę o jeden bo nigdy nie był na zajęciach.”
Dzisiaj, patrząc uczniowi w oczy można mu obniżyć ocenę o jeden bez wyraźnego powodu. To jest prawo, z którego nauczyciele korzystają nagminnie. Niestety, duszą się udawaniem, że tak naprawdę to uczeń sam sobie jest winien bo niby nie zrozumiał pytania a innym razem na klasówce pisał zbyt niewyraźnie itp. Nie. Nauczyciel powinien mieć prawo do jawnego wyrażania braku sympatii do konkretnego ucznia obniżając mu ocenę.
Nauczyciel nie powinien również robić „krzywdy ponad miarę” uczniowi, którego lubi. Wyraźna piątka świadczy dostatecznie o tej sympatii. Brak szóstki jest dla ucznia i jego rodziców dowodem, że młody człowiek z danego przedmiotu jest przeciętny i nic ponadto. Ilu „pozornie zdolnych” wybrało dalszą edukację bo uwierzyło, że są ponadprzeciętni? Zdziwienie na studiach i utrata roku lub więcej by zrozumieć, że nauczyciel okłamał mnie zawyżając mi oceny.
Proponowany system chroniłby zarówno nauczycieli jak i uczniów. Ci pierwsi nie mogliby stawiać szóstek dziecku prezydenta, które jest przeciętne, bo chroniłby ich system. Zdolny uczeń nie musiałby bać się nauczyciela, który stawia mu tylko jedynki, bo go nie lubi.
Cały ten system byłby tylko małym kroczkiem ku normalności. Czy nie byłoby wspaniale, aby lekarzami czynić tylko tych, którzy w szkole uczyli się na sześć z chemii i biologii. Co z tego, że byli przeciętni z geografii. Dlaczego kandydat na prezydenta nie pokazuje swojego świadectwa ze szkoły średniej? Bo nikt rozsądny nie bierze ocen szkolnych na poważnie. Czy dzisiaj dla kogokolwiek ma znaczenie, jakim ktoś był uczniem? Czy ma znaczenie, kto jakie kończył studia? Tak jest tylko w tej „głupszej” części kultury zachodniej, czyli nie u nas. Dlatego takiego systemu niestety nikt nie wdroży. Dominuje u nas pogląd: „po co zresztą cokolwiek zmieniać, skoro mamy najlepszy system edukacyjny na świecie, czego dowodem jest fakt, że Uniwersytet Jagieloński jest już w trzeciej setce najwyżej ocenianych uczelni świata!”
Co to by zmieniło?
System nie dyskryminowałby uczniów, którzy mają problemy w którymś z przedmiotów. Mogliby więcej czasu poświęcić temu co lubią. Bycie panem i władcą w szkole nie jest dobre. Najgorzej na tym wychodzą „dręczeni” przez nauczycieli uczniowie. Ale nie tylko. Jak pokazały eksperymenty, posiadanie władzy psuje każdego. Ilu nauczycieli zostało znienawidzonych na całe życie? O tym nikt głośno nie mówi. Zmiana systemu oceniania, być może uratowałby wiele nauczycielskich dusz niezależnie od wiary i niewiary.
Od nauczycieli należy oczekiwać tylko tego aby uczyli. Dzisiaj ocena nie ma większej wartości poza jedynką, która uniemożliwia przejście do następnej klasy. Czy to coś zmienia? Jeśli będzie ambitny znajdzie sposób aby zdać w jakiejś szkole maturę, zrobi zaoczne, zdalne studia, zrobi doktorat i zostanie kim tylko będzie chciał. Zostaną jedynie niemiłe wspomnienia.