Mistrz krajowy zakonu krzyżackiego (Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie), decyzją którego 29 września 1297 roku miasto Holland (dzisiaj Pasłęk) uzyskało prawa miejskie. Przyznał również prawa miejskie, na prawie chełmińskim, dla miast: Christburg (prawa miejskie -1291, Dzierzgoń), Graudenz (prawa miejskie -1297, Grudziądz) i Mewe (prawa miejskie – 1297, Gniew).
Poniższy tekst pochodzi z serwisu Wikipedia
Meinhard von Querfurt, także Meinherus von Querenvord, Meynko von Querenforth (urodz. ?, zm.1299) – komtur dzierzgoński w roku 1279, komtur królewiecki w latach 1280-1283, komtur pokarmiński w latach 1284-1288, mistrz krajowy Prus w latach 1288-1299.
Mistrz Hermann von Salza i Meinhard z Kwerfurtu. Obraz z Malborka, obecnie znajduje się w Muzeum Narodowym Starej Galerii w Berlinie, autor Eduar Daege 1853 olej na płótnie
Życiorys
Meinhard wywodził się bogatego rodu burgrabiów magdeburskich osiadłych w Saksonii. Nie wiadomo kiedy i gdzie wstąpił w szeregi zakonu krzyżackiego. Do Prus przybył najprawdopodobniej przed 1279 rokiem, gdyż źródła w tymże roku podają go jako komtura Dzierzgonia. Funkcję tę pełnił krótko, bo już w 1280 roku na stanowisku komtura Królewca zastąpił Mangolda. W roku 1283 opuścił Królewiec i objął stanowisko komtura Pokarmina, gdzie służbę pełnił do roku 1288, kiedy to został wybrany na mistrza krajowego Prus. Meinhard von Querfurt stanowisko mistrza objął około 2 lutego 1288 roku, podczas kapituły prowincjonalnej w Elblągu. Nominację przyjął z rąk obecnego na kapitule wielkiego mistrza Burkharda von Schwandena. Nagła zmiana na stanowisku mistrza krajowego z Konrada von Thierberga, na młodszego Meinharda podyktowana była zapewne, planami podboju Litwy. Młodszy, silniejszy a przede wszystkim energiczniejszy Meinhard wydawał się bardziej odpowiedni na stanowisku mistrza krajowego.
Victor Valois (1841–1924) był wiceadmirałem Imperialnej Marynarki Wojennej II Rzeszy Niemieckiej. W latach 1892 – 1896 r. był Szefem Marynarki Wojennej na Morzu Północnym w Wilhelmshaven.
Urodził się 14 sierpnia 1841 w Preussisch Holland (dzisiaj: Pasłęk), a zmarł 4 stycznia 1924 w Królewcu, Ukończył Imperialną Akademię Marynarki Niemiec (German Imperial Naval Academy).
Rodzina
Według legendy rodzinnej, pradziadek Valois został wcielony do służby Habsburgom i wziął udział w wojnie siedmioletniej. Podczas pruskiego zwycięstwa pod Legnicą znalazł się wśród 4700 austriackich więźniów i został przekonany do wstąpienia do wojska pruskiego. Po wojnie osiadł w Pruskiej Holandii, mieście zbudowanym przez holenderskich uchodźców w XIV wieku. Syn więźnia został kupcem i poślubił córkę jednego z posłów parlamentu pruskiego. Z kolei ich syn Victor Valois poślubił Minnę von Behrendt.
Kariera
Valois wstąpił do pruskiej akademii marynarki wojennej i został wcielony do służby 18 czerwca 1857 r. Tego roku zdał egzaminy morskie, a w 1861 roku zamustrował na fregatę Thetis na trzyletni rejs do Azji Wschodniej. Według ogólnych relacji innych oficerów marynarki wojennej był miłym mężczyzną, który mówił doskonale po angielsku.
Po wybuchu wojny pruskiej z Danią był oficerem wachtowym na kanonierce Loreley napędzanej parą, pod dowództwem kapitana Hansa Kuhna. W dniu 17 marca 1864 r. uczestniczył w bitwie morskiej.
Od 1865 do 1868 Valois opłynął świat na Corvette Vineta, a następnie na Sail Corvette Nymphe. Wraz z resztą załogi Nimfy przeniósł się do S.M.S. Augusta, jako oficera pełnił funkcję drugiego oficera nawigacyjnego. Po krótkiej wycieczce zaopatrzeniowej do Kilonii, przeprowadził SMS-a Augusta wokół Wysp Brytyjskich i zaatakował kilka okrętów francuskiej marynarki wojennej w Bordeaux zatapiając kilka statków towarowych. Następnie Augusta schroniła się w hiszpańskim porcie w Vigo, gdzie została aresztowana przez trzy francuskie okręty wojenne do 1871 roku, kiedy to statek wrócił do Kilonii.
Valois dowodził korwetą krążownika SMS Victoria (Francja, 1863) w lutym 1881 r. Podczas rejsu do Liberii interweniował przeciwko miejscowemu atakowi na załogę niemieckiego statku handlowego. Zażądał kary pieniężnej od rządu liberyjskiego i ostrzelał wioskę tubylców biorących udział w ataku.
Na początku 1890 r. zamienił stanowisko dyrektora (Oberwerftdirektor) Stoczni Cesarskiej w Kilonii na dowództwo niemieckiej eskadry wschodnioazjatyckiej (1890-1892). W grudniu 1890 przebywał w Australii z flotą: SMS-ami Sophie, SMS-ami Lipsk, SMS-ami Arcona i SMS-ami Alexandrine. Celem eskadry wschodnioazjatyckiej była ochrona i propagowanie imperialistycznych interesów w Azji i Pacyfiku. 21 grudnia 1890 r. przebywał na Samoa ze swoją eskadrą w związku z niemieckimi planami przyłączenia Wysp Marshalla. Zbliżający się huragan zmusił go do wycofania się na swoim okręcie flagowym Lipsk.
Był to okres napięć i rywalizacji na Pacyfiku między wielkimi mocarstwami, w tym Niemcami i Stanami Zjednoczonymi. Napięcie to wzrosło nieznacznie, gdy Valois zbliżył się swoją eskadrą do San Francisco 4 czerwca 1891 roku i zwyczajowo nie wywiesił flagi amerykańskiej. Być może z tego powodu admirał Andrew E. K. Benham, dowódca stacji Mare Island, nie odwiedził Valois na okręcie. Niemniej jednak, działo się to podczas wojny domowej w Chile w 1891 roku i wkrótce otrzymał rozkaz popłynięcia na południe, gdzie wraz z flotami amerykańskimi i brytyjskimi brał udział w poszukiwaniach chilijskiego statku Itata (Itata Incident).
Przejście na emeryturę
Koniec lat 90-tych XIX wieku był także okresem konfliktu w obrębie imperialnej niemieckiej marynarki wojennej. Ustawa marynarki wojennej z 1898 r. zlikwidowała scentralizowaną kontrolę militarną nad flotą, oddając ją w ręce cesarza Wilhelma II Szalony cesarz był zdominowany przez Alfreda von Tirpitza. Jego koncepcja marynarki wojennej opierała się na budowie ciężkich okrętów, w bezpośredniej konkurencji z Wielką Brytanią. W 1899 roku napisał on książkę faworyzującą krążowniki w przypadku wojny z Królestwem Wielkiej Brytanii. Statki o wielkim tonażu, zwane statkami stołecznymi, były drogie i czasochłonne w budowie, a zdaniem Valois nie służyłyby dobrze niemieckiej marynarce. Jego koncepcja nie pasowała do planów Wilhelma (lub Tirpitza) niemieckiej marynarki wojennej, która miałaby konkurować pod względem masy, wielkości i imponującego wyglądu z ogromną flotą brytyjską.
Dodatkowa praca
Książka autorstwa Valois „Seekraft Seegeltung Seeherrschaft” opublikowana w 1899 r. wzbudziła zainteresowanie międzynarodowych kręgów morskich, ponieważ przyznał w niej , że niemieckie morskie siły zbrojne były skierowane na Wielką Brytanię. Zasugerował w niej też, że wspólne interesy Stanów Zjednoczonych i Niemiec powinny doprowadzić do sojuszu przeciwko Wielkiej Brytanii.
Poniżej dwa artykuły Lecha Słodownika, które ukazały się w 2017 roku w Dzienniku Elbląskim.
Wspomnienia z celi śmierci doktora z Pasłęka
Szpital w Pasłęku po przebudowie z 1903 r. Fot. arch. Lecha Słodownika
Doktor Emil Mertens był dyrektorem szpitala w Pasłęku w latach 1927-1943. W trakcie II wojny światowej został skazany na śmierć.
Pasłęcki szpital powiatowy w 2010 r. obchodził swoje 150-lecie. Spośród wielu spotkań, wręczenia dyplomów i odznaczeń, odbyła się jubileuszowa uroczystość, podczas której wygłoszony został referat na temat dziejów tego szpitala. Istotną częścią tego referatu, wygłoszonego przez niżej podpisanego, była działalność ostatniego, przedwojennego, dyrektora tego szpitala – dr Emila Mertensa.
Dr Mertens był chirurgiem z wykształcenia i pochodził z dzielnicy Hamburga – Altony, a z 1 stycznia 1927 r. został dyrektorem Szpitala Joannitów w Pasłęku. Po napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę, jako lekarz w stopniu kapitana, brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie 1 listopada 1939 r. wrócił do Pasłęka. Był dobrym lekarzem, lubianym przez podlegający mu zespół. Nic nie zapowiadało, że wkrótce jego osobiste życie przybierze tak dramatyczny charakter.
A zaczęło się od tego, gdy pod koniec lipca 1943 r. skierowano do pasłęckiego szpitala ponad 30 ciężarnych kobiet z bombardowanego nieustannie Berlina. Kobiet tych dr Mertens nie mógł we właściwy sposób przyjąć i przy tej okazji pozwolił sobie wyrazić głośno opinię, że „ewakuacja stolicy jest złym znakiem, czyli wojna będzie wkrótce przegrana”. Te słowa dotarły do uszu pewnego młodego lekarza – Petera Klingsiek, który z uwagi na poważny uraz głowy nie był powołany do Wehrmachtu, ale za to okazał się być zaciekłym SS-manem. Zadenuncjował natychmiast dr Mertensa, a królewieckie gestapo zatrzymało go pod zarzutem siania defetyzmu i osadziło w słynnym berlińskim więzieniu Moabit, w którym hitlerowcy wykonywali wyroki śmierci przez ścięcie toporem lub na gilotynie.
10 czerwca 1944 r., kierowany przez osławionego dr Rolanda Freislera, berliński Volksgerichtshof skazał dr Emila Martensa na śmierć. To właśnie on skazywał na śmierć spiskowców, którzy 20 lipca 1944 r. dokonali zamachu na Adolfa Hitlera w Gierłoży pod Kętrzynem. Podobno za zatrzymaniem dr Mertensa miał stać urodzony w Lęborku gen. SS Erich von dem Bach-Zelewski, który wcześniej w ramach „nocy długich noży” załatwiał swoje prywatne porachunki, o których dr Mertens wiedział. Skazany siedział więc 11 miesięcy w celi śmierci więzienia Moabit oraz w Brandenburgu i czekał na wykonanie wyroku śmierci zaplanowanego na 20 kwietnia 1945 r.
Dr Mertens napisał w swoich wspomnieniach: (…) Po południu 8 czerwca 1944 r. wylądowałem w celi nr 614, skrzydło E, Zakład Karno-Śledczy Moabit w Berlinie, jako skazany przez Volksgerichtshof i jego przewodniczącego Freisslera na karę śmierci. Zabrano mi wszystkie rzeczy osobiste łącznie z grzebieniem i szczotką do zębów. Z rękami zakutymi w żelazo wylądowałem w odstręczającej celi, gdzie okna były zniszczone, a na podłodze leżały brudne resztki materacy. Nie byłem tu długo sam. Wnet rozległ się zgrzyt klucza w drzwiach celi i wszedł stary, bardzo nędznie wyglądający mężczyzna z głębokim głosem, który robił bardzo przygnębiające wrażenie. Był „świeżo” skazany na śmierć. „Do trzech razy sztuka” pomyślałem, gdy wkrótce dokooptowano nam mężczyznę w średnim wieku. Był całkowicie stłamszony i przybity otrzymanym wyrokiem śmierci. Zaraz po jego wejściu dostaliśmy na kolację zupę grysikową.
Wkrótce poznaliśmy się. Starszy mężczyzna był krawcem i pochodził ze wsi Kraschen (Chróścina), Kreis Guhrau (miasto Góra niedaleko Głogowa) na Śląsku i nazywał się Gotthold Langer. Zaczął opowiadać. Otóż nie tak dawno dwaj 14-letni chłopcy z pobliskiego obozu Hitlerjugend przynieśli mu odzież do naprawy. Podczas rozmowy krawiec opowiedział im o swoich dwóch synach i zięciu, którzy zostali ciężko ranni albo zaginęli bez wieści i dodał, że szkoda iż tacy młodzi stają po stronie sprawy, która jest beznadziejna. Ci dwaj natychmiast zameldowali, gdzie trzeba i wnet krawiec został aresztowany, a na podstawie zeznań tych dwóch z HJ został skazany na śmierć.
Drugi „kandydat na śmierć” z celi był urzędnikiem obwodowym, na którego obszarze znajdował się zakład śledczy i nazywał się Paul Franke. Był ofiarą swojej namiętności. Otóż sprzedał powierzone mu urzędowo kartki żywnościowe, a dochód ze sprzedaży przeznaczył na wyścigi, zakłady i inne uciechy. Uznany został za „hańbę narodu”. Nie miał żadnej szansy żyć dłużej niż parę godzin.
Moja pierwsza „noc w żelazie” była niespokojna. Krawiec dostał rozwolnienia i nie mógł, mając związane ręce, dobrze ściągnąć swoich spodni. Tym samym zabrudził kałem nie tylko podłogę, ale i materac. Widząc to urzędnik obwodowy zupę grysikową po prostu zwymiotował. Nie mogłem wiele spać. Ledwie nastał świt, usłyszałem zgrzyt klucza w drzwiach i biedny urzędnik został zabrany na wykonanie wyroku w więzieniu Plötzensee.
Na szczęście my dwaj pozostaliśmy tylko na jedną noc w tej obrzydliwej celi. Po południu przeniesiono nas do leżącej naprzeciwko celi, która była lepsza i miała szyby w oknach. Miała nr 613. Było tu nawet łóżko opadające – zamocowane do ściany i obciągnięte kratkowaną pościelą. Łóżko zajmował szczęśliwiec, mocno zbudowany blondyn, z piękną brodą i przyjemnymi, niebieskimi oczami. Był to mistrz blacharski z Berlina-Friedrichshain i nazywał się Müller. Miał ok. 50 lat. Innym osadzonym był ok. 30-letni młodzian, który powitał mnie jak dobrze wychowany człowiek, wstając i przedstawiając się: Werner Burkert, hurtownik papieru z Berlina – Lichtenberg.
Lech Słodownik
Wspomnienia lekarza Emila Mertensa z celi śmierci
Doktor Emil Mertens z żoną i córką. Zdjęcie wykonane w Berlinie Zachodnim w latach sześćdziesiątych Fot. arch. Lecha Słodownika
Cela 613 była tak zwaną „celą transportową”. W niej osadzano skazanych na śmierć, którzy oczekiwali tylko na transport do miejsca kaźni w więzieniu Brandenburg-Gören. To mogło trwać krótko albo długo.
W ubiegłotygodniowym artykule przedstawiono losy dyrektora pasłęckiego szpitala w latach (1927-1943) – dr Emila Mertensa, który w wyniku denuncjacji został skazany na śmierć i trafił do celi śmierci berlińskiego więzienia Moabit. Dzisiaj ciąg dalszy.
(…) Cela 613, czyli nasza nowa siedziba, była tzw. „celą transportową”. W niej osadzano skazanych na śmierć, którzy oczekiwali tylko na transport do miejsca kaźni w więzieniu Brandenburg-Gören. To mogło trwać krótko albo długo. Cela była mała i pierwotnie przewidziana dla jednego więźnia. Tymczasem była obłożona czterema „kandydatami na śmierć”, którzy w nocy musieli pomieścić się na jednym, brudnym materacu. Do tego paliła się lampa sufitowa, a małe okienko w drzwiach wejściowych, zwane „Spion”, było ciągle otwarte.
Z opowieści skazanego Burkerta wywnioskowałem, że był on ofiarą swojej zapobiegliwości i skutecznych dążeń do kariery. Był pilny i pracowity, zaczął wszakże od małego majątku, doszedł do znacznego dobrobytu. Był kawalerem i nie miał krewnych. Miał tylko matkę w podeszłym wieku, swoją opiekunkę, która w dzielnicy Berlin-Lichtenberg przy Samariterstraße 15 prowadziła mały sklepik z konfiturami. Jako namiętny pływak Burkert grał znaczącą rolę w klubie pływackim „Posejdon”. Tu akurat z uwagi na jego szczodrość i hojność – nie brakowało mu „przyjaciół” korzystających z jego bogactwa. Pewnego razu wziął kolegę klubowego i zrobił go zarządcą fermy nutrii na przedmieściach Berlina. Z uwagi na brak siły roboczej z roku na rok było mu coraz trudniej ją prowadzić i utrzymać. Tak więc uradował się niezwykle, gdy w 1943 r. z jego klubu pływackiego został mu polecony siedemnastoletni młodzieniec, który chciał na fermie pracować.
Okazało się że uciekł z obozu przysposobienia wojskowego i nie chciał wracać do domu. Burkert wziął go chętnie, gdyż taka siła robocza była mu potrzebna. Sześć tygodni później ten młodzieniec zameldował telefonicznie na Gestapo, że Burkert trzyma potajemnie na farmie dezertera o nazwisku Kaumann. Natychmiastowe aresztowanie było tego efektem i skazany na śmierć Werner Burkert nie musiał długo czekać na wykonanie wyroku. Jego koledzy z klubu pływackiego tak się tym przejęli, że natychmiast poszli do jego domu zabrać rzeczy, maszyny itd., ponieważ „Werner już tego nie będzie więcej potrzebował!” Nie byli pierwsi, bowiem podczas aresztowania Burkerta gestapowcy również to i owo sobie z jego mieszkania przywłaszczyli.
Szczęśliwym posiadaczem łóżka przy ścianie był blacharz Müller. Siedział już w celi parę miesięcy i przeżył z kompanię „kandydatów na śmierć”, którzy krótko lub dłużej z nim siedzieli. Wiedział też o prominentnych skazanych, których „skrócono o głowę”. On sam został skazany na śmierć jakoby za zaszlachtowanie świni, która była ujęta w wykazie kontrybucyjnym. Gdy blacharz Müller dowiedział się że jestem lekarzem, zaczął opowiadać o chorobie serca swojej żony, z którą wprawdzie nie miał dzieci, ale był szczęśliwym małżonkiem. Podkreślał że najtragiczniejszym dla niego dniem był ten, w którym jego żona zmarła w wyniku zawału serca. Powodem śmierci były nocne alarmy lotnicze i konieczność schodzenia do piwnicy. Pewnego razu, gdy alarm syren zerwał ich znowu z łóżka, on chciał pomóc swojej żonie ubrać się i zejść do piwnicy. Ale ona nagle opadła na fotel ze słowami: „ja już nie mogę więcej, muszę teraz umrzeć, ale pozostanę na zawsze taką, jaką byłam dla ciebie – żoneczką!” Po tych słowach jej głowa opadła i zmarła. Parę dni później blacharz Müller musiał nas opuścić. Został przewieziony do Hildburghausen w Turyngii. Nikt go nie chciał odprowadzić. Zaraz po tym pastor dr Knodt powiedział: nie ma już tego okropnego jegomościa? Gdy spytałem go co ma na myśli, pastor odpowiedział, że ten Müller nie mówił źdźbła prawdy, on po prostu swoją żonę zaszlachtował! A więc byli ze mną nie tylko „polityczni”, którzy, tak jak ja, byli zakuci w kajdany.
„W celi transportowej 613” byłem cztery miesiące i przeżyłem kilku prominentnych współtowarzyszy. Byli tu m.in. znany jurysta i przeciwnik Hitlera dr Josef „Beppo” Römer, zgilotynowany w Brandenburgu 25 września 1944 r., był Nikolaus von Halem – jeden z kierowników Izby Przemysłowej Rzeszy, czy Otto Kiep – były konsul generalny w Nowym Jorku. Razem leżeliśmy na jednym materacu i razem walczyliśmy z obłażącymi nas wszami. Ale tylko mi udało się ten straszny czas przeżyć (…). Dlaczego zaplanowany na 20 kwietnia 1945 r. wyrok śmierci na dr E. Mertensie nie został wykonany? Otóż jak się okazało już po wojnie, uratował go ziomek z Pasłęka, tutejszy nadinspektor sądowy Wilhelm Thomczik. W czasie wojny był zatrudniony przy Wyższej Adwokaturze Rzeszy w Poczdamie. To właśnie on przekładał systematycznie „na dół” akta dotyczące dr Mertensa, jako przewidzianego w danym dniu na śmierć.
Po wojnie dr E. Mertens (14.03.1895-1.08.1979) był lekarzem w Berlinie i mieszkał tam z żoną i córką. W powojennych wspomnieniach napisał, że po napaści Niemiec hitlerowskich na Sowietów nie miał już złudzeń, że wojna będzie przegrana, gdyż na dwa fronty walczyć się nie da. Przewidywał skutki tej wojny zgodnie z łacińską maksymą „Quidquid delirant reges, plectuntur Achivi”, czyli „co królowie w szaleństwie uczynią, to skupia się na Grekach”, a więc lud zawsze pokutuje za szaleństwa władców. Nie oskarżył wspomnianego lekarza SS-mana, który jakby nigdy nic rozpoczął swoją prywatną praktykę lekarską w Westfalii. Pasłęcki szpital uratował się z pożogi wojennej, jak również stojąca obok piękna willa, w której mieszkał dyrektor tego szpitala – dr Mertens. W szpitalu tym po 1945 r. działo się również wiele ciekawych rzeczy. Podjęli tu pracę m.in. tacy lekarze jak W. Berecki i L. Perepeczko, niezwykle zasłużeni dla miasta.
Sam szpital, jak również Pasłęk, zawędrował w latach 60. ubiegłego stulecia na łamy światowej literatury historycznej. Odbyło się to za sprawą książki Alana Bullock’a „Hitler, studium tyranii”, w której w polskim wydaniu wymieniany jest pasłęcki szpital, jak miejsce hospitalizacji… Adolfa Hitlera! Jest to oczywiście nieprawda, a sprawcą całego zamieszania był polski tłumacz tej książki. Już w „Mein Kampf” Adolf Hitler napisał: „so kam ich in das Lazaret Pasewalk in Pommern” (tak trafiłem do lazaretu w Pasewalku na Pomorzu). Chodzi tu o sytuację, gdy w październiku 1918 r. Hitler został poszkodowany w wyniku ataku gazowego w walkach pod Ypres. Stracił czasowo wzrok i został przewieziony do miasteczka Pasewalk na Pomorzu. Ale w tym czasie (1918) Pasłęk nazywał się Preußisch Holland, leżał w niemieckich Prusach Wschodnich i nikt nie przypuszczał, że po roku 1945 będzie nazywał się tak jak obecnie. Prawdą jest natomiast to, że w tym szpitalu na początku 1953 r. urodził się niżej podpisany…
Olimpiada w Rzymie 1960 Od lewej: Hans Grodotzki (srebro), Murrayem Halberg (złoto),Kazimierz Zimny (brąz)
Hans Grodotzki (ur. 4 kwietnia 1936 w Preußisch Holland, czyli dzisiejszym Pasłęku) – niemiecki lekkoatleta długodystansowiec, dwukrotny medalista olimpijski z Rzymu z 1960.
Kariera sportowa
Reprezentował Niemiecką Republikę Demokratyczną, ale największe sukcesy odniósł, startując w barwach połączonej olimpijskiej reprezentacji Niemiec na igrzyskach w 1960 w Rzymie. Zdobył wówczas dwa srebrne medale: najpierw w biegu na 5000 m za Nowozelandczykiem Murrayem Halbergiem, a przed Kazimierzem Zimnym z Polski, a kilka dni później w biegu na 10 000 m za Piotrem Bołotnikowem z ZSRR.
Był mistrzem NRD na 5000 m w 1959 oraz wicemistrzem na 1500 m w 1960, na 5000 m w 1958 i na 10 000 m w 1959. Poniżej film z finałowego biegu olimpijskiego na 5000 m.
Poprawiał rekordy NRD, dwukrotnie w biegu na 3000 m do wyniku 7:54,6 (30 lipca 1960 w Poczdamie) i trzykrotnie w biegu na 10 000 m do wyniku 28:37,0 (8 września 1960 w Rzymie). W 1962 doznał kontuzji ścięgna Achillesa, co zmusiło go do przerwania kariery, którą zakończył w 1964. Później pracował jako trener.
Na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie 2 września 1960 r. zdobył srebrny medal z czasem 13: 44,6 min w biegu na 5000 metrów za Nowozelandczykiem Murrayem Halbergiem (13: 43.4 min). W biegu tym brąz zdobył Polak – Kazimierz Zimny. Kolejny srebrny medal zdobył 9 września 1960 r. w biegu na 10000 m z czasem 28: 37,0 min za Piotrem Bołotnikowem (ZSRR, 28: 32,2 min). Jest jedynym niemieckim zawodnikiem, który zdobył medal olimpijski w biegu na 10000 metrów. Spośród wszystkich niemieckich średnio i długodystansowych biegaczy, sztuka zdobycia dwóch medali na jednej olimpiadzie udała sie tylko jemu i Gunhildowi Hoffmeisterowi.
W czasie aktywności sportowej miał 1,75 m wzrostu i ważył 65 kg.
Życie
Hans Grodotzki musiał opuścić rodzinne miasto w 1945 roku z rodzicami i dwójką rodzeństwa; rodzina przybyła do Menteroda (wtedy dzielnica Sondershausen, dziś Unstrut-Hainich-Kreis, Turyngia). Po ukończeniu szkoły pracował jako górnik w górnictwie potasowym w regionie Volkenroda. W wolnym czasie grał w piłkę nożną i tenisa stołowego. W 1954 r. roku zapisał się na trzy lata do Ludowej Policji w Erfurcie, gdzie mógł trenować pod kierunkiem Ericha Bock w Centralnym Klubie Sportowym armii.
Hans Grodotzki ukończył w 1969 roku Kolegium Edukacji „Karl Liebknecht” w Poczdamie jako nauczyciel sportu dyplomowego i został trenerem. Do 1981 r. był oficerem sportowym w ASK Forward Potsdam, a później cywilnym pracownikiem w Narodowej Armii Ludowej. Po upadku Muru Berlińskiego był zatrudniony w LAC Halensee Berlin.
W 1991 roku Hans Grodotzki otrzymał Nagrodę Pamięci Rudolfa Harbiga. Został uhonorowany przez DLV w imieniu wszystkich sportowców z NRD.
Hans Grodotzki mieszka w Poczdamie, poślubił gimnastyczkę artystyczną Karin Jorzik († 1991), z którą ma córkę.
Joachim Friedrich Henckel (ur. 4 marca 1712 r. w Holądzie Pruskim, 1 lipca 1779 r.) – chirurgiem w Charité w Berlinie.
W dzisiejszym Pasłęku (daw. Preussisch Holland) 4 marca w roku 1712, urodził się Joachim Friedrich Henckel – chirurg który w roku 1769 dokonał pierwszego w nowożytnym świecie cesarskiego cięcia. Zdobył tym wielką reputację i stanowisko dyrektora kliniki położniczej w Berlinie.
W wyniku zabiegu cesarskiego cięcia dziecko przeżyło, ale kobieta później (prawdopodobnie) zmarła na zapalenie otrzewnej. Za to osiągnięcie książę (późniejszy król) Fryderyk Wilhelm II mianował go profesorem chirurgii i położnictwa. Henckel piastował stanowisko dyrektora szpitala Charité (znaczenie: miłosierdzie) w Berlinie, który współcześnie jest jednym z największych szpitali w Europie.
W 1770 r. Joachim Friedrich Henckel został członkiem Leopoldiny (Niemieckia Akademia Przyrodników Leopoldina. Jest to prestiżowa, po dziś znacząca instytucja i jednocześnie działająca nieprzerwanie najstarsza na świecie tego typu organizacja. Niemal 200 jej członków to nobliści). W tym też roku opublikował podręcznik chirurgiczny, w którym opisał między innymi techniki operacji zaćmy.
Charité – szpital kliniczny w Berlinie, jeden z największych w Europie. Widok z roku 1850.
Kariera zawodowa
Od roku 1729 roku przez dwa lata pobierał nauki w Królewcu i Gdańsku zdobywając podstawy wiedzy z zakresu anatomii. W 1731, przez dwa lata pracował jako chirurg-asystent wojskowy w pułku piechoty. Następnie, na koszt króla, udał się do Paryża, gdzie kontynuował swoją naukę. Po powrocie, został mianowany chirurgiem wojskowym pracując między innymi w pułku biorącym udział w działaniach wojennych na Śląsku, gdzie zdobył wiele praktycznych doświadczeń. Po powrocie do Berlina dał kilka wykładów z dziedziny chirurgii, ale spotkały się one z krytyką tamtejszych lekarzy. Po roku 1744, we Frankfurcie nad Menem uzyskał tytuł lekarza (?!), a w 1745 wrócił z pułkiem na Śląsk. Nadal przyjeżdżał do Berlina, gdzie dawał wykłady na temat operacji chirurgicznych i położnictwa. Opublikował w 1747 roku pierwszy zbiór „Medicinischer (?) i operacje chirurgiczne”. Do 1763 wydał siedem takich zbiorów. Wydawanie ich kontynuował do 1772. Wiele z zawartych tam opisów zostało ostro zaatakowane przez środowisko medyczne i Henckel zmuszony był ich bronić. W 1751 roku w szpitalu Charité w Berlinie utworzono oddział położniczy, a także rozpoczęto nauczanie z zakresu położnictwa, w którym korzystano z podręczników napisanych przez Henckel’a, z których niektóre cieszyły się dużą popularnością (np. „Instrukcja ulepszonych zabiegów chirurgicznych”. Joachim Friedrich Henckel połączył dwie praktykowane przez siebie specjalności: chirurgię i położnictwo.W 1750 J.F. Henckel został mianowany członkiem Paryskiej Akademii Chirurgii, a w 1776 został wybrany na członka Pruskiej Akademii Nauk.. Zmarł 1 lipca 1779 r. w wieku 67 lat.
Dietmar Damerau, malarz i rzeźbiarz, urodził się w 1935 roku w Holądzie Pruskim (niem. Preußisch Holland), dzisiejszym Pasłęku. W wieku 10 lat, 22 stycznia 1945 r., czyli jeden dzień przed wkroczeniem wojsk Armii Czerwonej, Dietmar wraz z matką i trojgiem rodzeństwa na zawsze opuścili swoje rodzinne miasto. Ich wędrówka wiodła przez Hamburg, Drezno, Pragę, Styrię, Salzburg, Coburg, by ostatecznie zakończyć się w Monachium. Tam, przyszły malarz i rzeźbiarz, poznał swojego nauczyciela i przyjaciela Otto Sammera, z którym pracował przez wiele lat. Tam też rozpoczął studia na Akademii Sztuk Pięknych. Poważny wypadek, któremu uległ w Sewilli, w Hiszpanii zmusił go do przerwania nauki. Na początku lat sześćdziesiątych przeniósł się na Kretę, grecką wyspę, gdzie osiadł i żył przez wiele lat. W 1967 roku ożenił się i miał syna. Junta wojskowa, która doszła do władzy zmusiła go do opuszczenia Grecji. Po jej upadku powrócił na swoją ukochaną wyspę – Kretę. Rozwój turystyki na wyspie spowodował, że ponownie planował wyjazd, ale ostatecznie przeniósł się do małej wioski Lafkos na górze Pelion, we wschodniej części Grecji. Tutaj zbudował dom i studio, gzie dalej mógł malować i tworzyć rzeźby. Na przestrzeni lat mieszkał i tworzył nie tylko w Lafkos, ale również w Niemczech i Danii. Żył samotnie tworząc dużą ilość dzieł. Zmarł 22 października 2011 roku w Grecji, w szpitalu Volos w wieku 76 lat,.
Artysta
Ten niemiecki artysta swoje dzieła tworzył z takich materiałów jak farby olejne, gwasz, po wszystko co wpadało mu w ręce: drewno, kosze, szminki i młynki do kawy. Swoje największe dzieło, obraz o powierzchni 106 metrów kwadratowych, który powstawał przez 3 lata, wykonał na suficie w prywatnym domu w Lafkos. Nie godził się z tym aby jego prace szufladkować do jakiejś jedenej kategorii sztuki. Wszystko, co tworzył, obrazy i rzeźby, kryje w sobie jakąś historię.
Będzie nam brakować naszych szalonych rozmów, twojego upartego i cynicznego spojrzenia na ten świat, twoich różowo-czerwonych policzków po kilku szklankach Tsipouro, twoich mylących wiadomości, twoich niesamowitych historii. Założę się, że jesteś teraz gdzieś otoczony młodymi pięknościami, pijesz mnóstwo wina i żartujesz z nas ….Przyjaciel
Mieszkając samotnie w małej wiosce w Grecji stale tworzył. Poprzez sztukę opowiadał historie i rzeczy, które go interesowały. Jego twórczość obejmuje szeroki zakres mediów, w tym rysunek, malarstwo, grafikę i rzeźbę. Wystawiał je m.in. w Kopenhadze, Atenach, Berlinie i Monachium. Od 1976 był członkiem stowarzyszenia artystów „Künstlergilde Esslingen”, które skupiało artystów wysiedlonych z dawnych terenów niemieckich.
„Major Max Liedtke urodził się 25 grudnia 1894 roku w Holądzie Pruskim (dziś Pasłęk w województwie warmińsko-mazurskim). Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia w Królewcu, których jednak nie ukończył, zgłosiwszy się na ochotnika do armii podczas I wojny światowej. Po jej zakończeniu rozpoczął pracę dziennikarza i w krótkim czasie mianowany został redaktorem naczelnym lokalnej gazety w Greifswaldzie. W 1936 roku zwolniono go jednak za zbyt krytyczne stanowisko wobec partii nazistowskiej. W lipcu 1942 roku został mianowany wojskowym komendantem miasta Przemyśla.
To właśnie podczas pobytu w Przemyślu Battel i Liedtke dokonali heroicznego czynu, który stał się przyczyną nadania im tytułu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
Już z pierwszymi dniami II wojny przemyska społeczność żydowska, która w późnym okresie międzywojennym liczyła około dziewiętnastu tysięcy, objęta została licznymi represjami, tak gospodarczymi, jak i fizycznymi. Na porządku dziennym były konfiskaty majątku, aresztowania, łapanki, a nawet rozstrzeliwania. Pierwsze getto w Przemyślu utworzono na Zasaniu (lewobrzeżna część Przemyśla) w 1940 roku. Po wybuchu wojny radziecko-niemieckiej i zajęciu 24 czerwca 1941 przez wojska niemieckie również prawobrzeżnej części Przemyśla utworzono jesienią tego roku w centrum miasta osobną ogrodzoną drutem kolczastym żydowską dzielnicę. Stłoczono tam całą żydowską ludność miasta, liczącą około dwudziestu tysięcy osób5. Z mężczyzn w wieku 16–35 lat utworzono kolumnę robotniczą pracującą dla potrzeb Wehrmachtu, liczącą około 4000 osób. Były to tak zwane żydowskie służby pracownicze – Betrifft Judeneinsatz – których członkowie pracowali w istniejących na terenie getta warsztatach krawieckich, szewskich, stolarskich, ślusarskich, blacharskich i tak dalej.
3 lipca 1942 roku komendant miasta Bernhard Giesselmann wydał rozporządzenie dotyczące ograniczenia dzielnicy żydowskiej6. 22 lipca przybył do Przemyśla pełnomocnik wyższego dowódcy SS i policji w Krakowie, SS-Hauptsturmführer Martin Fellenz, który na naradzie zwołanej u starosty przemyskiego, doktora Herbiga (z udziałem komendanta miasta, komendantów formacji policji niemieckiej i kierownika Arbeitsamtu Neumanna), ustalił szczegółowe założenia pierwszego etapu akcji „Reinhard”7, co w niemieckiej nomenklaturze oznaczało po prostu wysiedlenie Żydów z getta. W myśl tego postanowiono, iż rozpocznie się on w niedzielę 26 lipca, o godzinie ósmej rano. Akcja miała być kierowana z ramienia dowództwa SS i policji dystryktu krakowskiego osobiście przez Fellenza8. O naradzie nie został zawiadomiony jedynie komendant przemyskiego garnizonu Wehrmachtu i bezpośredni przełożony Battela, major Max Liedtke.
W sobotę 25 lipca dzielnica żydowska została zamknięta i odcięta od reszty miasta kordonem 307. batalionu policji pod dowództwem kapitana Schallera9. Zaniepokojony sytuacją Battel niezwłocznie skontaktował się z przełożonym i natychmiast obaj udali się do biura Ortskommandantury. Ponieważ rozmowa z szefem przemyskiego gestapo, SS-Untersturmführerem Adolfem Benthinem, na temat wstrzymania deportacji członków żydowskich służb pracowniczych nie przyniosła rezultatów, postanowili działać na własną rękę. Zdawali sobie sprawę z tego, że przesiedlenie oznacza dla Żydów śmierć w komorach gazowych. W związku z tym Liedkte wydał rozkaz zamknięcia mostu na Sanie i nieprzepuszczania funkcjonariuszy SS i policji pod groźbą użycia broni.
Sytuacja w mieście stała się dość napięta. Po konsultacjach na najwyższym szczeblu pomiędzy dwiema stronami konfliktu zawarto kompromis, który zakładał, że z akcji wysiedleńczej zostaną wyłączeni robotnicy pracujący dla Wehrmachtu do lat 35 (z robotników powyżej 35 lat zaś ci, którzy będą posiadają pieczątki gestapo) oraz że blokada mostu na Sanie musi być zniesiona. Battel zaakceptował ugodę, która jednakowoż została zerwana, gdy w godzinach popołudniowych policja bez ich uprzedniego powiadomienia zamknęła dzielnicę żydowską. Liedkte wydał więc rozkaz Battelowi, aby udał się do getta i wyprowadził przynajmniej część z 4000 tysięcy pracujących dla nich robotników. Kiedy dowodzący jednostką policyjną podporucznik Kiesel zaczął stawiać opór, Battel zaalarmował pluton Wehrmachtu i pod groźbą użycia broni wdarł się na teren getta, skąd na ciężarówkach wywiózł około stu robotników żydowskich wraz z rodzinami, dając im schronienie w pomieszczeniach komendantury miasta. Dzięki oporowi Liedtkego i Battela udało się ich ocalić przed deportacją. Części z nich udało się zbiec z getta i ocalić życie. Natomiast dla reszty Żydów znajdujących się w getcie los nie był już tak łaskawy. Opór Wehrmachtu został ostatecznie złamany i 27 lipca, z jednodniowym opóźnieniem, odszedł pierwszy transport – z 3850 Żydami – do obozu zagłady w Bełżcu. Getto było zresztą sukcesywnie i systematycznie likwidowane aż do września 1943 roku, kiedy to wywieziono do obozu w Oświęcimiu około czterech tysięcy pozostałych przy życiu Żydów.
Po zajściach w Przemyślu władze SS wszczęły śledztwo w sprawie niepokornych podwładnych. Battel znany był zresztą jeszcze przed wojną ze zbyt serdecznego, w mniemaniu przełożonych, stosunku do Żydów. On sam nigdy tego nie ukrywał. Nie tak dawno otrzymał, notabene w Przemyślu, oficjalne upomnienie za „nadmiernie serdeczne” powitanie z przewodniczącym przemyskiej Rady Żydowskiej, doktorem Ignacym Duldigiem (chodziło jedynie o uścisk dłoni, jednak dla władz SS był to przejaw prożydowskiej postawy). W śledztwo w sprawie pułkownika Battela zaangażował się nawet sam Himmler, który nie tylko wysłał kopie dokumentów do Martina Bormanna, ale również oświadczył, iż natychmiast po wojnie Battel ma zostać aresztowany.
Major Liedtke 30 września 1942 roku, w dwa miesiące po pamiętnych zajściach, został odwołany z funkcji komendanta miasta Przemyśla i translokowany karnie na front wschodni, do 1. Armii Pancernej walczącej na Kaukazie. W początku 1945 roku ewakuowano go na Bornholm, jednak tuż po zakończeniu II wojny światowej przerzucono z powrotem do Związku Radzieckiego, gdzie był sądzony za domniemane zbrodnie wojenne. Zmarł w obozie pracy przymusowej w Workucie 13 stycznia 1955 roku. Battel natomiast został objęty dozorem naczelnego dowódcy polowego z Krakowa, generała majora von Hobertha. W 1944 roku odwołany ze służby ze względu na kłopoty z sercem, powrócił do Wrocławia, gdzie desygnowany do Volkssturmu, dostał się do radzieckiej niewoli. Po zwolnieniu osiedlił się w Niemczech Zachodnich. Zaraz po zakończeniu wojny, w 1946 roku, wszczęto przeciwko niemu procedurę denazyfikacyjną, po której zakończeniu uznano go za sympatyka nazizmu i zakazano wykonywać zawód adwokata. Zmarł w 1952 roku w Hattersheimie niedaleko Frankfurtu nad Menem.”
Lotte Laserstein – malarka urodzona w Pr. Holland (Pasłęk)
Poniżej przedstawiam tekst z dawnego ( 17 października 2017) serwisu paslecki.pl , który jest interesujący nie tylko dlatego, że przedstawia znaną osobę pochodzącą z naszego miasta. Trudno znaleźć informacje o tej malarce w polskich serwisach internetowych, za co należą się autorce artykułu szczególne wyrazy uznania. Dodatkowo pozwolę sobie na końcu tego artykułu dodać galerię z obrazami autorstwa Lotte Laserstein.
(Nie)znana
Ile można zapamiętać z czasu, gdy miało się 4 lata? Skrawek melodii nucony przez matkę? Może widok z okna? Grę świateł i cieni na ścianie budynku? Jakiś sekundowy wycinek tego, co było. Zbyt wątły, żeby czuć przywiązanie do tego miasta. A jednak to dzięki nazwisku kobiety, która zapewne mało stąd pamiętała, nazwa Pasłęk pojawia się dziś w szanowanych wydawnictwach artystycznych.
Lotte Laserstein i jej największe dzieło. Źródło: Wikimedia Commons
Z portretu patrzy chłopiec o łagodnych, trochę smutnych oczach. Za plecami ma lekko rozmyty jasny pejzaż miasta i naczynie z pędzlami. Siedzi przy sztaludze, na kolanach trzyma kota. Portret jest autoportretem. Chłopiec nie jest chłopcem. Podobno kot cierpliwie pozował, bo chłopiec-nie-chłopiec napoił go mlekiem wymieszanym z brandy. Czego nie robi się dla sztuki.
Nazywała się Lotte Laserstein. Jako jedenastolatka postanowiła, że będzie malować i nigdy nie wyjdzie za mąż. Była jedną z pierwszych kobiet, które studiowały na berlińskiej akademii sztuk pięknych. Szersze uznanie zdobyła już na studiach. Cały świat nie zdążył się na niej poznać z powodu hitlerozy, która dopadła Niemcy. Sława przyszła ponownie po kilkudziesięciu latach.
Jej malarstwo to zapadające w pamięć portrety, czasem akty. Przede wszystkim pięknych, silnych kobiet, niejednokrotnie o mocnych androgynicznych ciałach. Malowała też krajobrazy. Nie będę nawet próbować grzebać w klasyfikacjach jej dzieł, w modernizmach, ekspresjonizmach, naturalizmach, realizmach, w „Neue Frau” i w „Neue Sachlichkeit”. Zostawiam je tym, którzy mają o sztuce pojęcie i artystyczne wyczucie.
Jest pewna przyziemna wskazówka co do miejsca Lotte Laserstein na skomplikowanej i zmiennej mapie świata sztuki, czytelna dla interesujących się malarstwem i dla kompletnych laików. Otóż w internetach można wyczytać, że dwadzieścia lat po śmierci artystki aukcyjna cena jej obrazu Abend Über Potsdam wyniosła 350 tys. funtów, inny, Im Gasthaus sprzedano za 110 tys. euro, co, jak sugerowano, mogło i tak nie do końca odpowiadać jego faktycznej wartości. Tak, tak, tyle tysięcy funciaków i euraczy, panie dzieju… Najcenniejsze są i będą obrazy Laserstein powstałe w okresie międzywojennym.
Większość biogramów, niezależnie czy to po angielsku, szwedzku, duńsku czy niemiecku, zaczyna się tak: Urodziła się 28 listopada 1898 roku w Pr. Holland (obecnie Pasłęk, Polska), zmarła 21 stycznia 1993 roku w Kalmar (Szwecja).
Jej ojciec, Hugo Laserstein prowadził w Pr. Holland aptekę. Zmarł, gdy Lotte miała 4 lata, a jej siostra Käte 2. Niedługo po tym matka, Meta Laserstein (de domo Birnbaum) także pasłęczanka z urodzenia, córka sędziego, odznaczonego tytułem tajnego radcy (honorowe odznaczenie w krajach niemieckiego kręgu, przyznawane zasłużonym urzędnikom), przeniosła się z dziewczynkami do Danzig (Gdańsk), do swojej matki, też wdowy.
Talent Lotte nie wziął się znikąd. Meta była podobno utalentowaną pianistką, nauczycielką gry na fortepianie, malowała porcelanę. Już w Gdańsku malarską edukacją dziewczynki zajęła się jedna z dwóch ciotek malarek amatorek, Elsa Birnbaum, prowadząca małą szkołę artystyczną, w której malarstwo i rysunek ćwiczyli młodzi mieszczanie. Intuicja podpowiada, że to nie był dom przesiąknięty do szpiku zimnym pruskim ordungiem. W jednym z biograficznych opracowań wspominano, że dzieciństwo przyszłej malarki było wypełnione otwartością, sztuką, w tym muzyką, i literaturą. W innym, że wychowała się w domu neutralnym religijnie.
W 1912 roku rodzina znów się przeniosła, tym razem do Berlina. Tam Lotte Laserstein kończy szkołę średnią. Po solidnym przygotowaniu postanawia zdawać do akademii sztuk pięknych. To się oczywiście udało. Studia rozpoczęła na początku lat 20. XX w. Nie musiała wprawdzie studiować w męskim przebraniu i pod nazwiskiem męskiego krewnego, jak choćby niecałą dekadę wcześniej w Monachium Polka Zofia Stryjeńska, jednak trzeba pamiętać, że ówczesne europejskie uczelnie artystyczne dopiero zaczynały przyjmować kobiety. Studentek była garstka i, mówiąc eufemistycznie, nie miały łatwo. To też coś mówi o charakterze Laserstein. Pod swoje skrzydła wziął ją profesor Erich Wolfsfeld. Nie z litości, czy protekcjonalizmu. Uważał ją za swoją najbardziej obiecującą i uzdolnioną uczennicę. W 1925 roku została odznaczona za szczególne osiągnięcia artystyczne medalem ministerstwa nauki, sztuki i edukacji.
Lata 20., to czasy kryzysu. Przez całe studia Lotte pomagała i wspierała mama. Sama artystka dorabiała na różne sposoby. Karoline i Adrian Stroude wyliczali w „Women’s Art Journal”, że pracowała w fabryce dywanów, kopiując orientalne wzory, jako dekoratorka w wytwórni Rosenthala (porcelana) i w zabawkarskiej manufakturze. Jak opowiadała kilkadziesiąt lat później, najlepsze zarobki przyniosło jej ilustrowanie podręcznika anatomii – rysowała m.in. zakonserwowane zwłoki. Z czasem zaczęły się wystawy i entuzjastyczne recenzje prasowe.
Pod koniec drugiej dekady otworzyła własną pracownię, w której szkoliła młodych artystów, w tym na przykład wnuczkę prezydenta Hindenburga. A potem przyszły lata 30. XX w. Na początku były wystawy, nagrody, entuzjastyczne recenzje prasowe, przedruki w ilustrowanych czasopismach. Jeszcze jeździła ze studentami na wiejskie plenery. Ale w kraju robiło się coraz duszniej. Usunięto ją z egzekutywy berlińskiego towarzystwa zrzeszającego artystki. W 1935 roku została zmuszona do zamknięcia studia. Ponieważ nie była członkinią Izby Kultury Rzeszy, nie mogła nawet kupić materiałów malarskich, zdobywała je przez znajomych. Czym sobie na to zasłużyła? Niczym. Hitlerowskim władzom nie podobały się jej żydowskie korzenie po mieczu.
W 1937 roku, dzięki wystawie w Sztokholmie udało jej się wyjechać do Szwecji. Z równowartością 2 funtów brytyjskich w kieszeni. By zdobyć szwedzkie obywatelstwo, złamała drugą część swojej dziecięcej przysięgi – wyszła za mąż. Ślub (w 1938 roku) ze Svenem Marcusem był jedynie formalnością, nigdy nie stworzyli związku. W 1939 roku w Szwecji odwiedziła ją mama, która do Berlina wróciła 3 września. 3 września 1939 roku.
Lotte nie udało się wyciągnąć Mety i Käte z III Rzeszy, choć się starała.
Käte ukrywała się wraz ze swoim partnerem Rose Ollendorfem od 14 lipca 1942 roku. Metę aresztowano kilkanaście dni później, bo podczas przeszukania jej domu nie wyjawiła gdzie przebywa jej córka. W grudniu trafiła do Ravensbrück. Zmarła w obozie koncentracyjnym w połowie stycznia 1943 roku. Käte ukrywała się w Berlinie trzy lata. Potem dołączyła na jakiś czas do Lotte, w połowie lat 50. wróciła do Berlina.
A co z Lotte? Żyła, pracowała, malowała portrety na zamówienie. Sztokholm zamieniła na Kalmar, wstąpiła do szwedzkiego stowarzyszenia artystycznego. Tworzyła niemal do śmierci, w wieku ponad 90 lat. Jej malarstwo odkryto na nowo dopiero w 1987 roku, dzięki retrospektywnej wystawie, zorganizowanej w Londynie przez Belgrave Gallery i Agnew & Sons. Zanim do tego doszło, dokładnie 10 lat wcześniej artystyczną nagrodą uhonorowało ją może nie wielkie, ale większe od Pasłęka, Kalmar.
Od pamiętnej londyńskiej wystawy, co jakiś czas są organizowane większe ekspozycje jej prac, częściej wybrane malowidła goszczą na tematycznych wystawach zbiorowych – w Niemczech, Szwecji, Wielkiej Brytanii. Jeśli ktoś będzie odwiedzał w przyszłym roku Frankfurt nad Menem, będzie miał okazję zwiedzić wystawę Laserstein w Stadel Muzeum (od 19 września 2018 r. do 13 stycznia 2019 r.), potem ekspozycja ma trafić do Moderna Museet w Malmö. Od ręki można zobaczyć np. dzieło zatytułowane Morning Toilette do którego pozowała Traute Rose, ulubiona modelka malarki i jej wieloletnia przyjaciółka. Wystarczy skoczyć do National Museum of Women in the Arts w Waszyngtonie. Jeśli USA to zdecydowanie za daleko, to może Leicaster w Wielkiej Brytanii? Trzy obrazy (w tym Selbstportrait mit Katze) znajdują się w Leicaster’s German Expresionists Collection. Część dzieł jest w prywatnych kolekcjach, inne pojawiają się na aukcjach sztuki. Nad archiwum pozostałym po malarce, na które składają się zdjęcia jej prac, szkicowniki, prywatna i zawodowa korespondencja, dokumenty związane z wystawami oraz książki z jej biblioteki, pieczę trzyma Berlinische Galerie – Museum of Modern Art. Większość reprodukcji jej najpopularniejszych obrazów i instytucje, w których można je zobaczyć wskaże Google.
Czy Lotte Laserstein pamiętała coś z malutkiego Pr. Holland? Czy w ogóle wspominała o miasteczku, poza tym, że było miejscem jej urodzenia? W artykułach nie ma po tym śladu. Być może jakieś tropy są w liczącym prawie 400 stron wydawnictwie „Lotte Laserstein – My Only Reality” autorstwa dr Anny Caroli Krausse, krytyczki i kuratorki sztuki. Książka, właściwie imponujący katalog ekspozycji, ukazała się w 2003 roku, jest związana z wielką wystawą o tym samym tytule (tyle że w języku niemieckim), którą otworzono tamtego roku w Museum Ephraim-Palais w Berlinie, a organizowaną przez Das Verborgene Museum i Stadtmuseum Berlin. Niestety w Polsce jest nie do zdobycia. Jest za to dostępna w jednym z globalnych sklepów internetowych. Trudno powiedzieć, czy to błąd sklepowego systemu, czy inny diabeł, ale jej cena to jedyne 1 200 funtów brytyjskich lub jak kto woli 1 600 dolarów. Oczywiście to wydanie w twardej oprawie. Ta sama autorka wydała w 2006 roku kolejną pozycję – „Lotte Laserstein (1898-1993). Leben und Werk”. Niestety w tym przypadku niemieckojęzyczne księgarnie internetowe informują, iż „produkt jest niedostępny”.
A czy w Pasłęku są jakieś ślady po Lotte Laserstein? Być może. Mi do głowy przychodzą jedynie zniszczone nagrobne pomniki na pasłęckim kirkucie, na których wyryto to nazwisko. Ale czy to krewni Lotte, Käte i Hugo? Nie mam pojęcia. Ksiądz Cyganek o tym niestety nie zdążył napisać. Może lokalni pasjonaci historii coś wiedzą? Może wiedzą, gdzie przed wyjazdem mieszkała rodzina Lasersteinów?
wr
Korzystałam m.in. z:
K. i A. Stroude, „Lotte Laserstein and the German Naturalist Tradition” [w:] „Women’s Art Journal”, Vol. 9, Nr. 1 ( wiosna-lato, 1988); dostęp w jstor.org
D. Rowe, „Representing Herself: Lotte Laserstein between Subject and Object” [w:] „Practicing Modernity: Female Creativity in the Weimar Republic”, (red.) Christiane Schonfeld; ograniczony dostęp w Books.google.com
A. C. Krausse „Lotte Laserstein (1898-1993)” [w:] Leider hab ich’s Fliegen ganz verlernt: Portraits von Künstlerinnen und Schriftstellerinnen der Neuen Sachlichkeit, (red.) Britta Jürgs
Leicester’s German Expressionist Collection – Lotte Laserstein; http://www.germanexpressionismleicester.org/leicesters-collection/artists-and-artworks/lotte-laserstein/
National Museum of Women in the Arts; https://nmwa.org/explore/artist-profiles/lotte-laserstein
Berlinische Galerie – Museum of Modern Art; https://www.berlinischegalerie.de/en/collection/artists-archives/highlights/lotte-laserstein/
Das Verborgene Museum; http://www.dasverborgenemuseum.de/artists/laserstein-lotte-en ; http://www.dasverborgenemuseum.de/exhibits/exhibit/women-artists-in-dialogue-en
Meinhard von Querfurt
Meinhard von Querfurt (Meinhard z Kwerfurtu)
Mistrz krajowy zakonu krzyżackiego (Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie), decyzją którego 29 września 1297 roku miasto Holland (dzisiaj Pasłęk) uzyskało prawa miejskie. Przyznał również prawa miejskie, na prawie chełmińskim, dla miast: Christburg (prawa miejskie -1291, Dzierzgoń), Graudenz (prawa miejskie -1297, Grudziądz) i Mewe (prawa miejskie – 1297, Gniew).
Poniższy tekst pochodzi z serwisu Wikipedia
Meinhard von Querfurt, także Meinherus von Querenvord, Meynko von Querenforth (urodz. ?, zm.1299) – komtur dzierzgoński w roku 1279, komtur królewiecki w latach 1280-1283, komtur pokarmiński w latach 1284-1288, mistrz krajowy Prus w latach 1288-1299.
Życiorys
Meinhard wywodził się bogatego rodu burgrabiów magdeburskich osiadłych w Saksonii. Nie wiadomo kiedy i gdzie wstąpił w szeregi zakonu krzyżackiego. Do Prus przybył najprawdopodobniej przed 1279 rokiem, gdyż źródła w tymże roku podają go jako komtura Dzierzgonia. Funkcję tę pełnił krótko, bo już w 1280 roku na stanowisku komtura Królewca zastąpił Mangolda. W roku 1283 opuścił Królewiec i objął stanowisko komtura Pokarmina, gdzie służbę pełnił do roku 1288, kiedy to został wybrany na mistrza krajowego Prus. Meinhard von Querfurt stanowisko mistrza objął około 2 lutego 1288 roku, podczas kapituły prowincjonalnej w Elblągu. Nominację przyjął z rąk obecnego na kapitule wielkiego mistrza Burkharda von Schwandena. Nagła zmiana na stanowisku mistrza krajowego z Konrada von Thierberga, na młodszego Meinharda podyktowana była zapewne, planami podboju Litwy. Młodszy, silniejszy a przede wszystkim energiczniejszy Meinhard wydawał się bardziej odpowiedni na stanowisku mistrza krajowego.